niedziela, 17 czerwca 2018

Morskie tradycje cz. 2

W drugiej odsłonie dzielenia się ojcowską dumą chciałem zaprezentować okrętowe dokonania mojego najstarszego syna, Jeremiego. Zostajemy zatem przy tej samej skali 1:700 i tej samej serii waterline. Na pierwszy ogień poszedł legendarny Niemiec, pancernik Bismarck. Ten niemiecki kolos został także potraktowany farbami przeze mnie już po sklejeniu. Są tu dwa freehandy, za które krytykę biorę na siebie.


Drugi model, jaki trafił na warsztat Jeremiego, to brytyjski HMS Rodney. Bez wątpienia jeden z moich ulubionych drednotów. Tutaj zostaliśmy w pewien sposób zaskoczeni, ponieważ model okazał się być prepaintem. Coś mnie tknęło, ale o tym za moment.



Po Rodney’u przyszedł czas na włoską Romę – piękno samo w sobie. Syn ponarzekał nieco na montaż średniej artylerii. Suma summarum pancernik trafił do mnie a ja znów pokusiłem się o freehand (wiem, nie chciało mi się jechać do sklepu po taśmę maskująca), bo nie mogłem sobie podarować charakterystycznego kamuflażu części dziobowej.


Przyszedł w końcu czas na kolejny niemiecki pancernik – wg mnie jeden z najpiękniejszych okrętów w tej klasie. Scharnhorst, bo o nim mowa, został poddany już jednak nieco innym zabiegom malarskim. Żeby bowiem ułatwić sobie życie i zyskać na estetyce, nadal przy tym nie posiadając aerografu, postawiłem na prepaint właśnie. Dlatego wszystkie elementy dostały kolor w sprayu przed montażem, pokład zaś został pomalowany ręcznie. Po sklejeniu jedyne, co zostało do zrobienia w malarskiej kwestii, to domalowanie szczegółów czarną farbą i drobne poprawki tam, gdzie pokazał się klej.


Pojawił się u nas też pewien zwrot akcji, w postaci lotniskowców. Na początek na warsztat trafił USS Essex. Tutaj nieco poszaleliśmy z kamuflażem. Ot, takie próby. W kolejce do malowania czekają jeszcze dwa pływające lotniska, o czym napiszemy już innym razem.


Jest jeszcze jedna rzecz, która ogromnie mi się podoba. Mianowicie to, jakie obaj Panowie mają gusta, jeśli chodzi o dobór okrętów i w jaki sposób komentują poszczególne sylwetki. Wierzcie mi, pękam z dumy. Przypominają się od razu moje młodzieńcze uniesienia, związane z drednotami. Tym bardziej, że wiele z prezentowanych tu jednostek 'popełniłem' własnoręcznie w tamtych czasach. Przeważnie z papieru i w skali 1:300, ale nie ma to znaczenia. Do zobaczenia za kilka dni.

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Louis-Nicolas Davout

Dzisiaj wracamy na moment do napoleońskich klimatów w skali 1:72. Ponownie metalowe figurki firmy Franznap, tym razem w parze, na większej podstawce, dedykowanej dowódcom. Figurka po lewej przedstawia francuskiego muzyka, który towarzyszy historycznej postaci. Jest nią marszałek Louis-Nicolas Davout, uznawany za jednego z najlepszych dowódców Napoleona. Ciekawy wzór, bo marszałek dostał nawet okulary. Oba modele są całkiem przyjemne w malowaniu. Jedyny mankament, jaki widzę, to cienkie nogi u koni – trzeba uważać, bo muzyk dostaje bardzo łatwo przechyłu. Przy okazji zdałem sobie sprawę, że logo naszego bloga jest bardzo bliskie tej epoce. Tym fajniej jest móc wrzucić coś z tych klimatów. Teraz na warsztacie kolejny marszałek i to w znacznie większej obstawie.


sobota, 9 czerwca 2018

Kickstarter Final Hours: Anno Domini 1666

Wielkimi krokami zbliża się zakończenie kampanii crowdfundingowej znanej już szerzej gry Anno Domini 1666 naszego rodzimego Wargamer'a. Przez ostatnie parę tygodni gra zebrała prawie 190 000 $ na portalach Kickstarter i Wspieram.to.

The last hours of the crowdfunding campaign  for Anno Domini 1666 by Wargamer are approaching fast. Last couple of weeks brought almost 190 000$ on Kickstarter and Wspieram.to.

Odblokowano wiele celów dodatkowych oraz pojawiło się wiele dodatków. Twórcy gry uważnie słuchali komentarzy wspierających i reagowali na nie, co zaowocowało wieloma ciekawymi zmianami, takimi jak opcja All-in, tryb dla więcej niż dwóch graczy, nieoficjalne zasady dla figurek Hot&Dangerous czy księga z grafikami i historiami postaci, którą można zakupić w projekcie.

They have unlocked a lot of stretch goals and add-ons. Creators have listened to the backers comment and reacted accordingly to bring us several important and interesting changes, such as All-in pledge, cooperative and multiplayer 2-4 mode, unofficial rules for Hot&Dangerous miniatures and the artbook.

Znacznie też zwiększyła się ilość dostępnych w projekcie miniatur. W tej chwili, po odblokowaniu Rocheforta, jest to 75 unikalnych wzorów. W podstawowej wersji gry (89$ / 299 zł [plastik]) otrzymamy 39 figurek, w tym 31 unikalnych wzorów. Jeśli wybierzemy opcję All-in (260$ / 870 zł [plastik]) to otrzymamy 83 figurki w 75 wzorach. Prawdopodobnie jednak na tym się nie skończy, gdyż na horyzoncie jest dodatkowych dwóch pomocników (dla frakcji Francji / Polski) oraz kardynał Richelieu w wersji Twilight. A Wargamer zapowiada, że mają jeszcze ukryte asy w rękawie.

There were a rapid increase in the miniatures count. At the moment, after unlocking Rochefort, there are 75 unique sculpts. In the base game you can get 39 figures in 31 unique sculpts for 89$ [plastic] and in the All-in pledge, you can get 83 miniatures in all 75 different sculpts (260$ [plastic]). But this is not all, as there are extra commoners for the base factions (Polish / French) and the Cardinal Richelieu in a Twilight flavour on the horizon (190 000$ and 200 000$ Stretch goals). Wargamer claims it is not their final word...

Może z tym Twilight'em przesadziłem, jednak dostaniemy najsłynniejszego kardynała w wersji wampirzej. Wątek nadprzyrodzony także bardzo się w grze rozwinął: dostaliśmy zasady wróżb (bardzo popularnych w okresie XVII wieku), alchemii, magii i świata demonów. W szczególności te dwie ostatnie wyglądają niezwykle interesująco i wnoszą bardzo odmienną mechanikę do tej znanej z innych gier fantasy. Warto sprawdzić!

Ok, the "Twilight" Richelieu is a bad joke. But we get a very nice vampire in the form of the famous French cardinal. The supernatural aspect of the game is an another story. It had grown a lot, with divination, alchemy, magic and daemonic world rules. The last two of them are especially interesting and a kind of a game in itself. They differ a lot from their counterparts in such kind of games, and I think it is worth to check them!

Z mojej strony, serdecznie zachęcam do wsparcia!

I encourage all to join the project!


Linki / Links:

Facebook: https://www.facebook.com/AnnoDomini1666/ 

Wspieram.To: https://wspieram.to/AD1666

Kickstarter: https://www.kickstarter.com/projects/1263001724/anno-domini-1666 

BoardGameGeek: https://boardgamegeek.com/boardgame/237828/anno-domini-1666/ 

  Anno Domini 1666 -- Kicktraq Mini

Morskie tradycje cz. 1

Ponieważ ostatnio pojawiły się tu międzypokoleniowe wpisy, postanowiłem, że sam też taki zmajstruję. Najważniejszy powód, to oczywiście okazja, żeby podzielić się ojcowską dumą z dokonań moich synów. Tematyka będzie morska. W zeszłym roku wciągnęliśmy się całkiem nieźle (a ja to chyba najbardziej), w grę World of Warships. Ci, którzy mnie znają, zrozumieją oczywiście dlaczego. Od gry przeszliśmy do rożnych opowieści, od opowieści do książek a od książek, do modeli. Pewnego dnia chłopaki oznajmili, że chcą spróbować swoich sił w sklejaniu plastikowych okrętów. Dzisiaj z dumą, jak się rzekło, prezentuję dokonania mojego syna, Witolda.



Nasz wybór padł na skalę 1:700. Przyjęliśmy też założenie, że będziemy sklejać okręty z serii waterline. Witek, na pierwszy ogień, zabrał się za USS Iowa, którą można zobaczyć powyżej. Po sklejeniu kilku modeli zostałem poddany presji, że surowy plastik nie wygląda dobrze i że modele tracą na efekcie. Ponieważ nie posiadam aerografu, zostało mi malowanie ręczne. Chciałem sobie nieco usprawnić pracę i posłużyłem się szarym podkładem w sprayu. I tak też kolejny wybór Witka, japoński superpancernik Yamato, dostał nieco kolorów.



Oczywiście spray nie załatwiał całej sprawy - trzeba było się nieco postarać i pomalować na inne kolory pokład (szczególnie trudne wyzwanie), czy inne szczegóły, jak okapy na kominach. Tak, czy inaczej, nasze wspólne wysiłki dały niezły rezultat. Dzięki wyborom Witka, miałem okazję pomalować jeden z moich ulubionych okrętów, czyli HMS Hood.


Od siebie dołożyłem też japoński niszczyciel - w skali 1:700 jest naprawdę maleńki, dlatego cała robota poszła niezwykle szybko.


I tak, krok po kroku, Witek zbudował sobie swoją małą kolekcję pancernych bestii w skali 1:700. 


A ja zapraszam już dzisiaj na kolejną część rodzinnej opowieści, która już wkrótce pojawi się na łamach bloga.


niedziela, 3 czerwca 2018

Podjazd Księcia Jakuba Kettlera

Pomimo ograniczeń sprzętowych pokusiłem się o wykonanie zdjęć kompletnego podjazdu kurlandzkiego z okresu 1654-1660. Za tło posłużyła mi druga strona maty do grania, którą kupiłem rok temu w playmaty.pl. W zasadzie przygoda z kurlandzką armią dobiegła końca. W zasadzie, po przegapiłem jeden szczegół - do armii potrzebne są jeszcze kobylice. Mam je na składzie, więc muszę je w wolnej chwili skleić i okrasić odpowiednio zimową aranżacją. Tak, czy inaczej, pomysł na złożenie kurlandzkiego podjazdu okazał się strzałem w dziesiątkę. Mam sporo satysfakcji modelarskiej i kolekcjonerskiej. Jak wspomniałem, jest to armia raczej niszowa, więc miałem też niejaką satysfakcję, że poprowadziłem ją do walki podczas ostatnich mistrzostw w Wilanowie. Muszę przyznać również, że składanie tej frakcji sprawiło, że poszperałem nieco w internecie w temacie historii Księstwa Kurlandii i Semigalii. Znajduję to jako niezwykle intrygującą opowieść.

Co dalszych planów malarskich i kolekcjonerskich w Ogniem i Mieczem - w każdym razie na własne potrzeby - będę się musiał teraz nieco zastanowić, bo różne rzeczy chodzą mi po głowie.


RSS FeedRSS