Tak jak obiecałem w ostatnim poście, dzisiaj (czyli pod koniec tygodnia) możecie oglądać kolejny wpis w moim blogu. A co mam w nim dla Was? Otóż, dziś na pierwszy plan wyjeżdżają z głębokiego lasu słynni Mroczni Jeźdźcy (Dark Riders). Szczerze mówiąc męczyłem się z nimi strasznie – pomalowanie ich to jakieś 3 miesiące czasu… oczywiście nie malowałem ich tak długo. Raczej czekałem na wenę i odpowiedni moment. Powiem jeszcze, że są to figurki mojego znajomego, który pewnie się już nieźle denerwował tym, że ciągle siedzą u mnie na warsztacie. Jak na tak długi okres to malowanie nie jest powalające. Koniki to standardowa technika, której używałem przy moich figurkach Dark Ridersów – sierść konika to 2-krotny drybrush coraz jaśniejszym kolorem, po czym 3 warstwa bardzo jasnego szarego na ogonie, pęcinach i grzywie. Reszta konika to już proste malowanie, zazwyczaj podstawowym kolorem. Sposób malowania oczu – Elf Flesz na podkład (aby wydobyć późniejszy kolor), Red Gore jako kolor białek (podoba mi się efekt „demonicznych” wierzchowców, wierzchowców szaleństwem wypisanym w ślepiach), po czym standardowa czarna pionowa źrenica. Po pomalowaniu koników wykonałem podstawki – gruby piasek, kamyczki, malowanie czarny, szary 30%, szary 60%, szary 90% (procent to ilość koloru białego), static grass w paru miejscach(niewiele, wedle życzenia kolegi). Aby podstawki nie były tak monotonne (są dość duże) dodałem w paru miejscach kawałki czerwonego kamienia, który kiedyś znalazłem na plaży. Malowanie jeźdźców także w miarę standardowe. Na płaszczu i rękawicach spróbowałem zastosować metodę mieszania na mokro (nie pamiętam angielskiej nazwy) – chodzi o mieszanie farb na samej figurce. Nie wyszło to zbyt interesująco (raczej wygląda jak ink-wash ), ale wydaje mi się, że warto tą technikę przećwiczyć, bo rokuje na dość ciekawe efekty, oczywiście odpowiednio zastosowana. Żeby już nie przedłużać zamieszczam zdjęcie – można pooceniać.
Cóż wypadałoby coś jeszcze powiedzieć o samej jednostce Dark Riders, w końcu obiecałem że będę powolutku oceniał wszystkie jednostki Mrocznych Elfów. Cóż jednak mogę powiedzieć, kiedy okazuje się że o jednostce nie można złego słowa powiedzieć? Chwalić też się za bardzo nie da, no bo co? W końcu lekka kawaleria jak każda inna. Dobra i przydatna. Wielki plus za to, że znalazła się w sekcji Core, z drugiej strony jednak sprawia to, że nie ma w armii DE taniej i ogólnie dostępnej ciężkiej konnicy, co przy braku dobrze opancerzonej piechoty może czasami boleć. Jednak sam klimat Mrocznych Jeźdźców i ich ogólna przydatność na polu walki do wszelkich zadań taktyczno-zaczepnych pozwala mi mieć o nich bardzo dobre zdanie. A no i nie wspomniałem też, że figurki są moim zdaniem kapitalne (cena jednak to już inna sprawa – moją nadzieją dla nich w nowej edycji jest posiadanie całkowicie plastikowych odpowiedników, bo przy obecnym stanie posiadanie więcej niż 10-15 w armii jak na polskie warunki jest skrajnym przejawem burżujstwa ;-) ).
Na zakończenie dam jeszcze zagadkę. Co widzisz na zamieszczonym poniżej rysunku:
Odpowiedź poznacie za tydzień (mam nadzieję). Do usłyszenia!
15th c. mercenary mounted horse archers #2
2 godziny temu



0 komentarzy:
Prześlij komentarz