Jest wiele zalet wychodzenia ze swoim hobby z domu. Niewątpliwie w klubach wargamingowych łatwiej spotkać innych pasjonatów i znaleźć towarzyszy gier, łatwiej też o zgromadzenie potrzebnych do gry figur i makiet no i nie przeszkadza się* osobom postronnym, niezainteresowanym tą szlachetną rozrywką. Dla mnie, obok poznawania nowych, pozytywnie zakręconych ludzi, najważniejszą zaletą takich miejsc jest poznawanie nowych gier. I choć często, zapalanie się do kolejnych projektów, kończy się przymusowym odchudzaniem portfela, to lubię wiedzieć, co też ciekawego w trawie piszczy.
A ostatnio w pracowni Strateg przy Mokotowskiej słychać głównie ryk silników samolotów z II Wojny Światowej, a to za sprawą gry Scramble! Przyznać muszę, że maleńkie figurki samolocików robią doskonałe wrażenie, a proste zasady gry kuszą do ich wypróbowania. Kiedy pierwszy raz widziałem tę grę, na zeszłorocznych Polach Chwały, nie sądziłem, że zrobi taką karierę, tymczasem niejeden gracz w Warszawie ma już całkiem sporą flotę powietrzną. Scramble! pojawiły się również na warszawskim Grenadierze dwa tygodnie temu, póki co na pokazach, ale kto wie, kiedy trafi się pierwszy turniej?
Inną wypatrzoną przeze mnie nowinką (nowinką tylko dla mnie, bo gra ma tak dużo lat, że nawet nie ma jej już w sprzedaży) była gra Clear for Action, zajmującą się odmienną, od wspomnianej powyżej, tematyką, a mianowicie bitwami morskimi z okresu wojen napoleońskich. Gra jest o tyle specyficzna, że używa się do niej komputera. Jak i dlaczego, dowiecie się już wkrótce z łam Bitewnego Zgiełku.Dwie różne gry, dwie różne tematyki, dwa różne poziomy skomplikowania zasad i prowadzenia rozgrywki, a obie pozycje ciekawe i kuszące. Na szczęście oparłem się im... dając się wciągnąć w inną grę. O tym jednak już następnym razem.
* - jakby wargaming mógł komukolwiek przeszkadzać, jakieś bzdury ;)



0 komentarzy:
Prześlij komentarz