I mnie olśniło. Patrzę na modele z perspektywy nie pojedynczego wydawnictwa a z punktu widzenia budowy armii (oczywiście mowa o mass battle). Od razu, jak to w takich sytuacjach u mnie bywa, włączyła mi się lawina skojarzeń z innymi dziedzinami życia. Pomyślałem o budowie armii jak o projektowaniu wogóle i doszedłem do wniosku, że analogia między projektowaniem architektonicznym a budową armii jest właściwa.
Istnieje książka zatytułowana Wanna z Kolumnadą Filipa Spingera, która jest zbiorem reportaży o polskiej przestrzeni. W książce tej opisano wiele przypadków braku harmonii, absurdalnym sposobie podejmowania decyzji w sprawie np. kolorystyki, prowadzących do bólu oczu oraz o braku doceniania wpływu ładu na codzienne życie. Dlaczego jednak piszę o tej pozycji? W dyskusji o modelach zaskakująco nie pojawia się szerszy kontekst jakim jest armia w której te modele będą funkcjonować oraz, że umiar i właściwy dobór komponentów decyduje o ostatecznym sukcesie. Jak w reportażach Springera, padamy często ofiarą chwilowego zachwytu nowością czy technologią, nie myśląc o kierunku jaki chcemy obrać i efekcie końcowym. Ba. Czasem padamy ofiarą własnej niewiedzy. Niezaprzeczalnym jest, że technologia druku 3D spowodowała, że wielu zdolnych, niezależnych projektantów modeli zaczęło oferować niesamowicie szczegółowe figury pojazdów, bohaterów czy nawet szeregowych wojowników. Uzbrojony w drukarkę 3D klient pozbawiony ograniczeń wizualnych, narzucanych przez wydawców gier, wypływa na morze możliwości. Często bez podstawowych narzędzi nawigacyjnych, zdany tylko na instynkt.





