czwartek, 31 grudnia 2009

Żegnaj Stary...

Mój ostatnio wpis w tym roku, ale pierwszy od wielu tygodni. Trochę się opuściłem, ale może kolejny rok przyniesie zmiany na lepsze.
To, co widzicie na zdjęciu to właśnie próby zmian. Może trudno uwierzyć, ale powstały bałagan powstał w związku z moimi zmianami malarskimi. A taki rozgardiasz powstał wczoraj w godzinach wieczorno-nocnych, w kilka godzin, jednak to malutkie zdjęcie nie jest w stanie przedstawić prawdziwej żałosnej sytuacji w pokoju. Jedynie koty się cieszą z nowopowstałego toru przeszkód. Co te zmiany przyniosą, mam nadzieję, zobaczycie już wkrótce, w Nowym Roku.
Tylko tyle chciałem Wam napisać.
Żegnajcie w Starym Roku i do zobaczenia w Nowym, a teraz zabieram się za porządkowanie, bo mi się oberwie!

wtorek, 29 grudnia 2009

Przeciw Szkocji

John de Warenne, siódmy hrabia Surrey, przyglądał się ze spokojem, jak liczący blisko tysiąc konnych oddział zbierał się do wymarszu. Różnej majętności rycerze sposobili się do drogi, czemu towarzyszył typowy gwar i lekki zamęt. Pomimo sędziwego wieku, Warrene uparł się, by podróżować konno. Obok w kulbace siedział Hugo de Cressingham, skarbnik i zarządca Szkocji z królewskiego nadania. Persona znienawidzona przez północnych nieokrzesańców ale i mało popularna w samej Anglii. Wyraz poirytowania i zniecierpliwienia nie schodził z jego twarzy. Na Północy wrzało, zaczęło się powstanie. De Cressingham odpowiadał zaś za Szkocję bezpośrednio przed królem. De Warrenne był znacznie spokojniejszy. I choć konni wokół sprawiali co najmniej przeróżne wrażenie, obleczeni w pancerze i kropierze na europejską modłę, jak i w kolczugach i hełmach pamiętających jeszcze normańskie najazdy, jednego był pewien: gdy te szkockie pastuchy, ci miłośnicy wołowych kiszek, ośmielą się stanąć w polu, jego armia, a na jej czele pancerne chorągwie zakończą ich plugawy żywot i zgaszą chłopskie ruchawki, niemrawo wspierane przez część tamtejszej, jeszcze nie kupionej szlachty. Hrabia spojrzał na niebieską szachownicę na swej tarczy po czym skinął na rozkaz do wymarszu…

Tak właśnie zaczyna się moja przygoda z angielską armią z końca XIII wieku, którą król Edward I wysłał w celu stłumienie szkockiego powstania. Malowanie zacząłem od elementu generalskiego 3Kn. Inspiracji szukałem oczywiście w sieci, szperając za angielską heraldyką czy wzorując się na malowanych przez innych figurach. Postanowiłem też nieco ‘zaszaleć’ przy podstawkach imitując angielskie błoto. A przy okazji to ostatnia ukończona figurka/i w tym roku. Do przyszłego pewnie nie będzie okazji wziąć pędzelka do ręki. Mijający był modelarsko niezły. Oby kolejny nie był gorszy.

niedziela, 20 grudnia 2009

W szponach nałogu

Tak się czuję. Jak w tytule. Pisałem już wcześniej, że skala 15mm mnie prześladuje. Po Szkotach planowałem dłuższy z nią rozbrat, m.in. dlatego, że mam ‘co’ malować w większej, warhammerowej skali. Dzisiaj jednak po prostu nie wytrzymałem. Tym samym powstawanie kolejnej armii DBD mogę uznać za otwarte. To już trzecia w tym roku (a piąta na bazie Essexa w całym moim ‘dorobku‘), jaką maluję. Na początek element generalski 3Kn - w zasadzie generał we własnej osobie. Lista ta (IV/21) to historyczny przeciwnik szkockich piechurów. Niestety trochę nieopatrznie wybrana i wiem, że z jej ahistoryczności będę się musiał wytłumaczyć. Spokojnie, mam argumenty nawet rozwojowy plan, jak ją uzupełnić. Wybrałem ją też z myślą o pewnym scenariuszowym przedsięwzięciu. Ale na dzisiaj to wszystko. Na wszelki wypadek na ‘ławce oczekujących na malowanie’ umieściłem przedstawicieli obu skali. Zobaczymy, który ma lepsze plecy u trenera.

piątek, 18 grudnia 2009

Pierwszy samuraj

III/54  - Early Samurai - 900-1300 AD

O wiele lepiej wychodzi mi malowanie, czy czytanie cudzych tekstów. Zabrać się za opisanie własnej armii to dla mnie heroizm. Ale przyszedł czas na armię, którą postawiłem na półce kilka miesięcy temu. Od chwili, gdy trafiły do moich rąk figurki Zvezdy z samurajami, wiedziałem, że to jest to. Bardzo udane zestawy, dynamiczne pozy, no i cały ten klimat japońskiego miecza. Zdecydowałem się na zbudowanie armii opartej na liście III/54 Early Samurai. A że samo zrobienie armii to za mało, znalazłem wydarzenie, które dało tym wojskom „ducha”. Na głównodowodzącego tej armii wybrałem Yoshinake Minamoto (W pomarańczowym stroju, element Gen Cv). Był członkiem potężnego rodu Minamoto, żył w latach 1154-1184. Po początkowych sukcesach rodu Taira szala zwycięstwa przechyliła się na stronę rodziny Minamoto. Główne walki między tymi klanami to tzw. wojna Gempei - ???? - Gempei Kassen. Trwała ona w latach 1180 - 1185. Minamoto no Yoshinaka  był generałem, który zgromadził przy sobie zwycięską armię. Wypowiedział w 1180 roku znaczące słowa:
"Yoritomo (kuzyn Yoshinaki) wzniecił rewoltę i już przejął władzę w ośmiu wschodnich prowincjach. Być może wkrótce ruszy szlakiem Tokaido na stolicę. Ja, Yoshinaka, zagarnę wszystkie prowincje, leżące wzdłuż traktów Tusan i Hokuroku. Chcę, by mnie znano jako największego dowódcę w Japonii."

Okazało się to prorocze. Po początkowych klęskach, w 1183 w Shinoharze rozbija armię Tairów. Decydująca była bitwa na przełęczy Kurikara, gdy 2 czerwca 1183 roku, dzięki doskonałym posunięciom strategicznym rozbił 70 tysięczną armię Tairów, prawie doszczętnie ją wybijając. Posunął się dalej, aż do podpalenia pałacu cesarza i uwięzienia go areszcie domowym (faktycznie był to już eks-cesarz, gdyż 3 miesiące wcześniej cesarzem został 3-letni Gotaba). Jednak został zawiązany przeciwko Yoshinace spisek i ród Mianamotów wystąpił przeciwko niemu. Yoshinaka ponosi klęskę w Seto w 1184 roku, w trakcie tej bitwy ginie. Władzę nad rodem przejął Yoritomo (to ten, którego umieściłem w podstawce z obozem), który zresztą chciał później zgładzić nawet swojego brata. Powoli władzę Minamotów rozciągnął na całą Japonię. Ciekawostką jest to, że Minamoto Yoritomo (ten z obozu), w 1192 roku otrzymał od cesarza tytuł seii taishoguna, i od tego roku aż do 1868 realną władzę w Japonii sprawował szogunat. Yoritomo jest więc pierwszym szogunem.

Moja armia, to wojska dowodzone przez Yoshinakę właśnie w czasie wojny Gempei. Szukając oznaczeń rodowych odnalazłem informacje, że godłem Minamoto były trzy kwiaty goryczki na liściach bambusa (ten znak nazywa się Sasarindo). W zapiskach dotyczących bitwy na przełęczy Kurikara, są fragmenty które mówią o pojawieniu się białych sztandarów na przełęczy – pisane były ręką Tairów. Połączyłem biel z Sasarindo, zresztą później znalazłem w necie potwierdzenie takiego wyglądu sztandarów Minamoto.

Całą armię zbudowałem z figurek Zvezdy, zestawy 8017 - Samurai Army – Infantry, 8025 - Samurai Warriors – Cavalry i 8029 - Samurai Army Headquarters. Skala to oczywiście stara sprawdzona 72jka. Ze wszystkimi elementami alternatywnymi liczy ona 16 podstawek. Dzięki ciekawej konfiguracji wyboru elementów, można grać armią o mocnej części konnej: 4x 3Cv, łącznie z generałem, w wersji strzelającej,  3x 3Bw + 4Bw generalski, lub łuki zastąpić podstawkami 3Bd, dopełnieniem wojsk są podstawki 3Ax, wojownicy walczący bronią drzewcową yari, su-yari i naginata. Malowanie tych figurek jest bardzo wdzięczne – barwne stroje wojowników japońskich to okazja do bawienia się różnokolorowymi wzorami. Malując postaci Yoshinaki i Yoritomo wzorowałem się na rycinach pochodzących z ich epoki, tak wyglądające kolorystycznie zbroje nosili na sobie. Flagi nie są malowane ręcznie – nie czułem się na siłach malować takie wzorki – wydrukowałem gotowe sztandary. Oprócz wariacji z Sasarindo wykorzystałem też fragmenty sztandarów z japońskimi modlitwami (faktycznie noszonymi przez wojowników).

Mocnym kopem do malowania tych figurek był oczywiście film „Ostatni samuraj”. Klimat tego filmu na pewno każdemu daje pragnienie zobaczenia na stole powiewających sztandarów i blasku kling katan. Ja patrząc na to zjawisko na mojej półce zatytułowałem tą armię: „Pierwszy samuraj”.

Robert Pawlak











czwartek, 17 grudnia 2009

Świnka doświadczalna

Od ostatniego wpisu oznajmiającego zakończenie malowania szkockiej listy DBA na blogu cisza. Nie oznacza to wcale jednak, że próżnowałem. W międzyczasie bowiem malowałem spory kawał figurki (którą zaprezentuję w ramach nieco szerszego tekstu już w styczniu), przy okazji zmagając się z plagą chorób i nawałem pracy. Dzisiaj za to mały przerywnik, tytułowa świnka doświadczalna. Jest to plastikowy troll z zestawu Mines of Moria (tego samego, który dał mi możliwość blogowej zabawy z Drużyną Pierścienia w zeszłym roku). Oryginalnie zamierzałem poświęcić mu sporo czasu i jakoś potem na dutki zamienić, żeby mieć środki na inne zakupy. Ostatecznie jednak posłużył mi za próbnik doboru kolorów, które potem odtworzyłem na wielkiej, latającej bestii. Cóż, to jaskiniowe bydle będzie mi musiało wybaczyć, ale po prostu posłużyło wyższym celom. Tyle. No może nie do końca, bo trochę jestem zaniepokojony brakiem cierpliwości i dbałości w malowaniu większej skali, niż 15mm. Być może to efekt tego, że przez ostatnie sześć miesięcy 'tłukłem' wyłącznie te maleństwa? Tia...

RSS FeedRSS