Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nuts. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nuts. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 października 2010

Nuts! - zmiana barw


Wiedziałem, że zielony, którego użyłem do malowania niemieckich czołgów Panzer-Lehr, pasuje nieźle, ale czułem, że to jeszcze nie to... Dopiero niedawno trafiłem na zdjęcie modelu niemieckiego niszczyciela czołgów na podwoziu pantery i zachwyciłem się jego kolorem. Trudno mi jednak było zgadnąć, jakiej firmy farbka posłużyła do malowania Jagdpanther. Wiedziałem, że muszę szukać w produktach Vallejo. Po pierwsze, z każdym nowym kolorem przekonuje się o wyższości tych farb nad GW (jakość to jedno, o połowę niższa cena to drugie, o połowę większa pojemność trzecie), a po drugie maja przeogromny wybór. W znalezieniu odpowiedniej barwy pomógł mi Yori (danke schön). Samemu ciężko jest się połapać w palecie barw dostępnej na stronie producenta (co monitor to inne odcienie).

Kupiłem więc farbkę i zestaw tygrysów Italeri ... A co! Kiedy dostałem paczkę, korzystając z czasu przeznaczonego na sen, skleiłem jedna bestię i pomalowałem w nowym kolorze. Efekt tak mnie zadowolił, że przemalowałem z rozpędu jedną panterę... Czasem nawet myślę, że gdyby przemalować całość mojej stajni... STOP!

P.S.

Tym kolorem można wykańczać malowanie rdzy (Johnny - o tym kolorze pisałem w Twoim poście o "hałaśnikach").

piątek, 4 czerwca 2010

Wiem, macie dość!


Dochodzą mnie głosy, że macie powoli dość ciągłego naporu Panzerwaffe na mój blog. Dlatego przepraszam Was za to, co właśnie zamieściłem, a mianowicie... 2gi przemalowany StuG III ausf. G... Starego możecie obejrzeć na jednym ze starszych wpisów (nawet ma przyklejoną lufę haubicy... co gdzieś po drodze zmieniałem). Coś mnie ostatnio napadło i przemalowuję co brzydszy pojazd z mojej nazistowskiej gromadki. Przyznać musicie, że poprzedni kolor był dość przypadkowy. Powodem zmiany maskowania były jednak ekrany osłaniające koła. Zaczęło się jak zwykle niewinnie... Znalazłem zdjęcie StuG'a z jakiegoś muzeum, gdzie spod białego kamuflażu wyłoniła się pomarańczowa minia... no i postanowiłem przemalować tak jedną z płyt ekranu. Potem doszedłem do wniosku, że nie da to zmierzonego efektu i że chyba przemaluję więcej niż płytę. Przemalowałem cały pojazd. Co poradzę, że uwielbiam te maszyny? Nie są to wprawdzie zestawy z serii fast assembly i przy składaniu modeli musiałem się ostro męczyć z gąsienicami ale sama bryła tego działa, zwłaszcza z ekranami (o czym był poprzedni wpis), jest tak wybornie smukła, że sami powiedzcie, jakie miałem szanse się oprzeć?

Dla pocieszenia dodam, że z racji nagłego zainteresowania kolegów Mordheim (samiec alfa ekipy kupił/dostał piętrowy stół z podziemiami... cudeńko), postanowiłem w końcu uzupełnić opętaną kolekcję o jednego Possessed z trzema rękami... z braku modeli padło na lekko zmodyfikowaną demonetkę, a nie na masywnego demona... ale samica w bandzie zrobi furorę!


wtorek, 1 czerwca 2010

Schürzen

Doszedłem do wniosku, że skoro pomalowałem większość pojazdów do Nuts! 2.0 w kolorach późno-wojennych, głównie farbą podkładową, na którą już nikt nie kłopotał się z nakładać właściwego kamuflażu, pójdę o krok dalej i dodam jednemu z 2ch posiadanych StuGIII, ekrany Schürzen. Oryginalnie zestaw Italeri oferuje "fabryczne" ekrany. Z zaczepami, odpowiednimi płytami itp. Postanowiłem jednak skorzystać ze źródła historycznego w postaci kilku fotografii, i zrobić ekrany metodą nie "fabryczną" a "polową". Tak, jak robiły to załogi pojazdów. Ekrany Schürzen chroniły pancerze pojazdów przed pociskami kumulacyjnymi (jeśli dobrze pamiętam) i były niczym innym jak płytami stalowymi o grubości ok. 8 mm, przymocowanymi do boku pojazdu. Ekrany, które wykonałem były elementami ruchomymi, nachodzącymi się na siebie tak, że gdy pojazd podjeżdżał na wzniesienie lub z niego zjeżdżał, ekrany, cały czas ustawione poziomo (tworzyły schodki), zapewniały pełną chronione gąsienic i boku pojazdu.

Same ekrany to po prostu karta do gry, z której wyciąłem odpowiedni kształt. Malowanie, które było jednym z powodów zrobienia tego dodatku, to farba podkładowa lub warstwa rdzo-ochronna malowana minią (tlenek ołowiu -czerwonawo-pomarańczowy kolor). Minii używano jeszcze przed położeniem podkładu! Pod koniec wojny załogi brały co było (często nawet czołgi miały elementy z niezabezpieczonych podkładem elementów - koła, elementy luf itp.) i nikt nie przejmował się tym, że dany element nie jest pomalowany kamuflażem, a jedynie podkładem czy minią. Od razu trafiał na front.

Jak widać na zdjęciu, ekrany nie są jeszcze skończone - chciałem pokazać kolejne etapy malowania. Można jednak ogarnąć założenie.

Zapomniałbym dodać, że przemalowałem, mundur dowódcy czołgu. Mój błąd spowodował, że pierwotnie był on czarny, jak mundur pancerniaków. StuG III były jednak formalnie częścią formacji artyleryjskich, a ich załogi nosiły szare mundury.



piątek, 21 maja 2010

Tygrys gotowy

Leżał i się kurzył, aż się doczekał.
Ci, co czytali ostatni wpis wiedzą, że naszła mnie ochota na pomalowanie drugiego Tygrysa Italeri. Jeden, w dość nietypowym kamuflażu, od pewnego czasu wspiera moich grenadierów pancernych do Nuts!. Nowy Panzer VI, tak jak Marder III, ostatni model, jaki pomalowałem do Nuts!, zrobiłem na pustynno. W końcu zarówno Kuna jak i Tiger I, mogły być przerzucone do Europy z Afryki. Dlaczego taki kolor, już tłumaczyłem. To jeden z nielicznych kamuflaży, które są jednokolorowe. Próby z jakimś wzorem nie wyszły. To przynajmniej wiedziałem jak malować.
Poza kamuflażem, tego tygrysa wyróżnia kilka małych detali, którymi chciałem urozmaicić pojazd. Tak jak jednemu z 2ch Sherman'ów, usunąłem błotnik, tak tygrysowi, dorobiłem kilka śladów po trafieniach - widziałem na jakimś zdjęciu, i uszkodziłem przedni błotnik. Również inspiracja zdjęciem. Reszta bez zmian. W sumie model składa się tylko z kilku części i dużego pola manewru do urozmaicania dodatkami z zestawu nie ma.
Samo malowanie nie różni się od tego, jakie zastosowałem na Marder. Dałem jednak mniej grubego błota (przed brudzeniem dałem oznaczenia pojazdu, które pozostały z jakiegoś innego zestawu - Tygrys Italeri nie ma żadnych wodnych naklejek w pudełku), zaznaczyłem więcej osadu z silnika w okolicy wydechu i zrobiłem stalowe gąsienice. Metalowe elementy dobrze się komponują z kolorem czołgu. Brudzenie "rozmywałem" ku górze. Im wyżej nad ziemią, tym pojazd czystszy. Przyznać muszę, że ciężko było się opanować, bo brudzenie rzadkimi wash'ami (zwłaszcza okolicy silnika), było bardzo przyjemne. Niewiele tu techniki, a tylko nakładanie kolejnych warstw rozwodnionej farby. Świetny relaks! Zdjęcia za bardzo wyciągnęły jednak niektóre kontrasty między czystym i brudnym, nie sugerujcie się więc tym co widać na zdjęciu w 100%. To samo dotyczy koloru kamuflażu. Czołg jest bardziej piaskowy niż pomarańczowy - dolne zbliżenia pokazują to najlepiej.
Tak czy inaczej, kolejny pojazd gotowy do gry. Pytam po raz kolejny - Kiedy gramy?!

środa, 19 maja 2010

Tiger - WARsztat


Cała okolica pod wodą, nie ma telefonu i internetu. Utrudnia to znacznie pracę. Znalazła się więc chwila, zainspirowana mail'ami od Kadzika, na sklejenie drugiego Tygrysa z zestawu Italeri. Bez presji "gotowej armii", spokojnie mogłem pomyśleć, jak urozmaicić i wyróżnić ten model. Postawiłem na "ząb czasu". Sprokurowałem kilka śladów po trafieniach, uszkodziłem jeden błotnik o jakiś kamień... Te proste zabiegi nadały modelowi nowego, ciekawego wyglądu. Do tego użyłem tylko nożyka modelarskiego i "sreberka" z wieczka jakiegoś jogurtu. Resztę dopełnił wikol i PattexFix. Teraz czekam aż wszystko ładnie, grzecznie powysycha.

Dodatkowo wkleiłem we wnętrzu modelu kamienie. Wcześniej używałem śrub, jednak cel pozostał niezmienny. Dociążyć model tak, żeby "czuło" się go w ręku. Na dowód wykonania powyższych prac - zdjęcia.

Powoli też dochodzę do jakiegoś konsensusu z samym sobą, dotyczącego kolorystyki. Chyba zdecyduję się na mieszankę pustynnego kamuflażu, którego użyłem na kunie i czerwonej minii... widziałem takie ryciny - model wyglądał genialnie! I nietypowo. Widać, że paliło się wysłać maszynę na front. W jakimkolwiek stanie.

czwartek, 11 lutego 2010

PRIMO VICTORIA... prawie...

Wpis dedykowany MiSiOwi. 


Tak się zdarzyło, że wpadłem ostatnio do sklepiku modelarskiego w Żywcu, kupić parę pędzelków. No i jakoś tak w oczy rzuciła mi się... łódź z lądowania w Normandii produkcji Airfixa. Jako, że ostatnio dziwnym trafem na okrągło słucham Sabatonu... to niewiele myśląc (o MiSiU i jego NUTS!) zakupiłem model, plus mały dodatek (jeszcze czarny na zdjęciu), marząc w duchu o rekonstrukcji lądowania na plaży, rodem z Szeregowca Ryana. Jako, że zapowiadał się spokojny wieczór, miałem nadzieję, że szybko złożę modele, pomaluję i wystawię na bloga pod sztandarem utworu Primo Victoria Sabatonu, wywołując u kolegi MiSiA oczopląs i niedowierzanie... Jednak okazało się, że modele airfixa zaplanowały dla mnie istny D-Day.

      Dzisiaj piszę ten wpis poklejonymi palcami, a na zdjęciu widać że modele ledwo dotarły do etapu podkładowania. Higgins jest przejechany biała przecierką, żeby było widać choć trochę szczegółów... Tyle udało mi się dla niego zrobić, i coś mi się wydaje, że nie prędko do niego wrócę... A wracając ze sklepu planowałem, że może jeszcze ze 2 sobie takie kupie + 3 x 36 Amerykanów...

      Powiem tyle, że przy sklejaniu tego modelu przy życiu trzymała mnie tylko myśl, że gdyby nie te łodzie i ich załogi, ich niezłomność i odwaga, to dzisiaj nie piłowałbym plastikowych modeli, tylko pewnie jakieś śruby w fabryce czołgów Panther X3... Dlatego, mimo, ze kilkakrotnie miałem totalnie tego wszystkiego dość, nie czułem palców, klej żarł w oczy, a cały model nawet po usłyszeniu miliona najlepszych (najgorszych?) moich przekleństw nie chciał się trzymać w kupie... skończyłem chama! I jestem z siebie dumny, mimo że VICTORIA nie była do końca pełna...

Teraz czeka mnie wybór gromadki, którą na łódkę wpakuję – zapewne trzeba będzie poradzić się MiSiA.

      Fakty na temat pokazanych modeli podam na blogu jak je pomaluję. Na razie powiem tylko, że z tym drugim trochę nie trafiłem, bo na froncie europejskim był raczej rzadko widywany. Z obowiązku podam jeszcze nazwy: po lewej L.C.V.P „Higgins Boat”, z luku wyjeżdża Jeep Willys, po prawej: LTV 4 Buffalo.

czwartek, 21 stycznia 2010

Sherman III, M4A2

Nie tak dawno temu udało mi się pomalować parę ostatnich modeli do Nuts. Zbiegło się to w czasie z odkryciem, że pojawiła się poprawiona wersja zasad. Oba te wydarzenia zwiększyły moja ochotę na granie. Problem w tym, że ze znanych mi osób tylko Szeperd posiada 2 drużyny Brytyjczyków ze wsparciem kilku 2" moździerzy... niepomalowane drużyny. Dysponuje też tylko 1, do tego niesklejonym czołgiem. Zdeklarowałem się, że pomaluję kilkunastu piechoty i skleję sherman'a (wersja crab - niszczyciel min - bardziej pojazd inzynieryjny niż wsparcie piechoty). Brytyjczycy bez wsparcia sherman'ów, podstawowego czołgu aliantów, szczególnie przeciwko moim Grenadierom Pancernym dywizji Panzer Lehr, którzy dysponują StuG'ami, Panzer IV i V ...

Przeglądając nowości Italeri (zestawy do szybkiego montażu do wargamingu w skali 1:72) natrafiłem na sherman'y! Mam 2 pantery z tej samej serii i jeśli chodzi o modele do grania są to zestawy najlepsze na jakie trafiłem (mają się nawet pojawić hanomagi!, a już pojawiły się Panzer III) i nie wahałem się długo. Kupiłem pudełko. 2 czołgi za około 30 złotych to cena bardziej niż zachęcająca. Zwłaszcza biorąc pod uwagę jakość tych modeli.

W jeden wieczór skleiłem oba, usuwając jednemu błotniki. Następnie podkład, błyskawiczne malowanie i transfery. Czołgi gotowe. Dodałem tylko jeszcze błota na gąsienicach i przytwierdziłem wieże (montowane są na wcisk tak, że umożliwiają wygodny obrót wieży 360 stopni) - Shermany gotowe do boju.Teraz pozostanie mi tylko kupić farbkę Vallejo 921 English Uniform i pomalować Brytyjczyków. Mam już nawet pomysł na scenariusz do pierwszego raportu bitewnego...

RSS FeedRSS