poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Kolejni odfajkowani

Oj, jak dobrze się człowiek czuje po kolejnym pomalowanym regimencie. Coraz mniej do kolorowania, a armia coraz przyjemniej prezentuje się na półce. Właściwie na półkach, bo półki mam małe, a armia trochę większa.

Strasznie żałuję, że nie miałem takiej weny malarskiej w trakcie zbierania całej armii Imperium. Jak by mi wtedy, tak szło malowanie jak przez ostatnie tygodnie to kończyłbym już wampirycznych. Co prawda miałem lekkie opóźnienie wobec planu jaki sobie założyłem, ale i tak jest bardzo dobrze.

Do rzeczy, kolejny gotowy regiment to Łucznicy. Czternastu Łuczników zostało pomalowanych w barwy Stirlandu. Zastosowane kolory to żółto-brązowy i zielony, według wskazówek podręcznika. Wybrałem dla nich tę prowincję, ponieważ stamtąd pochodzą właśnie najlepsi łowcy Imperium. Jest tak pewnie dlatego, że jest to najbiedniejszy region kraju. Łuk to najprymitywniejsza i najprostsza w konstrukcji broń, więc głównie takową się posługują dochodząc w tym do perfekcji. Szczególnie, że pewnie żyją z tego, co upolują.

Figurki to spora mieszanina. Większość to starzy bretońscy łucznicy z konwertowanymi głowami i rękami. Reszta to modele z Wolnej Kompani, czyli oryginalni łucznicy imperialni. Za to czempion to przerobiony staroedycyjny leśny elf.

sobota, 25 sierpnia 2007

Związek Achajski idzie na wojnę

DBA - II/31g - Achaian - 207BC - 146BC 


„Na równinie pod miastem beockim Aulis stanęły wojska całej Hellady, a na fiołkowym morzu kołysały się czarne okręty, gotowe do drogi. Król Agamemnon, w złotej zbroi, z płaszczem purpurowym na szerokich ramionach, czynił przegląd rycerstwa. Stał na wzgórzu, a pod jego okiem przechodziły szeregi wojowników. Olbrzymi Ajaks, syn Telamona, ze swoim bratem Teukrem, łucznikiem niechybnym, prowadził Megarejczyków i salamińskich wyspiarzy; drugi Ajaks, syn Oileusa, czterdzieści okrętów napełnił swoimi Lokrami: mniejszy o wiele od Telamończyka, chodzi i w pancerzu płóciennym, pyszny swą sztuką rzucania dzidą, w której przewyższał wszystkich Achajów; Diomedes, o głosie donośnym, dowodził młodzieżą argejską; z dalekiego Pylos i pięknych dolin Areny szedł stary Nestor, za którym płynęło dziewięćdziesiąt obszernych okrętów: dzielny to jeszcze wojownik, ale zwłaszcza niezastąpiony w radzie, bo wielkie i dawne czasy pamięta; z Itaki, spod Nerytu szumiącego lasami wypłynął przebiegły Odyseusz na dwunastu okrętach o ścianach czerwonych; Kreteńczykami dowodził Idomeneus, kopijnik wyborny; mieszkańcy głębokiego Lakedajmonu, Fary, Sparty i Messy, gdzie stada gołębi latają — słuchali skinienia Menelaosa, który jawił się z sześćdziesięciu łodziami. Szli wojownicy ze wszystkich stron: Bojotowie i Fokejczycy, Abanci o sercu odważnym i ci, którzy dzierżyli Ateny, krainę wielkodusznego Erechteusa, i spod Mantinei uroczej, i ze świętych Wysp Echinadzkich, i z Rodos, i z kwiecistych błoni Pyrassu, i Fery mieszkańcy, leżącej nad Bojbejskimi wodami, i ci, co żyją w mroźnej Dodonie. Za królem Agamemnonem ciągnęło najliczniejsze wojsko: z Myken strojnych w domostwa i z bogatego Koryntu, i z pięknych ulic Kleony — z całego argiwskiego wybrzeża.”
Jan Parandowski
„Mitologia” 

Od dziecka fascynowałem się mitami greckimi. Było w nich coś, co potrafiło mnie przyciągnąć na długie godziny. Lubiłem oglądać w telewizji, ukazane na różne sposoby, przygody Odyseusza, Heraklesa czy innych mitycznych bohaterów. A gdy już nadszedł czas, zagłębiałem się z ciekawością w kolejne zdania z kart „Mitologii”. Nie ukrywam, że owo zamiłowanie do mitów i kultury starożytnej Grecji wywarło duży wpływ na wybór armii, którą miałem przyjemność grać, na zorganizowanej przez Tsar'a kampanii Mars Ultor, opartej na zasadach systemu bitewnego DBA.

Wargaming historyczny był dla mnie zawsze czymś odległym i czymś, w pewnym stopniu, nieosiągalnym. Krąg gier bitewnych zaczynał się dla mnie na WFB a kończył na WH40k. Nigdy bym nie pomyślał, że kiedykolwiek uda mi się skompletować jakąś armię do innego systemu. Co więcej – całkowicie pomalowaną armię. O DBA dowiedziałem się od Tsar'a. Troszkę zainteresowałem się tematem, zobaczyłem jak to wygląda, jednak dopiero organizacja MU zmotywowała mnie do podjęcia jakiś większych kroków w stronę tego systemu. Jak już wspomniałem, wybór padł na Greków, konkretnie Związek Achajski III w. p. n. e.

Gdy dokonywałem wyboru armii, kierowałem się głównie własnym zamiłowaniem, o którym wspomniałem na początku. Skład armii nie miał dla mnie wtedy żadnego znaczenia. Główny trzon wojska Związku Achajskiego w tamtym okresie stanowiła falanga. Sześć elementów, które znajdują się w spisie armii, stanowi wielką siłę. Z drugiej strony jednak przeciętna mobilność i słaba przydatność w trudnym terenie stanowią poważną wadę tego oddziału. Ale jak to mówią,  nie ma róży bez kolców. W spisie armii pojawiły się też po dwa elementy Psiloi i Auxilia, piechoty lżejszej i bardziej mobilnej. Dodatkowo występuje element lekkiej kawalerii i rycerstwo wraz z generałem. Z tego miejsca gorące podziękowania dla ungrima, który użyczył mi swoich „resztek” z pudełek Zvezdy. Również dla Tsar'a,  za przywiezienie pudełka Macedońskiej Falangi firmy HaT, prosto z Warszawy.

Armia Greków do DBA jest pierwszą w pełni pomalowaną przeze mnie armią do jakiegokolwiek systemu bitewnego. Do tej pory nie malowałem za dużo, głównie grałem. Brak doświadczenia malarskiego widać na figurkach, jednak osobiście jestem z efektu końcowego całkiem zadowolony. Miałem niezłą motywację do tego, żeby wszystko pomalować, a przy okazji troszkę też się nauczyłem. Mam nadzieję, że kolejną armię przygotuję lepiej. W każdym razie sposób malowania pozostawia wiele do życzenia. Niektóre figurki traktowałem jako poligon doświadczalny dla różnych technik. Miałem dość ograniczoną paletę malarską, gdyż większość moich farb pozasychała i nie nadawała się do niczego. Pędzle powyginane na różne strony i do tego moje lenistwo, które nie pozwalało iść do sklepu po nowe materiały. Zastanawiam się jakim cudem dokonałem tego przedsięwzięcia w 100%.  Ale udało się i to się liczy najbardziej! Przy malowaniu raczej nie kierowałem się żadnymi historycznymi przekazami. Co jakiś czas tylko odszukałem na internecie rysunki, przedstawiające hoplitów greckich i starałem się tak dobierać kolory, aby w miarę wiernie oddać to, co widziałem na ekranie monitora. Muszę przyznać, że malowanie, które w tym hobby odkładałem zawsze na dalszy plan, sprawiło mi tym razem nie lada frajdę i przyjemność. Efekty można oglądać na zdjęciach.

Ogólnie system DBA oceniam bardzo pozytywnie, a  pomysły tego typu kampanii i motywowania ludzi do pracy nad armią za wręcz genialny. Nie mogę się doczekać kolejnej kampanii i kolejnej armii, która zawita na mojej półce. 

Mateusz Twardowski













Na czym stoję?

Kiedy przeglądam zdjęcia z bitew drażni mnie brak wykończonych podstawek pod regimenty. Wystające szare fragmenty plastiku spod pomalowanych miniatur. Nie tylko brzegi mi przeszkadzały, ale także fragmenty po usuniętych już z pola bitwy modelach. Im więcej zabitych tym mocniej ukazuje nam się paskudna szarość.

Jakoś bardzo długo odkładałem zrobienie podstawek pod swoje oddziały. Problem w tym, że muszą być różne zależnie od armii. W niektórych sprawach mam naturę pedantyczną i przeszkadzałyby mi niezgrane ze sobą elementy. W pierwszej kolejności zamierzam zająć się Imperium, później przyjdzie czas na Wampiry.

Postanowiłem wypełnić całość powierzchni elementami terenu tak, aby wszystko zlało się w jedną całość. Oczywiście podstawka pod cały regiment musi zgrać się z podstawkami figurek. Pokryłem plastik plamami piasku pomalowanego brązowym atramentem i uzupełniłem pozostałe luki zieloną trawką statyczną. Nie byłem pewny czy rezultat tego przedsięwzięcia będzie zadowalający. Teraz już wiem, że całość prezentuje się dosyć ciekawie i daje spójny efekt. Gdyby jeszcze blat do gry był w identycznych odcieniach to byłoby bosko.

Boję się jeszcze jak wypadnie to wszystko w eksploatacji. Czy nie zniszczy się i nie poodpadają fragmenty posypek. Zastanawiam się czy jakoś to wzmocnić, zabezpieczyć. Tylko jak? Myślałem o pokryciu warstwą bezbarwnej matowej farby w sprayu, ewentualnie pędzelkiem podobnej ze słoiczka. Inną opcją jest maźnięcie wszystkiego bardzo rozwodnionym wikolem. Jest to jednak ryzykowne, bo nie wiem czy trawka statyczna się nie zniszczy. Lepszym rozwiązaniem jest na pewno spray, bo nie ingeruje bezpośrednio w posypki, ale może okazać się za słaby. Nad innymi wyjściami jeszcze myślę.

Może macie jakieś pomysły na uodpornienie podstaw moich regimentów? Ja powoli zabieram się za poprawę wyglądu kolejnych „szaraków”.

piątek, 24 sierpnia 2007

Sposobem

Zanim w ogóle dostałem armię w piętnastu milimetrach do ręki, zacząłem się zastanawiać jak ja ją będę malował. Maciupkie figurki i nie ma nawet gdzie chwycić. Próbowałem w Internecie podpatrzeć, jakie ludzie mają sposoby. Od mocowania figurek na korku z butelki, po bardziej profesjonalne sposoby zaopatrując się w specjalistyczny sprzęt do trzymania figurek.

Ja znalazłem swój sposób, a mianowicie użyłem innej figurki jako uchwyt. Wykorzystałem do tego celu model konia od DBA, ponieważ wygodnie się go trzymało. Pokryłem podstawę malowanej figurki nie wielką ilością kleju typu Kropelka i przykleiłem do podstawy konia. Trzymała się wystarczająco mocno, aby można było swobodnie malować. Na początku miałem obawy czy przy odklejaniu czegoś nie uszkodzę, jednak wszystko poszło gładko i figurki odeszły od siebie bez żadnych problemów.

Ponieważ sposób okazał się skuteczny postanowiłem stosować go w dalszej karierze malarskiej modeli piętnastomilimetrowych. Widzę tylko jeden problem, jak pomalować ostatni model armii ;) Będę musiał jakoś poradzić sobie z tą kłopotliwą sytuacją, ale to dopiero za wiele miesięcy.

Na koniec, powiedzcie mi jakie Wy macie sposoby na „trzymadełka” podczas malowania.

środa, 22 sierpnia 2007

Mordheim dobre na przerwy

Pomysł na mój nowy warband do Mordheim (poprzedni odszedł w niebyt, czyli na Allegro) powstał już dawno temu. W międzyczasie jednak przyszedł dołek kolekcjonerski a niedługo później zauroczenie DBA i w ten sposób moje figurki wylądowały na długi zimowy sen w walizce.

Ostatnio wiedziony chęcią odpoczynku od Iberów i nadciągającym nawałem zajęć, wyjąłem jedną z figurek przybocznych do mojego warbandu i postanowiłem ją, w przerwach między innymi zajęciami, pomalować. Nareszcie się to udało, co najdziwniejsze najwięcej czasu zajęła mi podstawka. I to nie jej wykonanie, a zbieranie się aby to w końcu zrobić.

Figurka przedstawia szeregowego łucznika, podwładnego jednego z czempionów, ale może żeby to lepiej wytłumaczyć opowiem o samym pomyśle. Warbandem dowodzi szlachetnie urodzony młodzieniec, którego, nieco lekkomyślnie złożona przysięga, skierował do Mordheim. Wyznawca Ulryka, zajadły tropiciel i tępiciel sług chaosu zapędził się do przeklętego miasta w poszukiwaniu, parającego się plugawą magią, zaklinacza, który uszedł z pod stryczka za pomocą swej zakazanej sztuki.

Szlachcicowi towarzyszy dwóch zaufanych ludzi, którzy od lat wiernie służą rodzinie – zakuty w stal szef gwardii, władający ogromnym młotem i wytrawny tropiciel i myśliwy. Pod ich dowództwem znajduje się jeszcze dwóch gwardzistów i dwóch łuczników. Całości grupy dopełnia giermek szlachcica, marzący o rycerskich ostrogach gołowąs.

Jak widać warband jest wyważony, i zapewne mało turniejowy. Stworzony głównie na potrzeby dobrej zabawy, póki co istnieje w dużej części na papierze, lub w postaci niezagruntowanych szaraków, zalegających wnętrzności walizki. Konkretnego terminu ich zakończenia jeszcze nie wymyśliłem, póki co wiem, że byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby na początek grudnia byli gotowi.

Dziś udało mi się skreślić pierwszy krzyżyk w planach i łucznik zajął miejsce na mojej małej wystawce, gdzie czekał będzie na pozostałych siedmiu kompanów. Ci pewnie znów będą powstawać w przerwach...

RSS FeedRSS