wtorek, 7 listopada 2006

Poczuć presję

Okres tuż przed puszką kojarzy mi się nieodzownie z presją i napiętymi terminami malowania. Ba, już przed turniejem węgielnym pobiłem rekord malując niemal cały oddział gwardii morskiej w ciągu trzech tygodni. Kolejno w podobnej gonitwie z czasem udział wzięły srebrne hełmy (listopad 2005) i ogry (czerwiec 2006). Za tydzień piąta edycja naszych zmagań a ja nie ślęczę po nocach, nie wykorzystuje każdej wolnej chwili na pędzel i farby – jakby człowiek ręki nie miał! Powodów jest kilka, choćby taki, że gramy za niewiele punktów więc z pewnością nie wystawię gwardii feniksa (jedyny niegotowy oddział w mojej armii). Wczoraj jednak mój spokój zmącił jeden delikwent – zajrzałem głębiej w zakamarki gabloty i poczułem dreszcz, kiedy ponure i groźne oczy brodatego brutala, opartego na dwuręcznym toporze, rzuciły mi nieme wyzwanie. No tak, pomyślałem: stoi tam od czerwca, nie jest mój, puszka za tydzień, zafunduję sobie mini presję.
Malowanie krasnoludzkiego lorda sprawiło mi wiele przyjemności – jak każda odmiana zresztą. Zastosowałem sporo suchego pędzla w przypadku metalowych części oraz włosów (z tych ostatnich nie jestem do końca zadowolony; ciekawe, co powie brutal). Ręce i twarz (po prostu miód do malowania) to już warstwy. Trochę tuszów, jakiś klejnocik i lord gotowy. Gdy odstawiłem ostatni kolor, zdałem sobie sprawę, że paleta, jakiej użyłem jest identyczna ze stosowaną w przypadku legionu. Z jednym wyjątkiem, który ma solidne uzasadnienie. Gdybym bowiem zrobił inaczej, malowana figurka z pewnością przedzierzgnęłaby się szybko w zabójcę trolli albo gigantów – do rozjaśnienie odkrytych partii ciała użyłem mocno rozcieńczonego koloru kościanego, podczas, gdy zwykle jest to kolor elfi. I to była właśnie przedpuszkowa szufelka presji…

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS