czwartek, 4 listopada 2010

Przebudzenie

In motion, these vessels appear as a horrifying parody of a man, though one that stands well over eight feet tall on its gnarled and twisted legs.


Księga Wood Elves, 2005

Otworzył oczy, gdy promienie porannego słońca padły na jego policzki. W przechylonej perspektywie widział rosę, która skrzyła się leniwie, liście wszelkiego koloru, które pokrywały coraz większą połać zielonej ściółki. Nasłuchiwał szczęku oręża, uświadamiając sobie z każdą chwilą, że to tylko echo snu, który go opuszczał. W powietrzu wyczuł zapach jesieni. Pierwszy raz, pomyślał. Pierwszy raz od dnia, w którym skończył się czas, poczułem zapach Wielkiej Puszczy.


Jego imię wypowiadano rzadko. Podobnie, jak rzadko opowiadano jego historię. Taki los spotyka te, w których jest miejsce wyłącznie na cierpienie, śmierć, rozpacz i rozstanie. Spierano się co prawda, czy umarł tego dnia. Byli tacy, którzy twierdzili, że tak. Inni zaś wierzyli, że błąka się pomiędzy światem żywych i umarłych, na granicy snu i jawy, blady cień swoich dawnych dni. Wkrótce przestano mówić o nim zupełnie.


Wstał powoli i podszedł do brzegu strumienia, w miejscu, gdzie nurt był najsłabszy. Spojrzał na własne odbicie. Poczuł, że widzi jej po raz pierwszy od wielu dni. Dni? Lat? Białe jak śnieg włosy, wychudzoną,  naznaczoną cieniem cierpienia twarz. Kim był? Kim jest? Przez moment miał wrażenie, że widzi inną twarz. Czy to ją widział w ostatnim śnie? Pamiętam ją. Zapomniałem o wszystkich i wszystkim. Tego jednego wspomnienia… Wpatrywał się jeszcze przez moment w wodę, po czym zmącił ją i odszedł.


***


Rzadko przerywany krótkim odpoczynkiem marsz trwał już kilka dni. Samotna postać czuła, że jest coraz bliżej kresu swej wędrówki. Pokonawszy szczyt wzniesienia, z niewiadomych powodów nie porośnięty drzewami,  przystanęła na moment. Słońce stało w zenicie. Wędrowiec rozejrzał się z szczytu dookoła. Stał pośrodku wielokolorowego morza, mieniącego się wszelkimi kolorami jesieni. Teren opadał i wnosił się łagodnie. Majestatyczna Puszcza przezywała zmierzch swoich dni. Jak co roku, w odwiecznym cyklu natury, tuż przed zapadnięciem w mroźny i martwy sen zimowy.


***


Dzień chylił się ku końcowi, kiedy dotarł do celu swej wędrówki. Dzień? Jak dawno wyruszyłem, pomyślał. Pośrodku polany stał martwy pień wielkiego dębu. Wciąż nosił ślady bestialstwa, które przecięło jego dostojny żywot. Ciepły wiatr od zachodu wiał leniwie,  Miejsce było spokojne i ciche. Martwe. 
Bez trudu odszukał właściwy głaz. Odsunął go i wydobył to, co zostawił tam ostatnim razem. Ile razy puszcza zasypiała się i budziła od tego czasu, pomyślał? Przyjrzał się pakunkowi, po czym powoli go rozwinął. Długi, brązowy płaszcz. Złocista zbroja i takież nagolenniki. Wielki, dwuręczny miecz. Jego miecz. Odrzucił drewniany kij. Chwycił za rękojeść. Nie przypuszczałem, że ten dzień nastanie, pomyślał. Przemierzałem pokrętne ścieżki Wielkiej Puszczy, za towarzysza mając rozpacz i mroczne sny.


Odwrócił się, by rzucić po raz ostatni okiem na polanę i znieruchomiał. Oczom jego ukazał się bowiem niesamowity spektakl. W miejscu, gdzie stał jeszcze przed paroma chwilami jaśniała dziwna poświata, w której wirowały wielokolorowe, eteryczne postaci. Zmurszałe, martwe gałęzie, leżące wokół zaczęły poruszać się, przyciągane przez to osobliwe zjawisko. Wszystkiemu towarzyszyły specyficzny szmer, ulotny zaśpiew, przechodzący momentami w przewrotny chichot. Samotny wojownik wiedział doskonale, czego jest świadkiem. Wiedział dokładnie co stanie się za parę chwil i kogo ujrzy. Nie wiedział jedynie, co spowodowało, że duchy puszczy powołują do walki pozostałości żywych kiedyś drzew. Domyślał się. Nagle wyłowił za sobą jakiś dzwięk. Błyskawicznie się obrócił, unosząc swój potężny miecz i… spojrzał w dwie, wielkie, zielone studnie. Naprzeciw niego stała niesamowita istota. Połączenie groźnego piękna, dzikości puszy i wielowiekowej mądrości. Starożytna driada, w swojej groźnej, wojennej postaci.


Przemówiła do niego nie używając słów, zwracając się bezpośrednio do świadomości. 
- Długo błądziłeś Białowłosy. Czas, byś powrócił ze ścieżek, po których nikt nie może za tobą podążyć. Wśród twoich są ciągle tacy, którzy cię potrzebują… ona cię potrzebuje. Zmierza teraz na spotkanie zwierzoludzi. Nie wie jednak, że czeka ją większe niebezpieczeństwo. Mróz i śmierć nadciągają z północy. Wiesz, o czym mówię. Widziałeś to w swoich snach… Tak, widział. Teraz zrozumiał wreszcie ich znaczenie, pojął grozę sytuacji. Obrócił się gwałtownie ale wiekowa nimfa powstrzymała go. 
- Nie! Ostrze Wiatru musi poczekać. Sam na nic się jej zdasz. Musisz udać się do tych, którzy mieszkają wokół Złotej Wierzby. Posłuchają cię, ruszą za tobą. Nie zwlekaj. Dobyłeś dzisiaj swój miecz. Będzie mógł odpocząć dopiero, gdy skąpiesz go we krwi wrogów waszego i naszego ludu.
- Przebudź się - dodała i odeszła. Patrzył, jak oddala się a wraz z nią pokracznie stąpające, potężne kształty. Chwilę potem pozostał na polanie całkiem sam. Zupełnie, jakby to przedziwne spotkanie nie miało miejsca. Ostatnie promienie słońca skryły się za szczytami wzgórz. Spojrzał po raz ostatni na martwy pień wielkiego dębu, na wbitą pośrodku włócznię po czym ruszył na spotkanie z tymi, o których mówiła nimfa. Zapadający powoli zmrok skrył go przed oczami śmiertelników.

***

Treekin’y nigdy nie były dla mnie jakoś szczególnie interesującym wzorem. Oczywiście cena jednego blistera też nie zachęca do kolekcjonowania. Było, nie było, nie mogło ich zabraknąć w mojej armii, choćby ze względu na całkiem niezłe charakterystyki. Jak to wszystko pogodzić? W prosty sposób. Najpierw zastanowiłem się skąd ten niemrawy wzór. Doszedłem do wniosku, że to wina podstawek, z jakimi prezentuje się ten oddział choćby w księdze - płaskie i pozbawione jakichkolwiek dodatków. Ponieważ mam wciąż pokaźny zasób plastikowych bitsów, dodałem je po prostu do podstawek, dzięki czemu te drewniane kolosy nie są już tak nudne. W przypadku ceny poszedłem po prostu jeszcze dalej z bitsami - zrobiłem sobie jednego treekina sam. W końca stworzenia te powoływane są do życia przez duchy lasu, które wykorzystują martwe, zbutwiałe gałęzie i pnie. No to u mnie ten trzeci właśnie się budzi. Zaraz wstanie i będzie gotów do wyprowadzenia kilku drewnianych sierpowych.  A ja będę mógł wydać zaoszczędzone 60 złotych na coś innego.



Nie wiem, co mnie napadło, żeby pomalować obu prezentowanych bohaterów w tym samym czasie. Ale co tam - nawet to się jakoś z dzisiejszym tekstem zgrywa. Elf z wielkim mieczem to już drugi w mojej karierze. Oczywiście nic szałowego - ma pasować do reszty armii i… pasuje. Trochę nieopatrznie wybrałem kolory dla duszka - tu aż prosił się jednak czerwony. Co do nimfy, to oczywiście Drycha, bohater specjalny. Kolorystyka to połączenie dwóch oddziałów driad, które pomalowałem wcześniej. Trochę się pobawiłem korkiem - nie wiem, czy to widać - ale zamiast naklejania jednego kawałka, zrobiłem takie mini-wysepki. Jakoś lepiej to współgra z korzeniami i pniem, na których nimfa stoi (a które to są częścią figurki po prostu). W przypadku obu też zaoszczędziłem trochę na funduszach - po prostu dostałem je w prezencie. Tak więc bohaterowie dzisiejszego odcinka kosztowali mnie w sumie 120 złotych, zamiast nominalnych 250. Chyba sobie znowu coś zażyczę na urodziny.

To, co widać na podstawkach zdążyłem zaaplikować do wszystkich dotychczas pomalowanych figurek. Mowa o dwóch zabiegach: po pierwsze rozjaśniłem suchym pędzlem ten fragment, gdzie widać piasek. Chciałem go nieco ożywić i do tego celu użyłem farby ‘raw sienna’ z firmy Polycolor (w zasadzie identycznej z bestial brown) - mam tubkę, więc wreszcie się przyda. Drugą zmianą jest dodanie żółtawego listowia (kruszona gąbka). Myślę, że dzięki temu na podstawkach ‘coś się dzieje’. I dobrze. Zdjęcie całości oczywiście na pożarcie krytyków technik fotograficznych. Wrzucam - bo taka była umowa z Kolegami. Zrobione na żółtym stole - bo nie jakoś zawsze zapominam skoczyć do plastyka po duży arkusz papieru. Jeszcze refleksja - mam wrażenie, że napracowałem się przy leśniakach, ale zdjęcie dowodzi, że to ciągle skromniutka kolekcja.



Podsumowując ten odcinek - całe pięć podstawek dzisiaj, choć każda inna. Muszę ‘nadgonić licznik‘, bo niestety największe oddziały przesuwam z lenistwa na koniec. Figurki do kolejnego odcinka już przygotowane do malowania. Sam jestem ciekaw, ile czasu zajmie mi jego przygotowanie. Może fakt, że pora roku, zgodna  z proponowaną w kolekcji interpretacją doda mi motywacji do zwiększenia kolekcjonerskich wysiłków. Na pewno sprawia, że czuję się dobrze  - widok wielokolorowych liści, ich specyficzny zapach, kiedy butwieją lub są palone w okolicy. Coś w sam raz na stan moich nerwów.

Regiment
Typ: treekin (w tym elder)
Ilość: 3
Koszt w punktach: 215 pkt
Koszt w złotych: 180 zł

Regiment
Typ: branchwraight
Ilość: 1
Koszt w punktach: 65 pkt
Koszt w złotych: 35 zł

Regiment
Typ: noble
Ilość: 1
Koszt w punktach: 75 pkt
Koszt w złotych: 35 zł

Armia
Stan posiadanych figur: 100%
Stan złożonych figur: 75,26%
Stan pomalowanych figur: 55,67%
Łączny koszt w punktach: 1187 pkt
Łączny koszt w złotych: 585 zł

Adrian Stolarczyk

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS