Ostatnio miewam spore napady ‘marudy’. Malkontent się ze mnie zrobił, nie powiem. Drażliwi o byle co, podminowany i najnormalniej w świecie zły. Przypadłość ta zaatakowała również moje poczucie własnych umiejętności malarskich. Ostatnia wykończeniowa rąbanka regimentowa oraz nieudany element DBA pogłębiły tylko ten stan. Żeby tego wszystkiego było mało, do końca sierpnia muszę skończyć dwa poważne projekty. Stosując sprawdzoną metodę z okresu przygotowań do matury (huh, kiedy to było?!), opartą na robieniu wszystkiego, tylko nie rzeczy priorytetowych, postanowiłem w końcu sprawdzić się i potwierdzić, jak to z tymi umiejętnościami jest.
Dzisiaj nadarzyła się fantastyczna okazja – wczesne popołudnie, w domu tylko ja. Zamiast iść po ludzku spać, co sobie solennie obiecywałem, stwierdziłem, że pomaluje chociaż jeden drobny fragment jakiejś figurki.
No i porwało mnie! Niczym dziecko, nie potrafiłem oderwać się od farb. Zachłannie malowałem kolejne detale, skacząc od butów do włosów, z płaszczy do rąk. Pośpiech przy sprawdzaniu się nie jest wskazany, ale cóż – emocje wzięły górę.
Figurka, którą nabyłem jeszcze podczas ostatniej warszawskiej puszki (za którą, jak zauważył wówczas gobos, niejedna głodująca rodzina wywiozłaby mnie na… oborniku), zachwyciła mnie po raz kolejny swoim kapitalnym kształtem. Wielkie brawa dla autora! Od czasu wydania armii, z której pochodzi, GW zaczęło skręcać w dziwnym kierunku. W gorszym kierunku. A przecież apetyty po ostatnich Leśnych Elfach były ogromne. Tymczasem dostaliśmy pszenno-buraczane Imperium. Nie lepsze zapowiadają się High Elves.
Ale dość dygresji. Malowana miniatura przestawia pieszego bohatera leśnych elfów. Postanowiłem spróbować własnej koncepcji kolorystycznej, odchodząc znacznie od dominującej w armii WE zieleni. Zachowałem co prawda nieco z tego koloru, ale zielony zwykle płaszcz dostał kolor szary. W zasadzie nie użyłem nigdzie suchego pędzla, za to nieco tuszy poszło w ruch. Oba płaszcze dostały co najmniej kilka warstw różnych odcieni tej samej farby. Przyznam się to tego, że w tym wypadku stosowałem metodę, którą Misio pokazał przy malowaniu koni. Ma jednak dziwne wrażenie, że po nałożeniu werniksu, uzyskanyw ten sposób efekt gładkiego przechodzenia kolorów, wyparował. Hmmm. Buty nieco zlewają się z gałęzią, na której nasz kolega stoi. Podobnie włosy mają pasować do płaszcza na ramionach. To taki pomysł, aczkolwiek martwię się nieco, że przez to nie ma wyraźnych przejść w kolorach.
Może gdybym poświęcił więcej czasu, efekt byłby lepszy. W sumie trochę mi lepiej – coś tam jednak człowiek potrafi. Miniaturę zamierzam wykorzystywać w swojej armii HE. Wg mnie świetnie nadaje się na lorda z królestwa Avelorn, które w znakomitej większości porośnięte jest lasem. Można nawet pójść dalej i przyjąć, że to jeden ze znamienitszych wojowników cienia z Nagarythe. Zresztą leśność tej figurki nie jest nachalna – patrząc na nią można stwierdzić z pewnością, że jest to elf. Na pewno nie mroczny elf.


0 komentarzy:
Prześlij komentarz