środa, 17 czerwca 2009

...i integracja celów

…i zabraliśmy się do roboty. Na początku miałem wątpliwości jak nam pójdzie wspólne malowanie tych samych modeli. Wyrywanie sobie z rąk figurek i zapominanie o różnych fragmentach myśląc, że zrobił to Ten Drugi. Jednak praca poszła sprawnie. Co prawda w tym samym czasie, kiedy ja pomalowałem jeden model, Szep pomalował trzy. Jego metoda szybkiego przejechania podstawowymi barwami, nie zważając na plamienie i niedokładności okazała się rewelacyjna na takie malowanie, ponieważ i tak na koniec jeszcze trzeba wszystko poprawiać, więc te niedociągnięcia zostaną zatuszowane. Po nałożeniu na czwórkę barboli podstawowych kolorów pokryliśmy wszystko wash’ami i zostawiliśmy do wyschnięcia, w tym czasie delektując się świeżym powietrzem na spacerze. Po powrocie, jako że pomalowałem mniej, wziąłem się za wykańczanie detali. Kilka poprawek, parę dodatkowych maźnięć i maruderzy byli w zasadzie gotowi. Jeszcze ich w domu odrobinę poprawiłem, sprawdzając dokładnie czy nie ma jakichś drastycznych niedociągnięć. Ogólnie pomalowanie pięciu maruderów zajęło jakieś pięć godzin, z czego ze dwie wspólnymi siłami. Schemat kolorystyczny miał za założenia nawiązywać do opancerzonej piechoty, stąd pewne części ekwipunku zostały potraktowane kolorem czerwonym. Jest to również jedyny przypadek użycia w całej kolekcji koloru imitującego ludzką skórę (no po prawdzie, jeśli nie liczyć bębna w chosenach czy dłoni pieszego bohatera). W każdym razie polecam podobne integracje malarskie! Praca poszła znacznie sprawniej, niż jakby malowało się w pojedynkę, no i towarzystwo było przednie.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS