środa, 25 listopada 2009

Flůr na h-Alba

IV/16  - Scots Common Army  - 1124-1512 AD

Było tylko kwestią czasu to, że w mojej przygodzie z duetem DBA&historia pojawią się Szkoci. Dlaczego? Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Najprościej? W poprzednim wcieleniu byłem Szkotem. Chyba. Bo jak inaczej wyjaśnić graniczące z obsesją zamiłowanie do tego, co szkockie (a z tego, co szkockie,  znam niestety niewiele)? Bo komu przyspiesza serce na widok szkockich krajobrazów, kto daje się porwać tonom szkockiej muzyki i instrumentów, kto szpera w Internecie w poszukiwaniu historii tego kraju, kto na przebieraną imprezę ubiera kilt (a raczej jego imitację)? Myślę, że nawet dałbym radę zjeść haggis, nie mówiąc o innym quasi kulinarnym majstersztyku, jakim niewątpliwie jest szkocka whiskey. Tak, to musi być reinkarnacja. Moja żona twierdzi nawet, że musiałem zginąć pod Falkirk od strzały angielskiego łucznika. Śmiałe.

Gdy myślałem o dzisiejszym tekście, to zacząłem oczywiście od interpretacji przyjętego w liście IV/16 okresu czasowego. 1124AD to początek panowania Dawida I, króla reformatora. Rok 1512 to z kolei  przedostatni rok panowania króla Jakuba IV, który poległ rok później w bitwie pod Flodden Field, uznanej za jedną z największych klęsk militarnych w historii Szkocji (a zarazem za zmierzch szkockiego schiltronu). Sednem sprawy jest jednak to, co zdarzyło się w międzyczasie, a konkretnie na przełomie trzynastego i czternastego stulecia. Wówczas wybucha powstanie przeciw Anglikom, zaczynają się szkockie wojny o niepodległość, Szkocja odzyskuje na dwa wieki wolność. Historia ta związana jest oczywiście z licznymi bitwami, że wymienię te chwalebniejsze jak Striling z 1297 czy Bannockburn z 1314 roku oraz głównymi aktorami tamtejszych wydarzeń w osobach Williama Wallac’e i Roberta Bruce’a. Przy tej okazji nie mógłbym pominąć tematu „Braveheart”, filmu z 1995, który w porywający, aczkolwiek nie do końca zgodny z historią (wizja scenarzysty) sposób przybliża nam szkockie zmagania z angielskim najeźdźcą. Co do zgodności filmu odsyłam do sieci w poszukiwaniu listy wszystkich, scenariuszowych ‘uchybień’. Kto nie musi o to dbać, niech sobie daruje. Tym niemniej na poniższych zdjęciach nie znajdziemy kiltów. Kropka.

Chciałem nieco napisać o historii samej armii, ale stwierdziłem, że po prostu wykorzystam istniejące źródło – wszystkich spragnionych poszerzenia wiedzy zapraszam do tekstu autorstwa Roy’a Beers’a, publikowanym na legendarnym Fanaticusie.  Dlatego od siebie tylko kilka zdań około modelarskich.


Przytaczając jeszcze raz to, co napisałem na swoim blogu, użyłem bardzo oszczędnej palety kolorów do pomalowania kolekcji. Dzięki temu, ta złożona niemal wyłącznie z piechoty armia, prezentuje się tak, jak chciałem – buro, brudno, biednie ale zadziornie. Szukając w miarę historycznej kolorystyki wzorowałem się w ostateczności na zdjęciach z rekonstrukcji bitwy pod Bannockburn z 1314 roku, które znalazłem w sieci.  Wyjątkiem jest element generalski 3Kn. Oprócz chorążego (zbliżony w kolorystyce do piechoty), na podstawce znalazł się oczywiście Robert I Bruce (ten żółto-czerwony) w królewskich kolorach heraldycznych oraz Alan Randolph (z czerwonymi zdobieniami na tarczy), obaj uczestniczący we wspomnianej, wygranej przez Szkotów bitwie.  Choć kolekcję zakupiłem z myślą o odtworzeniu na stole bitwy pod Stirling, to na generalskim elemencie nie mogło po prostu zabraknąć szkockiego króla. Wracając do malowanej piechoty, to oczywiście wyzwaniem z serii „nudzę się po drugim, takim samym elemencie” było pomalowanie 10 podstawek 4Pk (łącznie 40 figurek), reprezentujących słynny szkocki schiltron, czyli najeżoną włóczniami formację pieszą, której taktycznym udoskonaleniem z powodzeniem zajął się wspomniany wyżej Robert „Waleczne Serce” Bruce (tak, tak – to jego przydomek). Odpoczynkiem od seryjnej pracy były pozostałe piesze elementy-przerywniki. Łuczników skroiłem na czerwoną modłę, psiloi maksymalnie ubogo zaś szkockie warbandy mają z zamierzenia prezentować tych walecznych ‘highlandersów’, którzy przyłączali się do armii. Ponieważ producent figur (czyli Essex) nie wyposażył mnie w zestawie w jeden element 3Wb, a zależało mi na kompletnej armii, postanowiłem przejrzeć swoje skromne zasoby by wreszcie wykoncypować, że złożę go z walecznych mnichów. Czemuż by nie? Mnich też kawał chłopa, a wściekły, szkocki mnich z wielką maczugą to kawał niebezpiecznego chłopa. Mówiąc poważnie, dzięki temu mam w kolekcji jeden nietypowy element Wb. Wreszcie obóz – usypany wał ziemny plus drewniana palisada, koniecznie nieco ‘niechlujna’ (wszak to nie precyzja rzymskiego legionisty). Poziom całości to oczywiście przyzwoity ‘table top’. Z armią uwinąłem się szybko, bo w miesiąc z kawałkiem (szybciej niż Zwierzak ze Spartą! A co!). Przypomniała mi moją szkocką obsesję, odświeżyłem ulubione płyty z muzyką, marszami, znów zacząłem snuć plany o podróży – krótko mówiąc, sprawiła kolekcjonerską przyjemność i nie tylko. Na pewno będę chciał nią zagrać na najbliższym turnieju DBA w grudniu. Zakupiłem również historycznego, angielskiego przeciwnika, na którym będę się mścił za Falkirk. Nemo me impune lacessit.

Adrian Stolarczyk











Hordes of the Things


Myśleliście kiedyś o DBA w wersji fantasy? W 1991 roku Wargames Research Group, autorzy DBA, wydała Horde of the Things, grę opartą na tych samych mechanizmach co De Bellis Antiquitatis. W 2002 roku ukazała się druga edycja, wzbogacona o diagramy (czego nie znajdziemy w podręczniku do DBA). Zmieniły się statystyki artylerii, Grupa Walcząca uzyskała tylne wsparcie…

Jako Zgiełk dość intensywnie dzielimy się naszą przygoda z DBA. Potraktuję HOTT’a jako DBA fantasy i w tym kontekście będę opisywał system. Ułatwi to większości czytelników ocenę gry. Zanim jednak przejdę do systemu, słów kilka o samym podręczniku. Wydany został, zresztą jak DBA, w formacie dość kieszonkowym, zbliżonym do B5. Kolorowa okładka, w środku typowy, choć mam wrażenie, że odrobinę bardziej przystępny, opis zasad a’ la Baker. Na końcu diagramy wyjaśniające mechanikę gry. Znajdziemy tu również listy armii przygotowane dla kilku światów fantasy, których autorzy wyrazili zgodę na opisanie. Mamy więc m.in. Świat Dysku, armię Śródziemia, są greckie mity, armie bazujące na Iliadzie Homera itp. Opisując więc jednym zdaniem podręcznik, mamy „DBA w wersji fantasy”.

Co do samej gry, to różnice są większe niż w przypadku sposobu wydania podręcznika. Główną różnicą, wynikającą poniekąd ze specyfiki światów fantasy, są typy jednostek i sposób składania armii. W HOTT obowiązuje 24 punktowy system komponowania armii. 24 Punkty Armii to pula, z której kupujemy jednostki według „ceny” podanej w podręczniku. Armie nie mogą się składać z samych drogich typów wojska (łączna wartość 6, 4 i 3 punktowych elementów nie może przekroczyć połowy wartości armii). Poza tym pełna dowolność. Listy armii zamieszczone w podręczniku to tylko propozycja, więc możliwość kreacji armii jest właściwie nieograniczona.

Najbardziej zauważalną zmianą w stosunku do DBA są oczywiście rodzaje dostępnych wojsk. Te podzielone zostały na 3 grupy: powietrzne, jazdę i piechotę. Powietrznymi są Bogowie, Smoki, Łodzie Powietrzne, Latający i Bohaterowie. Do jazdy zaliczamy Bohaterów, Paladynów, Rycerzy, Jeźdźców, Behemoty i Bestie, a do piechoty Ostrza, Włócznie, Strzelców, Grupy Walczące, Artylerię, Hordy, Cichociemni (z braku lepszego tłumaczenia słowa „Lurker”), Zwiadowcy, Magowie i Klerycy. Jak widać, wybór ogromny. Oczywiście, jak w DBA, każdy z tych elementów walczy lepiej w terenie lub w otwartym polu, ma ‘ulubionego’ przeciwnika itp. Jednak jest kilka zasad, których w DBA nie znajdziecie, a które stanowią o wyjątkowości czy atrakcyjności HOTT. Otóż niektóre rodzaje elementów, takie jak Bogowie, Smoki czy Cichociemni, nie rozpoczynają bitew na polu walki, a zostają na nie przywołani. Tak jest ze Smokami i Bogami. Cichociemni wynurzają się z mroku w dowolnym trudnym terenie (stworzenia wodne mogą się wynurzać tylko z terenów wodnych) na stole w chwili, gdy tak zdecyduje kontrolujący je gracz.

Jest jeszcze jedna zasada, wręcz tytułowa. Hordy, element o nieznacznej sile bojowej, warty tylko 1 PA, kiedy zniszczone, mogą zostać zastąpione przez nowy element, który pojawia się przy krawędzi stołu lub przy Warowni, odpowiedniku obozu. Wyobraźcie sobie morze orków, kolejne setki szkieletów wskrzeszanych po zniszczeniu przez nekromantów… tym właśnie są Hordy. Jakaż to musi być epicka bitwa, gdy 10 elementowa armia Krasnoludów walczy z 22-24 elementową armią złożona z samych hord!

Lista zmian w stosunku do DBA jest oczywiście dłuższa. Dlatego pozwoliłem sobie zacytować i przetłumaczyć wypowiedź Dawida Bostwick’a z forum Fanaticus (dział HOTT), który zebrał większość zmian i wypunktował je, podając strony podręcznika, na których daną zasadę znajdziemy:

Tereny i Wystawienie

Brak Agresji. O Atakującym/Obrońcy decyduje rzut kością (str.11).
Brak Domowej Topografii musi być zawsze przynajmniej 4 elementy terenu, a przynajmniej 2 z nich muszą być Trudnym Terenem i nie mogą znajdować się dalej niż 600 kroków od środka stołu (str.11).
 Tylko Obrońca wystawia obóz (zwany Twierdzą) (str.12).
Nie wykonuje się rzutu określającego rodzaj rzeki (str.11).

Ruch

Jednostki powietrzne mogą tworzyć grupy tylko z innymi jednostkami powietrznymi (str.15).
Nie można atakować flanki/ tyłu przeciwnika jeśli nie zaczęło się ruchu w jego bocznej/ tylnej  strefie (str.17, 71).
Prawie zawsze pojedynczy element wyrównuje do poruszające się grupy (str.17, 70).
Element może oderwać się od walki tylko, jeśli ma więcej ruchu niż przeciwnik (str.18).
Jeśli w ZOC, element może się odwrócić o 180 stopni i wycofać się (str.16).
Nie ma dodatkowych ruchów w turze, za 1PIP można poruszyć element znajdujący się na drodze o dodatkowe 100 (str.19).
Ruch liczymy jedynie od przednich narożników (str.15).
Wszystkie elementy jazdy mogą przechodzić przez przyjacielskie elementy piechoty (str.16).
Artyleria, Hordy i Behemoty nie wymagają poświęcenia dodatkowego PIP przy ruchu, Powietrzne i Magowie wymagają (str.15).
Gdy element znajduje się w 2 ZOC, może dojść do walki tylko z przeciwnikiem, który jest bliżej (str.16, 68).
Przekraczanie rzeki jest dość specyficzne (str.15, 18, 19, 73).

Strzelanie

 Nie ma „nagłej śmierci” za strzelanie w tylną krawędź (cel się obraca a potem wycofuje) (str.24).
 Można strzelać z i do Lasu/TZA na 50 kroków (str.20).
 Modyfikatory Taktyczne ze strzelanie j.w. (str.22).
 Można strzelać do jednostek powietrznych nad głowami własnych elementów naziemnych (str.20).
 Strzelcy mają modyfikator +3 przeciwko piechocie (str.22).
 Artyleria nie może odpowiedzieć na wrogi ogień (str.20).

Walka wręcz

 Rycerstwo nie zadaje „nagłej śmierci” Ostrzom (str.23).
 Włócznie i Grupy Walczące dostają wsparcie przeciwko każdemu przeciwnikowi (str.22).
 Artyleria ma modyfikator +4 również w walce (str.22).
 Hordy maja modyfikator +2 (str.22).

Wyniki Starć

 Hordy można odepchnąć (str.23)

Odepchnięty element nie jest zniszczony przez wrogi element stykający się przodem podstawki  z jego bokiem jeśli nie jest jednocześnie w kontakcie narożnik-narożnik przedniej podstawki (str.24)

Odepchnięte Behemoty, w przeciwieństwie do Słoni z DBA, nie zostają zniszczone, gdy zostaną zepchnięte na wrogi lub sojuszniczy element (str.24).
Hordy nie ścigają. Rycerstwo, Behemoty, Bestie i Grupy Walczące ścigają, nawet do trudnego terenu (str.26).
 Każda ucieczka wykonywana jest na 600 kroków. Wykonuje się również inaczej ( str.25).

Zwycięstwo i Porażka

Oparte na Punktach Armii a nie na elementach. ( str.26)

Cała dyskusja na FORUM FANATICUS

Oczywiście nie są to wszystkie zmiany. Nie uwzględniono tu np. szybkości elementów, a te mogą się poruszać nawet 1200 kroków w przypadku jednostek latających. Z grubsza rzecz ujmując to różnice między HOTT i DBA są i na pewno wymagają innych strategii. Jednak mechanika pozostaje ta sama, więc ci, którzy z DBA mieli do czynienia, z niewielkim wysiłkiem mogą poprowadzić armię fantasy. Nowi gracze, nie obciążeni doświadczeniem z DBA też bez problemu zapamiętają tych kilka podstawowych reguł gry, umożliwiających im dowodzenia siłami Dobra lub Zła.

Po kilkukrotnym przejrzeniu zasad dochodzę do wniosku, że są godne uwagi. Przymierzyłem się również do jakiejś armii, na razie na papierze. Chciałem sprawdzić czy w tych 24 punktach można zmieścić jakaś ciekawą armię. Otóż można! Dlatego jeśli kiedyś myśleliście o DBA w wydaniu fantasy, polecam HOTT.

Michał Ciemniewski

niedziela, 15 listopada 2009

Poszło!

Oj, poszło! Jak nigdy dotąd. No może z wyjątkiem wikingów ze stycznia 2008. Poniżej wrzutka moich Szkotów - skończyłem, nie licząc kosmetyki w postaci poprawek na kantach podstawek czy sprayu bezbarwnego na całość. Wkrótce umieszczę tę kolekcję w odpowiednim miejscu na Zgiełku, ale już dzisiaj chciałem się pochwalić. Nadto to jeszcze nie koniec historii - w tym tygodniu stałem się posiadaczem przeciwnika szkockiej kolekcji i będę go napoczynał w okolicach stycznia. Całość ma zmierzać do rekonstrukcji pewnej bitwy z końca trzynastego wieku. Wcześniej jednak Szkoci zawalczą w Krakowie. Teraz jednak mogę się wreszcie zabrać z czystym sumieniem za pewne latające bydlę. Nadchodzę!

środa, 11 listopada 2009

Spojrzeć z góry

No właśnie. Tak zrobiłem przed momentem i postanowiłem to spojrzenie ‘uwiecznić’ w dzisiejszym wpisie. Po pierwsze, na ciągle wznoszącej fali DBA, szczególnie podsyconej wczorajszą wizytą u Misia i rozegranymi bitwami, skończyłem dzisiaj ostatnie figurki Pk do Szkotów. Po drugie, pomalowałem i rekultywowałem szkocki obóz. Po trzecie, ustawiłem ostatnie dokonania na biurku i cyknąłem fotkę. Można na niej zobaczyć doświadczalnego trolla, brakujący do szkockiego finału 3Kn, pomysł na ZOC jak i ‘sneak peak’ całej, malowanej, właśnie szkockiej listy. To tak na zachętę. Więcej szczegółów przy okazji publikacji całej, gotowej kolekcji. I jeszcze chciałem napisać, jak świetnie się wczoraj bawiłem u Misia - dwie bitwy, odebrałem nową armię, Kolega Szanowny prał mi mózg w kwestii antycznych kolekcji, co poparł niezłą donacją w postaci macedońskiej falangi. Życie pasjonata jest piękne. Dobrej nocy życzę!

poniedziałek, 9 listopada 2009

Znowu Wb

Tym razem 5Wb - druga z grup walczących w moich Szkotach. Miałem przez moment chrapkę na zabawę z kiltami, jednak oparłem się - ani to historyczne, chęci na malowanie tartanu też do końca nie miałem. A w ogóle wczoraj malowałem nieco chaotycznie. Niby miałem smoka brać na warsztat, w rzeczywistości testowałem pod niego kolory na trollu z LOTR-a (wierzcie mi, nie chcecie tego zobaczyć). Zrobiłem też Szkotom obóz, który muszę już tylko pomalować i obsadzić roślinnością. Szkoci są naprawdę na ukończeniu (to będzie moja najszybsza armia, licząc oczywiście od momentu pomalowania pierwszego elementu) - jeszcze pięciu Pk-nierów, generalskie 3Kn, podstawki hurtowo i będę pisał do gości ze zgiełku, żeby mi armie wrzucili. Wracając jeszcze do dzisiejszego 5Wb - trzymałem się przyjętej prostoty w malowaniu, lekko urozmaicając element skromnymi zdobieniami na tarczach. Ot, taki wyróżnik. Tarcz mam zresztą całą masę w tej armii. Niech no policzę… dziewięć?! Tak. Jutro jadę wydębić od MiSiA włócznię z North Stara do wspomnianego 3Kn. Nie chcę zapeszać ale na DBCII Szkoci zjawią się w pełnym składzie.

niedziela, 1 listopada 2009

Grupa walcząca

Tytuł to nawiązanie do elementu Szkotów, który wczoraj skończyłem malować. Tempo ekspresowe. A tytuł nieco kontrowersyjny, bo do dzisiaj nie znaleźliśmy w naszym rodzimym języku jedynego, słusznego i przekonywującego tłumaczenia słowa ‘warband’. Malowanie oszczędne - przyjąłem sobie, że całą armię pomaluję pewną wąską gamą kolorów. Poza tym jak inaczej mogliby się nosić szkoccy górale? W jedwabiach. Nie, raczej nie. Ale prezentowany warband to tylko fragment wczorajszej pracy. Pomalowałem również dziewięciu pikinierów i wyciąłem podstawkę pod obóz - zaczynam kombinować, jak go urządzić. W sumie z piętnastu elementów, jakie znalazły się w zestawie Essexa (damn! lista zawiera szesnaście) , gotowych jest dziewięć. Utrzymać tempo, zagrać Szkotami na DBCII - to jest plan, w dodatku realny plan.

RSS FeedRSS