Skoro się nawarzyło nieco piwa, trzeba je teraz wypić. Dwa tygodnie temu publikowałem wpis o Włochach z II wojny światowej, których autorem jest Samu. Jak można było wywnioskować z tekstu, szykuje się coś nieco większego, jeśli chodzi o Bolt Action. Dzisiaj mogę to potwierdzić, włączając się w mały (?) cykl blogowy. Pisałem już kilkukrotnie, że BA chodziło za mną od dłuższego czasu - w sensie czegoś większego, niż tylko malowanie pojedynczych podstawek czy oddziałów. Długo nie mogłem się jednak zdecydować, od jakiej nacji zacząć tę imprezę. Kiedy Samu przysłał mi zdjęcia wyprasek z Włochami, zacząłem się łamać. Jakiś czas później podcast Wojenne Historie wypuścił odcinek od LRDG - wiedziałem, że jest po mnie i że zdecyduję się na Brytyjczyków z okresu walk w Północnej Afryce. W zamierzeniu miał to być taki malarski i kolekcjonerski pojedynek. Rzuciłem rękawicę i fińska maszyna ruszyła pełną parą. Czas więc na pojedynek, który ochrzciłem Clash in the Desert. Zrobiłem nawet okolicznościowe zdjęcie, dzięki dwóm figurkom z serii H&D, które malowałem jakiś czas temu.
W pierwszym oddziale, jaki złożyłem, jest oczywiście podoficer (z pistoletem i gwizdkiem), mamy też piechura wyposażonego w pistolet Thompson. Innego wojaka wyposażyłem natomiast w lekki karabin maszynowy, czyli słynny Bren.
Ale Włosi i Brytyjczycy, to nie jedyne nacje, jakie powinny się tu wkrótce pojawić. W całym tym zamieszaniu jest jeszcze bowiem drugie dno, niemniej dla mnie ważne. Wiem, że w mrocznych zakamarkach kilku szuflad i pudełek czają się inne kolekcje dobrze znanych z bloga Dżentelmenów. Ponieważ bardzo zależy mi, żeby pokryły się farbą i ujrzały światło dzienne, uruchomiłem dyskretną kampanię łagodnych nacisków. Liczę na to, że uda mi się wspomnianych Kolegów zmotywować do pracy i podzielenia się jej efektami na łamach Zgiełku. Mam nadzieję, że wkrótce przekonamy się, na ile jestem skuteczny w takich działaniach.
Tymczasem rzućcie jeszcze okiem na zdjęcie całej gotowej dziesiątki słynnych Desert Rats. Ponieważ Samu nie próżnuje, moja sytuacja operacyjna jest dość kiepska i muszę nadrabiać zaległości w uzupełnianiu kolejnych oddziałów. Interesy Imperium w Północnej Afryce są przecież priorytetem. Tak więc... niech się dzieje. Do usłyszenia już wkrótce.






8 komentarzy:
Ulala! Nieźle! Piękne malowanie. U mnie trwa przemalowywane kilkunast metalowych LRDG ;)
Dziękuję. Jestem zadowolony z efektu. No i mnie pierońsko zaciekawiłeś, czekam na Twoich.
Podobają mi się. Cały projekt i pomysł na taką malarską rywalizację przypada mi do gustu zatem czekam na więcej. Możliwe, że zrównam się z wami... bo mam więcej Włochów do pomalowania. Ale nie powiem jakich - to będzie niespodzianka. :D
P.S. Trochę dziwi mnie to, że nie zdecydowałeś się ich malować na Samodzielną Brygadę Strzelców Karpackich z czasów obrony Tobruku w 1941. Nawet furażerkę dałoby się skołować (dla oficera) - ze zestawu amerykańskich spadochroniarzy albo wydanych w tamtym roku Francuzów. :)
Fajnie, dzięki za dobre słowo. Co Polaków to nie miałem tego w planach, ale może coś kiedyś...
A lufy nawierciłeś? ;)
Bardzo fajne malowanie! :)
Jestem pacyfistą, nie wiercone są :) dzięki za komentarz!
Fajnie Ci to wychodzi! Goń fińczyka w naszym imieniu! ;)
Dzięki Rob. Robię co mogę, drugi oddział w toku. Samu nas odstawił o co najmniej dwie długości, więc mi tu proszę się do roboty brać, a nie na mnie wszystko zwalać, he, he.
Prześlij komentarz