Poległem. Tak, zaraz usłyszę, że jestem jęczyduszą, ale co tam. Po prostu nie zawsze się udaje i trzeba się z tym pogodzić. Oczywiście jęczę w temacie figurki chorążego, którego prezentuję dzisiaj po zakończeniu prac. Zgodnie z tym, co pisałem, domalowałem mu szmatę, czyli sztandar armii. Wzór oparłem na jednym ze zdjęć z mojej pierwszej księgi do HE, bo chciałem, żeby było oldschoolowo. Sama figura, jak pisałem poprzednio, to też skręt w klasykę biało-niebieską. Co jeszcze? Po latach malowania na czarnym podkładzie, ten model potraktowałem szarym kolorem, który zamierzam stosować teraz częściej.
Jak poszło (zanim napisze, jak wyszło)? Było niecierpliwie, wylałem dwie farby na biurko, poprawiałem tarczę ze dwa razy, czarny i biały kolor otwierałem chyba ze sto razy, próbując zamaskować niedociągnięcia na sztandarze i tarczy właśnie.
Jak wyszło? Drażniąco. Dlaczego? Bo mam wrażenie, że figura nie jest pomalowana czysto, co w jej wypadku (tzn. kogo przestawia i jakimi kolorami jest pomalowana) powinno być podstawą udanego efektu. Po prostu nie zawsze wychodzi. Do grania i ustawienia na stole, między regimentami, nadaje się jednak znakomicie.
Co do zdjęć, to jest nieco lepiej, po tym, jak Autorytet przemówił w komentarzach do poprzedniego wpisu a ja trochę pogrzebałem w bebechach aparatu.
Co dalej? Wracam do ostatnich 3 modeli do kolekcji WE, gdyż w grudniu planowany jest koniec naszej tytanowej zabawy, a nie chcę tego zostawiać na ostatnią chwilę. Co najlepsze, największa z trzech figur jest już mocno zaawansowana. A pozostałe HE wracają do szuflady. W drodze bowiem nowe zakupy, nad którymi chcę popracować już wkrótce. Jeśli przesyłka nie dotrze w krótkim czasie, to bardzo możliwe, że do wspomnianej szuflady jeszcze sięgnę w tym roku.




11 komentarzy:
Marudzisz. Sztandar jest dobry, Elf tez jest ok. I nie sprawia wrazenia brudnego. Sztandar malowales od podstaw czy na kserowce/wydruku?
Wzór na sztandarze jest wytłoczony, więc to tylko kwestia kolorowania. Dzięki :)
Aaaa... zapomnialem ze GW robi teraz takie wynalazki jak przetloczenia na sztandarach, moj kontakt z HE malowaniem ostatni mial miejsce jakies 15 lat temu;)
Czyli wtedy, kiedy ja zaczynałem przygodę z WHFB :) Wtedy nie było nawet wszystkich miniatur dostępnych, które były opisane w księdze. Uśmiechnąłem się, zaglądając to tej sprzed nastu lat, jak spojrzałem na chorążego armii właśnie. Sztandar był namalowany freehandem - wzór, jak pisałem, taki jak tutaj. Ale sam chorąży konny to było coś! Mieszanka starych Silver Hełmów, jakaś dziwna konwersja konia, drzewce sztandaru chyba z włóczników. No i to malowanie - białe buty, fioletowe szmatki, czerwone serca. Pure oldschool!
Lew, nieostry patyk i stara szmata ? :>
To, ze nie bylo dostepnych figurek wszystkich, to byla norma dla wszystkich armii. A HE byly mocno popularne ze wzgledu na pierwsze wydanie WH w boksie z figurkami plastikowymi. Nadal stanowia spora czesc armii mojego brata:) Pomalowane by ja, w sposob ktory wtedy wydawal mi sie idealny, a dzis budzi jedynie... hmm... wspomnienia, nazwijmy to tak.
Rozumiem Szeperda. Też zwykle nie jestem zadowolony ze swojej pracy. Sztandar jednak wygląda bardzo dobrze.
Mi się Chorąży podoba, sztandar też porządnie pomalowany. :)Szkoda tylko, że zdjęcie trochę nieostre.
Sztandarowy barzdo dobry. Przestań jęczeć :)
Jesteś jęczydusza! ;)
Sztandar jak dla mnie wygląda bardzo dobrze. Figurce też niczego nie brakuje. I też nie odnoszę wrażenia jakby był brudny.
A zdjęcie mogłoby być lepsze. :)
Ja najczęśćiej jestem szczęsliwy że udało mi się wogóle pomalować figurkę-takie malowanie na poziomie Szeperda, Gobosa i innych barbarzyńców jest poza moim zasięgiem-zarąbisty sztandar
Prześlij komentarz