poniedziałek, 24 maja 2010

Cmentarne zabawy

Zakończyłem projekt dioramki kapliczki/grobowca. Prezentowałem Wam ją ostatnio, ale porzuconą i opuszczoną. Teraz możecie zobaczyć w innej wersji - tętniącą życiem. No, prawie. Do dioramy zostało dostawionych pięć postaci i nie wszystkie z nich mają dobre intencje. Jedna z nich próbuje włamać się do kaplicy, czego jednak od razu bardzo żałuje. Ogólnie scenka przedstawia imperialnego żołdaka, który natknął się na kilku ożywieńców i teraz próbuje nie dopuścić, aby dali drapaka z kapliczki.. Płonne jego nadzieje, ponieważ nieumarli sforsowali już tylną ścianę starej kapliczki i ciągną do świeżej krwi. Z tyłu grobowca widać trzech wychodzących umarlaków: ghoula, który nietypowo wychodzi pod sufitem, zombiego, który musiał odrobinkę wesprzeć się na ścianie oraz uzbrojonego po zęby szkieleta. Ponadto jeden ghoul, który wydostał się wcześniej, już podnosi rękę na biednego, niczego nie spodziewającego się żołnierza, podpierającego rękami i nogami drzwi kaplicy. To wszystko na dzisiaj, a niedługo trzecia i ostatnia diorama. Pozdrawiam!

piątek, 21 maja 2010

Tygrys gotowy

Leżał i się kurzył, aż się doczekał.
Ci, co czytali ostatni wpis wiedzą, że naszła mnie ochota na pomalowanie drugiego Tygrysa Italeri. Jeden, w dość nietypowym kamuflażu, od pewnego czasu wspiera moich grenadierów pancernych do Nuts!. Nowy Panzer VI, tak jak Marder III, ostatni model, jaki pomalowałem do Nuts!, zrobiłem na pustynno. W końcu zarówno Kuna jak i Tiger I, mogły być przerzucone do Europy z Afryki. Dlaczego taki kolor, już tłumaczyłem. To jeden z nielicznych kamuflaży, które są jednokolorowe. Próby z jakimś wzorem nie wyszły. To przynajmniej wiedziałem jak malować.
Poza kamuflażem, tego tygrysa wyróżnia kilka małych detali, którymi chciałem urozmaicić pojazd. Tak jak jednemu z 2ch Sherman'ów, usunąłem błotnik, tak tygrysowi, dorobiłem kilka śladów po trafieniach - widziałem na jakimś zdjęciu, i uszkodziłem przedni błotnik. Również inspiracja zdjęciem. Reszta bez zmian. W sumie model składa się tylko z kilku części i dużego pola manewru do urozmaicania dodatkami z zestawu nie ma.
Samo malowanie nie różni się od tego, jakie zastosowałem na Marder. Dałem jednak mniej grubego błota (przed brudzeniem dałem oznaczenia pojazdu, które pozostały z jakiegoś innego zestawu - Tygrys Italeri nie ma żadnych wodnych naklejek w pudełku), zaznaczyłem więcej osadu z silnika w okolicy wydechu i zrobiłem stalowe gąsienice. Metalowe elementy dobrze się komponują z kolorem czołgu. Brudzenie "rozmywałem" ku górze. Im wyżej nad ziemią, tym pojazd czystszy. Przyznać muszę, że ciężko było się opanować, bo brudzenie rzadkimi wash'ami (zwłaszcza okolicy silnika), było bardzo przyjemne. Niewiele tu techniki, a tylko nakładanie kolejnych warstw rozwodnionej farby. Świetny relaks! Zdjęcia za bardzo wyciągnęły jednak niektóre kontrasty między czystym i brudnym, nie sugerujcie się więc tym co widać na zdjęciu w 100%. To samo dotyczy koloru kamuflażu. Czołg jest bardziej piaskowy niż pomarańczowy - dolne zbliżenia pokazują to najlepiej.
Tak czy inaczej, kolejny pojazd gotowy do gry. Pytam po raz kolejny - Kiedy gramy?!

środa, 19 maja 2010

Lifting 01

Obok tytanicznych, leśnych wysiłków, staram się kontynuować odświeżanie HE. W planach poszedłem nieco dalej, niż tylko przeróbka podstawek. Ba, rozpisałem sobie nawet 7 kroków, w których chcę doprowadzić sprawę do końca. Dzisiaj prezentacja pierwszego z nich, mianowicie mistrzowie miecza. Cała sprawa polegała na kilku czynnościach, a mianowicie pomalowaniu brzegów wymienionych podstawek, poprawieniu ewentualnych uszkodzeń nóg. Dodatkowo kupiłem dwie figury z ostatnio obowiązującego wzoru, wyrównując stan całości do 20 sztuk. Malowanie zajęło mi dosłownie moment, głównie dzięki kombinacji łatwość wzoru-nowe washe-suchy pędzel. Największą frajdą była jednak przeróbka sztandaru. Po prawdzie, pierwszy raz byłem zadowolony z własnego sprytu (od czegoś trzeba zacząć). Najpierw zdjąłem poprzedni sztandar (a więc kawałek papieru z nędznym freehandem), który wołał po pomstę do nieba. Następnie uciąłem drzewce powyżej dłoni. Dalej nawierciłem dłoń i drzewce nowego sztandaru – jest to plastikowy bits z armii DE, którym uraczył mnie Gobos. Na górę dokleiłem jeszcze jeden kawałek – tym razem bardziej ulthuański w charakterze. Całość malowałem dwa razy – pierwszy wzór, szaro-biały, zupełnie mi się nie spodobał. W związku z tym wrzuciłem coś z większym kontrastem. Nic odkrywczego, bo to typowy, elfi niebieski. Dodałem do niego oldschoolowe gwiazdki (sic!) a na koniec, zamiast ryzykować artystycznym samobójstwem, zaaplikowałem kalkomanię, jaką przypadkowo znalazłem podczas porządków w szafce. Pochodzi ona z czterdziestki, ale ujdzie. Pierwszy lifting tym samym za mną. Mało szałowo, skromnie, ale cieszy. Na drugi ogień pójdą białe lwy.

Tiger - WARsztat


Cała okolica pod wodą, nie ma telefonu i internetu. Utrudnia to znacznie pracę. Znalazła się więc chwila, zainspirowana mail'ami od Kadzika, na sklejenie drugiego Tygrysa z zestawu Italeri. Bez presji "gotowej armii", spokojnie mogłem pomyśleć, jak urozmaicić i wyróżnić ten model. Postawiłem na "ząb czasu". Sprokurowałem kilka śladów po trafieniach, uszkodziłem jeden błotnik o jakiś kamień... Te proste zabiegi nadały modelowi nowego, ciekawego wyglądu. Do tego użyłem tylko nożyka modelarskiego i "sreberka" z wieczka jakiegoś jogurtu. Resztę dopełnił wikol i PattexFix. Teraz czekam aż wszystko ładnie, grzecznie powysycha.

Dodatkowo wkleiłem we wnętrzu modelu kamienie. Wcześniej używałem śrub, jednak cel pozostał niezmienny. Dociążyć model tak, żeby "czuło" się go w ręku. Na dowód wykonania powyższych prac - zdjęcia.

Powoli też dochodzę do jakiegoś konsensusu z samym sobą, dotyczącego kolorystyki. Chyba zdecyduję się na mieszankę pustynnego kamuflażu, którego użyłem na kunie i czerwonej minii... widziałem takie ryciny - model wyglądał genialnie! I nietypowo. Widać, że paliło się wysłać maszynę na front. W jakimkolwiek stanie.

poniedziałek, 17 maja 2010

Oh, fair lady...

Bold Brandyn met with lady fair
as graceful as light, and as free as the dawn.
He strayed with her into wilding wood,
and nobody saw him no more
yes, nobody saw him no more 


- excerpt from 'Four Foolish Knight'
a popular Bretonnian drinking song


Księga Wood Elves, 2005


Chcecie poznać prawdziwą historię śmiałego Brandyna? Opowiem wam, czemuż by nie. Po prawdzie nie był on wcale taki śmiały. Szczerze mówią,  nie miał też na imię Brandyn – to nadał mu wsiowy mędrek, który po kilka garncach piwa postanowił uwiecznić swego ziomka pijacką piosenką. W rzeczywistości Brandyn-nie-Brandyn był brzydki niczym kozi zad a głupszy niż stara onuca krasnoludzkiego górnika. Wioska, w której mieszkał, tolerowała go jedynie, gdy trzymał się z dala a jedyna uprzejmość, na którą mógł liczyć, to solidny, wiejski kopniak w rzyć. Wiódł więc swój podły żywot świniopasa, pojmując tyle z otaczającego świata, co niziołek pojmuje z jazdy końskiej. I tak pewnego dnia zaplątał się w okolice Wielkiej Puszczy. Coś zamrugało między drzewami, coś zatrzepotało, aż Brandyn-nie-Brandyn ujrzał najpiękniejszą rzecz w swoim świńskim życiu – piękną panią, ducha lasu, smukłą, zwiewną i niepojętą. I tak oto zapomniał o całym świecie, rzucił się w jej stronę by ścigając uroczą ułudę. Biegł za nią godzina za godziną, dzień za dniem, aż świat przestał się liczyć. Nigdy się nie liczył. W końcu, nieziemsko strudzony, stanął na środku łysej polany, urzeczony, rozkochany i bezbronny. Leśna Pani odwróciła się, spojrzała na niego niewinnie, otaczający polanę krąg drzew zamrugał do naszego świniopasa dziesiątkami oczu, po czym pochylił się nad nim i... I cóż, jak mówi wsiowa piosenka, nikt więcej nigdy go nie ujrzał. Przetrwał jednak w do naszych czasów w tejże piosence, co dowodzi, że nie należy lekceważyć klechd ludowych, bowiem, zaręczam wam, tkwi w nich ziarno prawdy…

*** 

Dzisiaj serwuje pierwszą powtórkę – driady. Drugi i zarazem ostatni z planowanych oddziałów tych leśnych piękności w mojej nowej armii. Malowanie znacznie różni się od pierwszej propozycji z marca. Po pierwsze chciałem mieć łatwość przy dzieleniu figurek w trakcie wystawiania do bitwy. Po drugie, chciałem spróbować innej kolorystyki. Po trzecie wreszcie – innej techniki. Komentując od końca, zastosowałem oczywiście suchy pędzel. Nie dość, że poszło szybko to jeszcze efekt jest zadowalający. Muszę przyznać, że to pierwszy bodaj regiment, który tak potraktowałem. Wzór driad niemal prosi się o tę technikę a ja „zawsze chciałem to zrobić”. No i zrobiłem, przy okazji stosując inną kolorystykę. Pomyślałem o szarym, wyjrzałem przez okno do ogrodu – to jest to. Orzech, który tam stoi, ma taki właśnie kolor. Za namowami Robsona zaryzykowałem też kolory leśnych duszków – w miejsce jesiennych (czerwonych) wprowadziłem leśne, zielonkawe i, z założenia, eteryczne coś. Podobnym kolorem potraktowałem tatuaże. Chciałem, żeby te zielone wstawki kojarzyły się z takim lekkim, magicznym światłem. Czy mi się to udało? Mam nadzieję. Podstawki to oczywiście przyjęty wcześniej standard. I gotowe. Sekcja core na razie na ostro na warsztacie – trzymam się planu (najpierw cory właśnie), choć przyznam, że wielce kuszące jest położenie łapsk na czymś z wyższej półki. Ale nie, najpierw pańszczyzna, potem przyjemności.
Przy okazji pogrzebałem nieco w tematyce, związanej z tymi dzikimi nimfami, odpowiadając sobie na pytanie, z czego tym razem GW zerżnęło pomysł. Ano z dość zamierzchłych czasów, bo i z samej greckiej mitologii, gdzie driady pojawiają się pierwszy raz, jako żeńskie duchy drzew, a konkretniej jako nimfy dębów (stąd też w księdze czempion driad to właśnie nimfa… z gałęziami). Znalazłem też mała ciekawostkę na temat - Wistman's Wood. Żeby nie naruszać praw autorskich, nie wklejam tu zdjęcia z sieci (można je łatwo znaleźć). Zamiast tego moje własne zdjęcie – las driad z Kotliny Kłodzkiej. No wypisz wymaluj las Wistman! Dlaczego to tutaj? Ano drzewa lekko kojarzą się z driadami właśnie, nadto Las Wistman jest w Anglii kojarzony z Dzikim Gonem… Ale to już nieco inna opowieść. Co za miesiąc? Z sekcji Core zostały mi jeszcze dwie pozycje… Czy wytrwam, czy puszczą mi nerwy i pomaluję coś z ‘wyższej półki’? Czas pokaże.

*** 

Opuściwszy czoło maszerujących oddziałów, Kethavel skierowała się ku niewielkiemu wzniesieniu, na szczycie którego drzewa rosły nieco rzadziej. Choć tu, w sercu puszczy, nie groziło jej niemal żadne niebezpieczeństwo, kilku gwardzistów podążyło za nią. Po dotarciu na miejscu niewielki oddział zatrzymał się. Kethavel chciała ocenić odległość, jaką musieli pokonać przed zapadnięciem zmierzchu, dlatego też wypatrywała punktów orientacyjnych, znanych jedynie jej pobratymcom. Potem odwróciła się i przysłaniając oczy smukłą dłonią tak, by ochronić je przed popołudniowym słońcem, lustrowała ruch swoich oddziałów. Nie było oczywiście mowy o zwartej, tępej kolumnie marszowej. Zamiast tego niewielkie grupy, bezszelestnie i szybko pokonywały kolejne połacie Puszczy. Czas grał rolę. Coś przykuło jej uwagę, nieuchwytny ruch po prawej stronie. Milcząco wskazała w tym kierunku ręką a gwardziści w złotych hełmach kiwnęli nieznacznie głowami. Na ich twarzach odmalowało się zadowolenie. Pierwsi, jak Asrai nazywali leśne istoty, zamieszkujące Puszczę od zarania dziejów, odpowiedzieli na wezwanie i ruszyli w kierunku punktu zbornego. Elfowie na wzniesieniu podziwiali zwinne, dzikie i zabójczo niebezpieczne kształty nimf, które transmutowały w swój wojenny aspekt. - Doskonale – mruknęła do siebie Kethavel, kiedy jej nieludzko bystre oczy rozróżniły co najmniej dwa różne szczepy leśnych driad. Na nasze szczęście to jeszcze nie miesiąc szronu. Puszcza nie śpi a jej wspólne siły rosną. Chwilę później na wzniesieniu nie było już nikogo.





Regiment
Typ: driady + nimfa
Ilość: 9
Koszt w punktach: 120 pkt
Koszt w złotych: 56 zł

Armia
Stan posiadanych figur: 100%
Stan złożonych figur: 43,16%
Stan pomalowanych figur: 41,05%
Łączny koszt w punktach:  688 pkt
Łączny koszt w złotych:  270 zł

Adrian Stolarczyk

RSS FeedRSS