IV/16 - Scots Common Army - 1124-1512 AD
Było tylko kwestią czasu to, że w mojej przygodzie z duetem DBA&historia pojawią się Szkoci. Dlaczego? Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Najprościej? W poprzednim wcieleniu byłem Szkotem. Chyba. Bo jak inaczej wyjaśnić graniczące z obsesją zamiłowanie do tego, co szkockie (a z tego, co szkockie, znam niestety niewiele)? Bo komu przyspiesza serce na widok szkockich krajobrazów, kto daje się porwać tonom szkockiej muzyki i instrumentów, kto szpera w Internecie w poszukiwaniu historii tego kraju, kto na przebieraną imprezę ubiera kilt (a raczej jego imitację)? Myślę, że nawet dałbym radę zjeść haggis, nie mówiąc o innym quasi kulinarnym majstersztyku, jakim niewątpliwie jest szkocka whiskey. Tak, to musi być reinkarnacja. Moja żona twierdzi nawet, że musiałem zginąć pod Falkirk od strzały angielskiego łucznika. Śmiałe.
Przytaczając jeszcze raz to, co napisałem na swoim blogu, użyłem bardzo oszczędnej palety kolorów do pomalowania kolekcji. Dzięki temu, ta złożona niemal wyłącznie z piechoty armia, prezentuje się tak, jak chciałem – buro, brudno, biednie ale zadziornie. Szukając w miarę historycznej kolorystyki wzorowałem się w ostateczności na zdjęciach z rekonstrukcji bitwy pod Bannockburn z 1314 roku, które znalazłem w sieci. Wyjątkiem jest element generalski 3Kn. Oprócz chorążego (zbliżony w kolorystyce do piechoty), na podstawce znalazł się oczywiście Robert I Bruce (ten żółto-czerwony) w królewskich kolorach heraldycznych oraz Alan Randolph (z czerwonymi zdobieniami na tarczy), obaj uczestniczący we wspomnianej, wygranej przez Szkotów bitwie. Choć kolekcję zakupiłem z myślą o odtworzeniu na stole bitwy pod Stirling, to na generalskim elemencie nie mogło po prostu zabraknąć szkockiego króla. Wracając do malowanej piechoty, to oczywiście wyzwaniem z serii „nudzę się po drugim, takim samym elemencie” było pomalowanie 10 podstawek 4Pk (łącznie 40 figurek), reprezentujących słynny szkocki schiltron, czyli najeżoną włóczniami formację pieszą, której taktycznym udoskonaleniem z powodzeniem zajął się wspomniany wyżej Robert „Waleczne Serce” Bruce (tak, tak – to jego przydomek). Odpoczynkiem od seryjnej pracy były pozostałe piesze elementy-przerywniki. Łuczników skroiłem na czerwoną modłę, psiloi maksymalnie ubogo zaś szkockie warbandy mają z zamierzenia prezentować tych walecznych ‘highlandersów’, którzy przyłączali się do armii. Ponieważ producent figur (czyli Essex) nie wyposażył mnie w zestawie w jeden element 3Wb, a zależało mi na kompletnej armii, postanowiłem przejrzeć swoje skromne zasoby by wreszcie wykoncypować, że złożę go z walecznych mnichów. Czemuż by nie? Mnich też kawał chłopa, a wściekły, szkocki mnich z wielką maczugą to kawał niebezpiecznego chłopa. Mówiąc poważnie, dzięki temu mam w kolekcji jeden nietypowy element Wb. Wreszcie obóz – usypany wał ziemny plus drewniana palisada, koniecznie nieco ‘niechlujna’ (wszak to nie precyzja rzymskiego legionisty). Poziom całości to oczywiście przyzwoity ‘table top’. Z armią uwinąłem się szybko, bo w miesiąc z kawałkiem (szybciej niż Zwierzak ze Spartą! A co!). Przypomniała mi moją szkocką obsesję, odświeżyłem ulubione płyty z muzyką, marszami, znów zacząłem snuć plany o podróży – krótko mówiąc, sprawiła kolekcjonerską przyjemność i nie tylko. Na pewno będę chciał nią zagrać na najbliższym turnieju DBA w grudniu. Zakupiłem również historycznego, angielskiego przeciwnika, na którym będę się mścił za Falkirk. Nemo me impune lacessit.






Było tylko kwestią czasu to, że w mojej przygodzie z duetem DBA&historia pojawią się Szkoci. Dlaczego? Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Najprościej? W poprzednim wcieleniu byłem Szkotem. Chyba. Bo jak inaczej wyjaśnić graniczące z obsesją zamiłowanie do tego, co szkockie (a z tego, co szkockie, znam niestety niewiele)? Bo komu przyspiesza serce na widok szkockich krajobrazów, kto daje się porwać tonom szkockiej muzyki i instrumentów, kto szpera w Internecie w poszukiwaniu historii tego kraju, kto na przebieraną imprezę ubiera kilt (a raczej jego imitację)? Myślę, że nawet dałbym radę zjeść haggis, nie mówiąc o innym quasi kulinarnym majstersztyku, jakim niewątpliwie jest szkocka whiskey. Tak, to musi być reinkarnacja. Moja żona twierdzi nawet, że musiałem zginąć pod Falkirk od strzały angielskiego łucznika. Śmiałe.Gdy myślałem o dzisiejszym tekście, to zacząłem oczywiście od interpretacji przyjętego w liście IV/16 okresu czasowego. 1124AD to początek panowania Dawida I, króla reformatora. Rok 1512 to z kolei przedostatni rok panowania króla Jakuba IV, który poległ rok później w bitwie pod Flodden Field, uznanej za jedną z największych klęsk militarnych w historii Szkocji (a zarazem za zmierzch szkockiego schiltronu). Sednem sprawy jest jednak to, co zdarzyło się w międzyczasie, a konkretnie na przełomie trzynastego i czternastego stulecia. Wówczas wybucha powstanie przeciw Anglikom, zaczynają się szkockie wojny o niepodległość, Szkocja odzyskuje na dwa wieki wolność. Historia ta związana jest oczywiście z licznymi bitwami, że wymienię te chwalebniejsze jak Striling z 1297 czy Bannockburn z 1314 roku oraz głównymi aktorami tamtejszych wydarzeń w osobach Williama Wallac’e i Roberta Bruce’a. Przy tej okazji nie mógłbym pominąć tematu „Braveheart”, filmu z 1995, który w porywający, aczkolwiek nie do końca zgodny z historią (wizja scenarzysty) sposób przybliża nam szkockie zmagania z angielskim najeźdźcą. Co do zgodności filmu odsyłam do sieci w poszukiwaniu listy wszystkich, scenariuszowych ‘uchybień’. Kto nie musi o to dbać, niech sobie daruje. Tym niemniej na poniższych zdjęciach nie znajdziemy kiltów. Kropka.
Chciałem nieco napisać o historii samej armii, ale stwierdziłem, że po prostu wykorzystam istniejące źródło – wszystkich spragnionych poszerzenia wiedzy zapraszam do tekstu autorstwa Roy’a Beers’a, publikowanym na legendarnym Fanaticusie. Dlatego od siebie tylko kilka zdań około modelarskich.
Przytaczając jeszcze raz to, co napisałem na swoim blogu, użyłem bardzo oszczędnej palety kolorów do pomalowania kolekcji. Dzięki temu, ta złożona niemal wyłącznie z piechoty armia, prezentuje się tak, jak chciałem – buro, brudno, biednie ale zadziornie. Szukając w miarę historycznej kolorystyki wzorowałem się w ostateczności na zdjęciach z rekonstrukcji bitwy pod Bannockburn z 1314 roku, które znalazłem w sieci. Wyjątkiem jest element generalski 3Kn. Oprócz chorążego (zbliżony w kolorystyce do piechoty), na podstawce znalazł się oczywiście Robert I Bruce (ten żółto-czerwony) w królewskich kolorach heraldycznych oraz Alan Randolph (z czerwonymi zdobieniami na tarczy), obaj uczestniczący we wspomnianej, wygranej przez Szkotów bitwie. Choć kolekcję zakupiłem z myślą o odtworzeniu na stole bitwy pod Stirling, to na generalskim elemencie nie mogło po prostu zabraknąć szkockiego króla. Wracając do malowanej piechoty, to oczywiście wyzwaniem z serii „nudzę się po drugim, takim samym elemencie” było pomalowanie 10 podstawek 4Pk (łącznie 40 figurek), reprezentujących słynny szkocki schiltron, czyli najeżoną włóczniami formację pieszą, której taktycznym udoskonaleniem z powodzeniem zajął się wspomniany wyżej Robert „Waleczne Serce” Bruce (tak, tak – to jego przydomek). Odpoczynkiem od seryjnej pracy były pozostałe piesze elementy-przerywniki. Łuczników skroiłem na czerwoną modłę, psiloi maksymalnie ubogo zaś szkockie warbandy mają z zamierzenia prezentować tych walecznych ‘highlandersów’, którzy przyłączali się do armii. Ponieważ producent figur (czyli Essex) nie wyposażył mnie w zestawie w jeden element 3Wb, a zależało mi na kompletnej armii, postanowiłem przejrzeć swoje skromne zasoby by wreszcie wykoncypować, że złożę go z walecznych mnichów. Czemuż by nie? Mnich też kawał chłopa, a wściekły, szkocki mnich z wielką maczugą to kawał niebezpiecznego chłopa. Mówiąc poważnie, dzięki temu mam w kolekcji jeden nietypowy element Wb. Wreszcie obóz – usypany wał ziemny plus drewniana palisada, koniecznie nieco ‘niechlujna’ (wszak to nie precyzja rzymskiego legionisty). Poziom całości to oczywiście przyzwoity ‘table top’. Z armią uwinąłem się szybko, bo w miesiąc z kawałkiem (szybciej niż Zwierzak ze Spartą! A co!). Przypomniała mi moją szkocką obsesję, odświeżyłem ulubione płyty z muzyką, marszami, znów zacząłem snuć plany o podróży – krótko mówiąc, sprawiła kolekcjonerską przyjemność i nie tylko. Na pewno będę chciał nią zagrać na najbliższym turnieju DBA w grudniu. Zakupiłem również historycznego, angielskiego przeciwnika, na którym będę się mścił za Falkirk. Nemo me impune lacessit.Adrian Stolarczyk












