Pokazywanie postów oznaczonych etykietą johnny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą johnny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 lutego 2025

Wieczorową porą




  Idę za ciosem i kończę kolejne tematy. Z taśmy zjeżdża tym razem masywny Orc Warlord z Avatars of War. Model jest drukowany. Na renderach wyglądał znakomicie i miał absolutnie wszystko, co mieć musi prawdziwy Warboss. Licząc się z tym, że na wydruku może być różnie, zamówiłem go z czystej ciekawości. Nie zawiodłem się, gdyż okazało się że wszystko jest w najlepszym porządku. Jedyną wadą było to, że model wydrukowano w całości, zamiast w częściach.

Postawiłem na mocne zestawienie zieleni i czerwieni, uzupełnionych czernią, bielą i kolorem metalicznym. Starałem się zachować przy tym dyscyplinę i nie wyjść poza założony schemat - jednym słowem nie wprowadzać dodatkowych barw. Z rezultatów jestem naprawdę zadowolony i mam szczerą nadzieję, że nie skończy się to kolejną armią, bo taki generał wyglądał by imponująco na czele regimentu zielonoskórych. By unaocznić Wam jego rozmiar, dodałem dla skali zwykłego orka do Warhammera 40 000. Podstawkę otrzymał w wymiarze odpowiednim do systemu The Old World, bo na klasycznej 25 mm nie miałby szans się zmieścić. 

I to jest dopiero dobre zakończenie dnia!


 

 



 

 

wtorek, 4 lutego 2025

Co zacząłem, skończyć muszę


Witajcie! Rok na blogu zacząłem od prac wykończeniowych przy modelach, które miesiącami (lub latami!) były na mocno zaawansowanym etapie malowania, a których z niewiadomych dla mnie przyczyn nie kończyłem. Szczęśliwi czasu nie liczą, więc nie będę się już zagłębiał w szczegóły - kto i ile czasu leżakował. Spuśćmy na to zasłonę milczenia. Doszedłem do wniosku, że nadużyciem by było rozbijać to na kilka postów. Będzie to zatem jeden raport, co udało się dokończyć.

Na początek Warbikerzy. Do tego, by się za nich zabrać skłoniły mnie rozgrywki w czwartą edycję Warhammera 40 000, a dodatkowym bodźcem była tu kampania narracyjna w edycję dziesiątą, rozgrywana w warszawskim sklepie GW. Mało co tak mnie mobilizuje, jak perspektywa grania właśnie. Nie ma tu absolutnie nic nowego, oprócz kłębów spalin/kurzawy, które wykonałem z waty stalowej.

 


Następny w kolejce jest Weirdboy, czyli orkowy psyker. Z tym męczyłem się niezmiernie, a to za sprawą dużej ilości drobiazgów, którymi gagatek ten jest obwieszony. Laga, którą dzierży, też wymagała pewnego nakładu pracy. Mimo, że dostrzegam tu i ówdzie drobne niedociągnięcia malarskie, to z całości jestem zadowolony.





Kogo tam mamy dalej? Szczękającego żelastwem i trzaskającego wyładowaniami elektrycznymi Big Meka. Także on skorzystał na tym, że zacząłem pogrywać - dosłownie kilku drobiazgów brakowało do jego ukończenia.



Na koniec zaś mały rodzynek - Stormvermin, którego zmalowałem jeszcze w grudniu w związku z comiesięcznym wyzwaniem malarskim organizowanym przez wspomniany już sklep (oficjalnie nazywa się to Miniature of the month). 

 

 

Miał to być prawdziwie czarny charakter: czarne futro, takież szmaty i zbroja. Oczywiście przy zachowaniu zasady, że każda z tych rzeczy inaczej będzie odbijać światło. Podstawkę wykonałem z krążka do wypełniania dziur po sękach, a ozdobny rant dorobiłem frezarką. Rezultat? Według mnie nie najgorszy, choć oczywiście wiele dałoby się tu zrobić lepiej. O wiele ważniejsze jest jednak to, że takie wyzwania aktywizują mnie i zachęcają do eksperymentów. Będę zatem brał w nich udział. Ach, i żeby nie być gołosłownym: w styczniu był to eldarski Striking Scorpion (model już zdałem, zdjęcie później), w lutym zaś na warsztat biorę kolejnych dwóch Skavenów.

Z ostatniej chwili - foto ukończonego styczniowego wyzwania malarskiego Miniature of the month. Widać, że malowane na szybko, ale grunt że ukończone i oddane na czas.

                                     fot. Warhammer Warszawa

 









piątek, 30 sierpnia 2024

Johnny's Classics #3: We trzech kroczą

 

Nie wyobrażacie sobie, jak jestem szczęśliwy, widząc tę trójkę pomalowaną i gotową do gry. To seria czarnoksiężników Chaosu z 1997 r, a więc z czasów V edycji Warhammera. 

Skąd moja radość? Ano stąd, że już wiele lat temu straciłem nadzieję, że dostanę gdziekolwiek tego, którego prezentuję poniżej jako pierwszego. Udało mi się go złapać na Ebayu w towarzystwie Championa Bloodletterów Khorne'a - co ciekawe obaj byli w blisterach i kosztowali po ok. 45 zł za szt. - rzecz dziś
niespotykana.    

wtorek, 12 marca 2024

Ja jezdem Rasa Panuf!

Blogowy rok otwieram wyjątkowo późno, ale za to z przytupem. Dziś przedstawiam Wam zielonego samca alfa z samego wierzchołka łańcucha pokarmowego. Za podstawę posłużył mi stary wzór Ghazghkulla - model w swoim czasie wyjątkowo duży, biorąc jednak pod uwagę dzisiejsze standardy wcale nie wyróżnia się rozmiarem (dodałem jednak jednego z chłopaków dla porównania). Mimo to, miałem masę zabawy przy jego malowaniu i wprowadzeniu drobnych konwersji (łeb i bosspole na plecach) - wcale nie jestem pewien, czy z równym zapałem brałbym się za nowego Ghaza. Zresztą podobne refleksje towarzyszą mi nie pierwszy raz.

Wstyd przyznać, ale pracę nad nim zacząłem w styczniu ub. roku! Podziałała stara dobra presja w związku z rozgrywkami w 4-tą edycję Warhammera 40.000 (jak się okazało znacznie mi bliższą, niż np. obecna 10 -ta), doprowadziłem go do dość zaawansowanego stadium, a potem... porzuciłem na długo, wracając doń dopiero na początku tego roku. Presja owa spowodowała, że zacząłem - a nawet w niektórych wypadkach skończyłem! - parę rzeczy do Orków, którymi na pewno w najbliższych  tygodniach będę się chwalił. 

Całe malowanie opiera się na niezmiennie przeze mnie stosowanym zestawie barw, tym razem jednak zamiast tradycyjnego chippingu gąbką sięgnąłem dla odmiany po fluid maskujący. Pewną nowością są też świecące oczka, robione pierwszy raz więc efekt nie powala, tym niemniej mam dużą chęć wejścia w klimaty fluo i z pewnością w najbliższym czasie będą kolejne próby. Tyle na dziś, na szczęście będzie jeszcze o czym pisać, więc niebawem wrócę. :)








wtorek, 11 stycznia 2022

Stare chłopaki, nowe metody


 

Co to znaczy? - zapytacie. Już wyjaśniam: przebierając sterty plastiku lub metalu złapałem się za głowę! Jest tego tyle, że trzeba zmienić podejście i zacząć działać z głową i pomysłem w myśl zasady: minimum wysiłku, maksimum efektów.

Z takimi założeniami zabrałem się za 10 Lootasów, którzy są bohaterami dzisiejszego wpisu. Miało być tak: szybko, prosto, tu i ówdzie mniejsza dbałość o szczegóły i efekt nie odbiegający poziomem od poprzednich dokonań. A jak było? Skóra, gacie i buty chłopaków zostały zrobione tymi kolorami co zazwyczaj - zmieniło się natomiast narzędzie - był to duży i gruby pędzel przywodzący na myśl stary citadelowski tank brush. Użyłem jeszcze Retarder Medium Vallejo i w ten sposób, mieszając kolory bezpośrednio na modelu, uporałem się ze wspomnianymi elementami.

Później niestety wróciły stare nawyki - żółte blachy, broń, podstawki zrobione zostały tak jak zwykle. Idea speedpaintingu zatem padła 😏 Nie wytrzymałem też i pierwszych pięciu, których malowałem kilka lat temu, przesadziłem na nowe podstawki 32 mm. Różnica w odbiorze jest, jak zauważyłem, spora. Na zdjęciu zajęli miejsca w ostatnim rzędzie.

Co by nie powiedzieć jestem zadowolony - w końcu leżeli w warsztacie tylko miesiąc 😁


niedziela, 14 listopada 2021

Jarosław Musiał: migawka z przeszłości

 

"Magia i Miecz" nr 4(16)/95

 

 

Jego nazwiska nie muszę googlować, wystarczą wspomnienia – a te pojawiają się w mojej głowie natychmiast: „Magia i Miecz”, „Nowa Fantastyka”, „Fenix”, „Kryształy Czasu”… I założę się że wielu (i wiele!) z Was ma podobnie. 

Architekt, grafik, miłośnik modelarstwa i literatury science fiction. Decyzja o notce na blogu była prawie natychmiastowa, planowałem ją na 22.10, ponieważ tego dnia się dowiedziałem. Sprawy dnia codziennego skutecznie mi to jednak uniemożliwiły. 

Jarosław Musiał – bo o nim mowa – odszedł 21 października, i to jemu poświęcony będzie ten wpis.
Nie może być tu mowy o sylwetce, podsumowaniu czy przeglądzie twórczości, bo to zadanie przy którym wejście do podziemi i stawienie czoła demonicznej hordzie jawi się jako spacerek. Będzie to zatem krótkie wspomnienie, wręcz migawka z przeszłości. Przypomnę sobie i być może Wam ślady, które rysownik ten pozostawił w mojej wyobraźni. Kto wie, może zachęcę Was do wymiany myśli na ten temat… 

"Magia i Miecz" nr 3(8)/94


"Magia i Miecz" nr 5(10)/94

Na pewnym etapie mojej przygody z fantastyką i grami miałem wrażenie, że jest wszędzie. Dzięki niemu zobaczyłem ulice Ostrogaru, niedorzecznych a zarazem budzących grozę pająkoludzi zwanych Sharanami, martwiaki (ech, Szkielet tępogłowy typowy – co to były za czasy!), świątynie Seta a nawet służącego Khornowi Bloodlettera, który po spolonizowaniu stał się Krwiopuszczem (sic!).  Na jego ilustracjach ożyli również bohaterowie tacy jak barbarzyńca Yossa ("Kłać sie dzifko!"), czarnoksiężnik Artmar, czy legendarny Paladyn Arturius.Artysta sportretował też zacnie postaci z mitologii germańskiej w znakomitych, fachowych książkach Artura Szrejtera. Co jeszcze? Nie zliczę… było tego tak wiele. A może Wy macie jakieś swoje wspomnienia?

Postanowiłem wybrać w związku z tym kilka ilustracji – zrobiłem to niemalże na chybił trafił, bo tylko tyle według mnie można zrobić, mając do czynienia z rysownikiem o tak potężnym portfolio. Taki też jest mój dzisiejszy wpis – pierwsze, najmocniejsze skojarzenia. Obrazki z przeszłości… Ledwie kilka spośród wielu światów, w podróż do których wielokrotnie zabierał mnie Jarosław Musiał. Nie wiem, w którym przebywa obecnie, ale mam nadzieję, że wciąż rysuje…

"Magia i Miecz" nr 2/93




 
Sharan - "Magia i Miecz" nr 6(11)/94 

 

Krwiopuszcz (Khorne Bloodletter) "Labirynt" nr 1 październik 1994



 

Paladyn Arturius "Magia i Miecz" nr 4(16)/95

poniedziałek, 27 września 2021

Barbarzyńska horda

Taaak… Sprawdźmy: stal – jest, mięśnie – są, rogi – a jakże, futra – obecne, śniegi północy – ma się rozumieć! Czyli wszystko w najlepszym porządku 😊


 

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz malowałem w pełni metalowy a zarazem tak liczny regiment do armii Chaosu! Gdy jednak patrzę na efekty, widzę, że nie wyszedłem z wprawy. Mało tego, rozkręcam się i bez ceregieli kończę kolejne, dawno już rozpoczęte tematy. Jestem na tyle zadowolony, że nawet jakoś przełknę fakt, iż nie zdążę z paroma innymi rzeczami na tegoroczny Oldhammer Weekend. Maruderzy Chaosu, będą zatem musieli poczekać na swój debiut na stole…

To co to tu widzicie, to w istocie nic nowego. To mocni goście, więc postawiłem na mocną i sprawdzoną kolorystykę. Powiedziałbym nawet, że gdzieniegdzie – szczególnie jeśli chodzi o skórę i stal – wyszło mi coś, co można by określić jako dramatic highlights, dzięki czemu również z daleka oddział wygląda bardzo dobrze.

 

środa, 29 kwietnia 2020

Johnny’s Classics #2: Blob Plugawy

Naprawdę nie wiem, jakim innym imieniem mógłbym ochrzcić pokrakę, którego chcę Wam dziś zaprezentować. Aż dziw, że – jak niektóre figurki z jego czasów –  go nie otrzymał. Wiem natomiast, że jest on dla mnie ucieleśnieniem tego, jak powinien wyglądać prawdziwy czempion Chaosu, a już zwłaszcza służący Nurglowi. Jest bowiem groteskowy, obrzydliwy, prawom boskim i ludzkim urągający. Tak się składa, że pomalowałem go już jakiś czas temu, nie miałem jednak pomysłu na podstawkę. Tą zaś otrzymał finalnie taką, jaką winien mieć od początku czyli: piasek, wikol i kilka odcieni zieleni i brązu. Jeśli choć w niewielkim stopniu przywiedzie Wam na myśl niezapomniane strony ‘Eavy Metal z White Dwarfa, będę przeszczęśliwy 😊
A to nie koniec, bowiem gotowy do malowania jest już jego nie mniej odrażający koleżka. Wypatrujcie go i…#zostańciewdomu.





czwartek, 16 kwietnia 2020

Johnny's Classics #1: Chaos Lord


Dzisiejszy wpis jest szczególny, bowiem stanowi otwarcie swoistego "kącika retro". Będę w nim prezentował modele, które są (lub kiedyś były, a teraz wracają) ze mną od zawsze, takie które czekają cierpliwie od X lat na pomalowanie, wreszcie takie, które z różnych powodów uważam za absolutne klasyki. Co zrozumiałe, będą to głównie figurki należące do armii Chaosu w WFB, choć nie wykluczam w przyszłości wyjątków od tej zasady.

wtorek, 7 stycznia 2020

Salwa noworoczna

Baboom!
Witam w nowym roku :) Postanowiłem zacząć skromnie, acz z hukiem. Mamy tu produkt znakomitej firmy Kromlech, której zasługi dla rasy zielonoskórych są nie do przecenienia. Robiło się go prosto, łatwo i przyjemnie. Wcześniej, spod mojej ręki wyszedł Kromlechowy doktorek oraz trzech meganobów. Nie po raz pierwszy dochodzę do wniosku, że ich wyroby przewyższają znacznie produkty szeryfa z Nottingham.
Według producenta jest to haubica, ja jednakże używać jej będę jako moździerza ("Lobba"). Jest on co prawda nieobecny  w aktualnym kodeksie, ale w dalszym ciągu są pewne możliwości, by go wystawić. Wielkich osiągów na polu walki nie przewiduję, jednak od czasu do czasu tani zapychacz w sekcji heavy support z pewnością się przyda.





niedziela, 22 grudnia 2019

Big Yellow Mama prosi do walca

Niedawno mignął mi na Facebooku post z jednej z licznych grup malarskich, którego autor, prezentując swoje dzieło stwierdził, że prace nad nim przebiegały w tempie glacjalnym.
I to jest to – pomyślałem. Bowiem braki czasu oraz różne perypetie spowodowały, że wykończenie Battlewagona zajęło mi całe wieki. Ale oto jest…

niedziela, 30 czerwca 2019

Chłopaki i nieboraki

No, znów po baaardzo długim czasie dorwałem się do pędzla i w pierwszej kolejności zająłem się kończeniem różnych tematów, które leżą rozgrzebane od tygodni, miesięcy a nawet– o zgrozo – roku z okładem.

Dziś dwa spośród nich: D.U.Ż.Y.  i malutki - oba zielone ;)

Ten duży to trzech Juggernautów z Kromlecha. Zrobieni na 90% (z podstawkami włącznie) leżeli i czekali, aż zajmę się detalami, takimi jak kolorowe kabelki i głowy. Te pierwsze, nawiasem mówiąc, były tak upierdliwe, że znacznie wydłużyły czas prac nad modelami. By unaocznić Wam, jak duzi są ci chłopcy, postawiłem obok jednego z nich zwykłego orka. W planach jest jeszcze kupno miotaczy ognia (jeden już mam) i przyczepienie ich za pomocą magnesów.










 
Drugi temacik to nieboraki z samego końca łańcucha pokarmowego, czyli Gretchiny znane też jako Groty. Tu wszystko trwało znacznie szybciej. By odróżnić ich trochę od reszty towarzystwa zdecydowałem się na nieco inny odcień zieleni. Druga dziesiątka już czeka w kolejce. 

O dalszych planach wolę nie pisać - bo nie wiadomo co to będzie i kiedy ;)




sobota, 3 listopada 2018

Półkowniku, sztandar wprowadzić!


Skoro obligatoryjny wpis do "Opowieści o siedmiu..." mam już za sobą, pora zająć się tym co zalega już od miesięcy na półce. Dlatego właśnie dzisiejszy Nob z Waaagh! Bannerem został półkownikiem ;) Napocząłem go chyba jeszcze przed wakacjami, na urlopie prawie skończyłem, zaś podstawkę finiszowałem wczoraj.
Zdaje mi się, że tytuł półkownika otrzyma jeszcze kilku mniejszych i większych chłopców ;) Po prawdzie to awansów należy spodziewać również w mojej armii Chaosu.
Ciekawe ilu takich oficerów uda mi się jeszcze wypromować do końca roku ;)




czwartek, 1 listopada 2018

Rumble in the jungle


Któż nie pamięta "A tale of four gamers" z White Dwarfów nr 218-223? W moim przypadku pierwszą armią z tamtych czasów, która staje przed oczami jest oczywiście ta Paula "Fat Bloke'a" Sawyera, czyli Beastmeni. W drodze powrotnej z ostatniego Oldhammer Weekendu, który notabene odbył się w katowickim "Innym wymiarze", wpadliśmy z kilkoma kolegami na pomysł, by stworzyć naszą Opowieść o Czterech Graczach. Z czterech rychło zrobiło się siedmiu, i na tym nie koniec bo już doszły mnie słuchy, że powstają kolejne ekipy które zdecydowały się podnieść rękawicę i brać do roboty.

Wspomniany cykl jest mi bliski, więc długo się nie zastanawiałem. Będę pracował nad Lizardmenami, których powolutku gromadzę już od zeszłego roku, kiedy to w moje ręce wpadły kupione za grosze podręcznik do -a jakże - 5 edycji WFB, oraz Stegadon. Zbiór szybko powiększył się, o szamana skinków, oraz nowiutki box saurusów - i to również niewielkim kosztem :)

Założenia następujące: malujemy 500 punktów na kwartał, armie które w ten sposób powstaną mają walczyć na Oldhammer Weekendzie 2019.
Nie będzie pardonu, terminarz jest sztywny:
1. 01.11.2018 - 31.01.2019
2. 01.02.2019 – 30.04.2019
3. 01.05.2019 – 31.07.2019
4. 01.08.2019 – 31.10.2019

W wyzwaniu biorą udział także:
1. Sebastian Suski - Goblins - http://gameoftravel.com
2. Adam Sadowski - Halflings - https://halflingstown.blogspot.com/
3. Piotr Kowalczyk - Chaos Dwarfs - https://hero-hammer.blogspot.com/
4. Tomasz Kmiotek - Dwarfs - https://spazo1983.blogspot.com/
5. Moja skromna osoba :)
6. Jarek Westermark - Chaos - https://starefigurki.blogspot.com/
7. Maksymilian Szyc - Dogs of War -blog niebawem


W pierwszym etapie biorę się za regiment i stegadona. Wg księgi armii, jest to 513 pkt, bez wchodzenia w zakup opcji (no, może z wyjątkiem włóczni i command grupy dla saurusów). Wiem też, co będzie w etapie drugim, mianowicie wspomniany szaman, oraz około 40-tu skinków i 5 jeźdźców na sławetnych "zimnych" czyli cold one'ach.
Jak to wszystko będzie wyglądało? Pewną koncepcję kolorystyczną już mam, poza tym jednak przyjmuję dodatkowe założenie: armia będzie tak bardzo "etno" jak tylko pozwolą na to moje umiejętności.

Przyznacie, że - biorąc pod uwagę moje zwyczaje blogersko-malarskie- brzmi to co najmniej interesująco ;) ?

Kości zostały zatem rzucone...

sobota, 10 marca 2018

Ruwnaj krok, napszut maaarsz!!!

Tak oto kolejna dziesiątka boyzów wmaszerowała na Zgiełk...Podobnie jak prezentowany niedawno rydwan, "dzieło" to powstało w zasadzie w ubiegłym roku, a w ostatnich dniach było jedynie wykańczane. Takie też będą najbliższe wpisy. Niebawem przedstawię Wam ich większych kumpli. DUŻO większych.

niedziela, 18 lutego 2018

Odgrzewany kotlet

Czasu na malowanie miałem ostatnio na tyle mało, że kilka pierwszych wpisów w tym roku poświęcę na prezentację dokonań malarskich z roku ubiegłego...
Dziś serwuję zatem kotlet odgrzewany, acz krwisty ;)



Rydwan, który widzicie wykonany został w październiku, w związku z eventem pt. 2nd Oldhammer Weekend Poland (gorąco namawiam, by ci, którzy jeszcze nie czytali o tym wydarzeniu niezwłocznie to uczynili, bo to niebanalna impreza!). Nawiasem mówiąc była to jedyna rzecz, z kilku planowanych, które udało mi się na czas ukończyć. A na przygotowanie się do imprezy miałem 10 miesięcy :( Ale nic to – było minęło. 

Jest to już trzecie i jak sądzę ostatnie życie tego modelu. Do tej pory woził on na pokładzie dwóch wojowników chaosu. Postanowiłem jednego z nich zamienić na czempiona, którego wybrałem nieprzypadkowo jest to bowiem mój ulubiony model bohatera z 6 edycji WFB.




Bezpośrednią inspiracją był niemal identyczny zabieg, który lat temu piętnaście wykonał w White Dwarfie Fat Bloke, czyli Paul Sawyer. 



Z efektu jestem zadowolony: model ma swoją dynamikę, a schemat kolorystyczny -choć prosty- uważam za całkiem efektowny. 

Tyle na dziś, niebawem kolejne dania z odzysku...

niedziela, 12 lutego 2017

Jadą, jadą chłopcy!


Nareszcie! Przyznam, że nie bez dumy (a także pewnych nadziei) wjeżdżam z orkowym trukkiem w nowy rok...To nie tylko mój pierwszy pojazd do Warhammera 40 000, ale także -mam nadzieję- zapowiedź dalszego szybkiego rozwoju mojej zielonoskórej trzódki. To także pierwszy od dawna model, o którym mogę napisać coś więcej niż tylko to, że jest żółty i brudzony gąbką.



Dwie zasadnicze zmiany w stosunku do oryginału, to słusznych rozmiarów gąsienice oraz rogi wyrastające ze zderzaka. Oba te elementy pochodzą od orkowego Battlewagona. Zwłaszcza te pierwsze uważam za pomysł trafiony, ponieważ udało mi się w miarę sensownie rozbudować tylną partię ciężarówki. Było to konieczne, ponieważ gąsienice w dziwaczny sposób wystawały poza obręb pojazdu. Niestety musiało minąć trochę czasu, zanim wymyśliłem jak dokleić te kilka dodatkowych elementów, by całość miała ręce i nogi. Dalej zrobiłem to samo, co zresztą armii: kolor żółty, paćkanie gąbką i brudzenie mocno już wysłużonym weatehring stick'iem firmy Tamiya. Swoją drogą ten ostatni to bardzo dobre narzędzie dla niedzielnego modelarza, lubiącego szybko i efektownie pobrudzić to i owo.

Kto wie, czy trukk nie zajechałby na Zgiełk jeszcze później, gdyby nie to, że w tym roku postanowiłem zaktywizować się jako gracz...Już jakiś czas temu stwierdziłem bowiem, że nic mnie tak nie motywuje do malowania, jak bliska perspektywa gry. Na margniesie, jestem zszokowany liczbą bitew, które udało mi się w tym roku rozegrać. Było ich aż sześć ;) Jak na mnie tempo iście diabelskie;) Na razie chłopaki walczą w lidze Kill Team (armie na 200 pkt) w warszawskim sklepie Figurkowe Gry Bitewne. Pierwsza - styczniowa odsłona ligi ku memu zdziwieniu zaprowadziła ich na podium (II miejsce), i to mimo dwóch sromotnie przegranych bitew i tylko jednego zwycięstwa. Zobaczymy, co przyniesie w tej materii luty. W marcu zaś być może będę już gotowy, by zagrać w dużej lidze na 1850 pkt.





RSS FeedRSS