W armii moskiewskiej z XVII wieku nie może oczywiście zabraknąć dragonii. Zarówno na poziomie podjazdu jak i dywizji mamy do dyspozycji dwie wersje tej formacji. Klasyczną (czyli konno-pieszą) polową, oraz wyłącznie pieszą, czyli pograniczną. Ta pierwsza nie jest jeszcze dostępna w sprzedaży. Druga tak, w dodatku od niedawna w kompletnym zestawie podjazdowym o nazwie Straż Zasieczna.
Zestaw ten udało mi się nabyć jeszcze w zeszłym roku – zawiera on dwie pełne kompanie dragonów pogranicznych. Mniej więcej w tym samym czasie MiSiO podarował mi pudełko figurek. Pytam, co jest w środku. Masz tam kilka modeli, odpowiada. Po otwarciu pozostało mi jedynie docenić hojność Szanownego Kolegi oraz jego nieprzemożną chęć stałego motywowania mnie do systemu Ogniem i Mieczem. W pudełku znalazłem bowiem … trzy kompletne kompanie rzeczonych dragonów pogranicznych. Skoro jesteśmy przy liczbach: do zagrania Zasieczną potrzebuję zmustrować cztery kompanie. Z kolei do rozgrywek dywizyjnych, a więc do wystawienia pułku, zaplanowałem pogranicznych kompani sześć.
Ponieważ mogę powiedzieć, że malowanie pikinierów nie jest mi straszne, potraktowałem farbami jednocześnie cztery podstawki. Tym razem muszę przyznać, że nieco się męczyłem. W czym rzecz? Po pierwsze pętlice. Mam z nimi niemały problem. Z jednej strony są dość szczegółowo wyrzeźbione. Z drugiej jednak ta szczegółowość przeszkodziła mi w uzyskaniu czystego i wyraźnego efektu. Pomimo kilku prób, pętlice na każdej malowanej miniaturze ‘zlały się’ w bliżej nieokreśloną plamę. Po drugie cienie. Jeśli chodzi o rzeźbę płaszczy, jest ona bardzo przyjemna. Jednak bez zastanowienia potraktowałem te ostatnie brązowym tuszem. W efekcie jego nadmiar pozostał w zagłębieniach, przez co przejścia kolorów okazały się zbyt ostre. Cóż, niech to będzie nauczka na przyszłość – wszak pikinierów mam jeszcze przed sobą sporo. Podobnie jak Sołdatów, którzy prezentują zbliżoną rzeźbę. Wspomniana męka polegała więc głównie na tym, że do końca malowania nie byłem pewien, czy uda mi się jakoś wybrnąć z błędów malarskich i czy uratuję te cztery podstawki.
Ostatecznie jakoś poszło. Może nawet za pstrokacie, jak na żołdaków o chłopskim sznycie. Nie do przecenienia jest za to tempo, w jakim się z nimi uwinąłem. No i podstawki – w pieszych figurkach nie stanowią dla mnie takiej udręki, jak w przypadku konnych. A co z tą obroną granic? Co z formacją muszkietersko-pikinierską? Co z łatami na łokciach? Co z hołotą i krótkimi pikami? Po prostu: będzie o czym pisać następnym razem.
P.S.
Madafaka żółty…
P.P.S.
Policzyłem wczoraj: mam około 230 figurek do OiM do pomalowania.
Zestaw ten udało mi się nabyć jeszcze w zeszłym roku – zawiera on dwie pełne kompanie dragonów pogranicznych. Mniej więcej w tym samym czasie MiSiO podarował mi pudełko figurek. Pytam, co jest w środku. Masz tam kilka modeli, odpowiada. Po otwarciu pozostało mi jedynie docenić hojność Szanownego Kolegi oraz jego nieprzemożną chęć stałego motywowania mnie do systemu Ogniem i Mieczem. W pudełku znalazłem bowiem … trzy kompletne kompanie rzeczonych dragonów pogranicznych. Skoro jesteśmy przy liczbach: do zagrania Zasieczną potrzebuję zmustrować cztery kompanie. Z kolei do rozgrywek dywizyjnych, a więc do wystawienia pułku, zaplanowałem pogranicznych kompani sześć.
Ponieważ mogę powiedzieć, że malowanie pikinierów nie jest mi straszne, potraktowałem farbami jednocześnie cztery podstawki. Tym razem muszę przyznać, że nieco się męczyłem. W czym rzecz? Po pierwsze pętlice. Mam z nimi niemały problem. Z jednej strony są dość szczegółowo wyrzeźbione. Z drugiej jednak ta szczegółowość przeszkodziła mi w uzyskaniu czystego i wyraźnego efektu. Pomimo kilku prób, pętlice na każdej malowanej miniaturze ‘zlały się’ w bliżej nieokreśloną plamę. Po drugie cienie. Jeśli chodzi o rzeźbę płaszczy, jest ona bardzo przyjemna. Jednak bez zastanowienia potraktowałem te ostatnie brązowym tuszem. W efekcie jego nadmiar pozostał w zagłębieniach, przez co przejścia kolorów okazały się zbyt ostre. Cóż, niech to będzie nauczka na przyszłość – wszak pikinierów mam jeszcze przed sobą sporo. Podobnie jak Sołdatów, którzy prezentują zbliżoną rzeźbę. Wspomniana męka polegała więc głównie na tym, że do końca malowania nie byłem pewien, czy uda mi się jakoś wybrnąć z błędów malarskich i czy uratuję te cztery podstawki.
Ostatecznie jakoś poszło. Może nawet za pstrokacie, jak na żołdaków o chłopskim sznycie. Nie do przecenienia jest za to tempo, w jakim się z nimi uwinąłem. No i podstawki – w pieszych figurkach nie stanowią dla mnie takiej udręki, jak w przypadku konnych. A co z tą obroną granic? Co z formacją muszkietersko-pikinierską? Co z łatami na łokciach? Co z hołotą i krótkimi pikami? Po prostu: będzie o czym pisać następnym razem.
P.S.
Madafaka żółty…
P.P.S.
Policzyłem wczoraj: mam około 230 figurek do OiM do pomalowania.














