Drugi Morris zjeżdża z taśmy, jako że został właśnie przybrudzony farbami. Ponownie mamy tu żywiczny odlew + parę metalowych detali od Braci Perry. Drugi egzemplarz różni się nieznacznie się od pierwszej ciężarówki, co można porównać na drugim zdjęciu. Fajna taka zabawa z farbami - nie trzeba się specjalnie przejmować podczas brudzenia tych miniaturowych pojazdów. Za to końcowy efekt, im bardziej niedbały, tym bardziej mi się podoba. Oczywiście znalazłem w sieci masę zdjęć tychże modeli, gdzie malowanie zwala po prostu z nóg. Ale nie o to tu chodzi, wszak obie ciężarówki nie będą startować w konkursie modelarskim. Przy okazji natrafiłem też na Morrisy w malowaniu i oznaczeniach z Wehrmachtu. Nie ma się co dziwić, bowiem BEF porzucił masę tych pojazdów na kontynencie podczas słynnej ewakuacji z Dunkierki.
No to pora brać się za kolejne pojazdy z żywicy - tym razem nieco mniejsze, ale za to trzy. A i zabawa powinna być jeszcze lepsza. Do usłyszenia już wkrótce.




9 komentarzy:
Nie no wyglądają przepięknie!
Ja w ogóle nie mam talentu do pojazdów, czołgów itp i ich nie maluję :)
Dziękuję. A w drugie zdanie nie wierzę!
Szczękę zbieram z podłogi....
Drugie zdjęcie z cyklu: "znajdź trzy różnice ;)".
Karabin, korba, i szyby... tyle różnic znalazłem :D
3 x TAK! Brawo Pepe. W nagrodę zadedykuję Ci kolejny pojazd.
Kapitalna tonacja i wybór dokładności malowania.
Miód na moje uszy!
Świetny efekt końcowy!
Mechaniczne serce rośnie! Teraz to mi trochę wstyd, że mój czołg zapuszczony... ;)
Dzięki. Aż jestem zaskoczonymi tak pozytywnym odbiorem. To zawsze motywuje do dalszych wysiłków.
Prześlij komentarz