- Słabizna… - pomyślał Khaaret, patrząc ze wzgórza na zbierającą się po drugiej stronie polany armię ludzi. Wokoło wzgórza jego oddziały w dużym lub jeszcze większym chaosie zajmowały wyznaczone pozycje.
- Taaak, dzisiaj to będzie dobra walka… - Khaaret, wciągnął głęboko powietrze, w którym już wyczuwał zapach nadchodzącej rzezi. Wyciągnął łapę z wielkim toporem wysoko w górę, po czym opuścił ją w kierunku armii wroga. Tłum futer i mięśni ruszył z głośnym rykiem na złamanie karku.
No i po beta-testach. W ostatni piątek zagraliśmy z GoBoSem mała bitewkę moimi Beastmenami kontra jego Imperium, żeby było klimatycznie. Cała impreza nie trwałaby długo gdyby nie cała wokoło stołowa otoczka (wycieczka do sklepu, gadki o figsach, o planach zakupowych…) – okazało się, że nowi Beastmeni potrafią całkiem szybko poruszać się w kierunku linii wroga, wsparci lekką dozą magii i jednym przekombinowanym przedmiotem – jeśli tylko przeciwnik nie ma dużo magii. W każdym razie bitwę rozegraliśmy na 1800 pkt., przy czym ja skorzystałem z 2 niepomalowanych Chariotów i jednego nieukończonego własnego oddziału, całość wsparta gigantem pożyczonym od GoBoSa, plus trzema ogrami, które służyły do beta testów nowych Minotaurów. Bitwa była równomierna, po obu stronach zdarzały się zarówno spadki jak i wzloty, szczęście (i nieszczęście) w kościach również – cóż, to w końcu Warhammer. Man of the match tego spotkania był sztandar GoBoSa za 100punktów, który uratował dwa pełne oddziały przed spanikowaniem (test na terror) na widok giganta (właściwie nowego Cygora) i ucieczką za stół (stały na krawędzi). Sam Cygor ma potencjał, tylko kamyczkiem to tak 2 razy na bitwę pewnie rzuci bo po tym czasie pozostali beastmeni już będą już siedzieć przeciwnikowi na głowie…
W samym centrum bitwy zwarł ostrze swego topora z wielkim mieczem człowieka odzianego w bogate szaty. Człowiek ów wcześniej krzyczał coś w jego stronę, Khaaret nie rozumiał ni słowa z tego śmiesznego języka, jednak najprawdopodobniej człowiekowi właśnie o to chodziło – żeby zwrócić jego uwagę. Cios za ciosem ostrza uderzały o siebie wydając metaliczny złowrogi dźwięk, nikt wokoło nie śmiał przerwać tego pojedynku – ani człowiek, ani bestia. Złość w Khaarecie narastała z każdą chwilą, ten człowiek zbyt długo stawiał mu opór. Z krzykiem zebrał całą siłę i jednym potężnym ciosem zadanym od dołu styliskiem topora zwalił przeciwnika na ziemię. Z uczuciem tryumfu uniósł ostrze nad głowę aby zadać decydujący coś, gdy człowiek znienacka pchnął ostatkiem sił mieczem prawie na oślep. Zimna stal nieprzyjemnie dała o sobie znać na wysokości żołądka, w gardle i pysku metalicznym posmakiem krwi dała znać o sobie śmierć. Siłą złości konającego zwierzęcia Khaaret wyszarpał ostrze ze swoich wnętrzności i upadł na kolana w kałużę własnej krwi. Na twarzy człowieka nie malowało się jednak zadowolenie. Jego własny oddział był właśnie zmuszany do odwrotu przez furię pozostałych zwierzoludzi.
Suma sumarum grało się bardzo fajnie, figurki na stole wyglądały bardzo przyjemnie. Z uwag to mam tylko taką, żeby nie psuć wrażenia pomalowania armii nie należy grać na byle jakich podstawkach regimentowych (u mnie były to dwa bloczki papieru) – strasznie psuje to klimat.
Na podsumowanie podam, że bitwa skończyła się wynikiem około 1400 : 900 dla GoBoSa – gdyby nie wspomniany sztandar pewnie byłoby jakoś na odwrót.
- Zmywamy się! Zmywamy się! Nic tu po nas, zatłuką nas!– Krzyczał niski ungor.
- Zamknij się i bez twojego skrzeczenia tumanie aż za bardzo zwracamy na siebie uwagę!
Na polu bitwy nie działo się dobrze, większość silnych oddziałów zwierzoludzi, którzy weszli do walki w pierwszym natarciu była rozbita lub zdziesiątkowana. Ludzie stawili nad wyraz mocny opór mimo, że także ponieśli znaczne straty – jednak nadal stanowili duże zagrożenie, szczególnie dla takich tchórzów jak Kloakh i jego drużyna.
- Dobra, biegiem w tamte chaszcze, widziałem jak oddział kopytnych uciekał w tamtym kierunku, będziemy przy nich mieli szanse większe niż żadne! – Zakomenderował dowódca. Jak zwykle dowódcą został, bo miał najbardziej gadane… Zdania uznania co inteligentniejszych i pomruki aprobaty pozostałej (większej) części oddziału znaczyły, że plan został przyjęty do realizacji. Nie tracąc czasu grupa wykonała szybki manewr odwrotu taktycznego, w kręgach ungorów określany bardziej kolokwialnie…
- no to spier****y…



0 komentarzy:
Prześlij komentarz