Oj dzieje się, dzieje. Co prawda pisałem ostatnio, że popełniony przeze mnie HMS King George V to na pewno nie epizod modelarski, nie sądziłem jednak, że tak szybko zakupię coś nowego! Wszystko przez niedyspozycję żołądkową sprzed dwóch tygodni. Brzmi dziwnie? A jednak. Wyszedłem wcześniej z pracy, dotarłem do domu, zawinąłem się w kołdrę i czekałem, aż wydobrzeję. Takie czekanie jest oczywiście niezwykle nudne. Wydobrzenie zaś to stan mocno subiektywny. A nuda to pierwszy krok do… puszczenia kasy. Odpaliłem stronę sklepu modelarskiego i po kilku głębszych oddechach nabiłem koszyk, tym razem dwiema pozycjami.
Na zdjęciu widać pierwsze przymiarki - lubię trochę takie rozgrzebywanie tematu, człowiek się czuje, jak przed jakimś fajnie zapowiadającym się wyjazdem. Model to oczywiście HMS Renown, w wersji z 1944 roku - a więc o najpiękniejszej linii. Brytyjski krążownik liniowy, uczestnik dwóch wojen, ostatni Mohikanin, można by rzecz, tej klasy. Jego pełne piękno, i to z różnych okresów służby, można podziwiać pod tym linkiem.
Stronę polecam zresztą wszystkim fanom marynistyki. Renown to jedna z perełek, które po prostu uwielbiam. Na razie zakupiłem sześć nowych emalii - tym razem zamierzam się bardziej przyłożyć do malowania. Testy z żółtą mają dać mi odpowiedź, czy warto pryskać najpierw białym podkładem czy nie. Wiem, odkrywam na nowo Amerykę, na pewno na niejednym forum znalazłbym odpowiedź na wiele pytań, zamiast wyważać otwarte drzwi. Ale, jak to ja, wolę indywidualne zagranie i własne odkrywanie różnych modelarskich przyjemności.
Dzisiaj jeszcze komentarz do skali. Pierwotnie nosiłem się z zamiarem kontynuowania w 1:400. Doszedłem jednak do wniosku, że w pewnym momencie musiałbym się wyprowadzić do większego lokum, żeby to wszystko zmieścić. Stąd postanowiłem przerzucić się na 1:700. Tym bardziej, że firma Trumpeter, prezentująca niezłą jakość, wydała większość z tych liniowców, które chciałbym mieć w swoim zachłannym posiadaniu.
Ręka z pędzlem to mój Syn - niezmordowany motywator i orędownik powstawania kolejnych modeli. Nie mam szans, zabieram się za pracę.
17th-century Polish Light Cavalry #1 (Hetman Miniatures)
1 tydzień temu


6 komentarzy:
Trzymam kciuki!;] (Nie samymi zniewiescialymi elfami czlowiek zyje). Moja zona krzyczy ze jeden zamawia dla siebie (ale wstrzymaj sie z jego budowa, nie mam go gdzie polozyc::PPPPP). Nie wiedzialem, ze mam taka milosniczke flot wojennych, hmm, chyba ze chodzilo jej o zaglowiec;]
Ten okręt oberwał od Admiral Graf Spee na początku wojny... Zgadza się? Ścigali go i doszło do walki, po której uszkodzony Spee uciekł ... a potem akcja wywiadu brytyjskiego spowodowała, że Niemcy sami swój okręt wysadzili ...
a i dobrze, działaj. co prawda marynistyka mnie nie kręci, ale czekam na Twoje fale ;)
A mnie kreci 1:700, swietna skala, szkoda ze mam takie grube paluchy i robienie blach mi w ogole nie wychodzi - czego swiadkiem seria okretow podwodnych, bez powodzenia czekajaca na dokonczenie od paru lat:) A bez rewaloryzacji modele w tej skali wygladaja miejscami malo ciekawie, wychodza ograniczenia plastiku.
Gratuluję odważnej decyzji, trzymam kciuki i sadowię się w pierwszym rzędzie żeby oglądać postępy prac.
ps.
Bitewny Zgiełk moim skromnym zdaniem zyskał na nowej blogowej formule - umieściłem go wśród ulubionych
Skala 1:700 zapowiada się pysznie. Wkrótce więcej doniesień z linii frontu.
Co do Grafa, to do zawinięcia do Montevideo i samowysadzenia zmusiły go ciężki krążownik HMS 'Essex' i lekkie "Ajax" i "Achilles".
Dziękujemy za miłe komentarze!
Prześlij komentarz