sobota, 31 grudnia 2011

Coś się kończy, coś się zaczyna

Niedawno obchodziliśmy zakończenie Starcia Tytanów, w pracy powoli zamykamy okres związany z realizacją naszego największego projektu - platformy e-learningowej, teraz nadchodzi zakończenie roku.
Sporo zakończeń, ale sporo nowych perspektyw. W życiu zawodowym przygotowuję się do większego skupienia na pracy naukowej i na wyjeździe na UW w ramach stażu doktoranckiego, a w hobby... któż to wie. A jutro - już za minutę - zaczyna się nowy rok. Co przyniesie? Zobaczymy. Póki co, korzystając z dobrodziejstwa i potęgi systemów informatycznych postanowiłem w ostatniej chwili wrzucić coś nowego - być może zapowiedź nowych hobbystycznych wyzwań, których w tym nadchodzącym nowym roku sobie i Wam drodzy koledzy życzę jak najwięcej (wraz z czasem do ich realizacji)!




Właściwie bardziej pasuje to Szeperdowi do wpisu, ale co tam: С новым годом, люди! ;)

Trochę o czasie i nie tylko

Dzisiaj kończy się rok, więc zwyczajem lat poprzednich powinienem podsumować ‘dokonania’ ostatnich 12 miesięcy i skrobnąć coś na tema przyszłorocznych planów. Jednak dzisiaj, może na przekór tradycji (która dzisiaj wyjątkowo mnie mierzi?), nie zrobię tego. Może jako namiastkę, zamiast słów, po prostu wkleję zdjęcie pomalowanej dzisiaj figurki. Niech będzie, że nawiązuje ona do zmiany daty, że wskazuje (symbolicznie?) na to, o czym myślę i co planuję figurkowo na rok kolejny, że zamyka wszystkie moje prace 2011 roku

Skąd ta słodkopierdząca pseudomelanchola w pierwszym akapicie, skąd zamach na tradycję? Cóż, być może to echo dzisiejszej refleksji, jaką spowodowały przerzedzone już nieźle w mojej głowie neurony, kiedy jechałem po południu samochodem a w radio snuła się piosenka o przemijaniu, upływie czasu, i tym podobnych. Jakoś do tego przypomniał mi się dialog z ostatniego odcinka Tudorów, w którym Henryk VIII pyta Karola Brandona, księcia Suffolk, co jest tą jedną rzeczą, której nie da się odzyskać. Karol próbuje kilka razy bezskutecznie, w końcu król mówi do niego: czas Karolu, czas…

Prezentowana dzisiaj figurka to na dobrą sprawę ciągle plan wydawniczy Wargamera. W styczniu bowiem spodziewamy się figur dowództwa do Carstwa Rosyjskiego (jednocześnie będzie to premiera tej armii), a dzisiejszy bohater zapewne będzie jego częścią. Dostałem go od Misia. Skąd on go ma - nie wnikam.

Jest to moje pierwsze zetknięcie z figurami do Ogniem i Mieczem. Modele są od dłuższego czasu na rynku, ja jednak wbiłem sobie do głowy ‘tylko Moskwa’ i w postanowieniu wytrwałem. Dowódcę-bojara pomalowałem wg kolorystki z ryciny, którą znalazłem w nieodżałowanej Wikipedii. Skądinąd jest w zasadzie identyczna z propozycją, jaką można znaleźć w podręczniku do OiM.


Parę zdań o podstawce: to w pewnym sensie eksperyment kolorystyczny. Już wiem, że tym wzorem (poza kwiatkiem) posłużę się w przypadku malowania kolejnej armii do DBA. Moskwy też? Niekoniecznie, w zasadzie na pewno nie.

A jak pierwsze zetknięcie z propozycją figurową Wargamera? Bojar świetny. Co do konia, podoba mi się wzór i jego dynamika, natomiast trochę słabiej z wykonaniem. Mam na myśli odlew nóg, szczególnie od wewnętrznej strony. Jednak nie jest to wada krytyczna, dyskwalifikująca cały model. I w zasadzie wcale mi nie przeszkadza.

No i już, na przekór tradycji, bez podsumowań i planów, na dzisiaj kończę sobie ten wpis. Ale przecież trochę kultury kiedyś łyknąłem, toteż życzę Wszystkim odwiedzającym Bitewny Zgiełk pomyślnego 2012 roku, dużo weny, pewnej ręki, samoczyszczących, nierozdwajających się pędzli, zawsze dobrze zmieszanych farb, łagodnych przejść między kolorami, precyzyjnie odlanych figur, przede wszystkim zaś zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia.

piątek, 30 grudnia 2011

Księciuniu

Pamiętacie jeszcze Tyriona do moich HE? Stara figurka, stara opowieść, stare malowanie. Przy okazji zmiany podstawek do armii Ulthuanu cisnąłem go w jakiś ciemny kąt: że niemodny, że podstawka już niezgodna z zasadami, że nie gram przecież i tak, a co dopiero z wystawionym Tyrionem na stole, itd. A przecież komu, jak komu, ale właśnie jemu należy się szacunek. Postanowiłem, że zmienię stan rzeczy.

Muszę się przyznać, że pomysł to nie nowy, bo bodaj ubiegłego roku w lecie rozmawiałem o ewentualnym odświeżeniu księciunia z Gobosem, naszym mistrzem konwersji i sraczbildów. Nakreślił mi wówczas zarys pomysłu a przy okazji wyposażył w sporo bitsów z ostatniej wersji plastikowego smoka do HE.

Dla porządku napiszę, że malowałem Tyriona już dwa razy, walcząc przy każdej okazji skromnymi metodami i brakiem umiejętności ze złamanym mieczem. Dzisiaj jednak odświeżanie to znacznie więcej, niż przekucie miecza (reforge the sword... Adar). Ten akurat to plastikowa klinga ze smoczego bohatera. Wierzchowiec to plastikowy standard do HE (zostały mi jakieś korpusy luzem jeszcze po zakupach na aukcji). Głowa konia to z kolei metalowy wzór do Dragon Princess of Caledorn - tego akurat kupił mi Robson w komisie. Podstawka to skałki ze wspomnianego już zestawu smoka, nieco poprzycinane. Szeroką podstawkę, tym razem zgodną z zasadami z księgi, dostałem z kolei od Brutala.

Tak oto, with a little help from my Friends, ruszyłem z Tyrionem po raz trzeci. Mam szczerą nadzieję, że tym razem ostatni. Zdjęcie na pobudzenie apetytu - na razie wszystko trzyma się na spinaczach dla potrzeb pozowania do fotki.

środa, 28 grudnia 2011

Kwiatek fajny

- Widzę przez moją wielką, inżynierską lunetę, jak Gobos cierpi na brak weny. Tak nie może być, trzeba mu jakoś pomóc.
- A nie widzisz przez tę inżunetę kuriera z paczką dla mnie?
- Tego, co podrobił twój podpis?
- Tego samego.
- A to nie widzę. Ale jak zobaczę, to mu zasunę z tego gana, co go mam na plecach.
- Tak zrób. Złodziejom i oszustom kula w łeb.
- Tak jest! Prosto między oczy.
- A mogłem malować już swoje rzymskie legiony… ech pech.
- No pech.
- Ale teraz to już mi wszystko jedno, bylebym tę paczkę dostał.
- Racja. Za to możesz posmarować farbami bohaterów do Imperium.
- Tych od Gobosa?
- Tychże.
- Ano. Zawsze lubiłem te figurki. Jedną kiedyś nawet popełniłem. No to dzisiaj będzie druga. Tylko…
- Tylko co? Nie mów, że znowu będziesz biadolił…
- Nie no, niby nic ale wiesz…
- O matko… no co tym razem?
- No kurtka jakoś mi nie leży. Odszedłem od swojego ulubionego sposobu malowania czerwonych no i ten mi się jakoś zbyt błyszczący widzi.
- Oj tam, ujdzie.
- No i mogłem trochę czapę i kołnierz bardziej rozjaśnić, dla złamania kolorystyki w górnych partiach miniatury.
- Mogłeś.
- No widzisz?
- Widzę, widzę. Ale co się przejmujesz. To nie dla Ciebie, trochę się rozerwałeś, następna będzie lepsza.
- Tak myślisz?
- Tak. No i kwiatek fajny.
- Kwiatek fajny.

wtorek, 27 grudnia 2011

Ano, wróciłem...

Nie pamiętam takiej sytuacji. Naprawdę. Nie, absolutnie nie chodzi o przerwy w blogowaniu czy malowaniu, bo te się zdarzają i zdarzać będą (oby tylko nie trwały tyle co dotychczasowa-czyli 20 mesięcy).
Chodzi o coś zupełnie innego. Nie pamiętam bym kiedykolwiek musiał na siłę szukać w sobie chęci,  by zająć się tym, czym, można powiedzieć, żyłem, i co zaprzątało moją uwagę od dobrych 11-12 lat. Nie pamiętam, bym zupełnie, ale to zupełnie zapomniał o podręcznikach, pędzlach, farbach, pilnikach, nożykach, figurach i całej tonie bibelotów składających się na malarski warsztat.
-Coś się skończyło? – pytałem sam siebie. Bywa, że pasje spotyka taki los-trwają sobie w najlepsze latami, aż tu nagle koniec, szlus, finito.
-Szlag by trafił, czego doczekałem!- myślałem dalej-dziesiątki zakupionych modeli, czas spędzony na doprowadzeniu ich do choćby średniego, stołowego poziomu, godziny spędzone w sieci na poszukiwaniu inspiracji, tutoriali etc. … A teraz po prostu mi się nie chce (!?). Zawsze znajdzie się coś bardziej pilnego, coś ważniejszego, coś bardziej…
A może po prostu zasuwając w kieracie, jak –nie przymierzając –Conan barbarzyńca w 1982 r., sam bezwiednie poprzestawiałem priorytety i malarskie hobby gdzieś się w tej hierarchii zgubiło?
A może ta przerwa była potrzebna po to by wrócić z nowym zapałem i pomysłami i może z nieco innym podejściem do tematu?
A może… ech dosyć tego. Choć przez ponad półtora roku narosło wiele pytań i wątpliwości odnośnie tej sprawy, nie warto ich tutaj wymieniać. Lepiej wykorzystać sytuację –czyli koniec Starego i początek Nowego, pomyśleć życzenie… i dołożyć starań by się spełniło.
A skoro już mowa o rzeczach nowych, to nowością na moim blogu i w moim codziennym znoju jest rysunek. Tajniki sztuki zgłębiam od września, nie sam rzecz jasna, lecz pod okiem lepszych i zdolniejszych ode mnie. To co tu widzicie to:
a)      -Necroński lord zrobiony przez Gobosa
b)     - Pierwsza próba rysunkowa, którą upubliczniam –bo poprzednich bym się nie odważył, a nawet, gdybym to zrobił, to pasowały by one do Zgiełku jak pięść do nosa.
c)      - Obraz –dosłownie i w przenośni-tego, na jakim etapie się znajduję –stąd niedoskonałości.
Jak widać nowe hobby nieźle koresponduje tu ze starym. I oby tak pozostało.
Trzymajcie się i do następnego razu :)


RSS FeedRSS