... z kronikarskiego obowiązku. Nie byłem specjalnie
podekscytowany, raczej umiarkowanie ciekawy. Niemniej jednak uznałem, że warto
- choćby pro forma – odwiedzić miejsce,
którego pojawienie się jeszcze parę lat temu wcale nie było takie
oczywiste. Warto dodać że dawniej
budziłoby to we mnie o wiele większe emocje, a dziś…
Dziś, idąc do Złotych Tarasów na otwarcie
pierwszego w Polsce firmowego sklepu Games Workshop, nie miałem zbyt wygórowanych oczekiwań. Mimo,
że na stronie firmy zapewniano, że Grand Opening to będzie „fantastic day”, czułem, że nie
czeka mnie tam nic specjalnego. Nie
oczekiwałem, że pokażą mi to, co w tym hobby najlepsze, zaskoczą jakimiś
okolicznościowymi gadżetemi, słowem –że zrobią wrażenie i zaproszą mnie do tego wciąż ciekawego świata. A w gruncie rzeczy
powinni byli to uczynić – jeśli nie dla mnie, niedzielnego , choć wciąż
wiernego gracza/zbieracza, to przynajmniej dla młodych roczników, które (niezbyt
tłumnie zresztą) tam się zebrały.
Całe szczęście zatem że nie jestem pod tym względem
rozpuszczony –inaczej bowiem mógłbym się zawieść.
Co zobaczyłem?
U wejścia do ZT przywitał mnie naturalnej wielkości Space Marine,
obok którego na standardowym stole trwała wymiana argumentów siłowych między
jego kumplami a bandą Orków. Odebrałem
również kupon na darmową figurkę (dostałem później jednego z Lothern Sea Guard,
którego chyba nawet pomaluję z tej okazji).

Lokal –niewielki i o typowym dla wspomnianego centrum wyglądzie udekorowany
balonikami. Stężenie atmosfery „Wielkiego Święta”: 0,000000000000001 %
W środku – nic nowego. Oferta i ceny powszechnie znane. Duże
wrażenie zrobiły na mnie stojaki na armybooki – by wyjąć z nich książkę trzeba
się było sporo namęczyć ;). Przystanąłem w zadumie koło nowej, 145-cio
kolorowej palety -trochę się
pozmieniało.
Po sklepie krzątało się sporo łebków, z których najstarsi
mieli lat najwyżej 15. Na miejscu trwała
bitwa Skavenów z Imperium, oraz pokaz malarski –naturalnie dla początkujących .
Na więcej atrakcji miejsca po prostu nie było – co moim zdaniem nie wróży zbyt
dobrze.
Zamieniłem dwa słowa z obsługą. Z tego co powiedzieli wynika
jasno, że sklep służyć będzie raczej przyciąganiu nowego narybku, niż
zaspokajaniu potrzeb weteranów. Choć zastrzegali
się, że o tych ostatnich nie zapomną. Kalendarz wydarzeń, które mają mieć
miejsce w sklepie powstanie, jak się dowiedziałem, w przeciągu najbliższych dwóch tygodni. I oby były to wydarzenia ciekawe, bo nie wiem
co będzie stanowiło o sile tego sklepu, jeśli właśnie nie eventy. A, zapomniałem spytać o mail order point…
Trudno, kiedy indziej się sprawdzi.
Cóż, moment poniekąd historyczny, wrażenie –takie sobie. Kto
będzie tam kupował –nie mam bladego pojęcia.
Co się tam będzie działo –czas pokaże. Plus jest taki, że po powrocie
siadłem i rozpocząłem finisz kolejnej piątki chopaków.