niedziela, 12 lipca 2015

Warhammer: Age of Sigmar. Pierwszy kontakt, pierwsze wrażenia


Wczoraj w warszawskim sklepie Games Workshop rozegrałem drugą bitwę w Warhammer: Age of Sigmar. Drugą, bo pierwsza miała miejsce tydzień temu, w związku z przedpremierowym pokazem tego produktu. Sam nie wierzę w to co piszę. Ja, Johnny zagrałem d-w-i-e bitwy. Tydzień po tygodniu. A drugą to nawet swoimi figurkami :)

Smutne jest to, że nie zdążyłem przed końcem Starego Świata...Moje hordy Chaosu siedziały w szufladach bezczynnie blisko od pięciu lat, chyba ostatnią bitwę toczyłem z Tsarem w Wargamerze na Wilczej. Od dawna jednak planowałem zrobienie porządku z Chaosem, domalowanie tego, co leżało nie dokończone lub w surowym stanie, powiększenie niektórych regimentów i powrót na pola bitew. Kiedy jednak zaczęły wyciekać pierwsze informacje dotyczące dalszych losów Warhammera, zacząłem poważnie się zastanawiać, czy zdążę to wszystko zrobić. Mało tego- w miarę pojawiania się kolejnych przecieków zachodziłem w głowę, z czym tak naprawdę będę miał do czynienia, co zrobię ze zbieraną przez lata armią, czy w ogóle będzie to gra dla mnie? Z tego tez powodu pogłoski -niektóre kuriozalne – śledziłem już niemal codziennie.

Teraz meritum. Nie będę omawiał zasad – z tymi można się zapoznać samemu, bo są do pobrania za darmo. Wspomnę o nich tylko w kontekście swoich spostrzeżeń. Nie będę oceniał settingu, bo wciąż mało o nim wiem. Nie mam też póki co ochoty rozważać tego, co zrobiono ze Starym Światem, od którego dla mnie wszystko się zaczęło. Skupię się w zasadzie tylko na swoich odczuciach i wnioskach, a i one nie będą zbyt wyczerpujące, bo za wcześnie na takowe po dwóch bitwach.

Najpierw był lekki szok – nie ma wartości punktowych, nie ma list armii z podziałem na lords/heroes, core, special, rare, nie ma kultowych 10-ciu współczynników, nie ma strachu, paniki, nie ma reakcji na szarżę, nie ma power dice'ów, dispelli, nie ma tego, nie ma tamtego...zasady mają cztery strony (O BOŻE, SĄ ZA DARMO), nie ma army booków, tylko Warscrolle z zasadami dla znanych wszystkim armii (O BOŻE, SĄ ZA DARMO), nie muszę NIC kupować, żeby grać??? Rzeczywiście, świat się kończy.

Co więc jest?

Jest szybkość i prostota. Reguły zdecydowanie typu beer & pretzel. Brak tradycyjnego systemu doboru armii oznacza, że nie jestem niczym ograniczony, mogę wystawić właściwie to co chcę i -uwzlędniając pewne minima w oddziałach – ile chcę. Mogę po prostu wziąć parę figurek i zagrać.

Jest pełna dowolność w zakresie łączenia frakcji. Ani mnie to ziębi, ani grzeje, z pewnym wyjątkiem – oczywiście chodzi o Chaos i łączenie Beastmenów, Mortali i Demonów.

Jest znakomicie wyglądający zestaw startowy – mimo że sieć już huczy o Sigmarines i o tym jak bardzo przydadzą się w Warhammerze 40 000, to jednak panowie złoci mają swój styl. Muszę powiedzieć, że świetne wrażenie robi też Chaos z wyjątkiem tego dużego czerwonego czegoś na dwóch nogach...nawet nie pamiętam jak się toto nazywa.

Jednym słowem – jest zabawa. Czasem myślę, że prosta, wręcz prostacka, ale jednak.

Dzisiejsza bitwa była w porządku, o pierwszej nie warto pisać, bo to w zasadzie był trening.
Przeciwnikiem moim były krasnoludy – stary wróg, to z nimi toczyłem pierwsze bitwy. Niestety jedyny krasnoludzki wódz którego znam, przeszedł w stan spoczynku i choć ostatnimi czasy nosi brodę (bo gdy zaczynaliśmy grać, jeszcze jej nie miał ;), to chyba już w polu go nie zobaczę. Przynajmniej nie w tej grze ;)






Wystawiłem 14 wojowników chaosu, 5 rycerzy, 10 ogarów, pomiot, trzech bohaterów – lorda i czarnoksiężnika i Wulfrika. Tu wypada zaznaczyć, że lord ma potencjał -może bowiem co turę wezwać na pole bitwy kolejne sługi ciemności. Mnie się to nie udało, bo zanim kogokolwiek wezwał, dostał kulą z armaty w czoło, ale pomysł jest ciekawy.
Większość tego towarzystwa została skoszona przez ostrzał (zaznaczam, że obecnie nie ma utrudniają go misfire'y) . To scenariusz znany i ograny, mający miejsce zawsze, gdy brakuje jednostek latających, lub potrafiących w inny sposób szybko związać walką obsługę artylerii – ale cóż, trudno, po prostu wystawiłem, co było pod ręką.
Trudno jednak nie dostrzec, że cała armia brała czynny udział w bitwie – szczególnie piechota, która w WFB dreptała by te swoje 8” w ruchu marszowym. Fakt, że oprócz zwykłego ruchu można też pobiec zaowocował tym, że niedobitki wojowników chaosu dobiegły na drugi koniec pola i zdążyły odpłacić artylerzystom pięknym za nadobne. Koniec końców zginęli, ale przyznam, że swojej piechoty nigdy w tej części pola bitwy nie widziałem.

Podsumowując, to wszystko co jestem w stanie napisać po dwóch grach. Czuję, że będzie ich więcej. To poważny plus tej całej nowej ery.

5 komentarzy:

szeperd pisze...

O BOŻE DRUGI WPIS JOHNNYEGO!

Johnny pisze...

Drugi w tym tygodniu!

brodaty_brutal pisze...

Łaaa! :) Powiem, że ja nic zupełnie nie śledziłem, bo dawno straciłem zainteresowanie wytworami GW, ale najpierw wpis Inkuba, a teraz jeszcze bardziej Twoja relacja mocno mnie zaintrygowała! Wątpię, żebym coś kupił, bo obecnej estetyki nijak nie kupuję, ale skoro można by zagrać tym co mam, to w sumie czemu nie. ;)
Musze poczytać te zasady.
PS A teraz nie trzeba mieć okrągłych podstawek? ;)

Johnny pisze...

Kształt podstawek jest bez znaczenia

MiSiO pisze...

Po zabójstwie WFB przez GW postanowiłem kupić podręcznik do Kings of War (2 edycja). Zasady są za darmo od dawna i mają wszystko co miał battle ale bez kłopotliwych elementów. Są nawet mroczne krasnoludy. GW już dziękujemy. Z okresu młodości i studiów w GW nie już ani jednej gry w ofercie w którą grałem i które uważałem za warte grania. Jednak podziwiam wysiłek, żeby dać AoS szansę.

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS