17th-century Polish Light Cavalry #1 (Hetman Miniatures)
1 tydzień temu
Przyszła kolej na złoto. Jest to jeden z najgorszych kolorów do malowania, przynajmniej dla mnie. Farbki złote GW Burnished i Shining Gold kryją bardzo słabo, a moje w dodatku już mają kilka wiosen i są tym bardziej kiepskie. Ostatnio na złoto mam swoją metodę. Mianowicie mieszam je z innymi „normalnymi” kolorami. Ciemne złoto mieszam z ciemnym żółtym, natomiast jasne złoto z białym. Kolory z tego wychodzą dosyć specyficzne, ale ciekawe. Tak właśnie malowałem widocznych na zdjęciu Blood Angels’ów. W międzyczasie pokrywając jeszcze niezniszczalnym brown ink’iem. Namachałem się z tym zdrowo – mieszanie kolorów, rozwadnianie starej farby, kolejne warstwy żeby złoto dobrze pokryło, rozjaśnianie, ink, kolejne rozjaśnianie, przyciemnianie wgłębień…uff. Zajęło mi to kupę czasu, a efekt nie jest powalający więc zaczynam się zastanawiać nad zmianą farb złotych. Będę poszukiwał, a jeśli ktoś zna dobry i szybki sposób będę wdzięczny za podpowiedź. Zastanawiam się na przykład jak uzyskać taki efekt? To są figurki i malowanie GW, a więc i GW-owskie farby mam rozumieć. Jak oni to zrobili ich własnymi farbami to ja jestem święty... no, albo oni. Efekt złota bardzo dobry, a raczej nie jest to NMM. Jakieś pomysły? Bo farby GW może i tak kryją, ale po nałożeniu kilku warstw.
Kolejny etap pracy nad Blood Angels’ami ukończony. Dostali podkład czarnym sprayem, a następnie czerwonym. Ten kolor to ich podstawowy kolor pancerza, więc sprayem było prościej. Wycieniowałem pomarańczowym i później żółtym, a następnie pociągnąłem wszystkich wash’em. A dokładniej ink’iem. Wyobraźcie sobie, że mam jeszcze w zasobach stary poczciwy Brown Ink. Co prawda jak go odkręciłem to mogłem buteleczkę odwrócić do góry nogami bez zagrożenia upaprania wszystkiego wokół, ale woda przywróciła go skutecznie do pierwotnej świetności. Później po przeschnięciu jeszcze raz suchy pędzel z żółtej farby, a następnie poprawki czerwienią Blond Red żeby rozjaśnić zbyt ciemne miejsca. Na razie wygląda to jeszcze słabo, ale jak zaczną pojawiać się detale w innych kolorach mam nadzieję, że nabiorą jakiejś urody. Ostatnią rzeczą jaką zrobiłem było przyklejenie ich do nowych podstawek. Tym razem więc zdjęcie przedstawia już końcowe pozy żołnierzy. Ze dwóch, co prawda wygląda jeszcze trochę jak lekko zawiani, ale myślę, że po doklejeniu ostatniego elementu figurki ten efekt nie będzie widoczny. Aha, sztandar nadal nie przyklejony.
Może lepiej powiedzieć kroczki. Zacząłem wycinankę i sklejankę. Zabrałem się za mojego kartonowego Messerschmitta. W zasadzie zacząłem nie całkiem od początku, zabierając się najpierw za skrzydła. Wcześniej podkleiłem grubym kartonem kartę z elementami konstrukcyjnymi i wziąłem się do roboty. Złożyłem oba szkielety skrzydeł i skleiłem je do kupy. Wyciąłem też jedno pokrycie skrzydła i wtedy zacząłem czytać instrukcję. Dowiedziałem się, że części są ponumerowane w kolejności składania, aha, durna pało. Od tego momentu postanowiłem na wszelki wypadek robić wszystko według wskazówek w gazetce. W związku z tym dobrałem się do kabiny pilota. Mam już gotowy widoczny na zdjęciu fotel z pasami, oraz sporą część kabiny. Powklejałem jakieś skrzyneczki oraz, trochę już słabiej widoczne, pedały do sterowania. Wybaczcie za mój pospolity i nieprofesjonalny język, ale na samolotach znam się tak samo jak na łodziach. A propos języka pisząc słowo „pedały” Word zrypał mnie, że to wyraz uważany za wulgarny. Świetnie, nie zalecam specjalistom i wielbicielom dwóch kółek pisanie podręczników w tym programie. Wkrótce kolejny update.
Dziś odrobina sklepowych nowości lub prawie że nowości. Po pierwsze przyjemnie wyglądające modele firmy Artizan Designs. Są to Lancknechci w skali 28mm. Mogliby ładnie wyglądać jako Włócznicy w armii Imperium do WFB. Sprzedawani w dwóch pozach, z pikami skierowanymi w górę oraz opuszczonymi do ataku. 22 funty za 20 modeli. Bardzo dobra cena biorąc pod uwagę ciągle rosnące kwoty za figurki GW. Przydałoby mi się jeszcze ze 25 modeli z włóczniami. Może warto by było się nimi zainteresować.
Druga nowość to zakręcone figurki firmy Wyrd Miniatures. Już od dawna obserwuję wychodzące modele tej firmy i wiele z nich cieszy mnie swoim dziwacznym klimatem. Tym razem wypuszczają między innymi dość makabryczną formację świnek samobójców - Świnki Zero :) Ech, straszne, ale jakże prawdziwe sposoby stosowane nawet w naszym świecie choćby podczas IIWŚ. Obejrzyjcie sobie dokładnie ich produkty jeśli podoba się Wam taki pokręcony świat. System, który używa tych modeli nazywa się Malifaux. Jak sami napisali jest to świat pomieszania klimatu gotyckiego, steampunkowego i wiktoriańskiego horroru - mniam, brzmi rewelacyjnie, nieprawdaż? Najlepszym określeniem dla mnie na produkty tej firmy to słowo – „freak”. TU znajdziecie wszystkie najnowsze ich propozycje.
jest stosowana zasada WYSIWYG. Co to znaczy? Już mówię - What You See Is What You Get dosłownie To Co Widzisz Jest Tym Co Otrzymasz. Jest to termin informatyczny, ale przeniesiony do systemu „czterdziestki”. W uproszczeniu chodzi o to, że jak chcesz dać jakiemuś wojownikowi konkretną broń to model przedstawiający go na stole musi taką broń fizycznie posiadać. Hm, dla mnie zasada wyjątkowo głupia, ale nie o tym tutaj, za mocno się rozpisałem. Modele, które widzicie nie są jeszcze przyklejone do podstawek. Czekają najpierw na malowanie. Także dziwne przechylone pozy niektórych oraz przytuleni do siebie wojacy to nie moje niedbalstwo, ale trudność utrzymania ich w odpowiedniej pozycji :) Wkrótce dalszy ciąg.
No i bazy gotowe. Wczoraj wieczorem skończyłem wszystkie 11 podstawek. Rury i belki dostały rdzawą barwę, czaszki pływają w zielonym szlamie, a wszystkie przewody posegregowane zostały niebieskim, czerwonym i zielonym. Całość zajęła mi koło 5 godzin czyli jakieś 30 minut na podstawkę. Przyzwoity czas. Miejscami było tam sporo detali, dłubanina spora. Same podstawki jako odlew takie sobie, jak już z resztą pisałem kilka dni temu, więc i malowanie było utrudnione. Chciałem zabrać się teraz za skrzydła, ale zastanawiam się czy nie doczepić do podstawek jakichś osobników. Mam ochotę już zobaczyć jak będą się prezentowali latacze w zestawieniu z podstawkami. Aha, pewnie się już domyśliliście, że te druciki wystające z każdej podstawki jedna to właśnie mocowanie ta owego latacza. Muszą się porządnie trzymać więc nie obędzie się bez takiego wzmocnienia. Dziś zdecyduję co dalej i zacznę pracę nad etapem numer dwa.
Dziś aktualizacja z postępów budowy domku do warhammera. W zasadzie nie wiem co to za budynek. Może jakaś niewielka karczma? Zobaczymy na etapie wykańczania czy dostanie jakiś szyld. Zabrałem się za stawianie drewnianej ściany piętra. Niestety zużyłem na nią ostatnią cienką listewkę jaką miałem. W dodatku nie wystarczyła na całość. Na szczęście miałem jeszcze dwa razy szerszą listewkę, którą przecinałem na pół i nią dokończyłem ściany pięterka. Pozostawiłem otwory na okna gdzie będę montował ościeżnice. Ponadto na fragmentach ścian gdzie nie ma okien wmontuję jakieś wykusze. Zamontowałem jeszcze drzwi wejściowe, dorabiając wcześniej fragmenty ścian bo otwór był za duży. Tym razem ścianki te powstały z gipsowych odlewów, które kiedyś kupiłem. Drzwi otrzymały próg i na tym zakończyły się prace. Myślę, że przydałoby się teraz zrobić jakieś podłoże pod budynek, żeby już twardo na czymś stanął. No i oczywiście trzeba dokończyć pięterko.
Niewiele udało mi się przez weekend popracować nad figurkami. Zachciało nam się przemeblowania większość mieszkaniu i większość czasu poświęciliśmy właśnie na to. Przysiadłem jednak na dwie niedzielne godzinki do farb. Zająłem się malowaniem jedenastu podstawek mini armii do 40-stki. Nie zdążyłem zrobić całości, ale kolejne dwie godzinki jutro doprowadzą mnie do upragnionego finiszu. Oczywiście finiszu etapu pierwszego, czyli gotowych baz. Jeśli chodzi o kolory to nie kombinowałem za bardzo i schemat malowania wziąłem ze strony producenta podstawek. Podobał mi się, więc się nie zajmowałem twórczością własną. Oczywiście nie obeszło się bez zmian szczególnie, że do podstawek jak wiecie domontowałem sporo dodatkowego sprzętu. Plan – jutro kończę podstawki i zabieram się za same skrzydła. Wydaje mi się, że łatwiej mi będzie malować figurki i skrzydła przed przyklejeniem. Zobaczymy jak pójdzie.

Zainspirowany modelarskimi dokonaniami Szeperda postanowiłem sam powrócić do przeszłości i zakupiłem model do sklejania. Jest to jednak nie statek, a samolot i nie plastikowe, ale papierowe wyzwanie. Messerschmitt Me 109G - 2/trop. Dawno temu, kiedy byłem trochę niższy sklejałem ten model samolotu. I może dlatego, że byłem niedorostkiem model wydawał mi się wtedy większy, ale nie wykluczam, że mógł być w innej skali. Obecnie zakupiony to skala 1:33, jak oglądam skrzydła to wydają mi się małe. Może kojarzycie czy mogłem sklejać model w skali w rodzaju 1:25 może 1:20? Hmm, ja nie mam zbyt wiele doświadczeń w tych sprawach. Ale tam, nieważne. Wracając do tematu, dobrze pamiętam jako mały brzdąc miałem problem z precyzyjnym wycięciem okienek. Pamiętam podklejanie niektórych elementów konstrukcyjnych kartonem dla usztywnienia konstrukcji. Poszukiwania kółek żeby domontować do rozłożonego podwozia. W końcu samolot zawisł pod sufitem pokoju. Pamiętam, jaki byłem dumny z siebie, że udało mi się skleić mój pierwszy papierowy pojazd. To był niestety pierwszy i ostatni papierowy model spod moich rąk. Ech, wspomnienia młodości. Czas znowu zostać małym chłopcem, a jak już zauważyliście mam sentyment do tego właśnie samolotu nową przygodę zacznę właśnie od niego. Trzymajcie za mnie kciuki żebym wytrwał.
Jakiś czas temu odświeżyłem trochę budynki zniszczone przez ząb czasu i złośliwe domowe stworzenia o nazwie – koty. Poobgryzane kominy wymagały wymiany, uszkodzone dachy ponownego przyklejenia i dorobienia brakujących dachówek. Oprócz tego pourywane tralki balustrad, zniszczone deski balkonów, a nawet ułamana dzwonnica. Na szczęście wszystko udało się w miarę zgrabnie zreperować.
Podstawki mają być bazami pod jednostki latające więc postanowiłem urozmaicić je o dodatkowe elementy, które podniosą trochę modele w górę. Do tego celu zakupiłem jeszcze zestaw terenowy GW do "czterdziestki". Beczki, zapory, elementy stalowe, skrzynie, kanistry itp. Dokonałem selekcji w podstawkach dobierając je do konkretnych elementów i rozpocząłem montaż. Chciałem, żeby na 10 sztuk były po dwie podobnego rodzaju. Tak więc mamy dwie z beczkami, dokładnie jedna z beczką, a druga z jej połówką. Dwie z fragmentami stalowych elementów z zapory, ale także dwie bez żadnych dodatków. Ponadto na jedną bazę wkleiłem kanister, niestety w zestawie był tylko jeden. Dwie podstawki ze względu na ich już "czaszkowy" charakter otrzymały jeszcze ich dodatkowy stos, na których szczycie unosić się będą latacze. Natomiast dwie ostatnie podstawki stworzyłem przy użyciu słomek do picia. Wydaje mi się, że po opisie jesteście w stanie wszystkie rozpoznać. Tak wygląda kolejny etap pracy nad najnowszym zleceniem. Zabieram się teraz za kolorowankę.
Zakupiony zestaw, który pierwotnie miał posłużyć tylko jako źródło modeli do elementu typu recce, stał się źródłem kolejnego elementu obserwatora artyleryjskiego, wozu SdKfz 253. Ten wariant 250ki to całkowicie zabudowana jednostka (przedział bojowy jest "zadaszony"). Do jej zrobienia użyłem korpusu bez wierzy. Otwór mocowania wierzy zaszpachlowałem Pattex FIX'em (mój GS znalazłem dopiero po fakcie) i spiłowałem rant z przodu nadbudówki. Nie podjąłem się jednak oznaczania włazów w dachu – nie będzie ich. Nie rzuci się to w oczy a nieudana próba ich wykonania zdecydowanie w oczy by się rzucała. Całość posadowiłem na podkładce pod śrubę, której otwór zakleiłem od góry taśmą, a od dołu fixem. Kiedy klej wysechł, zrobiłem posypkę i dodałem model. Nic nietypowego. Nowy jest tylko materiał, z którego zrobiłem antenę. Nie jest to splot drobniutkich stalowych nitek w silikonowej otoczce, którego używałem do tej pory, a cieńki drut. Nie tak elastyczny jak pierwszy wariant anteny ale i nie tak gruby.
Malowanie prawie standardowe. Tym razem postanowiłem jednak zrobić wariant piaskowego malowania tak, żeby blitzkreig'owy szary przebijał z pod spodu. Piaskowy w szare pasy. Efekt oceńcie sami.
Sama zasada zwiadu, choć opcjonalna, jest standardowo używana przez graczy, bo bardzo urozmaica rozgrywkę. Elementy zwiadu nie dają minusów do dowodzenia, czyli można nimi wypuszczać się daleko do przodu. Trudniej je tez trafić. Jednak najistotniejsze, że im bliżej przeciwnika jest zwiad, tym łatwiej uzyskać bonusy do dowodzenia lub oznaczyć wrogi element za cel dla baterii moździerzy – nawet jeśli ona sama nie widzi celu!
(stan na 15 stycznia)
Spod mojej ręki nie wyszło zbyt wiele modeli do WH40k. Kilku Necronów i jeden Kosmiczny Marynarz. Nadeszła pora na coś konkretniejszego. Przedstawiony model jest przygotowaniem przed czekającą mnie wkrótce pracą nad armią Blood Angels. Jest to figurka firmy Forge World o nazwie LUGFT HURON CHAPTER MASTER OF THE ASTRAL CLAWS. Cokolwiek to znaczy.
Ot, taki wpis, żeby Wam narobić apetytu na 2011 rok.