czwartek, 22 października 2009

Prawie siedem

Prawie siedem gotowych elementów, bo podstawki będę robił hurtowo po pomalowaniu wszystkich figur. Dzisiaj mały wgląd w ostatnie efekty w miarę systematycznego poświęcania kilkudziesięciu wieczornych minut na malowanie. Przygotowałem 5 elementów 4 Pk oraz 2Ps i 3Bw. Szkocka armia, którą właśnie maluję, to, z jednym wyjątkiem, armia piesza, więc idzie mi całkiem żwawo. Pikinierów malowałem hurtowo. Podobnie zamierzam postąpić z pozostałą dwudziestką tych twardzieli. Przy okazji przerobiłem podstawki na brązowe - poprzedni pomysł irytował mnie równie, co ugryzienie komara. Muszę zorganizować sobie hartowaną włócznie z North Stara do generalskiego elementu - oryginalna złamała się. MiSiO, kiedy gramy?

niedziela, 18 października 2009

Światło

Zastanawiałem się ostatnio nad spadkiem wydajności w malowaniu, przede wszystkim długości pojedynczego posiedzenia nad figurkami. Jasne, że to nie czasy studenckie, kiedy malowałem i do czwartej rano. Z drugiej strony znowu taki stary nie jestem, żeby tych dwóch godzin nie wytrzymać. A z tym właśnie cały kłopot związany: szybko męczące się oczy, po godzinie malowania jakieś mroczki. O co chodzi? O podstawową sprawę: światło. Ponad dwa lata temu zmieniłem lampkę. W miejsce wysłużonej i rozsypującej się produkcji rodzimego przemysłu z tradycyjną żarówką, kupiłem nówkę o szerokiej żarówce, oświetlającej sporą część biurka. I tu właśnie jest pies pogrzebany. Stosowana w niej żarówka to nic innego, jak świetlówka. Te nigdy nie przepalają się, mają znacznie dłuższą żywotność od tradycyjnej żarówki próżniowej, na skutek zużycia świecą po prostu coraz słabiej. Tylko, że to trzeba umieć stwierdzić! Nadto, świetlówki działają na bazie ciągłych wyładowań elektrycznych, w związku z czym mamy do czynienia z tętnieniem światła, na pozór nie zauważalnym, w przypadku jednak skupiania wzroku na małych powierzchniach tak męczącym. Przepraszam samego siebie! Kupiłem wczoraj nową lampkę – z tradycyjną żarówką. Trochę pośpiesznie, ale nie chciało mi się jechać do drugiego sklepu w poszukiwaniu lampek z żarówką halogenową, prawdopodobnie najlepszą do malowania miniatur, bo dającą prawie stały strumień światła. Niemniej nawet z nowym zakupem różnica jest spora a efekt to solidne dwie i pół godziny przy farbach, bez mroczków, rozdrażnienia i zmęczenia. Amen.

poniedziałek, 12 października 2009

Jak nie toperz, to ja nie wiem

Kolejne modele do armii Wampirów, którą ostatnimi czasy się zajmuję, wyszły spod mojej ręki. Tym razem siły powietrzne w postaci pięciu Fell Bats. Zastanawiałem się nad tłumaczeniem i wydaje mi się, że to Upadłe Nietoperze. Chociaż znalazłem tłumaczenie słowa „fell” jako okrutny, dziki czy srogi. Może Srogie czy Okrutne Nietoperze to nie bardzo, ale Dzikie mogłyby być. Na potrzeby tekstu pójdę na kompromis i przyjmę nazwę Srogie Gacki.
Wracając do tematu, ponieważ oryginalne modele WFB z firmy GW są okrutnie i beznadziejnie brzydkie postanowiłem stworzyć swoje własne Gacki. Wpadłem na pomysł połączenia jakiegoś stworka z dokupionymi skrzydłami. Po pierwsze musiałem znaleźć odpowiednie stworzenie, po kilku analizach padło na Ghoule. Skrzydła musiałem dobrać proporcjonalnie do ciała modelu więc po kolejnej głębokiej analizie padło na Dark Pegasus Wings.
Wiertarka w ruch, nożyk w rękę i odrobina greenstuff’u doprowadziła do rezultatu jaki widzicie na zdjęciu. Ponieważ bardzo nie lubię dla lataczy przeźroczystych słupków jako podstawki stworzyłem mini dioramki przedstawiające sceny walki z modelami imperialistów. W ten sposób udało mi się Srogim Gackom nadać dynamiczne pozycje w locie, przynajmniej tak mi się wydaje. Jeśli interesuje Was więcej zdjęć zaglądnijcie TUTAJ. Zabieram się powoli za kolejny model, tylko jeden, ale za to odrobinkę większy, ho, ho.

niedziela, 11 października 2009

Gra w piki...

…daje wyniki? Na to wygląda, bo Seleukidzi wygrali gigantyczną bitwę pod Niepołomicami, skąd pamiętam długą, najeżoną linię groźnych elementów Pk. Z takich to też jednostek składa się w znakomitej większości lista IV/16, czyli Scots Common Army. Kupiłem ponad rok temu, oczyściłem z nadlewek jakoś we wrześniu 2008, od pewnego czasu myślałem o jej odsprzedaniu. Jednak po Polach Chwały, jak to zwykle dzieje się przy okazji spotkań związanych z danym systemem bitewnym, nabrałem ogromnej ochoty na jej pomalowanie. Ponieważ ostatnio czasu jak na lekarstwo, dałem radę zaledwie jednemu elementowi 4Pk; pilotażowy odcinek, można powiedzieć, na którym testuje dobór kolorów i kolejności ich nakładania, aby w miarę szybko uwinąć się z projektem. To seryjne podejście ma tu zastosowanie, gdyż twardych Szkotów z pikami mam w sumie w armii 40 sztuk. Armia ma być, z założenia, bura, brudnawa i dość pospolita - po prostu ‘common’. Pilotaż wyszedł mi zgodnie z oczekiwaniami. Być może poddam go jeszcze drobnym modyfikacjom. Muszę też napisać, że przez moment kusiło mnie zastosowanie pik z hartowanego drutu. Rozmyśliłem się jednak, bo raz, że ich nie mam, a bardzo chciałem pomalować choć jeden element, dwa - trochę przeraziła mnie perspektywa piłowania 40 oryginałów (toż to tyle, ile w misiowej armii do BBDBA), wiercenia i wklejania, trzy - noszę się z zamiarem złożenie armii z pikami z okresu klasycznego, więc North Star trafi jeszcze na mój warsztat. I to chyba potrójnie, gdyż myślę właśnie o BBDBA. Wszystko fajnie, tylko znowu odłożyłem warhammerowe plany na bliżej nieokreśloną przyszłość. Gobos? Malujesz już ‘sam-wiesz-kogo”?

niedziela, 4 października 2009

II/32 - Later Carthaginian

DBA - II/32 - Later Carthaginian - 275BC - 146BC

Na prośbę Misia, przedstawiam swoja armię Kartaginy do DBA. To mój pierwszy wpis na Zgiełku, więc proszę o wyrozumiałość. Tworzenie armii historycznej, i to w tak małej skali (15mm), dla kogoś przyzwyczajonego do bitewniaków fantasy, było sporym wyzwaniem. Najpierw, za poradą nieocenionego Misia, nabyłem stosowne modele rodem z Essexa. Potem, żeby je urozmaicić zaopatrzyłem się w figurki z Mirlitona i zestaw Późnej Kartaginy z Corvus Belli. Od razu stało się jasne, że najlepiej prezentuj się pod względem rzeźby figurki z CB. Są bardzo dobrze wykonane, mają wiele detali i różnią się wzorami w obrębie poszczególnych elementów. Zatem to one stały się trzonem powstającej armii. Z Essexa użyłem praktycznie wyłącznie figurek koni, bo górują one nad innymi sylwetką i lepiej oddanym ruchem. Tym samym, tylko element Cv pozostał w całości ''corvusowy''. 

Niestety zabrakło mi juz koni Essexa... Z Mirlitona wziąłem grupę generalską i świniopasa z  trzodą do wykonania obozu oraz jednego ze słoni. Zamieniłem tylko jednego z wojowników na wieży figurką z CB (w zestawie Mirlitona obaj załoganci są identyczni). Z Essexa pochodzi jeszcze słoń z poganiaczem, użyty do zainscenizowania scenki przy wodopoju w obozie, oraz jeden z oszczepników numidyjskich.

Kilka słów o malowaniu. Po pierwsze zdecydowałem się na jasną tonację barw i żywe kolory.

Moim zdaniem tak się powinna prezentować armia rodem z Afryki, w ostrym i jasnym, słonecznym świetle. Całość figurek pociągnąłem więc białym podkładem. Malowanie zacząłem od największych i najbardziej skomplikowanych elementów. Na pierwszy ogień poszły słonie, potem kawaleria, włócznie itd. Na sam koniec elementy najmniej stresujące, czyli psiloi. Po pomalowaniu 12 obowiązkowych elementów, dokładałem stopniowo kolejne, aż do zakończenia listy (całe 17 elementów!). Od początku założyłem, że armię pomaluję na jak najwyższym poziomie. W praktyce jednak okazało się to dość trudne. Po pierwsze wyszedł na jaw mój kompletny brak doświadczenia w małej skali.

Cieniowanie-rozjaśnianie trzeba było mocno ograniczyć bo do dyspozycji miałem małą powierzchnię. Rysy twarzy, które decydują w większej skali o wyglądzie figurki, tu są bardzo uproszczone. Nie jestem specjalistą od freehandu a tu tyle godeł na tarczach... Ale starałem się nie odpuszczać i chyba ostatecznie nie wyszło tak źle. Do przybrudzeń użyłem pigmentów, do wykończenia podstawek glinki modelarskiej i małych kamyków.

Marcin Dziób





























RSS FeedRSS