W sobotę miałem przyjemność zagrać moje pierwsze dwie bitwy w Ogniem i Mieczem w doborowym towarzystwie Szeperda i jego znajomego Rafała. Powiem tak: dawno się tak nie ubawiłem bitewnie. Ogniem i Mieczem jest systemem skomplikowanym, załadowanym masą zasad i wyjątków oraz jak niektórzy żartują istnieniem errat do errat (na szczęscie twóry systemu pracują nad ujednoliconym podręcznikiem gracza). Jednak jest niesamowicie wciągający,a bitwy obfitują w zaskakujące zwroty akcji (które wcale nie psują radości z rozgrywki, czynią ją za to bardziej interesującą!). Zagrałem Gosiewskim dwie bitwy, jedną z Szeperdem i testowanym przez niego podjazdem Potiomkina oraz z siedmiogrodzianami Rafała. Obaj panowie mają jeszcze i inne armie na podorędziu, a ludzi u nich mnogo, o czym mogłem się przekonać naocznie podziwiające te kolekcje. Mam nadzieję, że trafią kiedyś na naszego bloga.
Gosiewski vs Potiomkin
Oba podjazdy zostały wystawione w pełnej sile, czyli Gosiewski: 10PS, Potiomkin: 8PS. Wśród wylosowanych przez scenariuszy była obrona wioski i to ona została wybrana. Za dodatkową różnicę w PS Szeperd wystawił dodatkowe podstawki piechoty w wiosce. Przewaga w zwiadzie dla Potiomkina została wykorzystana na forsowny marsz i zasadzkę. No i zaczęło się.
W pierwszej turze polscy dragoni podeszli do domku zajętego przez Rosjan, wytrzymali ostrzał bez strat (mieli szczęście) a sami ustrzelili jeden punkt strat na Rosjanach. Reszta Polaków zaczęła się ruszać. Husaria na wstępie miała rozkaz szarży i mimo jej oczywistego spalenia udało im się przy nim zostać (z tego co pamiętam). Rosjanie tymczasem ruszyli hurmem na wioskę.
Druga tura to starcie w szarży bojarów i husarii, z której ci pierwsi zwyczajnie uciekli na krawędź (i na nieszczęście poza zasięg generała) stołu nie zadając strat. Husarze też poza zasięgiem podstawowym Gosiewskiego znaleźli się w zasięgu skutecznym dragonów pogranicza. Po drugiej stronie porucznik Gantzkopf znalazł się sam z jednym rozkazem dowodząc grupą trzech jednostek - co okazało się fatalne w skutkach. Rosjanie powoli wlewali się do wioski a z lasu na tyłach lewej flanki wyszła zasadzka. Nie odegrała ona jednak żadnej roli w tej bitwie (Gosiewski z husarią popędził hen w pole polować na Potiomkina). Nie pamiętam dlaczego, ale nie udała się szarża kozaków na dragonów pogranicza (chyba stracili podstawkę ze strzelania i się zmieszali).
Trzecia tura i straszliwy deficyt rozkazów na moim prawym skrzydle. Ostatecznie dragoni dostali rozkaz szarży na domek - co było błędem - trzeba było dać im obronę i strzelać bez opamiętania (co pokazała dopiero druga bitwa - wrócimy do tego). Dragoni w panice i po stracie podstawki uciekli (do końca bitwy nie odegrali większej roli). Trzypodstawkowy oddział rajtarów chce wejść do wioski, a dwupodstawkowy zatrzymuje rosyjskich kozaków służebnych. Husaria otrzymała ranę od dragonów pogranicza, ale potem ich pogoniła.
Czwarta tura i lekcja o inicjatywie. Ponieważ RON był pierwszy, to kozacy rosyjscy objechali rajtarów i zablokowali drogę ucieczki. Po walce w wiosce, w której nikt nie odniósł obrażeń (ani rajtarzy ani piechota rosyjska), wycofujący się Polacy zginęli z rąk rosyjskich kozaków. Wszystkie podstawki piechoty rosyjskiej weszły do wioski.
W piątej turze Potiomkinowi zrobiło się ciepło, kiedy zorientował się, że stoi sam w polu (nie ma piechoty) a naprzeciwko niego ustawiają się husarze i jazda kozacka. Za to wioska w zasadzie jest stracona dla Polaków. Drugi oddział rajtarów zemścił się za śmierć kamratów ściągając kozakom jedną podstawkę i zmuszając ich do ucieczki.
Szósta tura pod znakiem heroicznej ucieczki Potkiomkina. Nie pamiętam dokładnie jak to było, ale na pewno piechocie z wioski udało się zdezorganizować szarżę polskich kozaków (i chyba zmusić do ucieczki!), przez zniszczenie podstawki. Natomiast husaria (niestety w szyku kolumnowym) dojechała i nawet manewr odskoku nie pomógł generałowi - wywiązała się walka. Na szczęście dla Rosjan w ostatniej chwili zdany test na wyszkolenie pozwolił sławetnemu generałowi na poświęcenie swojej obstawy i samotną ucieczkę w siną dal - moi Polacy stracili przez to 3 punkty zwycięstwa.
Ostatecznie wynik to 1 : 7 dla Moskwicinów. Gdyby nie ucieczka Potiomkina i moich kozaków w ostatniej turze byłoby chyba coś w stylu 5 : 7. Gra była bardzo przyjemna. Z całej bitwy zapamiętałem taką wymianę zdań:
- to ile ma Potiomkin pancerza?
- pewnie z 6?
- no pancernik to może....
Gosiewski vs Siedmiogród
Tutaj podjazdy też chyba w maksymalnej sile, 10PS (Gosiewski) vs 9PS (Siedmiogród). Wylosowany scenariusz to zajęcie pozycji. Kolosalna różnica w punktach zwiadu została wykorzystana przez siedmiogrodzian na dwa forsowne marsze i dalekie obejście.Wystawiłem polaków w zwartej formacji, aby oddalić widmo wyjścia tego oddziału i jego szybkiego wejścia do akcji.
W pierwszej turze dzięki forsownym marszom, hajducy zajęli wzgórze - trzeba było coś z tym zrobić.
Ponieważ Gosiewski musi zapłacić za wszystkie rozkazy wystawione w pierwszej turze normalnie, to w tyle musiałem zostawić jedną jednostkę kozaków. Reszta oddziałów poszła spokojnie do przodu, dragoni spieszyli się. Strat jakiś chyba nie było.
Druga tura to spodziewana przeze mnie szarża kopijników siedmiogrodzkich. Mogłem rzucić husarię dając im rozkaz szarży, jednak to wystawiłoby ją na szarże lekkiej kawalerii z boku, albo jeszcze gorzej, objechanie z tyłu. Postanowiłem zablefować i wystawiłem ukryty rozkaz ruch. Dzięki temu po pierwszym ruchu szarżujących wycofałem się poza zasięg szarży oraz wykręciłem nieco dragonów, aby nie stali się celem szarży przypadkiem. Za to na drugiej flance dałem dwa rozkazy szarży - kozakom i rajtarom - postanowiłem zdobyć wzgórze, na którym hajducy właśnie dostali rozkaz obrony. Szarża wyszła lepiej niż się spodziewałem i po dużych stratach (2 podstawki?) hajducy dali nogę. Ja straciłem podstawkę rajtarii, za to kozacy nietknięci. Na lewym skrzydle wyszło głębokie obejście, więc skierowałem tam rajtarów i postanowiłem w następnej turze wysłać tam pozostałą w odwodzie jazdę kozacką.
W trzeciej turze wzajemna szarża kopijników i husarii zahaczyła przypadkiem o dragonów. Po walce kopijnicy wycofali się zdezorganizowani, ale ciągle w pełnym składzie (ale 2 rany). Husaria zaliczyła jedną. Dragoni nieźle strzelali (już w obronie).
W czwartej turze nastąpiło nieszczęście - trafienia husarii (5!) przyniosły tylko jedną ranę, za to husarze otrzymali pechowo aż trzy! Okrążeni, musieli przebić się przez lekka kawalerię wroga i stracili druga podstawkę. No i wylądowali poza zasięgiem dowódcy... Postanowiłem na drugim skrzydle dobić wroga na ile się da a potem uciekać przed lansjerami.
W piątej turze obróciłem się dragonami aby bronić się przed lekką jazdą. Dzięki strzelaniu w obronie udało mi się ich spanikować przy szarży! Lansjerzy postanowili wziąć w kleszcze rajtarów i kozaków, którzy wciąż byli silni na lewym skrzydle. Ja natomiast postanowiłem niedobitkami dobić jak najwięcej dragonów po stronie przeciwnika (jedna podstawka i dwie podstawki koło domku).
W szóstej turze przeciwnik próbował jeszcze rzucić się w kierunku znaczników, jednak dragoni twardo trzymali środek wzgórza. Lansjerom nie udało się zaszarżować (za mało rozkazów, poza zasięgiem dowódcy) ale ich robotę wykonała lekka jazda, która rozjechała rajtarów. Udało mi się jednak uchronić jedną podstawkę kozaków. Na stronie przeciwnika udało się zniszczyć szarżą dwie podstawki chyba dragonów. Hajducy, ci ze wzgórza, wytrzymali jednak ostrzał (a było blisko, bo mieli dwa punkty strat).
Ostatecznie, mimo sporych strat, udało się wygrać dzięki znacznikowi szczytu wzgórza zajętemu przez polskich dragonów. Wynik to było chyba 7 : 2 albo 8 : 1 dla Polaków (o dziwo).
Panowie, z którymi miałem przyjemność zagrać, jeśli to czytacie, to chciałem wam jeszcze raz bardzo serdecznie podziękować za grę. Do kolejnego razu!
















6 komentarzy:
Super relacja i widać udana nagroda za pomalowanie podjazdu;) Czekam na więcej takich wpisów. Aż mam ochotę odkurzyć moich Tatarów:P
Fajnie,że wrzuciłeś zdjęcia i notatkę a przede wszystkim, że Ci się podobało. Musimy powtórzyć, tylko może o jakiejś bardziej ludzkiej porze :))
Fajnie, że dałeś te raporty, i że są takie dokładne. Kiedy je czytałem, wyobrażałem sobie akcje ze stołu bitwy. Życzę kolejnych emocjonujących potyczek!
Ach! Ach! :) Najlepsza nagroda za trudy malowania!
Świetnie to wygląda! Zazdroszczę!
Ale kiedyś jeszcze do Was dołączę. :)
Brutalu, czekamy z otwartymi ramionami ;)
Moje marzenie - statyw. Serio. Sekwencja zdjęć z bitwy bitwy - epicka!!
Prześlij komentarz