W końcu, po wielu nieudanych próbach, w piątek o 23.00 do Jaskini Gobosa dotarł we własnej osobie sam Szeperd. Godzina zabójcza po morderczym tygodniu pracy więc nie zrobiliśmy nic oprócz zjedzenia obfitej kolacji (tu głębokie ukłony dla gospodyni). Należało się solidnie wyspać przed nadchodzącym ciężkim dniem.
W sobotę rano wyjechaliśmy w poszukiwaniu nóg, które mógłbym przykręcić do blatu battlowego. Ponieważ w jaskini nastąpiły drobne zmiany nie posiadam na ten moment stołu, na którym moglibyśmy umieścić blat. W każdym razie moich upatrzonych nóg brak i musieliśmy radzić sobie inaczej. Po wyrzuceniu telewizora i dvd oraz przebrnięciu przez plątaninę kabli i kurzu wysunęliśmy na środek mebel zastępczy. Usiedliśmy na podłodze na poduchach i o 14.30 rozpoczęliśmy bitwę. Imperium vs Vampire Counts. Był to mój debiut wampirów na nowych zasadach i jak na debiut poszło całkiem przyzwoicie, znaczy się pokonałem imperialnych nędzników. Bój był jednak ciężki i do końca nie było jasne kto będzie górą. Zwycięstwo było niewielkie, a stało się to o 19.30. w międzyczasie spożywaliśmy mnóstwo smakołyków i popijali przeróżne napoje. Niestety późna godzina, a tak naprawdę chyba brak chęci, nie pozwolił nam zrealizować zaplanowanego wieczoru malarskiego. Odpoczywaliśmy nadal faszerując się wszystkimi możliwymi smakołykami.




4 komentarzy:
Patrz, ja też miałem w zgagę po tej bitwie... Przede wszystkim ukłony dla Gospodyni! Weekend był ekstra, fajnie się grało (co prawda mogłeś częściej zaglądać do rulebooka a nie wszystko na mnie zwalać!). Uwielbiam armię Imperium, trochę żal przegranej, ale to się nie liczy tak bardzo. Do następnego razu!
Hehe, no faktycznie wykorzystałem Cię trochę przy tym sprawdzaniu zasad ;) Nastepnym razem będzie lepiej. Czekam na mecz rewanżowy
Czad! Ja też chcę! :)
Jak spojrzałem na miniaturkę to byłem pewien, że to Johnny jest na zdjęciu i się zdziwiłem, że nic mi nie powiedział, że się na jakieś granie wybiera! ;D
Ha, ha, uśmiałem się ze skojarzenia Johnniego ze mną na zdjęciu. Ale w końcu, gdyby zrobił się do mnie podobny, byłby znacznie bardziej przystojny, nieprawdaż? Ho, ho, ho!!!
Prześlij komentarz