piątek, 9 sierpnia 2013

I po urlopie

Upał nie sprzyja zbytnio malowaniu. Urlopowi – jak najbardziej! W tym roku, podobnie jak w ubiegłym, udałem się nad Bałtyk. Z racji tego, że rodzina się powiększyła, postanowiłem jechać w sprawdzone miejsce, czyli odwiedzić ziemie książąt pomorskich.

W tym roku darłowski zamek gościł wystawę o tytule „Dałeś mi Panie zbroję”, którą oczywiście szybko obejrzałem. Piękne, szesnasto- i siedemnastowieczne eksponaty, użyczone zamkowi ze zbiorów Natalii Czartoryskiej-Ostrołęckiej, zachwyciły mnie wielce i, jakżeby inaczej, podpaliły do malowania OiM. Kolejni rajtarzy będą mieli obowiązkowo czernione zbroje – tym razem na tzw. maksa.


Swoim urlopowym zwyczajem przeczytałem też historyczną książkę. Tym razem było to Powstanie ’44 pióra Normana Davies’a. Czułem już od dawna, że muszę tę zaległość odrobić. Autora tego czyta mi się zwykle przednio. Cenię jego dążenie do obiektywizmu, braku stawiania zdecydowanych tez, to, że zostawia mnie zwykle z refleksją na temat poznawanej historii. Podobnie jest w przypadku tego sporego dzieła. Na początek dostajemy szerokie wprowadzenie w sytuację polityczną i militarną, spojrzenie każdej ze stron. Następnie poznajemy losy samego Powstania, by w ostatniej części dowiedzieć się o jego skutkach i losach uczestników. Oprócz tekstu samego autora, dostajemy także wspomnienia czy komentarze uczestników tamtych wydarzeń, umieszczone w książce w formie fiszek. Pomimo niezwykle urokliwego i słonecznego lata, książka pozostawiła mnie raczej w mrocznych refleksjach, ale także przesunęła ze skrajnej oceny Powstania, w bardziej umiarkowaną próbę wyciągnięcia własnych wniosków.


Co ciekawe, wracają zahaczyłem na moment o stolicę. Mając okazję spaceru po moście Poniatowskiego, zatrzymałem się gdzieś w jego połowie, rzucając okiem na lewobrzeżną Warszawę. Upał lał się z nieba a książka Daviesa dalej szumiała mi w głowie. Wracałem do opisanych wydarzeń, mając po prawej stronie kapitalną bryłę Stadionu Narodowego i widząc w dole ludzi, odpoczywających na plaży. Nie mogłem, po raz setny pewnie, pozbyć się banalnej, ale i pocieszającej myśli, że oto przyszło mi żyć w bardzo spokojnych czasach. Włócząc się dalej po Saskiej Kępie i trafiając na most Łazienkowski, znalazłem pomnik jednego z uczestników tamtych wydarzeń, choć oczywiście nie najważniejszego – generała Berlinga. W wyrażonej przez autora pozie stoi i spogląda z Pragi na drugą stronę Wisły. Jest w tym zapewne coś wymownego. Żałuję ogromnie, że czas nie pozwolił mi odwiedzić Muzeum Powstania. Muszę koniecznie nadrobić tę zaległość.


Powrót do pourlopowej rzeczywistości powoli się już zaczął. Mam masę bliskich i dalekich planów, w tym (a jakże!), związanych z wargamingowym hobby. Niech no tylko upał zelżeje, to biorę się za pracę.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS