Dzisiaj nieco dłuższy wpis, bo oprócz zaprezentowania oddziału Lothern Seaguard napisałem również kilka zdań o adaptowanych podstawkach pieszych bohaterów z mojej starej kolekcji High Elves. No dobrze, ale po kolei. Najpierw plastikowa Gwardia Morska z Lothern. Są to figurki wydane wraz z zestawem Isle of Blood i de facto są to ostatnie miniatury, jakie dołączyły do mojej armii. Świadczą o tym wpisy na tym blogu, które doczekały się nawet komentarzy. W wpisów tych można się dowiedzieć, że tak naprawdę to zleciłem malowanie tego oddziału (oprócz pomalowania pilotażowej figurki) a sam zająłem się jedynie wykończeniem podstawek. Formacja ta załapała się na końcówkę mojej przygody z młotkiem i nie pamiętam nawet, czy miała okazję zagrać w ramach WFB (na pewno użyłem figurek do zagrania w ramach zasad do KoW). Liczę na to, że w przyszłości uda się im nadrobić te zaległości.
Przy okazji Gwardii Morskiej z Lothern zająłem się również adaptacją podstawek do pozostałych pieszych bohaterów z mojej kolekcji. Na zdjęciu poniżej zobaczyć można dość stare, ale nie całkiem oldschoolowe, metalowe wzory elfów. Do tych konkretnych figurek mam szczególny sentyment. Mag, którego pomalowałem na przekór niebieskim standardom, był fajną odmianą od wykoksowanego Teclisa. Z kolei w środku mój absolutny faworyt (całkiem możliwe, że to ranger z Questa) - malowałem go niemalże z boskim namaszczeniem, a kupiłem poprzez jakąś sprzedaż wysyłkową aż w Słupsku (i to chyba via telefon). Wreszcie po prawej czempionka do oddziału Handmaidens of Avelorn, która nie raz robiła u mnie za generała. Malowanie w starym stylu, bez kropelki washa, wszystko pokryte matowym humbrolem, który zaczął niestety żółknąć po trzydziestu latach od nałożenia. Te figurki (i jeszcze kilka innych) to esencja mojej pasji, związanej z High Elves.
Kolejnych dwóch bohaterów to niejako klamra z opowieścią z pierwszego akapitu. Obaj plastikowi, obaj z Isle of Blood, obaj publikowani i komentowani na tym blogu przed laty. Tutaj chorąży (a nawet i tutaj) a tutaj mag. Tym bardziej nie ma sensu, żebym coś więcej o nich pisał. No, może jedno zdanie - pieszy chorąży armii zastąpi zasłużonego kolegę, o którym pisałem przy okazji przerabianych podstawek do łuczników.
Jutro zaczynam urlop, więc kolejni elfowie pojawią się tutaj za jakiś czas. Praise... a nie, to nie ta armia...






9 komentarzy:
Kapitalne!
A dziękuję!
Wyglądają bardzo dobrze!
Dzięki. Mieli w zamyśle być mocno morscy i myślę, że to się udało a nowe podstawki tylko im dobrze zrobiły.
Przepiękne modele!
Ano fajne są.
Fajnie widać, jaki postęp w umiejętnościach następuje, gdy się prezentuje starocie z nowościami ;)
No przez tyle lat warsztat się zmieniał no i przecież praktyka robi swoje. Niemniej na tę trójkę starszych bohaterów to zawsze patrzę z sentymentem.
Ależ widać przeskok skilla w twoim malowaniu!
Prześlij komentarz