Karl, zwany starym, to weteran. Większą część życia przesłużył w różnych armiach, pod rozkazami różnych panów. Książąt, bogatych kupców czy samozwańczych królewiąt. To w latach sytych. Gdy przychodziły lata chude, bywał wykidajłem w domach rozpusty. Płacili słabo ale przynajmniej było na czym oko zawiesić.
Gdy dotarła do niego wieść o wyprawach czynionych do Frostgrave, czy to z powodu marnego żołdu jaki aktualnie dostawał czy z chęci przeżycia czegoś nowego, porzucił dotychczasowe życie i służbę i wyruszył do miasta magów. Młody nie był. Lata świetności miał za sobą, długie wędrówki sprawiały mu trudność. Piekło go podczas sikania a wzrok miał już nie taki jak jeszcze kilka lat temu ale był doskonałym dowódcą. Rozumiał wojnę, więc liczył, że dzięki swoim umiejętnościom znajdzie się dla niego miejsce w jednej z grup poszukiwaczy skarbów.
Mieczem umiał robić nieźle a dziesiątki wojen nauczyły go, jak unikać ran a nawet śmierci. Ileż to razy chował doskonałych szermierzy i osiłków służących pod jego rozkazami. Byli od niego lepiej wyszkoleni. Byli silniejsi. Jednak to on Karl, a nie oni, przeżywali.
Jego przewidywania dotyczące wypraw spełniły się co do joty i kiedy podczas jednej z karczemnych awantur całkiem blisko już Frostgrave, obił zmierzających w tym samym co on kierunku "żołnierzy" (uczniów-akolitów), którzy pomylili się boleśnie biorąc go za dziada, podszedł do niego pewien niemłody już blondyn i zaproponował mu pracę. Karl został najęty do dowodzenia grupą poszukiwaczy, której celem było miasto magów. Wynegocjował też niezłe warunki finansowe a ku jego uciesze, pod jego dowództwem znalazło się tych trzech młodych oprychów-akolitów, których opłazował w karczmie. Pomyślał wtedy, że przez długi czas będzie miał mu kto robić herbatę z rumiankiem. W ramach pokuty. Stabilizacja finansowa znalazła się na wyciągnięcie ręki (Obowiązkowa Kasa Ubezpieczenia Najemników zbankrutowała kilka lat wcześniej pochłaniając sporą część jego składek emerytalnych - po kasie pozostał jedynie sporych rozmiarów zameczek wybudowany dla "ochrony" kapitału członków kasy), nie wspominając o niespotykanych przygodach jakie go czekały. Karl zawsze chciał zostać poszukiwaczem skarbów. Na myśl o klejnotach, cennych zwojach, broni niespotykanej jakości i urodzie Karl beknął, smarknął i podrapał się z uśmiechem po zadku. Nie mówcie tego nikomu ale w głębi duszy Karl zawsze był romantykiem...
Model kapitana to model, który dostałem jako prezent za udział w kampanii przed sprzedażowej systemu. Zamieniłem mu jedynie tarczę z metalowej na plastikową dla większej żywotności farby. Malowanie typowe. Jedynie na tarczy poszalałem z lakierem do włosów. Nie wyszło tak fajnie jak planowałem ale efekt zużycia osiągnąłem.
Podstawki w mojej bandzie będą miały niejednolity wzór a elementem łączącym będzie śnieg. Kapitanowi w udziale przypadł lód.
P.S.To tysięczny (1000!) wpis na blogu!




5 komentarzy:
Fajnie wyszedł i nareszcie wykończona podstawka! Po dzisiejszych nartach czuję się jak Karl w drugim akapicie...
PS
Gratuluję tysiecznego wpisu :-)
Czad też planuje kapitana, chyba obowiązkowy wybór myśląc o rozegraniu kampanii;)
Pierwszy tysiąc to była liczba postów łącznie z "roboczymi". zdradzę Ci, że cała banda już gotowa.
Czekam na wpisy z postępu Twoich prac. A wiem, że masz już co pokazać. Jedt kilka modeli w cenie 100gc. Jeden leczy (ciekawa opcja), drugi macha topornem jak bazową wicią a kapitan ma swoje sztuczki i możliwość wyboru kierunku rozwoju.
Teoretycznie wszystko jest już sklejone, ale muszę dokończyć konwersje magów i zdecydować się na podstawki... bruk albo nie bruk;)
Prześlij komentarz