czwartek, 21 lipca 2011

Urok małych kampanii

Od kilku lat przypatrując się światkowi graczy gier bitewnych, z pełnym podziwem oceniam niezwykłą pracę, dość niewielkiej jego części, która na swoje modelarskie warsztaty bierze kampanie wojenne, które często są mało, lub wcale nieznane. Czasami wynika to z egzotyczności zakątka świata, w którym się dzieją, z krótkotrwałości działań wojennych, lub zgoła z tego, że starcia toczone były o przysłowiową „pietruszkę”.

Rozglądając się tu i ówdzie, co i rusz trafiamy na wojny punickie, peloponeskie, albo podboje Galii przez Cezara. Bierzemy udział w Krucjatach, wojnach domowych w Anglii, czy galopujemy wzdłuż solidnego, wysokiego muru zameczku Hougoumount, w kierunku miasteczka Waterloo. Zrozumiałe jest to, że te, wielkie kampanie, dają nam więcej możliwości modelarskich i bitewnych, do przygotowania i przeprowadzenia wielu, różnorodnych scenariuszy, ale czy tylko o to chodzi?

Ja tam jednak zawsze marzyłem o tym, żeby zanurzyć się w czymś bardziej niezwykłym, bo niestety należałem (i należę) do tej grupy ludzi, którzy prą głównym nurtem, ciesząc się z profitów takiego działania (np. takich, że łatwo znaleźć współgraczy) i tylko czasem marudząc w kącie, że to takie nie odkrywcze.

I tylko szkoda, że temu marudzeniu nie towarzyszy jakaś mocna aktywność, która zmieniłaby ten stan rzeczy. Co najwyżej udaje mi się poczytać to i owo, pomarzyć o tym, jak mogłoby być pięknie, czasem naszkicować jeszcze na kartce papieru jakiś plan działania, ale na tym kończy się moja kreatywność i wola działania. Co zrobić? No, co?!

Właściwie to odpowiedź na to pytanie leży tuż przede mną, a raczej stoi, bo oglądam ją na ekranie mojego monitora. Moi koledzy z bloga, już rok temu (jeszcze istniała regularna strona Bitewnego Zgiełku), umówili się na przedsięwzięcie modelarskie o nazwie „Starcie Tytanów”. Nie siedzieli, nie marudzili, tylko zabrali się za pracę i wkrótce można było zobaczyć pierwsze tego efekty.

Postanowiłem i ja coś takiego zrobić, mimo wielu otwartych projektów modelarskich, postanowiłem przygotować w ciągu następnych, osiemnastu miesięcy wszystko, co potrzebne będzie do rozegrania małej kampanii wojennej. I tak siedzę od kilku dni i zbieram materiały, szukam i główkuję. Ogólny zarys już jest, właśnie rozpisuje niezbędne zakupy, a w następnych tygodniach, będę was tutaj zamęczał swoimi wpisami dotyczącymi szczegółów.

Trzymajcie za mnie kciuki!

P.S. Jaką kampanię wybrałem? O tym w następnym wpisie, powiem wam tylko, że rzecz ocierać się będzie o perskie klimaty.

Ja to gdzieś widziałem…

Nie tylko ja widziałem, bo i pewnie wielu z Was. Mowa oczywiście o mojej starej kolekcji High Elves, o której napisałem już tyle, że aż mnie ręce bolą. Jak się rzekło w ostatnim wpisie o orłach, niemal trzy lata temu zacząłem cały proces odświeżania tejże. Większość poszczególnych regimentów pokazywałem na blogu w ramach serii ‘Lifting X” (zainteresowanych odsyłam tam po więcej szczegółów).

Całe sedno zmiany, to wyrzucenie zielonych i niemal płaskich podstawek (piasek malowany na zielono) i zastąpienie ich korkiem, który przy odpowiednim malowaniu imituje skały. Wszystko okrasiłem czerwonawymi krzaczkami firmy Gale Force, które zakupiłem w ubiegłym roku w Wargamerze. Zastąpiły one czerwone krzaczki z barwionej gumki, co do jakości których nie byłem przekonany.

Dzięki uprzejmości Gobosa i Tsara mogę dzisiaj pokazać wreszcie cały efekt tych żmudnych zmagań. Wybrałem małe zdjęcia - po prostu bardziej mi się podobają. Do każdego krótki komentarz.

Najpierw smok - prezent urodzinowy od mojej Żony. Jestem z niego cholernie dumny!



Teraz gryf - pierwsza większa bestia w mojej armii. Jeszcze pamiętam zachwyty Kolegów wiele lat temu.



Rydwany - dwa z edycji z pierwszej połowy ubiegłej dekady, przy czym jeden z bohaterem na pokładzie. Trzeci rydwan zaprzężony w lwy.



Paczka pieszych bohaterów - raczej starsze edycje.



Słynne bolce - mix starszych i nowych wzorów (również malowania - autorem jednej z kusz jest Tsar).



Shadow Warriors - stara, bardzo stara edycja i niemal brak bieli w malowaniu. Im zmiana podstawek zrobiła chyba najlepiej.



Plastikowe, stare wzory łuczników - zdecydowanie najsłabsza część mojej kolekcji.



Topornicy vel Białe Lwy. Bez komentarza. W środku domalowany nie tak dawno Korhil.



Hoeth w natarciu, czyli Mistrzowie Miecza - w tylnych szeregach bardzo stare wzory. Prezes mówi na nich ‘scyzoryki’.



Gwardia Feniksa + ostatnio malowany bohater Caradryan. Kiedy już grywam, rzadko ich wystawiam.



Podstawowe, stare wzory plastikowych włóczników. W pierwszym szeregu załogant z rydwanu.



Orły na podstawkach stylizowanych przez Gobosa.



Plastikowe oddziały Srebrnych Hełmów - tutaj dwa ustawione w jeden. Jedyny poważny ‘drajbrasz’w tej kolekcji.



Lekka jazda - nie całkiem nowa, ciągle modna w wyglądzie.



Staroedycyjni Smoczy Jeźdźcy. Aj, lubię ich.



Bohaterowie konni - również starsze wzory.



Szersze spojrzenie na mobilną część armii - czyli jazda, bestie i potwory.



Wreszcie całość kolekcji. Całkiem spora, prawda?



Jak Wam się to widzi? Bo mnie całkiem, całkiem. Dlatego podsumowując stwierdzam, że warto było się natrudzić. Armia zyskała nie tylko nowe podstawki, ale myślę, że również nową jakość. Jej ogólna ocena na pewno podniosła się o parę punktów.

Czy to ostatni rozdział? Odgrzewania kotleta w zasadzie tak. Myślę, że już dość przegrzałem koniunkturę i czuję się niemal jak Lucas, który ze starych Gwiezdnych Wojen wyciskał ostatnie poty.

A czy koniec przygody z HE? Na pewno nie. Zostało mi bowiem do pomalowania jeszcze sporo figur, wszystko za sprawą tego, że skusiłem się przez ostatnie dwa lata na kilka zakupów, głównie przy okazji wydania IoB. Tak więc sprawdza się powiedzenie: nigdy nie mów nigdy. Moje HE wracają dzisiaj po kompletnym liftingu. Spodziewajcie się również, że pojawią się tu nowe modele. Do usłyszenia!

niedziela, 10 lipca 2011

Lifting 06

No właśnie, czy na pewno 06? Nie - znacznie więcej. A najlepiej, gdybym dzisiejszy post zatytułował - Lifting Final. Bo dzisiaj ostatnia wrzutka z przerabianymi podstawkami do armii High Elves. No i znamienna. Nie tylko dlatego, że ostatnia - jest tu drugie tło. Prezentowane dzisiaj podstawki po liftingu to dzieło Gobosa. No właśnie. Gdyby nie to, że kiedyś dał mi kopa do całej tej, monotonnej, ciężkiej i niewdzięcznej pracy, pewnie do dzisiaj chowałbym swoją pierwszą kolekcję w walizkach z poczuciem wstydu i roznącym kompleksem beznadziejnych podstawek.

Kiedy to było? 28 listopada 2008 - tak datowany jest wpis, w którym prezentowałem pierwszą dziesiątkę przerobionych przez Gobosa łuczników. Szmat czasu, prawda? W międzyczasie zmieniłem ponad 150 plastikowych kwadracików i prostokątów. Wreszcie jednak dotarłem do celu a High Elves by szeperd nabrały nowej optyki. Wkrótce przypomnę się tutaj z całą kolekcją i odgrzeję stare teksty o mojej armii, które spisywałem sumiennie przez lata.

Gobos - na Twoją cześc - huurrray!!!




P.S.
Chciałem wrzucic ten wpis, żeby złamac dominację Sami-Wiecie-Kogo. Od miesiąca trzyma blog w swoich mrocznych szponach a jego przeciwnicy błądzą we mgle, rozproszeni i rozbici...

wtorek, 5 lipca 2011

Wagenburg, cz.1

Zwykle w tym samym czasie maluję 2-3 armie. Ostatnio był to Impetus – Seleucydzi oraz BKC – Niemcy 44'. Niemcy są już gotowi, więc malowanie spadkobierców, przeplatam czymś nowym. Rozpocząłem zabawę z armią XV w. Polski. Również do Impetusa. Modele skompletowałem już jakiś czas temu, teraz zaczynam modelarskie dłubanie.

Na pierwszy rzut idzie pierwszy wóz (w armii można mieć dwa) i artyleria (tę, można mieć tylko jedną). W dalszym etapie pomaluję chyba lekkozbrojnych strzelców lub pierwszy element kuszników z pawężami.

Ciężko mi było znaleźć informacje, jak dokładnie wyglądały wozy używane przez Polaków. Mniemam, że to albo husyccy najemnicy albo wozy wzorowane na tych taboryckich, wypchane kusznikami i ludem ognistym z taraśnicami. Taki też wóz postanowiłem zrobić!

Figurki wozów kupiłem od Essex Miniatures. Właściwie zaniechałem kupowania od nich ale wozy widziałem wcześniej i uznałem, że nadają się do konwersji. Burty wozów podniosłem za pomocą patyczków szaszłykowych i plastikardu, który kiedyś sprezentował mi Zwierzak (dzięki). Dodałem deskę pod wozem, żeby nie dało się pod nim przeczołgać. Przerobiłem tez układ sterowania wozem tak, żeby miał 4 konie mocy. Na zdjęciu poniżej widać również dodatkową osłonę wozu i jego kół, zrobioną z tego samego plastikardu co podwyższenia burt. Mam też kilka pomysłów jak atrakcyjnie ustawić wóz na dużej, bo 8x8 cm bazie (można zrobić nawet 8x12!) ale o tym w następnym wpisie.

Na razie prezentuję goły metal czekający na obróbkę modelarską.


RSS FeedRSS