O wilgotnej palecie pisałem już niegdyś w „Przeglądzie sieci…”, a było to tak dawno, że sam ledwo o tym pamiętam. Od tamtego czasu obiecywałem sobie, że sam spróbuję jak działa to narzędzie i czy sprawdzi się w moich, coraz bardziej sporadycznych, zmaganiach z modelarskimi wyzwaniami. W kwietnie tego roku odwiedzając Gobosa nawet zobaczyłem taką paletę w działaniu i z pierwszej ręki dostałem zapewnienie o jej niezwykłej użyteczności. Sporo jednak miało jeszcze wody w Wiśle upłynąć nim sam spróbuję z czym to się je.
Czas ten nastał całkiem niedawno. W planach miałem malowanie figurki, dla której mieszanie dużych ilości farb miało być rzeczą naturalną. Wiadomo jak to jest, nim się uzyska odpowiedni odcień, machnie pędzlem w tę i z powrotem, a już farba schnie i trzeba zaczynać od nowa. Malowanie nie sprawia przyjemności za to frustruje. Aby zapobiec takiej sytuacji, wyciągnąłem z kuchennej szuflady, woskowany papier śniadaniowy, na talerzyku położyłem wilgotne, papierowe ręczniki i zmontowałem całość w całkiem zgrabnie wyglądającą całość.
Efekty używania palety przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Farba nie schnie nawet przez wiele godzin, nabiera przyjemnej wilgoci (należy uważać na ilość wody jaką nasączamy ręczniki), wygodnie można mieszać, kombinować i poprawiać uzyskiwane kolory. Przy odrobinie wprawy malowanie przejrzystymi warstwami staje się łatwiejsze, nawet pędzle jakoś lepiej reagują nie pęczniejąc od stałego moczenia ich w kubku z wodą.
Bardzo polecam testy z wilgotną paletą, może okazać się nieocenionym pomocnikiem przy malowaniu taśmowym, dużych ilości figur. Dla mnie wchodzi ona do kanonu narzędzi malarskich.



0 komentarzy:
Prześlij komentarz