W zasadzie mogę je już rozpocząć – tj. końcowe odliczanie. I w zasadzie nie mam ochoty o tym więcej pisać. Z prostego tematu pewnej kolekcji miniatur zrobiła się bowiem tasiemcowa opera mydlana. Kolejne odcinki sagi o ludziach z metalu i plastiku… Uwieczniam cztery ostatnie ‘regularne’ miniatury do HE, tuż przed ‘napisaniem epilogu’ (w ubiegły weekend dokończyłem malowanie 3 sztuk). Są to oczywiście milczący członkowie Gwardii Feniksa. W zasadzie są gotowi w 20% procentach. Bez sentymentu zastosuje malowanie seryjne. Przy okazji zrezygnowałem jednak z przeróbki podstawek. Jakoś w przypadku elfów zżyłem się z piaskiem malowanym na zielono – faktycznie jest to mało efektowne, niemniej schludne, oszczędne i estetyczne. Poza tym, pomimo zamiarów, nie znalazłbym na takie przedsięwzięcie ani czasu, ani, po prawdzie, szczerych chęci.
W ramach krótkiej refleksji – będzie mi brakowało składania i malowania regimentów do warhammera. Bardziej jednak cieszę się już na nowe zakupy do DBA, tym bardziej, że ostatnio wypróbowałem prostą i efektywną technikę malowania, opartą na konturowaniu.


0 komentarzy:
Prześlij komentarz