piątek, 1 lutego 2013

Wybrańcy Komety (9)

Nie spodziewałem się, ale tu znowu ja. Także zapraszam, do kolejnej opowieści z cyklu męskie rozmowy. Takie o życiu i śmierci, a rano Balbina zrobi jajecznicę.




Dawno, dawno, dawno temu za czasów starej wesołej Anglii... pewnego wiosennego wieczora, tak pięknego jak ona, ta która śniła mu się co noc. Tak jak wtedy, jak kiedy, gdy byli tam, bo nie mogli być tu:
- Cześć, mała. Wskoczmy na motor miłości i zróbmy to, o czym myślisz, ale boisz się powiedzieć.
- Kazek łap za widły, to łogrrrr!
- Niet problema! Sam wyjdę.

I tak było zawsze i tak było wszędzie, Kajkosz nigdy nie miał łatwo. Gdziekolwiek się nie pojawił wzbudzał tylko negatywne emocje i był powodem wielu sporów, rozwodów i przedwczesnych porodów. Łamał kobietom serca, a mężczyznom karki, albo tylko to drugie, a o tym pierwszym tylko śnił. Boski niczym posąg Dawida. Nieosiągalny niczym Góra Przeznaczenia. Nieźle się rusza. Nie oddycha, a żyje. Nie pragnie, a wciąż pije. Oto cały Kajkosz i jego życiowe motto: "W życiu liczą się nie tylko mięśnie. Ważny jest również fryz!"

Sielanka jego nędznego życia trwała bardzo długo, ale cel podroży był jeden. Kajkosz pragną znaleźć robotę i ustatkować się wreszcie. Tego dnia i o tej godzinie i tej cudownej wiosny idąc od wioski do wioski Kajkosz dotarł wreszcie na obrzeża Mordheim, a tam spotkał pewną drobną istotę z dużym plecakiem i lśniącą pałą.

- Dzień dobry Maleńka! Powiedział ogr.
- Dzień dobry, paskudny, śmierdzący, zawszony ogórze!  Odrzekła uprzejmie.
- Dokąd to zmierzasz tak rano?
- Na kręgle... no dobra do babuni.
- Co niesiesz pod fartuszkiem?
- Ooo, chyba mnie polubił, pomyślała. Nie szukasz dobrze płatnej roboty?
- Co masz na myśli?
- No wiesz, mordowanie, nagie modelki, złoto, nagie modelki.
- Wchodzę w to!
No cóż jakoś poszło. Mieć na usługach ogra to spory rarytas, czas więc ruszać w drogę pomyślała.
- Ahoj przygodo!
- Ale nie umrę tam z głodu? Bo będę musiał zjeść swój pasek, a wtedy spadną mi spodnie.
- Czy nie głupszy jest ten, kto idzie za głupim. Mruknęła pod nosem wzdychając głęboko...




Dzisiaj prezentuje Ogra ochroniarza, czyli jednego z wielu najemników dostępnych dla mojej bandy. Niezbyt bystry, nie za tani, ale reguła jest prosta. Jeśli możesz nająć ogra, to zrób to. Idąc za tą wymyślną i głęboko przemyślaną filozofią nie mogłem się nie skusić;) Konwersji brak, nie licząc fryzu. Malowanie jak widać, czekam na Wasze opinię.







Dodam też, że odwiedzając wczoraj centrum Krakowa nawiedziłem Sklep Rycerski na Szpitalnej. A tam pradawny figurkowy komis, pamiętający jeszcze Szeherezadę. Zawiodłem się niestety, bo z wyborem szału nie było. Podejrzewam, że od dawna nie działa, została masa plastików i badziewnych modeli, a w tym tylko pojedyncze perełki. W moje ręce wpadły dwa oldschool`owe modele pamiętające lata dziewięćdziesiąte. Będzie kolejny najemnik i być może pierwszy stronnik.
Mam wciąż dwa plastikowe ogry i chętnie wymienię za cokolwiek ludzkiego co być może zalega w waszych szufladach. No nie dajcie się prosić;)



wtorek, 22 stycznia 2013

Kozacy, panowie mołojcy! (1)

Po ostatnim nieudanym najeździe na Kraków Walidrewienko z resztkami swojego podjazdu, godności i niewielkim łupem, ze splądrowanej wioski, wracał do ojczyzny. Po drodze spalił dwie kapliczki i cztery drogowskazy mszcząc się za swoje niepowodzenia. Jeszcze mocniej niż zemsta targał nim strach związany z powrotem i nieokiełznaną wściekłością Wojewody Łańcuchowa, który zapewne skróci go o co najmniej dwie kończyny.
- Może wypali oczy i co wtedy pocznę. Zastanawiał się głośno Włodzimierz.
- Czy ja jeszcze kiedyś zagram na skrzypcach.
- Przecież Ty nawet nie umiesz grać w klasy Włodek. Parsknął poirytowany Samogon.
- Lepiej weź się w garść.
- Masz racje Wasyl, nienawidzę poniedziałków.

Kilka godzin później...

- Dobra chłopaki. To ja mam plan. Jedziemy na Ukrainę, że niby nas nie ma.
- I co będziemy tam robić?
- Wasyl, patrz mnie na usta, będę Watażką!

No i się zaczęło. Jechali i jechali i jechali, aż dojechali do Czehrynia. Walidrewienko z Wasylem zatrzymali się w gospodzie, nie szczędzili dukatów na kolejne toasty, więc szybko doszły ich wieści co szykuje Chmielnicki na Ukrainie. Z prędkością ręcznego liczydła po 3 dniach Włodzimierz dość płynnie wykalkulował, że czeka go tutaj spora kariera. Samogona z resztkami podjazdu wysłał na Dzikie Pola licząc na łupy tudzież sprzedaż carskiego motłochu w jasyr za dobra lub sojusz z jakimś pomniejszym mirzą. Natomiast sam Włodzimierz pił całymi dniami z miejscowymi kozakami i szybko zyskał poparcie w oczach kilku warchołów, którzy przystali do niego wraz ze swoją świtą. Miesiąc później powrócił Wasyl z dwoma wozami wyładowanymi bronią i kosztownościami w obstawie jazdy kozackiej.
I tak się zaczęła przygoda Włodka na Ukrainie, przebiegły niczym lis, zakręcony niczym słoiki na zimę, ale z ambicjami. Potrzebował miesiąca aby zgromadzić niewielkie siły kozackie, teraz czas wyruszyć z nimi ku Dzikim Polom... na Chorzów!






W zeszły piątek, po ponad 3 tygodniach, dotarła do mnie niewielka paczka. W między czasie wozem wsparł mnie MiSiO, a Szeperd podesłał prawie cała watahę Czerni za co stokrotne dzięki chłopaki. Modele Kozaków są cudowne, więc praca szybciej idzie, a jak dobrze pójdzie, to jutro będzie już wszystko w podkładzie.  Koło weekendu myślę, że podzielę się już pierwszymi pomalowanymi oddziałami mojego małego (jak na Kozaków) podjazdu. Póki co kilogramy kozaków i walka z przygotowaniem tego do malowania:D



No cóż zakochałem się w tym klimatach, może to moja chłopska dusza, może słabość do napitku i dziewek służebnych. W każdym razie - Kozacy, panowie mołojcy! Na Sicz!

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Wybrańcy Komety (8)

Jak zwykle kumulacja postów na Zgiełku, nie mam czym przebić chłopaków, ale nie mogłem się powstrzymać. Chciałbym przedstawić Młodzika z bronią dwuręczną do mojej bandy Najemników.

Balbina śmiertelnie niebezpieczna sierota. Osiedlowa szycha, postrach dzielnicy. Przyznaje się do związku z siedmioma goblinami, ale podkreśla, że nie jest łatwa. Ma dużą pałę i nie zawaha się jej użyć.

Krótka chaotyczna historia. Balbina nigdy nie była rozpieszczana przez swojego ojczyma Ignacego Brokuła.
- umyj gary!
- podaj mi piwo!
- wynieś śmieci!
- nie drap po teflonie!
- sam jesteś poteflon Buraku!
- Brokuł k...!
Kometa bum bam bach i po ptokach. Rodzice spłonęli, rodzeństwo spłonęło, kot spłonął, pies spłoną, myszy spłonęły i wszy całej rodziny również. Ocalała tylko ona, mała, wystraszona kruszyna, a tak na prawdę porządkowała weki w piwnicy gdy nagle usłyszała ten straszliwy huk, a w jej głowie pojawiła się nadzieja...
"I umierając we własnych łożach, za wiele lat, czy chcielibyście zamienić te wszystkie dni, od dziś do wtedy, za jedną szansę, jedną jedyną szansę, aby tu wrócić i powiedzieć naszym wrogom, że mogą odebrać nam życie, ale nigdy nie odbiorą nam wolności! "

Chwilę później wyjrzała z piwnicy bezpośrednio na ulicę - Wolność!!!


Odnośnie samego modelu, to wygrałem go lata temu na którymś oMTH. Stara i wciąż robiąca wrażenie figurka z zestawu Frienzed Mob do Mordheim. W kwestii malowania, to mój pierwszy model w tej skali od ok 5 lat, pomalowany spokojnie, starannie i do końca. Subtelne cienie, zdjęcia są jakie są. Na żywo model prezentuje się trochę lepiej, ale wciąż wiele pracy przede mną. Jutro nałożę lakier i zobaczę czy pod tym kontem nie powinienem jednak bardziej rozjaśnić niektórych fragmentów. Myślę też poważnie nad imionami na podstawkach w stylu Hakostwa;) Kolejne modele już konwertuje, aczkolwiek czas wrócić nieco do 15mm.









Winter is comming!

Ostatni weekend minął mi pod znakiem nie gier bitewnych a komputerowych. W Spodku odbyła się pierwsza impreza z serii Intel Extreme Masters, która nie towarzyszyła choćby targom elektroniki. Efekt przeszedł najśmielsze marzenia i codziennie spodek wypełniały tłumy. Zwykle równolegle czekało na zewnątrz, licząc na wejście, kolejne setki czy tysiące osób. Ba! Nie obeszło się bez koksowników dla czekających. Istne szaleństwo. Turniej StarCraft II Wings of Liberty, dla którego odwiedziłem imprezę, był fantastyczny. Małe fragmenty, których nie dałem rady zobaczyć na żywo, oglądałem na stream;'ie, na których regularnie przebywało ok 200 000 ludzi! GG GL HF!
Mimo szaleństwa w Spodku, udało mi się zrobić kilka zdjęć pierwszego elementu do moskiewskiego podjazdu - Zasiecznej Straży. Cała koncepcja zimowej armii wymagała sporych eksperymentów. Pierwszym jest lód. Do jego wykonania, znalazłem specjalny produkt. Jest to zabawka dla rękodziałe i decupage. Zasadniczo służy do tworzenia efektu spękań na zdjęciach itp. Mowa o Cracle Paint. Do efektu wody używam przezroczystego wariantu, który nanoszę na pomalowaną na niebiesko podstawkę (przed malowaniem użyjcie samoprzylepnego papieru - śliskich powierzchni podstawki farba trzyma się słabo i po wyschnięciu się kruszy. Papieru trzyma się bardzo dobrze). Potem całość wash'uję turkusowych atramentem (P3 lub kaligraficzny - nigdy do pieczątek - nie schnie). Ostatnią czynnością jest biała przecierka. Te z pigmentem są doskonałe do wykonywania pustyni, wyschniętego błota. Poszperajcie w sieci - jest kilka efektownych przykładów! Drugim problemem jaki miałem był śnieg. Stara ale jara soda spożywcza na jedną zasadniczą wadę. Utlenia się z czasem i żółknie. Ostatecznie zdecydowałem się na śnieg firmy Woodland Scenics. Właściwie wystarczy posmarować podstawkę wikolem i posypać śniegiem. Jest jedno ale. Taka warstwa śniegu ni daje białego efektu a efekt śniegu rozmokłego. Dla uzyskania wrażenia zasp są dwie metod y. Nasypać taką zaspę i użyć cementu WLS (nie wiem czy to dobrze działa) albo kolejne warstwy śniegu kleić na już położone. Do wikolu trzeba dodać białej farby lub zamiast wikolu używać kleju typu ośmiorniczka lub FIX Pattexa. Na białym podkładzie śnieg jest kopny! Warto dodać, że kapitalny efekt daje trawka AP lekko przyprószona śniegiem. Moim zdaniem najlepszy efekt na podstawce, która była polem doświadczalnym. Warto też zamienić 2 słowa o samych Moskalach. Oba modele to lekkie konwersje. Ćwiczyłem robienie czapek, bo przy konwertowaniu Kozaków służebnych będzie mi ta umiejętność potrzebna. Zadowolony jestem również z końcowego efektu - działa w ruchu. Jeszcze takiej podstawki do Ogniem i Mieczem nie widziałem!

niedziela, 20 stycznia 2013

Po prostu Gołowa

Pozostaje mi napluć sobie w brodę, i to pomimo tego, że ją niedawno zgoliłem. Dlaczego? W mojej ostatniej notce napisałem, że oto tłok się zrobił na blogu. No i wykrakałem – od tygodnia jest wręcz odwrotnie. Dlatego muszę się w tej kwestii zwerbalizować: arghh!!!

Dzisiaj nieco odmiany od miniaturowych Rzymian, czyli podstawka dowódcy moskiewskiego, malowana z myślą tym, by dowodził moim podręcznikowym podjazdem, kiedy takowy już złożę. Figurki kupiłem w blisterku, gdzie do wybrania były dwa różne wzory Gołowy. Ten z wielką czapą zawsze był moim faworytem, więc i tym razem wybór padł na niego.


Sprawę rozgrzebałem końcem zeszłego roku, ale zatrzymałem się na trochę, głównie ze względu na to, że brakowało mi odpowiedniego sztandaru. Ostatnio, przy okazji większych zakupów w Wargamerze, nadrobiłem tę zaległość, a dzisiaj udało mi się dokończyć malowanie.

Z efektu jestem całkiem zadowolony – jest barwnie i gęsto na podstawce. Samego Gołowę podniosłem nieco dzięki imitacji niewielkiej skałki. Maść końska to też unikat w mojej kolekcji - jak dotąd tylko podpułkownik Douglas dostąpił takiego zaszczytu.


Mam za to niestety coraz większy dyskomfort w związku z jakością moich zdjęć. Niemal na 100% jestem pewien, że aparat jest jednak uszkodzony. Największy problem, jak widać, to ostrość. Z ustawień wyciągnąłem, jak sądzę, już wszystkie możliwości, a jednak ostateczny efekt mnie nie satysfakcjonuje. Będę musiał coś z tym wkrótce zrobić.


W przypadku Moskwy w kolejce czekają dobrze znane mi wzory, a więc rajtarzy i dzieci bojarskie. Jeszcze nie wiem, co trafi pod pędzel w pierwszej kolejności, ale wierzcie mi, tego typu dylematy wielce mnie odprężają. Dobrej nocy.

RSS FeedRSS