Uwaga. Zbieżność imion i nazwisk w poniższym tekście jest czystko przypadkowa.
Johny nie był zwykłym zombie. No, może jednak był zwykły, jak na ogólnie przyjęte standardy. Był martwy, przygniły i pożądał mózgu. Na tym podobieństwo do wszystkich innych zombie się kończy, chociaż żadnego innego umarlaka nie kojarzę. Historia Janka, pozwolicie, że tak będę się do niego zwracał, dlaczego wyjaśnię za chwilę, jest dosyć niezwykła. Znaczy się, ta historia Jego niezwykła jest, Jego, czyli Johnego znaczy Janka. Po pierwsze Janek urodził się we wspaniałym miejscu zwanym Ameryką. Stąd też ten Johny, ale Johny ma polskie korzenie, więc Janek. A może jednak… niekoniecznie?
Janek obudził się z okropnym bólem głowy, wokół panowała noc. Nie pamiętał nic, a już na pewno skąd wziął się ten cholerny, przeszywający ból, który odbierał mu chęć do wszystkiego. Spróbował się przeciągnąć żeby rozprostować okrutnie zesztywniałe kończyny. Po krótkim mocowaniu się z mięśniami, z serią okropnych trzasków poruszył się, jednak ręce po obu stronach napotkały opór zaraz przy ciele. – Co jest kurwa? – krzyknął wystraszony Janek i zerwał się gwałtownie z leżanki żeby zaraz potem okrutnie przyryć czołem w coś twardego tuż nad głową. – MÓZG! –

Janek ponownie obudził się z wyjątkowo okropnym bólem głowy. Nie pamiętał nic, zaraz, pamiętał coś. Z trudem przysunął dłoń do czoła i zmacał wielkiego guza. Obok napotkał kolejne dwa. O żesz w dupe, dobrze, że tym razem pamiętałem – pomyślał. Po chwili odważył się na próbę otwarcia oczu – ciemność. Zamknął i otworzył je ponownie – kompletny mrok. - Kurwa, pękły mi oczy – wykrzyczał przerażony, a dźwięk rozszedł się dziwnie głucho po pomieszczeniu. Janek poczuł się nie swojo. Właściwie, dlaczego myślał o sobie Janek? Nie pamiętał żeby tak miał na imię. Nie pamiętał też żadnego innego imienia, które mógłby przyporządkować do swojej osoby. Teraz jednak to był jego najmniejszy problem. Krótkimi nerwowymi ruchami wszystkich kończyn zlustrował bardzo malutki obiekt, w którym się znajdował. – Zakopali mnie żywcem – wyjęczał rozpaczliwym głosem – Jestem w pieprzonej trumnie. – Nie dał rady i spanikował. Zaczął kopać i wierzgać wszystkim, czym tylko mógł, we wszystkie możliwe strony. Łup, łup, łup – dochodziły do niego dźwięki - Łup, łup..bdąc.. zabrzmiał dziwny metaliczny dźwięk spod jego nogi. Janek zaskoczony przestał wierzgać i spojrzał w stronę swoich nóg opierając się guzem o sufit pomieszczenia. Nad czubkami palców zobaczył wąziutką szczelinkę, przez którą docierało do niego blade światło. Ponownie zaczął walić nogami, teraz już w dokładnie sprecyzowanym kierunku. W końcu spiął się i z dużą siłą uderzył piętami w pokrywę odpychając się równocześnie rękami od ściany za głową. Janek z gwizdem wyjechał wprost w blade światło i grzmotnął o podłogę. – MÓZG! –

Kiedy już się pozbierał przyjrzał się pomieszczeniu, w którym się znajdował. – Prosektorium, Rany Boskie, zamknęli mnie żywcem w prosektorium. – wyszeptał w puste ściany niewielkiego pokoju. – Dobrze, że nie domknęli zamka. – pomyślał spoglądając na otwartą klapę więzienia, które przed chwilą opuścił. Wystawała z niego platforma, na której przed chwilą leżał, ale teraz wisiało tam już tylko prześcieradło. – Krew? – odezwał się do siebie przypatrując się brunatno brązowym zaschniętym plamom. – Musiałem nieźle przywalić tym łbem. Janka nie zastanowiło to, że plamy znajdują się w całkiem innym miejscu niż znajdowała się jego głowa. Rzucił prześcieradło na ziemię i przyglądnął się swoim bladym stopom. Na palcu tkwiła precyzyjnie zawiązana sznureczkiem karteczka. Janek z serią trzasków uniósł niezgrabnie nogę wyginając ją pod nienaturalnym kątem. Przyjrzał się karteczce – John Doe – wystękał czytając wolno literki obrócone do góry nogami. – A to stąd ten Janek. Mam na imię Janek. Janek Doe. – posrane nazwisko pomyślał. – To na pewno literówka. Musiało tu być… Kowalski – wydedukował – Chrzanić to! – krzyknął urywając karteczkę i odrzucając w kąt. Janek nie zauważył, że wraz z karteczką pofrunął jego duży palec u nogi.
Łup! Łup! Łup! – gdzieś obok dobiegł go głuchy łoskot – Żesz kurwa! Mało nie dostałem zawału! – krzyknął Janek odskakując w tył i wpadając na coś miękkiego co objęło go rękami – Uaaa! – krzyknął i odskoczył w drugą stronę. Na jego poprzednim miejscu stał jakiś strasznie blady osobnik w zakrwawionym prześcieradle. Wyglądał strasznie niezdrowo i w ogóle jakoś dziwnie. – Łuuuup!! – Janek nie zdążył już nic pomyśleć. Spojrzał w stronę dochodzącego jego uszu huku i zobaczył zbliżającą się do jego twarzy żelazną szufladę. – MÓZG! –

Janek przebudził się i powoli zaczął gramolić się z podłogi. Dotknął dłonią obolałej głowy znajdując obok poprzednich kolejnego guza. – MÓZG! – dziwny przebłysk w jego umyśle– Zajebiście, teraz jestem wściekły – wystękał. – Żyjesz stary? – ktoś podał mu rękę – zdziwiony Janek powoli zaczął sobie przypominać, że przed upadkiem okazało się, że jednak nie jest tu sam. Podniósł wzrok i zdumiał się ponownie. W Sali znajdowało się co najmniej kilkanaście nagich osób lub półnagich owiniętych w prześcieradła. Uzmysłowił sobie tym samym, że on sam jest całkowicie nagi.
– Co do kur..? Wszystkich Was zamknęli tu przez pomyłkę? – Zapytał niezgrabnie zasłaniając fioletowo blade genitalia – No właśnie, chłopaki z tyłu wyciągają kolejnych z szuflad. – powiedział do niego stojący obok człowiek z paskudną raną głowy. Właściwie to brakowało mu z połowy czaszki. Janek był zaskoczony, ale nie zdziwił go taki widok. – To skandal! Mój prawnik puści ich w skarpetach! – wydzierał się inny całkiem normalnie wyglądający z dużą ilością krwawych dziur w klatce piersiowej, jakby dostał serię z automatu.
– MÓZG! – krzyknął jego umysł ukazując przed oczami obrazy czerwonych krwawych zwojów. Potrząsnął gwałtownie głową wytrząsając nieprzyjemne wizje.
Dziwne, ale Jankowi wydawało się, że ruchy warg mówiących do niego ludzi poruszają się całkowicie nie współgrając z wypowiadanymi słowami. Same słowa też były jakoś dziwnie bełkoczące, ale mimo to rozumiał wszystko bez problemu. Muszę stąd wyjść – pomyślał i zaczął przepychać się między ludźmi w stronę jedynych drzwi w pomieszczeniu.
-Słyszysz ich? –człowiek ze strzelbą zapytał człowieka z bejsbolem. Człowiek z bejsbolem przyłożył ucho do drzwi. Dobiegły go bełkoczące dźwięki – Braaain brain brain braaain brain? - I jakiś inny głos jakby odpowiadający – Brain! Braain braiinn braain brain! – wchodzimy szepnął trzeci człowiek za nimi trzymający w ręku tasak. – Teraz – krzyknął rozkaz czwarty człowiek odpalający piłę łańcuchową.
Nagle szarpane przez Janka drzwi puściły i Janek zatoczył się do tyłu. Padł strzał. Janka odrzuciło, ale zatrzymał się na stłoczonych za nim ludziach. Ze zdziwieniem zauważył, że jest ich tu jeszcze więcej niż przed chwilą. Potem spojrzał w dół na olbrzymią dziurę w klatce piersiowej. Wskazał palcem w stronę strzelca i wykrzyknął z wyrzutem – Hej, zastrzeliłeś mnie! – a przynajmniej wydawało mu się, że to wykrzyknął.
Uzbrojona grupa zamarła na moment zaskoczona znajdującym się w środku tłumem. Trafiony z dwururki zombi niestety nie upadł. Niezgrabnie wyciągnął w ich stronę powykręcaną rękę i wybełkotał – Braaaain! – Frank załatw go bo zeżre nam mózgi.
– Janek zauważył zbliżający się błyskawicznie do jego głowy kij do bejsbola. Ludzie stojący w drzwiach poruszali się jakoś niesamowicie szybko i jego próba zasłonięcia się była zbyt wolna. Kij uderzył z plasknięciem rozbryzgując jego mózg na osobnikach wokół. Janek nie słyszał i nie widział już nic więcej. Nie mógł widzieć jak horda zombich stłoczonych w prosektorium z nieludzkim rykiem rzuca się na grupkę uzbrojonych ludzi. Nie słyszał ryku piły łańcuchowej odcinającej członki napierających mimo to umarlaków, ani nawet ogłuszających wystrzałów z oberżniętej dwururki rozrywających głowy na malutkie krwawe i lepkie kawałki. Niestety nie mógł też być świadkiem jak przytłaczająca zgraja truposzy w końcu dopada małą grupkę odważnych ludzi i pożera ich mózgi.
Dziś odsłona elitarnej jednostki z grupy „Rare” Blood Knights. Jak to zwykle już w mojej armii modele są odrobinę nietypowe. Są to starsze modele bohaterów lekko przerobione i od dziś pełniące rolę Krwawych Rycerzy. Sztuk pięć, bo chłopaki dosyć drogie są. Powiem szczerze, że jest to oddział, który rzadko będzie odwiedzał moje szeregi. Jest kosztowny i łatwy do usunięcie salwą kuszników. W następnych odsłonach ujrzycie oddziały, których będę używał znacznie chętniej. Do zobaczenia wkrótce.
Pomalowane: 161 modeli (79,94%)
Ilość punktów: 1788 (54,27%)