poniedziałek, 15 lutego 2010

Nowe lepsze

Z opóźnieniem przedstawiam Wam moje nowe stanowisko pracy modelarskiej. Nie chciałem o tym pisać, ale musiałem. A zmusił mnie do tego Brodaty… siłą umysłu, tak mi się wydaje. A było to tak.
Wszedłem do domu i pomyślałem – muszę w końcu napisać tego bloga o tej szafie. Po pięciu minutach siedzenia nad tekstem bloga zagaduje na gadu Bro – „A co za przemeblowanie robiłeś przed sylwestrem?” – pyta. Heh, podejrzany zbieg okoliczności, co?
Moja wersja wydarzeń. Brutal przychodzi do pracy i z nudów zaczyna myśleć – Gobos coś dawno nie napisał bloga, leń śmierdzący. No to go zmusimy – tutaj szyderczy śmiech odbijający się echem po całym studiu. Zaczyna koncentrować Swoje myśli kierując moimi w stronę obiecanego przeze mnie tekstu o przemeblowaniu. – Pisz! Pisz! Pisz! W tym momencie siadam w transie do kompa pchany dziwną potrzebą blogowania.
Wersja wydarzeń Brodatego. – „A to naprawdę przypadek.” – napisał z nutą podejrzanej niewinności w słowach. Heh, jasne, kto mu uwierzy? Madafaka władca umysłów.
Wracając do tematu. Na samej górze szafy graty numer 1, niżej półka do robienia zdjęć, kolejna to wysuwana półka do malowania, na dole półki na graty numer 2 i 3, a na drzwiach mini półeczki na farbki. Jak się Wam podoba?

Nuts! 2.0


Od ostatniej recenzji Nuts! minęło sporo czasu. Czasu, w którym powoli kompletowałem swoją drużynę do tego systemu, ale i w którym powoli spadał mój zapał. Spadał do czasu, gdy od znajomego dowiedziałem się, że dostępna jest nowa edycja zasad. Bardzo mnie to ucieszyło, bo podobno bardzo dużo spraw naprostowali, zasady uszczelnili i dopracowali. Kupiłem więc podręcznik w formacie PDF żeby przekonać się samemu…
Pierwszych kilka stron

Bardzo ładna, kolorowa okładka to pierwsza rzecz, jaką zauważyłem po otwarciu pliku. Oczywiście zasady wydrukowałem niedługo po ich kupieniu ale nie omieszkałem przeprowadzić pobieżnej kontroli zaraz po ich otrzymaniu.

Na samym początku, poza spisem treści, znajduję krótkie wprowadzenie w mechanikę gry. Mamy tam opisowy przykład starcia z wykorzystaniem autorskiej mechaniki Twohourwargames. Następnie bardzo popularne we wszystkich zasadach „Co będziesz potrzebował do gry”, „co oznacza D6 i jak liczyć modyfikatory do rzutów” itp. Jest też pierwsza zmiana w stosunku do poprzedniej edycji. Teraz model nie ma definiowanego przodu, boków i tyłu a jedynie front i tył, których graniczna linia przebiega przez środek podstawki. Już na pierwszy rzut oka zdecydowanie ułatwia to identyfikację kierunku w którym zwrócony jest model.

Ostatnią rzeczą zamykającą wstęp jest „szybki krok-po-kroku” wyboru sił, rozstawienia terenu i rozpoczęcia rozgrywki.

Część pierwsza: piechota

W tej części znajdziemy znane już z poprzedniej wersji zasady bohatera i jego drużyny, zasady reputacji oraz listę atrybutów. Te ostatnie jednak uległy pewnej modyfikacji. Zrezygnowano z systemu losowania (a dotyczy to wszystkich aspektów gry, a nie tylko Atrybutów żołnierzy) z użyciem talii kart i zastąpiono go rzutami D6. Straciliśmy więc pewien smaczek, zyskaliśmy pewne uproszczenie.

Wertując kolejne strony, dochodzimy do list armii. W grze mamy nadal 4 strony konfliktu: Amerykanów, Brytyjczyków, Niemców i Rosjan. Dostępny jest już dodatek do Nuts!, obejmujący wojnę na Pacyfiku i tam można znaleźć kolejne narodowości. W każdym razie Nuts! 2.0 posiada tę samą, co jej poprzedniczka, liczbę nacji. Jednak same listy uległy poszerzeniu. Pojawiły się możliwości rozbudowy niektórych formacji, jak np. amerykańskiej piechoty zmotoryzowanej, której 4 i 5ta drużyna to kolejno drużyna LMG i moździerzy. Również pozostałe listy zostały poprawione i//lub rozbudowane. Nadto opis broni (granaty) został uszczegółowiony. Teraz od razu mamy podaną siłę i zasięg rażenia granatów i przenośnej broni przeciwczołgowej.

Następnie znajdziemy znane już wyjaśnienia używanych grze rodzajów broni, zasady poruszania się, strzelania i testów z tym związanych. W tej wersji zasad obowiązuje już czytelna i jasna zasada używania testu In Sight, który jest podstawowym testem w grze, a z którym były pewne kłopoty i którego dotyczyły erraty do Nuts! 1.0. W tej części znajdziemy również nowy test: Hasty Machinegun Setup, który może pomóc dwójkom z LMG na szybsze włączenie się do walki.

Nowością jest również zasada, którą można znaleźć w części opisującej rozliczanie obrażeń w trakcie i po bitwie. Nuts! 2.0 wprowadzają medyka, który może towarzyszyć drużynie, a który towarzyszy plutonowi w boju. Pierwsza część zasad dotycząca piechoty kończy się krótkim scenariuszem, który jest rekomendowany jako najlepszy sposób na sprawdzenie ich w praktyce.

Cześć druga: pojazdy

Dział z pojazdami również doczekał się obszernej aktualizacji. Po pierwsze pojawiła się możliwość dowodzenia nie drużyną piechoty a plutonem pojazdów! Coś dla miłośników starć z udziałem głównie pojazdów i jedynie wsparciem piechoty. Na początku działu znajdziemy znane z poprzedniej wersji zasad wyjaśnienie ról, jakie spełniają poszczególni żołnierze w przypadku 5, 4, 3 osobowej lub mniej licznej załogi. Następnie mamy opis poszczególnych statystyk pojazdu dotyczących jego pancerza i uzbrojenia. Same listy pojazdów zostały rozbudowane a statystyki dopracowane. Pojawiły się od razu dane dotyczące ilości załogi, w tym załogantów obsadzających wieżę albo „wannę” pojazdu. Mamy również informację jaką dodatkową broń posiada pojazd, jak silną i o jakim zasięgu ma amunicję type High Explosive, ilu dodatkowych żołnierzy może przewozić i czy np. nie ma bonusów wynikających z niskiego profilu (np. niemiecki Sturmgeschütz III). Tabele uwzględniają również szereg innych, drobnych zasad dotyczących niektórych pojazdów.

Zaraz za tabelami z pojazdami znajdują się również listy z działami przeciwpancernymi i tak jak wyżej, mamy rozbudowane statystyki dla pocisków AP i HE.

Kolejne strony to, tak jak w przypadku sekcji dotyczącej piechoty, zasady poruszania, strzelania, przejeżdżania przez przeszkody. Pojawiła się za to jasna identyfikacja części pojazdów. Ich frontu, boków i tyłu. Bardzo istotna, bo w zależności od atakowanej części pojazdu, zniszczenie go jest łatwiejsze lub trudniejsze. Pojawiła się również zasada atakowania pojazdów pociskami HE. Koniec sekcji to tradycyjnie zasady postępowania z uszkodzonym pojazdem po bitwie.

Część trzecia: budynki

Króciutki rozdział podający rodzaje budynków i odpowiadające im współczynniki wytrzymałości. Mamy też, tak jak w przypadku sekcji dotyczącej piechoty, krótki scenariusz z udziałem pojazdu.

Część czwarta: teren

Cały dział opisuje sposób generowania pola bitwy, definiuje różne rodzaje terenu i to, jak wpływają na grę.

Część piąta: kampania

W tej sekcji znajdziemy rozbudowane zasady do gier solo lub po te samej stronie. Pojawiły się zasady Enemy Level Acticity oraz Suport Level, nowe zasady losowania misji oraz uproszczony sposób ustalania pojawienia się wsparcia (w oparciu o ELA i SL). Zmianie i rozbudowie uległy również tabele wsparcia listy pojazdów, które zwykle się przy tej okazji pojawiały (np. Brytyjczycy mogą wylosować Churchill Crocodile). Smaczkiem są również znane już z poprzedniej wersji zasady przyznawania odznaczeń za wybitne osiągnięcia na polu walki oraz adoptowany do nowych zasad mechanizm zwiększania reputacji dla żołnierzy.

Na samym końcu znajdziemy to, co chyba na pewno znaleźć można było w pierwszej wersji zasad na samym początku, a mianowicie genezę powstania zasad Nuts! i dość kontrowersyjną dla wielu, informację dlaczego Nuts! nie ma systemu punktowego.

Słowem podsumowania

Nowe zasady prezentują się znacznie lepiej niż pierwsza ich wersja. Reguły są bardziej zrozumiałe, strony i tabele bardziej czytelne. Pojawiło się sporo nowych zasad urozmaicających grę ale i trzon pozostał bez zmian. Dzięki temu mamy starą grę w nowej jakości. Widać, że autor nie chciał sam siebie zadziwić a jedynie rozjaśnić kilka szarych stref… I mimo tego, że początkowo nie mogłem znaleźć rozwiązania kilku nurtujących pytań, to po dokładnej lekturze wszystkie moje wątpliwości, np. dotyczące używania moździerzy (co tez jest nowością) zostały szybko wyjaśnione. Jeśli jednak pojawią się trudności, których podręcznik jednoznacznie mi rozwiąże, zawsze mogę zapytać w grupie Twohourwargames na portalu Yahoo.

Jednym słowem: Nuts!

Michał Ciemniewski

Kompania Braci

Podwójnie spojrzenie

Lepiej późno, niż wcale? Tak, w tym wypadku to sama racja. Dlaczego? Po pierwsze serial ‘Kompania Braci’ zobaczyłem pierwszy raz kilka lat po jego premierze, a dokładnie osiem. Po drugie, książkę o tym samym tytule, na kanwie której powstał serialowy scenariusz, przeczytałem na samym końcu, po obejrzeniu filmu właśnie.

Zacznijmy więc od końca, czyli od książki wydanej w 1992 roku.  To pozycja ‘do połknięcia’ w kilka dobrych godzin. Popełnił ją amerykański historyk i pisarz Stephen Ambrose (1936-2002), autor książek o tematyce II wojny światowej, również biograf dwóch prezydentów USA. Ambrose, opierając się na kronice kompani E (Easy), 506-ego regimentu 101-szej Dywizji Powietrzno-Desantowej Armii Stanów Zjednoczonych oraz oczywiście na wspomnieniach jej weteranów, prowadzi  czytelnika szlakiem bojowym oddziału - od obozu szkoleniowego w Taccoa i wzgórza Curahee w Stanach Zjednoczonych (jest rok 1942) po alpejskie Orle Gniazdo nazistowskiego dyktatora, gdzie do amerykańskich żołnierzy dociera informacja o kapitulacji III Rzeszy...

Choć autor prowadzi nas tym szlakiem w suchym, komentatorskim stylu nie można się od lektury oderwać , czytając przywołane, rzeczywiste dialogi, wspomnienia oraz pojedyncze opinie żołnierzy kompani E, poznając fakty z żelaznego szkolenia, przede wszystkim biorąc udział w kolejnych operacjach zachodniego frontu, w których Easy czynnie walczyła. A tych ostatnich jest oczywiście sporo – lądowanie w Normandii w przededniu D-Day, Holandia i Market Garden czy niemiecka zimowa ofensywa w Ardenach i oblężenie Bastogne, wreszcie Alpy i ostatnie zadanie – Austria, w okresie między końcem wojny a ostatecznym terminem demobilizacji. Stwierdzam, że dobrze zrobiłem, że przeczytałem książkę po obejrzeniu serialu. Po pierwsze mogłem potwierdzić jego zgodność historyczną, po drugie uzupełnić wiedzę o te obszary, o których serial nie opowiada. I nic dziwnego, bo zwykle książki są znacznie szerszym źródłem niż film. Czy z książki wieje patosem? Na szczęście nie. Jest to rzetelnie przedstawiona historia sławnego oddziału, jednocześnie hołd dla ludzi, którzy go tworzyli. Pomimo suchego stylu ładunek w opowiadanej historii jest spory , czego oczywiście można spodziewać się po tematyce – wojna, widziana oczami ludzi walczących w pierwszej linii, doświadczających  związanych z taka sytuacją emocjami. Może w kilku momentach powiało idealizmem (czy idealizowaniem), w kilku szowinizmem (np. opinie o poszczególnych nacjach, jakie armia amerykańska miała możliwość wyzwalać spod niemieckiej okupacji), ale to raczej sporadyczne przypadki. Poza tym pomniki można stawiać bohaterom wojennym na różne sposoby. Było, nie było uważam, że każdy szanujący się miłośnik historii II wojny światowej powinien ją przeczytać.

Co do pomników, takowy członkom Easy na pewno postawili swoim serialem „Kampania Braci” (2001) jego twórcy. Jest to pomnik monumentalny, śmiem twierdzić, że również w kategoriach samej kinematografii (weźmy budżet serialu, wyliczony na ok. 125 milionów dolarów). Za tym filmowym, dziesięcioodcinkowym przedsięwzięciem HBO stoją takie nazwiska jak Spielberg (produkcja) czy Hanks (scenariusz) oraz spora rzesza doskonale dobranych aktorów, jako że film (no i oczywiście prawdziwa historia) nie ma jednego, głównego bohatera. Z pewnością nie jest to też ekranizacja powieści Ambrose’a – jest to  ekranizacja losów kompani Easy, ludzi, którzy ją tworzyli a książka pomnik, o czym wcześniej pisałem, okazuje się być tu punktem wyjścia. Nie wiem kto , oglądając serial, jest w stanie pozostać na niego obojętnym, i to z wielu powodów. Można zapytać, z jakich? Na pewno aspekt wizualny (zdjęcia, efekty, rekwizyty i ich autentyzm historyczny) to jedno. Przyznać trzeba (i to nic odkrywczego), że Amerykanie ‘to potrafią’ kręcić filmy wojenne. Przy tej okazji  nasuwa się porównanie do filmu ‘Szeregowiec Ryan’ – serial bije go tu o klasę, jeśli można tak powiedzieć. Realizm (i naturalizm) scen oraz sekwencja i sposób ich kręcenia trzymają w napięciu i prowadzą do refleksji  „to musiało tak wyglądać”. Tym samym do refleksji trudnej, momentami wstrząsającej. Drugi z powodów, o którym muszę napisać osobno, to muzyka. Zwykle zwracam na nią szczególną uwagę. Michael Kamen i Robert Elhai stworzyli doskonałe tło do opowiadanej opowieści: mało patetyczne, minorowe, miejscami niepokojące i, znów to skojarzenie, refleksyjne. W połączeniu ze zdjęciami dostajemy momenty, których nie sposób zapomnieć. Wymienię choćby jeden, mianowicie dzienne lądowanie w Holandii w ramach operacji Market Garden, wręcz poetyckie w odbiorze. Trzeci z powodów to sposób opowiedzenia całej historii. Twórcy posłużyli się doskonałym zabiegiem narratorskim – każdy odcinek opowiedziany jest przez innego członka oddziału, często w pierwszej osobie. Dzięki temu opowieść staje się jeszcze bardziej realna, pozwala poznać myśli i odczucia prawdziwych weteranów – ci zresztą pojawiają się na moment na początku każdego odcinka, wspominając czy komentując, dając niejako przedsmak opowiedzianej dalej historii . Innymi słowy serial to nie tępa rąbanka, w której efekt specjalny goni efekt specjalny. Zdecydowanie większy nacisk, w moim odbiorze,  położona na aspekt ludzki – człowieka w środku okrucieństw wojny, jego emocji, uczuć i odczuć, refleksji które mu towarzyszą, drogi wewnętrznej, jaką przemierza, tego, kim się w efekcie staje. W znakomitej większości są to opowieści poruszające, na które dodatkowo spojrzeć można z dwóch perspektyw – jednostek i grupy, jaką tworzą. Całość odbieram jak powieść drogi: od srogiego treningu przed wyruszeniem do Europy, gdzie zapał i naiwność młodych zmaga się z wybojami regulaminu, gdzie rodzi się swoista więź, poprzez pierwsze akcje bojowe, prowadzone niemalże z fantazją (Normandia) do piekła ardeńskiej zimy i związanych z nią dotkliwych strat w zabitych, rannych i mentalnie okaleczonych żołnierzach, po ostatnie akcje 45 roku i nadzieje na przeżycie wojny. Jest to opowieść drogi, która pozwala zrozumieć, dlaczego użyto sformułowania  ‘Kompania Braci’ – pozwala zrozumieć jego genezę, chrzest bojowy i piekło, przez które przechodzi, doświadczenia, dzięki którym nie pozostaje tylko pustą nazwą.

Klasyczny już niemal serial, rzetelna książka – warto poświęcić kilkanaście godzin dla tej opowieści. Opowieści o ludziach, którzy tworzyli historię, musieli znaleźć się w wojennej rzeczywistości, pokonać samych siebie i wroga, z którym przyszło im walczyć, odpowiedzieć nie raz na pytanie, czym są granice ludzkich możliwości.

Adrian Stolarczyk

czwartek, 11 lutego 2010

PRIMO VICTORIA... prawie...

Wpis dedykowany MiSiOwi. 


Tak się zdarzyło, że wpadłem ostatnio do sklepiku modelarskiego w Żywcu, kupić parę pędzelków. No i jakoś tak w oczy rzuciła mi się... łódź z lądowania w Normandii produkcji Airfixa. Jako, że ostatnio dziwnym trafem na okrągło słucham Sabatonu... to niewiele myśląc (o MiSiU i jego NUTS!) zakupiłem model, plus mały dodatek (jeszcze czarny na zdjęciu), marząc w duchu o rekonstrukcji lądowania na plaży, rodem z Szeregowca Ryana. Jako, że zapowiadał się spokojny wieczór, miałem nadzieję, że szybko złożę modele, pomaluję i wystawię na bloga pod sztandarem utworu Primo Victoria Sabatonu, wywołując u kolegi MiSiA oczopląs i niedowierzanie... Jednak okazało się, że modele airfixa zaplanowały dla mnie istny D-Day.

      Dzisiaj piszę ten wpis poklejonymi palcami, a na zdjęciu widać że modele ledwo dotarły do etapu podkładowania. Higgins jest przejechany biała przecierką, żeby było widać choć trochę szczegółów... Tyle udało mi się dla niego zrobić, i coś mi się wydaje, że nie prędko do niego wrócę... A wracając ze sklepu planowałem, że może jeszcze ze 2 sobie takie kupie + 3 x 36 Amerykanów...

      Powiem tyle, że przy sklejaniu tego modelu przy życiu trzymała mnie tylko myśl, że gdyby nie te łodzie i ich załogi, ich niezłomność i odwaga, to dzisiaj nie piłowałbym plastikowych modeli, tylko pewnie jakieś śruby w fabryce czołgów Panther X3... Dlatego, mimo, ze kilkakrotnie miałem totalnie tego wszystkiego dość, nie czułem palców, klej żarł w oczy, a cały model nawet po usłyszeniu miliona najlepszych (najgorszych?) moich przekleństw nie chciał się trzymać w kupie... skończyłem chama! I jestem z siebie dumny, mimo że VICTORIA nie była do końca pełna...

Teraz czeka mnie wybór gromadki, którą na łódkę wpakuję – zapewne trzeba będzie poradzić się MiSiA.

      Fakty na temat pokazanych modeli podam na blogu jak je pomaluję. Na razie powiem tylko, że z tym drugim trochę nie trafiłem, bo na froncie europejskim był raczej rzadko widywany. Z obowiązku podam jeszcze nazwy: po lewej L.C.V.P „Higgins Boat”, z luku wyjeżdża Jeep Willys, po prawej: LTV 4 Buffalo.

poniedziałek, 8 lutego 2010

Naprzód bracia!

Ostatni raz pisałem o tych panach jakieś osiem miesięcy temu. Wtedy to kończyłem pierwszą partię oddziału. W zasadzie niedługo potem dokończyłem resztę, ale powstał problem: kompletnie nie miałem pomysłu na podstawki. Dlatego wojownicy kawał czasu gnili (!) w szufladzie. Ostatecznie wpadłem na pomysł, którego katalizatorem była glina modelarska (dzięki niej także Boss orków ma na czym stać). Na podstawkach wylądowały więc łupki z gliny, trochę „statica” i kałuża zielonkawego g…, które powstało z mieszanki odpowiednich kolorów i błyszczącego lakieru. O technice malowania już pisałem, więc nie będę strzępił klawiatury, buech, buech. Wykorzystałem części z box’u nowych plastikowych rycerzy, kosę pożyczoną od regimentu zombiaków, i godło Nurgla używane przez Chaos Marines w 40 millenium.
A po co to wszystko? Odpowiedź jest starsza niż ten blog, ba starsza nawet niż cały „Zgiełk”. Wiąże się to z pewną koncepcją, która niestety realnych kształtów nabiera w chwili, gdy armia chaosu jest już nieodwracalnie rozbita na trzy części. Ale nic to, sprawę doprowadzę do końca, bo musicie wiedzieć, że Pan Rozkładu ma wiele sług, zarówno nie z tego, jak i z tego świata. Do następnego wpisu!

RSS FeedRSS