czwartek, 27 lutego 2014

Biały marine

Przez moment zastanawiałem się, czy w ogóle zasługuje na to, by poświęcać mu wpis na blogu.
Szybko jednak doszedłem do wniosku, że biały brat pomoże mi wyrobić normę i to jak!
Pomalowałem go jako przerywnik między deffkopterami (podstawki już gotowe), a Nobami (W.I.P). Właściwie to moje pierwsze poważniejsze ćwiczenie z bielą – kolorem z którym nie mam zupełnie żadnych doświadczeń malarskich. Co do techniki, oprócz białego użyłem szarości typu codex grey, i na jednym z wczesnych etapów space wolves grey – nie wiem czy słusznie. Zaznaczam też, że zależało mi na szybkim pomalowaniu modelu i pośpiech ten na pewno tu widać.
Rezultaty utwierdzają mnie w przekonaniu, że z pewnością nie będzie to ostatnie ćwiczenie tego typu. Oprócz bieli, jest rzecz jasna parę kolorów na temat których mam równie głęboką wiedzę ;). W najbliższym czasie będę się starał powoli rozpoznawać te obszary sztuki malarskiej a efekty publikować w postaci takich właśnie technicznych i z zasady niespecjalnie ambitnych wpisów. Wszelkie uwagi
przyjmę z pokorą ;)
No, ale pora wracać do Nobów. A potem porządki. Zobaczycie z czym.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Dzika Orda - Kolorowe jarmarki (7)

Grudzień mi upłynął na odpoczynku od malowania, ale od początku roku pracowałem nad kolejnymi kożuchami dla Piotroslava. Z warsztatu wyszły kolejne podstawki w liczbie 13, które zamykają pewien grubszy etap. Do tej pory pomalowałem już 4 pudła Ordyńców, 3 pudła Kazindżi, 2 jasyry i Mirze. W kolejce jeszcze drugie tyle Tatarów, ale w najbliższym czasie przerzucam się na piechotę szwedzką.

Figurki Tatarów są już u właściciela dzięki czemu miałem okazje podskoczyć na kolejną Bitwe o Śląsk. Zobaczyć znajome twarze i naładować akumulatory, a na kolejnej mam nadzieje już wystapić i poturlać trochę kostki;)
Póki co 3 podstawki Ordyńców. Nic odkrywczego, bo mają standardowe kolorki pasujące do pozostałej kożuchowej masy. Zdjęcia z różnym światłem, wybrałem te na których co nieco widać;)



Reszta to Kazindżi (zdjęcia całej 13nastki), którzy od samego początku mieli wyróżniać się kolorystycznie, ale ostatnio wyczułem lekki niedosyt u właściciela figur. Także tym razem zaszalałem z kolorkami i powstały tytułowe kolorowe jarmarki. Natchniony nieco ostatnimi wpisami Szeperda dorzuciłem żółte ciuszki:) Do tego nowa soczysta trawka i wyszło jakby panowie co dopiero wyjechali ze szlacheckiego lumpeksu Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Mrrrauuuu ;)




niedziela, 16 lutego 2014

Dwie kompanie pograniczne

Naglony sobotnim terminem chorzowskiego turnieju sprawiłem się z drugą czwórką pogranicznych strzelców. Tym samym mogłem legalnie (to znaczy w pełni „pomalowanie”) wystawić do walki zasieczną straż za 4 PS. No dobrze, na ten sam turniej domalowałem jeszcze dwie podstawki kozaków służebnych, ale zostawmy to.


Sami strzelcy malowani niemal identycznie, jak ostatnio prezentowana czwórka. Tempo też sprinterskie, bo cztery podstawki zeszły z warsztatu w czasie poniżej dwóch godzin. Jednym większym wyjątkiem jest zastosowany kolor zielony. Hmm, w zasadzie to się nad nim rozpłynąłem z zachwytu i dlatego zastosowałem go w tylu miejscach. Jest to Vallejo Uniform Green – cudna odmiana, na pewno pojawi się jeszcze w mojej Moskwie.


Wraz z ukończeniem tej czwórki strzelców skompletowałem dwie pełne kompanie dragonów pogranicznych. Hołota ta zagrała w sobotę trzy bitwy – wszystkie przeciwko armiom Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Wynikiem nie będę się chwalił (choć wioskę wybroniłem). Szczerze powiedziawszy to powinienem się zganić za „nieprzygotowanie do zajęć” – naprawdę warto czytać zasady, a nie tylko tę część podręcznika, gdzie jest spis treści. No ale cóż, to już było. Trzeba myśleć o kolejnych turniejach. Choć chciałoby się zacytować klasyka: my tu jeszcze kur… wrócimy! Z Olem!!!


Co do dalszych planów związanych z dragonią pograniczną, to na pewno pomaluję jeszcze jedną kompanię, dla zwiększenia liczebności pułku. Ale w kolejce chwilowo mam coś innego, choć nieco w zbliżonych klimatach.

P.S.

Trzecie zdjęcie: raptem dwanaście podstawek, raptem w trzy tygodnie. Przy moim rozkładzie tygodnia to 'supersonic'...

wtorek, 11 lutego 2014

Artyleryjski debiut

Chorzowski turniej coraz bliżej a mój apetyt na zagranie Zasieczną Strażą nie maleje. Ponieważ w jej skład wchodzi artyleria, zabrałem się za malowanie działa. Dzisiaj kilka fotek z tego debiutu. Tak, zgadza się. Choć w branży jestem już kilkanaście lat, nigdy nie miałem okazji majstrować przy armatach.


Z tym lekkim działem poszło szybciutko. Najfajniej malowało się oczywiście obsługę. Co prawda miałem wątpliwości, czy jeden z załogantów to pali fajkę, czy może też jego prawą rękę wymodelowano tak, żeby trzymała, powiedzmy, wycior? Stanęło na fajce.


Działko wypróbowałem już w praktyce – strzelało się zacnie. W sobotę też będę krzyczał „plij!”. Oby strzały były jak najbardziej celne. Poza tym mam jeszcze kilka tych 'puszek' do pokolorowania. Już się cieszę na samą myśl o ich malowaniu. Tym razem zamierzam też 'wzbogacić' nieco podstawki. Tak, żeby 'coś się na nich działo', a nie stało tylko... działo.

wtorek, 4 lutego 2014

Między młotem a kowadłem -Warhammer: Visions i White Dwarf

Mam wybór -myślałem z zadwoleniem, idąc w sobotę 1 lutego do sklepu GW -chcę pooglądać nowości, poczytać Jervisa Johnsona, dowiedzieć się, kim są krasnoludy ;)? Proszę bardzo!
Nie mam ochoty na tego typu przyjemności i chcę spróbować czegoś nowego? Żaden problem!
Koniec "White Dwarfa", jako miesięcznika, jego przemiana w tygodnik i narodziny Warhammer: Visions, to na tyle poważne zmiany, że postanowiłem nabyć obie gazety.
Rzut oka na White Dwarfa Weekly szybko ostudził mój zapał. Rewelacje na temat krasnoludów, tutorial jak używać kleju, prościutki poradnik malarski i ciekawy pomysł Jervisa na mini grę o to, kto zacznie bitwę - to zdecydowanie za mało jak na 12 zł.
Padło zatem na Visions, które miały być wg wydawcy 230 stronicową ucztą dla oka.
Uczta kosztowała 35 zł, i po jej skonsumowaniu naprawdę mógłbym się wkurzyć. Ale co tam -pomyślałem-zaczyna mi się urlop, więc będę grzeczny. Zresztą na belloflostsouls.net już i tak nieźle Wh:V sponiewierano...Ten nerwowy chichot videorecenzenta -  zobaczcie sami ;)
Czego tu brakuje? Chyba właśnie...wizji. Ale po kolei:

Format -zaskoczył mnie już na samym początku. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego pismo którego zawartość stanowią głównie zdjęcia, drukowane jest w formacie A5... Album w A4 byłby według mnie dużo przyjemniejszy w odbiorze.

Budowa:
1) Nowości: Tyranidzi, Gandalf, Bard Łucznik, Władca Miasta nad jeziorem z doradcą oraz strażą
2) Forge World
3) Armia miesiąca
4) Parade Ground - Golden Demon
5) Ahriman must die! (pseudo raport z bitwy)
6) Kit Bash (Ork Trukks :))
7) Blanchitsu
8) Hive fleets (Tyranidzi)
9) Paint splatter
10) Store finder
11) info o subskrypcjach
12) High Elfy mówią: pa pa!

Treść - OK, miały być zdjęcia i są. Pominę już fakt, że na starcie, przez bite 60 stron raczy się widza zdjęciami studyjnych figurek, które wszyscy znają z www firmy, okraszając je dodatkowo tekstami typu: "Gandalf Szary to mądry i potężny czarodziej". Prawdziwym problemem jest bowiem zrozumienie, o co tu wogóle chodzi...Co? Kto? Czemu? I wreszcie - jak? Jest na co popatrzeć- inspirująca sekcja Golden Demon (który rok? Mam się domyślać? Memphis, USA-tyle wiadomo), modele z Forge World, mistrz John Blanche i Blanchitsu, Kitbash (chopaki!!!), fajna armia miesiąca...ale czułem się w tym jak dziecko we mgle, bo brak tu jakiegokolwiek kontekstu!
Najwięszym kuriozum jest quasi battle report: Chaos Space Marines kontra Grey Knights+Eldarowie. Ciąg zdjęć, jakieś zdawkowe opisy, zero taktyki. Zwycięstwo Chaosu. Kurtyna.
Na koniec ponowne spotkanie z Tyranidami i paint splatter - dla mnie pouczający, bo Tyranidzi, to armia o trudnej i dziwnej kolorystyce.
O, przepraszam, niezupełnie koniec. Teraz  napisy końcowe czyli lista sklepów. A na pożegnanie macha nam armia ...Wysokich Elfów-"starożytnych obrońców świata" (WTF?). 

Podsumowując: miałem podejść do sprawy spokojnie, i tak się stało. Ale uważam, że Games Workshop przekroczyło tu pewne granice -wielu widzów (bo przecież nie czytelników) Warhammer: Visions może poczuć się jak idioci. Za 35 zł wypadałoby zaserwować coś ekstra -np. zdjęcia figurek pomalowanych specjalnie na potrzeby WH:V, przewodnik po pierwszym numerze, czy przyzwoity editorial.
Paradoksalnie, dla mnie wynik pierwszego starcia to 1:0 dla WH:V, White Dwarf tym razem mnie nie zainteresował (zobaczymy co będzie w następną sobotę). Na jego korzyść przemawia fakt, że przynajmniej wiadomo co się tam dzieje.
Ale to takie 1:0 w stylu Polska vs San Marino. Numeru bronią: Golden Demon, ciężarówki chopaków i John Blanche. 
Teraz pytanie: kto to ode mnie kupi na Allegro? ;)

sobota, 1 lutego 2014

Dragonia pograniczna – strzelcy

„A co z tą obroną granic? Co z formacją muszkietersko-pikinierską? Co z łatami na łokciach? Co z hołotą i krótkimi pikami?” Tak zakończyłem ostatnią notkę, zostawiając odpowiedzi na te pytania na inną okazję. Dzisiaj się nadarza, ponieważ pomalowałem akurat cztery podstawki strzelców w ramach moskiewskich dragonów pogranicznych.


No to po kolei. Pojęcie Straż Zasieczna (czyli nazwa podręcznikowego podjazdu moskiewskiego) ma swoje źródło tutaj – odsyłam tam zatem właśnie w poszukiwaniu wyjaśnień dotyczących systemu obrony moskiewskich granic. Jednym z zadań malowanych obecnie przeze mnie dragonów była właśnie taka służba. Sama dragonia moskiewska, jak przeczytać możemy w podręczniku OiM, wchodziła w skład formacji ‘nowego stroja’. Dragoni pograniczni rekrutowali się z niższych warstw społecznych, co miało odzwierciedlenie w wyposażeniu i uzbrojeniu, co z kolei przekłada się na statystyki tej jednostki w grze. Walczy ona tylko pieszo, strzelcy uzbrojeni są w piszczały, pikinierzy w krótkie piki, do tego dostajemy zasadę ‘hołota’. Formacja muszkietersko-pikinierska’ z kolei pozwala na wykorzystanie mieszanego uzbrojenia dragonów, co materializuje się w postaci konkretnego szyku na polu bitwy (uwaga: tylko w przypadku dragonów polowych). Ale co ja tu podręcznik będę streszczał… tym bardziej, że nie potrafię go czytać ze zrozumieniem. A łaty? Dragoni pograniczni są nimi po prostu gęsto upstrzeni, co ma podkreślić ich pospolity charakter.


Malowanie w kolorystyce zbliżone do pikinierów. Poszło mi to dość szybko; sporo kombinuję, jak do minimum skrócić czas przygotowania tych figurek do gry. Istotną rolę ma kolejność nakładania poszczególnych kolorów i malowania poszczególnych detali. Tak to jest, kiedy ma się mało wolnych zasobów. Dokładne nie liczyłem, ale cztery podstawki zajęły mi niecałe dwie godziny. Wzory są całkiem przyjazne w malowaniu. Jedynie kilka typów twarzy sprawia małe problemy, zapewne dlatego, że rzeźba jest dość drobna. Tym samym dwie kompanie dragonów pogranicznych gotowe. Jeśli zmajstruję jeszcze cztery takie podstawki, jak dzisiaj, granie moją własną Zasieczną Strażą stanie się całkiem realne. Tak więc do roboty.

RSS FeedRSS