Wczoraj w warszawskim sklepie Games Workshop rozegrałem drugą bitwę
w Warhammer: Age of Sigmar. Drugą, bo pierwsza miała miejsce
tydzień temu, w związku z przedpremierowym pokazem tego produktu.
Sam nie wierzę w to co piszę. Ja, Johnny zagrałem d-w-i-e bitwy.
Tydzień po tygodniu. A drugą to nawet swoimi figurkami :)
Smutne jest to, że nie zdążyłem przed końcem Starego
Świata...Moje hordy Chaosu siedziały w szufladach bezczynnie blisko
od pięciu lat, chyba ostatnią bitwę toczyłem z Tsarem w
Wargamerze na Wilczej. Od dawna jednak planowałem zrobienie
porządku z Chaosem, domalowanie tego, co leżało nie dokończone
lub w surowym stanie, powiększenie niektórych regimentów i powrót
na pola bitew. Kiedy jednak zaczęły wyciekać pierwsze informacje
dotyczące dalszych losów Warhammera, zacząłem poważnie się
zastanawiać, czy zdążę to wszystko zrobić. Mało tego- w miarę
pojawiania się kolejnych przecieków zachodziłem w głowę, z czym
tak naprawdę będę miał do czynienia, co zrobię ze zbieraną
przez lata armią, czy w ogóle będzie to gra dla mnie? Z tego tez
powodu pogłoski -niektóre kuriozalne – śledziłem już niemal
codziennie.
Teraz meritum. Nie będę omawiał zasad – z tymi można się
zapoznać samemu, bo są do pobrania za darmo. Wspomnę o nich tylko
w kontekście swoich spostrzeżeń. Nie będę oceniał settingu, bo
wciąż mało o nim wiem. Nie mam też póki co ochoty rozważać
tego, co zrobiono ze Starym Światem, od którego dla mnie wszystko
się zaczęło. Skupię się w zasadzie tylko na swoich odczuciach i
wnioskach, a i one nie będą zbyt wyczerpujące, bo za wcześnie na
takowe po dwóch bitwach.
Najpierw był lekki
szok – nie ma wartości punktowych, nie ma list armii z podziałem
na lords/heroes, core, special, rare, nie ma kultowych 10-ciu
współczynników, nie ma strachu, paniki, nie ma reakcji na szarżę,
nie ma power dice'ów, dispelli, nie ma tego, nie ma tamtego...zasady
mają cztery strony (O BOŻE, SĄ ZA DARMO), nie ma army booków,
tylko Warscrolle z zasadami dla znanych wszystkim armii (O BOŻE, SĄ
ZA DARMO), nie muszę NIC kupować, żeby grać??? Rzeczywiście,
świat się kończy.
Co więc jest?
Jest szybkość i
prostota. Reguły zdecydowanie typu beer & pretzel. Brak
tradycyjnego systemu doboru armii oznacza, że nie jestem niczym
ograniczony, mogę wystawić właściwie to co chcę i -uwzlędniając
pewne minima w oddziałach – ile chcę. Mogę po prostu wziąć
parę figurek i zagrać.
Jest pełna
dowolność w zakresie łączenia frakcji. Ani mnie to ziębi, ani
grzeje, z pewnym wyjątkiem – oczywiście chodzi o Chaos i łączenie
Beastmenów, Mortali i Demonów.
Jest znakomicie
wyglądający zestaw startowy – mimo że sieć już huczy o
Sigmarines i o tym jak bardzo przydadzą się w Warhammerze 40 000,
to jednak panowie złoci mają swój styl. Muszę powiedzieć, że
świetne wrażenie robi też Chaos z wyjątkiem tego dużego
czerwonego czegoś na dwóch nogach...nawet nie pamiętam jak się
toto nazywa.
Jednym słowem –
jest zabawa. Czasem myślę, że prosta, wręcz prostacka, ale
jednak.
Dzisiejsza bitwa
była w porządku, o pierwszej nie warto pisać, bo to w zasadzie był
trening.
Przeciwnikiem moim
były krasnoludy – stary wróg, to z nimi toczyłem pierwsze bitwy.
Niestety jedyny krasnoludzki wódz którego znam, przeszedł w stan
spoczynku i choć ostatnimi czasy nosi brodę (bo gdy zaczynaliśmy
grać, jeszcze jej nie miał ;), to chyba już w polu go nie zobaczę.
Przynajmniej nie w tej grze ;)
Wystawiłem 14
wojowników chaosu, 5 rycerzy, 10 ogarów, pomiot, trzech bohaterów
– lorda i czarnoksiężnika i Wulfrika. Tu wypada zaznaczyć, że
lord ma potencjał -może bowiem co turę wezwać na pole bitwy
kolejne sługi ciemności. Mnie się to nie udało, bo zanim
kogokolwiek wezwał, dostał kulą z armaty w czoło, ale pomysł
jest ciekawy.
Większość tego
towarzystwa została skoszona przez ostrzał (zaznaczam, że obecnie
nie ma utrudniają go misfire'y) . To scenariusz znany i ograny,
mający miejsce zawsze, gdy brakuje jednostek latających, lub
potrafiących w inny sposób szybko związać walką obsługę
artylerii – ale cóż, trudno, po prostu wystawiłem, co było pod
ręką.
Trudno jednak nie
dostrzec, że cała armia brała czynny udział w bitwie –
szczególnie piechota, która w WFB dreptała by te swoje 8” w
ruchu marszowym. Fakt, że oprócz zwykłego ruchu można też pobiec
zaowocował tym, że niedobitki wojowników chaosu dobiegły na drugi
koniec pola i zdążyły odpłacić artylerzystom pięknym za
nadobne. Koniec końców zginęli, ale przyznam, że swojej piechoty
nigdy w tej części pola
bitwy nie widziałem.
Podsumowując, to
wszystko co jestem w stanie napisać po dwóch grach. Czuję, że
będzie ich więcej. To poważny plus tej całej nowej ery.