sobota, 31 sierpnia 2013

Necrońska wędzarnia wciąż w oczekiwaniu na części, choć teraz podwójnie

Na koniec miesiąca sierpień małe podsumowanie i plany na wrzesień. Na stole leżą Rhino już teraz sztuk dwie. Rhinosy prakrycznie w całości sklejone, ale oba w oczekiwaniu na części z Forge World, które nadal nie przyszły - w skrzynce pusto. W symbolicznym buncie publikuje czarno białe zdjęcie - no właśnie, nie ma różnicy i w tym cały problem.


W międzyczasie (oczekując na: patrz wyżej) zabrałem się za zaległych Necronów. Ponieważ zostali mocno złoszowani powiesiłem ich do góry nogami żeby ładnie sobie powysychali.


Wrzesień. W planie dokończenie powyższych - to raz. Dwa - na Pola Chwały muszę skończyć armię Kartaginy do DBA. Trzecia sprawa, to Blitzkreig Commander i Afrika Korps. Mam nadzieję że uda się skompletować i pomalować. Do malowania planujemy z Szepem wspólny wieczór malarski. No, może ze dwa. Jeśli jeszcze trochę września zostanie czeka mnie prawdopodobnie malowanie czegoś z nowych Space Marines. Tak przy okazji największy gniot wśród nowości: Space Marine Centurion Squad. Reszta jakoś taka sama jak stare miniatury, ale może to ja tylko nie widzę różnicy.
No, póki co, to by było na tyle.

Zatrudnię zelotę

Coś psi dziś mam humor, czarnowidztwo uprawiam i żółć łykam. Może to dlatego, że wakacje się kończą i że jutro nas Niemcy najadą. Miałem kończyć sotnię podjazdową, ale tylko się wnerwiam, że nie tknąłem jej od tygodnia. Wszystko, co z siebie dzisiaj wykrzesałem, to próby z aparatem. No i jeszcze bardziej się wnerwiam, bo życzyłbym sobie lepszych wyników.



Dobra, dość biadolenia. Za godzinę wygram dziesięć baniek w totka a czas oczekiwania na ten moment skrócę sobie dobrze schłodzoną perłą chmielową pils. Ach, byłbym zapomniał – zatrudnię zelotę. A najlepiej czterech. Bo co mi po jednym, i to w dodatku ślepym? Jakieś pomysły?

wtorek, 27 sierpnia 2013

Słoma z butów...

Przerwa w malowaniu sotni podjazdowej i weekendowy wypad do Gobosa zaowocowały kolejną figurą do bandy Łowców Czarownic. Tym razem jest to strach na wróble, o którym już kiedyś pisałem, i który to w zamyśle ma reprezentować jednego z zelotów. Figurka to prezent od MiSiA. Przeleżała w szafce kilka dobrych lat, by objawić się dzisiaj na naszym blogu. Malowanie skromne i szybkie, acz całkiem, myślę, efektowne. Może nawet wyszedł zbyt elegancko? W każdym razie zrobiłem delikwentowi bielmo na obu oczach, niech sobie trochę postraszy. Wrzucam zatem kilka zdjęć z różnych perspektyw.




No i co się to porobiło? Mam w domu w tej skali jedną nową figurkę do pomalowania i trzy z odzysku. A ponieważ chwilowo kompletnie nie widzę ich na moim warsztacie, zbliża się dzień, że będę musiał coś kupić. A banda do Mordheim? Słyszałem, że GW wycofuje się z serii produktów o nazwie Specialist Games. A ja bandę i tak sobie złożę.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Wight King wczesną Wiosną

Dziś zaległość dawno obiecana, a już pewnie przez Was zapomniana. Dodatek, który zmajstrowałem dla Wight King'a czyli podstawka ekspozycyjna.
Kilka zdjęć poniżej, a TUTAJ aukcja z większą ilością zdjęć i jeszcze TU na Facebooku




Pierwsze kroki z nosorożcem

Pierwsze kroki za mną. Główne elementy Space Marine Rhino zostały poskładane. Obawiałem się, że taki pojazd będzie się ciężko składało i kleiło, ale na szczęście elementy były tak dobrze do siebie dopasowane, że nie było z tym większego problemu. Sklejanie poszło gładko. Najtrudniejszym elementem do przyklejenia była górna płyta pojazdu. Ze względu na to, że to spory element z dużą powierzchnią do klejenia, trzeba to zrobić dosyć szybko, a to powoduje pewne ryzyko niedokładności i popaprania klejem. Ogólnie jednak klejenie pozytywnie zaskoczyło.
Nie sklejałem wszystkich elementów do siebie wychodząc z założenia, że będzie prościej malować niektóre szczegóły. Także strzelec na dachu nie został przyklejony do pojazdu, a sam jest w trzech kawałkach łącznie z otwartym włazem.
Jak widzicie brakuje jeszcze kilku elementów. Chodzi tu o płytę czołową i boczne drzwi, także te po drugiej stronie, których nie widać. Elementy te  dopiero lecą do mnie pocztą z Forge World i mam nadzieję, że pojawią się w połowie przyszłego tygodnia. Są to specjalne części stylizowane dla oddziału Death Company. Przypominam, że ten Rhino to właśnie transporter dla tej jednostki.
Czas pracy: około 2,5h
Wkrótce ciąg dalszy prac nad pojazdem.


czwartek, 22 sierpnia 2013

I się udało


Ostatnio wspominałem, że kroi się malowanie czegoś innego do WH40k niż regularna piechota, coś większego i o gładszych powierzchniach, no i się wykroiło. Dostałem właśnie zamówienie na pomalowanie Space Marine Rhino, a właściwie dwa takie pojazdy. Jeden w kolorach Death Company, dla niewtajemniczonych to jeden z oddziałów do armii Blood Angels. Pojazd będzie czarny z czerwonymi elemantami. Drugi zaś w zwykłych kolorach Blood Angelsowych czyli czerwony. Szykuje się trochę nowej zabawy szczególnie, że pojazdy będą trochę bardziej bajeranckie niż przeciętny Rhino, ale o tym kiedy indziej. Dziś prezentuję Wam mój świeżutki zakup, z którym właśnie wróciłem ze sklepu. Jest on w większości związany z powyższym nowym tematem malarskim, jak z resztą widać na ostatnim planie. Zakupiłem też pierwszy raz pigmenty Vallejo, żeby wypróbować "brudzenie" właśnie na tych pojazdach. To moja pierwsza styczność z pigmentami, więc będę musiał się trochę podszkolić w internecie. Pozostałe zakupy to zwykłe uzupełnienia farbowe. Zostało mi teraz tylko czekać na dodatkowe części z Forge World.



środa, 21 sierpnia 2013

Sotnia podjazdowa - kolory bazowe

Ponieważ prawdopodobieństwo, że pomaluję jeszcze kiedyś kolejną sotnię podjazdową jest bliskie zeru, postanowiłem poświęcić obecnie powstającej wpis z kategorii work in progress. Jest to etap przed nałożeniem tuszy, czyli kolory podstawowe. Jak widać na zdjęciach, maluję wszystkie cztery podstawki w tym samym czasie. Idzie mi to całkiem nieźle, staram się przysiąść choć na piętnaście minut każdego dnia. Motywacji, niczym wiatru w żagle, nabrałem po niedawnej wizycie u MiSiA, obejrzeniu jego ostatnich oimowych dokonań i wspólnym snuciu hobbystycznych planów.


O samym malowaniu nie ma się co specjalnie rozwodzić. Dla całej sotni wybrałem ograniczoną liczbę kolorów i na przemian malowałem różne elementy poszczególnych figur. Wyszło dość kolorowo i pstrokacie, czyli tak, jak miało wyjść (czyli tak, jak w przypadku pozostałych elementów jazdy pomiestnej). Przy okazji odkryłem, że na figurę chorążego Seba wystawił pancernego z RONu.


Czas na cienie i rozjaśnienia. To etap, który po żmudnych zmaganiach z kolorami bazowymi, lubię chyba najbardziej. Potem przebrnąć tylko przez wykończenie podstawek i liczba dzieci bojarskich, pozostałych do pomalowania, zmniejszy się do dziewięciu baz a ja będę miał gotową, czterepodstawkową sotnię podjazdową. Napieramy.

sobota, 17 sierpnia 2013

Kompania zakończona

Skończyłem dziś pracę nad dziesiątką Kompanii Śmierci do Blood Angels. Trochę się to wszystko przeciągnęło ze względu na sporo spraw na głowie, ale podsumowując czas pracy było to koło 4-5 dni. Ponieważ jest to kolejne podobne zlecenie, o którym już kiedyś pisałem dziś zamieszczam tylko posta informacyjnego o zakończeniu prac i potwierdzającym to zdjęciem, żeby nie było :)
Obecne zlecenie różni się ilością modeli i brakiem standardowych dla armii którą robię skrzydeł. No są jeszcze drobne różnice w kolorystyce. Mam nadzieję na jakieś większe wyzwania do tej armii. Dostałem cynk, że jest szansa na jakiś czołg lub pojazd latający. Nie będę zapeszać i nic więcej nie mówię, bo to jeszcze nic pewnego, ale po tylu preawie takich samych spejs marinsach już mi się to mocno znudziło. No, ale cóż, praca jest praca.


piątek, 16 sierpnia 2013

Wybrańcy (bez) Komety (10)

Wygląda na to, że kometa, która miała zaprowadzić nas do Mordheim po sławę i łupy, odleciała, zanim zostaliśmy jej wybrańcami. No cóż, poczekajmy, może znowu się pojawi i trwajmy w nadziei, że nie za kolejne sześćdziesiąt cztery lata.


Dzisiaj krótka prezentacja Łowcy Wiedźm, który właśnie zszedł był z warsztatu. Pokazywałem go na surowo już jakiś czas temu. Kiedy pojawił się w sprzedaży (hmm, nawet już nie pamiętam kiedy), od razu chciałem go mieć a teraz wreszcie doczekał się kolorków. Te dobrałem jak najbardziej oszczędnie, gdyż chciałem figurę utrzymać w dość posępnym klimacie ponurego, deszczowego Starego Świata. Muszę napisać, że zrozumiałem już, czemu Gobos maluje krawędzie podstawek na czarno. Zrozumiałem, choć nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć.


Wrzucam też fotkę trójki, która miała w zamyśle stanowić trzon mojej bandy do Mordheim. Kto wie, może jeszcze pojawi się ochota na dodatkowe postaci i paczka stanie się realna.

środa, 14 sierpnia 2013

Dzika Orda - Tatarzy nadchodzą (1)

"Hej, nabrali Kozacy i Tatarzy polskiego dobra, ale wziąć a zachować – inna rzecz..."


Także nie lękajcie się to tylko dzika, nieokiełznana i rządna łupów Orda tatarska. Jak co roku nastaje czas gdy wschodnie stepy znów pokryją się tysiącami Tatarów kroczących ku granicom Rzeczpospolitej z prostym celem. Palić! Łupić! Gwałcić nasze owce i porywać kobiety!
Wiosna nastała w moim warsztacie, a wraz z nią nadciąga Złota Orda. Ostatni wpis z warsztatu pokazywał modele na poziomie stołowym, czyli do dalszego wykończenia aczkolwiek dające już możliwość gry na każdym turnieju. Nie biją po oczach podkładem i gdyby wykończyć u nich podstawki cieszą oko na stole.
Dziś natomiast prezentuje już skończone podstawki ordyńców. Niestety tym aparatem chyba już nic lepszego nie wykrzesam, ale będę się starał z każdą kolejną wykończona podstawką. Ku uciesze dla oka właściciela figur postanowiłem przedstawić Wam ledwie namiastkę skończonego podjazdu. Rozjaśnienia idą już z górki, więc robota przyśpiesza. Czy nie uważacie, że warto czekać na takich Tatarów?  Ja przyznam skromnie - jasne że warto!:D

Kolorystyka pudełkowa, ale te kożuchy, szarości i brązy to jak dla mnie rasowi Tatarzy. Podstawki wedle życzenia wiosenne, bo zimna była sezonem martwym dla Tatarów. Był to czas na gojenie ran, podtuczenie koni, odwiedziny u teściowej, tudzież zwyczajne rozmnażanie w zaciszu ich chat i namiotów. Niektórzy przegrywali w kości swoje łupy, wracali w szeregach ordyńców, a za rok znów rusza z watahą kazindżi złupić polskich chłopów z ostatnich koszul.
 

Hałła! Hałła! Hałła! I do kolejnego razu:D Czy jakoś tak brzmiący dziki (hmmmm) okrzyk wojenny Tatarów i Turków:D

p.s. Zdjęcia wciąż psują prawdziwy efekt tych modeli:/

wtorek, 13 sierpnia 2013

Sotnia podjazdowa – wprowadzenie

Wena na malowanie jakoś nie przychodzi, niemniej ręce świerzbią. Z tego świerzbienia wyniknęło trochę warsztatowych poczynań, mianowicie przygotowanie do malowania czterech podstawek sotni podjazdowej, elity wśród moskiewskiej jazdy szlacheckiej. Robótka była szybka a to za sprawą Seby. Jak już kiedyś pisałem, nabyłem od Kolegi nieco figur, skuszony dodatkowo faktem, że część z nich była oczyszczona z nadlewek.


Co więcej, Seba wykoncypował, słusznie zresztą, że sotnię podjazdową przygotować można na bazie podstawowych dzieci bojarskich, wzbogacając miniatury o pewne szczegóły. I tak też zrobił, nie szczędząc kałkanów, koni z pistoletami w olstrach czy zmieniając niektóry pozy na bardziej dynamiczne. Takie to też miniatury trafiły do mnie. Moja część przygotowań była więc krótką formalnością – dodałem raptem dwie rohatyny, dokleiłem drzewce chorążemu i nałożyłem szary podkład na czarny, uprzednio użyty przez Sebę.


No dobrze, na razie dość pilnika i podkładu, bo ostatnie dwa wpisy mam całkiem biało-czarne. Czas przestać się obijać, wyjąć farby z pudełka i wziąć się za poważną pracę.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Rohatyny po mojemu

W piątek pisałem, że niech no tylko upał zelżeje i proszę, jak na zamówienie! Dlatego, by nie robić z gęby cholewy, wrzuciłem coś na warsztat. Konkretnie – zająłem się konwersją dzieci bojarskich. Ponieważ w sensownie wystawionym podjeździe i pułku jazdy pomiestnej nie można nie mieć dwóch sotni dzieci bojarskich z rohatynami, każda po cztery podstawki, konwersja była konieczna. Pudełko oryginalnej formacji z rohatynami zawiera bowiem, jak wiadomo, ilość miniatur wystarczającą do przygotowania sześciu baz. Co do sensowności takiego wystawienia, polegam w 100% na MiSiU, który na moją prośbę przygotował dla mnie listę podjazdową. Zna się, utytułowanym graczem jest, więc trzeba słuchać mądrzejszych.


Dzisiaj wrzucam efekt pracy z nożem, pilnikiem i green stuffem. Niby nic wielkiego, ale cieszy moje oko. Przeróbka chodziła mi po głowie od jakiegoś czasu; szczególnie pomysł, żeby rohatyny nie były trzymane tylko w pionie, żeby jeźdźcy trzymali je na różny sposób. Myślę, że fajnie się to udało i po pomalowaniu efekt końcowy nagrodzi ten pomysł.


No właśnie, teraz malowanie… do OiM koloruję jak dotąd wyłącznie konne formacje. Ciekawe, ile jeszcze wytrzymam, to jest: kiedy przyjdzie ten moment, że kupię dwa pudełka piechoty, artylerię i w ramach dzikiej odmiany pomaluję ekspresowo jakieś trzydzieści pieszych baz. Na razie jednak szlifuję silną wolę i w planach mam, obok dzisiejszych baz dzieci bojarskich, kolejne sześć z rohatynami, jedną podstawową i cztery tzw. sotni podjazdowej, która również jest konwersją bazowych wzorów. Daje to razem, bagatela, kolejne trzynaście konnych baz dobrze znanych mi miniatur. Ależ ja lubię się katować!

piątek, 9 sierpnia 2013

I po urlopie

Upał nie sprzyja zbytnio malowaniu. Urlopowi – jak najbardziej! W tym roku, podobnie jak w ubiegłym, udałem się nad Bałtyk. Z racji tego, że rodzina się powiększyła, postanowiłem jechać w sprawdzone miejsce, czyli odwiedzić ziemie książąt pomorskich.

W tym roku darłowski zamek gościł wystawę o tytule „Dałeś mi Panie zbroję”, którą oczywiście szybko obejrzałem. Piękne, szesnasto- i siedemnastowieczne eksponaty, użyczone zamkowi ze zbiorów Natalii Czartoryskiej-Ostrołęckiej, zachwyciły mnie wielce i, jakżeby inaczej, podpaliły do malowania OiM. Kolejni rajtarzy będą mieli obowiązkowo czernione zbroje – tym razem na tzw. maksa.


Swoim urlopowym zwyczajem przeczytałem też historyczną książkę. Tym razem było to Powstanie ’44 pióra Normana Davies’a. Czułem już od dawna, że muszę tę zaległość odrobić. Autora tego czyta mi się zwykle przednio. Cenię jego dążenie do obiektywizmu, braku stawiania zdecydowanych tez, to, że zostawia mnie zwykle z refleksją na temat poznawanej historii. Podobnie jest w przypadku tego sporego dzieła. Na początek dostajemy szerokie wprowadzenie w sytuację polityczną i militarną, spojrzenie każdej ze stron. Następnie poznajemy losy samego Powstania, by w ostatniej części dowiedzieć się o jego skutkach i losach uczestników. Oprócz tekstu samego autora, dostajemy także wspomnienia czy komentarze uczestników tamtych wydarzeń, umieszczone w książce w formie fiszek. Pomimo niezwykle urokliwego i słonecznego lata, książka pozostawiła mnie raczej w mrocznych refleksjach, ale także przesunęła ze skrajnej oceny Powstania, w bardziej umiarkowaną próbę wyciągnięcia własnych wniosków.


Co ciekawe, wracają zahaczyłem na moment o stolicę. Mając okazję spaceru po moście Poniatowskiego, zatrzymałem się gdzieś w jego połowie, rzucając okiem na lewobrzeżną Warszawę. Upał lał się z nieba a książka Daviesa dalej szumiała mi w głowie. Wracałem do opisanych wydarzeń, mając po prawej stronie kapitalną bryłę Stadionu Narodowego i widząc w dole ludzi, odpoczywających na plaży. Nie mogłem, po raz setny pewnie, pozbyć się banalnej, ale i pocieszającej myśli, że oto przyszło mi żyć w bardzo spokojnych czasach. Włócząc się dalej po Saskiej Kępie i trafiając na most Łazienkowski, znalazłem pomnik jednego z uczestników tamtych wydarzeń, choć oczywiście nie najważniejszego – generała Berlinga. W wyrażonej przez autora pozie stoi i spogląda z Pragi na drugą stronę Wisły. Jest w tym zapewne coś wymownego. Żałuję ogromnie, że czas nie pozwolił mi odwiedzić Muzeum Powstania. Muszę koniecznie nadrobić tę zaległość.


Powrót do pourlopowej rzeczywistości powoli się już zaczął. Mam masę bliskich i dalekich planów, w tym (a jakże!), związanych z wargamingowym hobby. Niech no tylko upał zelżeje, to biorę się za pracę.

Def Kąpany part łan

Realizuję właśnie kolejne zamówienie do armii Blood Angels. Będzie to 10 modeli Death Company. Dziś przed Wami pięciu z nich prawie że skończonych, brakuje tylko podstawek.
Po kłopotliwych doświadczeniach z malowaniem wszelakiego rodzaju Space Marines postanowiłem wypróbować nową metodę malarską. Malowałem każdy element osobno nabijając go wcześniej na spinacz w sposób jaki widzicie na zdjęciu. Zawsze denerwowało mnie, że nie mogę gdzieś dostać pędzlem albo jak już dostanę to paćkam wszystko wokół i muszę poprawiać. Powiem że nowa metoda mi się bardziej podoba. Mimo, że trochę czasu zajmuje ponabijanie wszystkiego na patyki i pewnie często maluję niepotrzebnie miejsca małowidoczne to mimo wszystko lepiej i wygodniej mi to wszystko szło. Praktycznie zero poprawiania, tyle tylko co mi czasem ręka zadrżała. Stworzenie tej piątki oceniłbym na jakieś 14-16 godzin, wliczając wszystko od wycinania, szlifowania, wiercenia, nabijania, aż po samo malowanie. Wkrótce ciąg dalszy.


czwartek, 1 sierpnia 2013

Co na warsztacie piszczy (4)

Kolejny etap za mną i myślę, że starczy Tatarów od strony warsztatowej choć będzie to główny temat moich wpisów jeszcze przez jakiś czas. Następne wpisy  na pewno już przy okazji wykończonych podstawek, które pojawią się z końcem kolejnego tygodnia. Póki co nowe tło ale zabrakło dziennego światła. Kolorystyka pudełkowa, ale tacy Tatarzy najbardziej mi się podobają jeśli chodzi o ordyńców. 



RSS FeedRSS