poniedziałek, 31 marca 2008

Esencja wstydu

Nie tak miało być. Dwa miesiące temu byłem niemal pewien, że końcem marca pochwalę się kolejną 15mm armią do DBA - a konkretnie kolejną, w pełni pomalowaną armią do DBA. Tymczasem rzeczywistość okazała się inna. Za łagodnie? W takim razie okazała się diametralnie inna. Armia nie jest gotowa, nie minąłem nawet półmetka a co gorsza, finał jest bardzo odległy. Zbyt odległy, by zmieścić się w wyznaczonym czasie, tj. terminie rozgrywek przygotowywanej przez kolegów kampanii Opus Europa. No i w związku z tym jest mi przykro. Wstyd mi - tak po ludzku.
Oczywiście staram się nie poddawać - ostatnio udało mi sie wygospodarować kilka chwil na malowanie. Efekt widać na załączonym zdjęciu. Jest to ośmiu, z szestnastu dostąpnych włóczników saksońskiej armii. Osiem identycznych wzorów, pomalowanych jednym ciągiem. Technika taśmowa zdała tu idealnie egzamin. Z kolei wyróżnikiem są zdobienia tarcz oraz kolory tunik, jakie prezentowani wojowie noszą pod kolczugami. Szkoda, że zabrakło okazji do częstszego osłodzenia sobie w ten sposób gorzkiej esencji wstydu.

niedziela, 30 marca 2008

Tracka historia

„Wiedzcie, na krańcach są z dala świeżo przybyli Trakowie.
Z nimi król Rezos, co mężnym jest synem Eljoneusa,
Ten najpiękniejsze ma konie, widziałem je sam – olbrzymie,
Bielsze niż śnieg, a w rozpędzie od lotnych wichrów ściglejsze.
Rydwan ma złotem i srebrem pięknie bogato zdobiony,
W zbroję tak samo złocistą, ogromną nad podziwienie
Przybył odziany.”

Homer, Iliada, 434 n. Przeł. K. Jeżewska, Wrocław 1972.
  
Tracka historia, jak i historia europejskiej cywilizacji, ma swoje początki u Homera i to niezależnie od tego, czy sam Homer istniał, czy też nie. Przyjmując jednak za Herodotem, że sławny poeta żył około 850 r. p.n.e., to sama opowieść jest o kilka wieków starsza, a przenoszona była, jako ustna tradycja przez kolejne pokolenia wieszczów. Najciekawsze dla naszej opowieści jest to, że są tam wspomniani Trakowie, którzy, co dziwniejsze, wspierali Troję, a król tracki, Rezor, walczył mężnie pod jej murami i zginął z rąk samego Odyseusza.

Fragment mapy antycznej Europy
1886 Ginn & Company Classical Atlas
Keith Johnston


Lud Traków jest po Indach największy ze wszystkich ludów. I gdyby jednego miał pana lub był jednomyślny, byłby moim zdaniem niezwyciężony i bezspornie najpotężniejszy ze wszystkich.”

Tak pisał Herodot o około 40 plemionach zamieszkujących południowo-wschodnią część Europy i część Azji Mniejszej, nazywanych Trakami. Do najsławniejszych plemion Trackich należeli Getowie, Bithyni, Odrysowie, Moesi, Dii, Tryni oraz Trybale. W V wieku p.n.e. powstało pierwsze wielkie królestwo trackie na ziemiach Odrysów. Przez krótki czas obejmowało ono prawie całą część ziem bałkańskich, zamieszkałych przez różne plemiona. W 429 r. p.n.e. król tracki Sitalkes najechał Macedonię ze swoją 150 000 armią. Liczba ta nie powinna budzić zbyt dużych wątpliwości, ponieważ ocenia się, owe tereny zamieszkiwało wtedy około 1 miliona ludzi. Ateńczycy, którzy mieli wesprzeć traków, przestraszyli się wzrostu ich potęgi i nie wsparli najazdu. Tak pisał Tukidydes w swojej Wojnie Peloponeskiej, a miał dobre informacje. Sam, zmuszony do opuszczenia Aten, zamieszkał na terenach w pobliżu królestwa Odrysów, gdzie odziedziczył spory majątek ziemski wraz z kopalniami złota. Koneksje Greków, a głównie ateńczyków, z trakami, nie stanowią w historii pojedynczych przypadków. Kultury te nawzajem oddziaływały na siebie przez wieki. Efektem przenikania się sztuki wojennej byli „Ekdromoi”, reprezentujący lżej uzbrojonych hoplitów, o których przekazy pochodzą jeszcze sprzed wojny peloponeskiej.

Sztuka wojenna Greków była doceniana przez królów z Tracji, którzy greckich wodzów traktowali na równi z królami. Miltiades, sławny zwycięzca spod Salaminy, schronił się w kraju Odonków na Cherzonesie Trackim i poślubił córkę króla Trackiego. W jego ślady poszli również Ifikrates, który umiejętnie rozwinął sztukę walki lekką piechotą, a u boku Traków walczył również Ksenofont z 6 000 najemników greckich, którym udało się szczęśliwie powrócić z wyprawy do Persji.

Dzięki swoim umiejętnościom Trakowie zyskali sławę walecznych najemników. Żadne większe przedsięwzięcie militarne w starożytności nie mogło się obejść bez nich. Byli między innymi na Sycylii z Ateńczykami, wspierali Młodego Cyrrusa pod Kunaksą oraz Aleksandra w jego wyprawie na Persów i Indów. Nie brakowało ich w armiach sukcesorów, a w walce z rzymianami wspierali ostatniego macedońskiego króla Perseusza i króla Pontu Mithriadesa VI. Sami także skutecznie stawiali opór wszelkim najeźdźcom. Zawsze skorzy do buntu, byli mistrzami sztuki zasadzek i nocnych ataków. Przekonał się o tym między innymi Lizymach, który otrzymawszy w spadku po Aleksandrze ziemie trackie nigdy nie mógł ich całkowicie ujarzmić. Trakowie dopiero 25 r. n.e., po kilku krwawych powstaniach, ulegli potędze Rzymu.

Sztuka walki traków opierała się na lekkiej piechocie i kawalerii:

Kawaleria - walczyła w formacji klina, którą to przejęła od Scytów, a którą później przejęli i efektywnie wykorzystywali Macedończycy. Stanowiła ją starszyzna oraz członkowie bogatych rodów. Ksenofont w Anabazie opisywał jazdę Odryską, jako uzbrojoną w zbroję, włócznie i miecze na wzór grecki. 

Lekka Kawaleria - Trakowie zamieszkujący północne tereny wokół Dunaju wzorowali na Scytach swoje uzbrojenie oraz sposób walki lekką kawalerią uzbrojoną w łuki. Pozostali prawdopodobnie mieli na uzbrojeniu włócznie, miecze i lekkie tarcze plecione.  

Peltaści - określenie lekkiej piechoty pochodzące od trackiego słowa „pelte”, oznaczającego lekką, okrągłą lub w kształcie liścia tarczę, wykonaną ze splecionych prętów lub z drzewa i pokrytą lekkim obiciem ze skóry. Herodot tak ich opisywał w połowie V wieku: „Trakowie, idąc na wojnę mieli na głowie lisie skóry, na ciele obcisłe kurtki, na wierzch narzucali pstre płaszcze; na stopy i łydki wdziewali buty ze skóry; nadto mieli oszczepy, małe tarcze i krótkie sztylety.” Te proste i krótkie sztylety nazywane „akinaes”, były bardzo popularne w plemionach północnych, uzupełniających swoją sztukę wojenną uzbrojeniem przejętym od Scytów. „Akinaes” stanowiły więc ich drugą broń. Podstawową były oczywiście oszczepy lub długie włócznie.

Od tej zasady było jednak sporo odstępstw. Tukidydes, opisując wyprawę Sitalkesa przeciwko Macedonii opisywał poszczególne plemiona Trackie, które różniły się między sobą posiadanym uzbrojeniem. I tak na przykład Trakowie z górzystego plemienia Dii określani byli zawsze przez niego, jako uzbrojeni w miecze „machairophoroi”. Prawdopodobnie stroje poszczególnych plemion oraz wzory na tarczach także różniły się między sobą, aby w częstych walkach plemiennych wiedzieć kto jest kim.  

Łucznicy – adoptowali swoją sztukę wojenną od Scytów, a w bitwie pod Pydną, ze względu na swoje wysokie umiejętności mieszani byli z łucznikami kreteńskimi. 

Procarze – formowani z pasterzy, z górzystych rejonów Tracji. Wykorzystywani byli jeszcze w okresie hellenistycznym i później. 

Oszczepnicy - stanowili znaczną część armii trackiej. Uzbrojeni w tarcze, krótkie sztylety, walczący krótszymi oszczepami niż peltaści i często przez nich wspomagani.

Duże zmiany w uzbrojeniu piechoty i jazdy Traków nastąpiły w okresie hellenistycznym. Około IV wieku zaczęto szkolić piechotę w sztuce walki wspierającej kawalerię. Piechota częściowo została uzbrojona w długie, 3m włócznie, zastępujące oszczepy oraz owalne tarcze, wzorowane na celtyckich (efekt najazdu celtyckich plemion Galatów na Trację, Grecję i Azję Mniejszą w III w. p.n.e). Taki styl uzbrojenia piechoty rozprzestrzenił się w całej Grecji. Często nazywano ich „thurephoroi” tj. nosicielami tarcz, uzbrojonymi na sposób tracki. Scypion Nazyka, trybun rzymskiej jazdy, walczący pod Pydną w 168 r. p.n.e. tak ich opisywał:

Na czele maszerowali Trakowie, którzy szczególnie uderzyli go wyglądem gdyż byli to mężowie wysocy, uzbrojeni w lśniące bielą długie tarcze i nagolenniki i odziani w czarne chitony; dźwigali oni na prawym ramieniu ciężkie żelazne miecze, którymi co pewien czas potrząsali.”

Te ciężkie miecze nazywano „rhomphaia”. Była to broń dwuręczna, z długą rękojeścią i długim wygiętym, pojedynczym ostrzem, charakterystyczna dla plemion trackich w okresie IV – I w. p.n.e. Walka taką bronią nie była łatwa, gdyż ostrze często się zginało lub pękało. Dlatego najważniejsze było pierwsze uderzenie.



Armia do DBA: 1xCav(Gen), 3x2Lh lub 3x3Ax, 6x3Ax, 2x2Ps, którą widzicie, powstała głównie z plastików firmy Hat, mylnie nazwanych Alexander Thracian, Zvezdy oraz metalowych łuczników firmy Newline Design i stanowi esencję ich uzbrojenia na przestrzeni 600 lat. Dzięki temu może spokojnie stanąć naprzeciw Achemenidów, Greków, Macedończyków czy Rzymian.

Paweł Rybak
 


Mines of Moria, czyli LOTR - spotkanie I stopnia


Pisanie recenzji tego produktu, jest jak zejście do kopalni Morii, dwadzieścia lat po Drużynie Pierścienia. Albo, posługując się znanym powiedzeniem, jest jak wyważanie otwartych drzwi. Produkt bowiem nie jest ani nowy, ani specjalnie „chodliwy”. W sklepie, w którym go kupiłem, zdążył się mocno zakurzyć, co oczywiście wykorzystałem do uzyskania niezłego rabatu.

 Skąd pomysł na zakup „Kopalń”? Powodów było kilka. Zamiłowanie do tolkienowskiego uniwersum i próba połączenia tego afektu z malowaniem miniatur, chęć poznania innego systemu bitewnego, czy choćby próba urozmaicenia wieczorów w kręgu rodzinnym. Zanim wybrałem się do sklepu, podpytałem jeszcze nieco na jednym z forów, od czego zacząć przygodę z systemem LOTR. Podczas lokalnego turnieju, rozgrywanego w ramach tego właśnie systemu, przyjrzałem się nieco miniaturom (z braku czasu mniej zasadom). Oczywiście odwiedziłem również stronę internetową producenta, czyli firmy Games Workshop, na której recenzowany zestaw jest całkiem obszernie opisany. W końcu przyniosłem delikwenta do domu.

 Sporych rozmiarów pudełko, opatrzone zgrabną grafiką, wykorzystującą m.in. sceny z niezapomnianego filmu Petera Jacksona, kryje w sobie całkiem spory zestaw. Zacznijmy od „elementu papierowego”. Przede wszystkim dostajemy do rąk podstawowy podręcznik systemu bitewnego LOTR. Jest to przekrojowy zbiór zasad, obejmujący mechanikę gry (ruch, walkę, specjalne moce, zasady dotyczące bohaterów, itd.) oraz opis i koszt punktowy postaci, których działania i chwalebne (bądź niesławne) czyny, mamy szansę odtworzyć na bitewnym stole. Opracowanie wydane jest na dobrej jakości papierze, opatrzone fotosami z filmu, bądź ujęciami stołów bitewnych, a przy tym poręczne, bo zamknięte w formacie A5.

 W zestawie, obok podręcznika z zasadami, znajduje się broszura, która pozwala na rozegranie wprowadzających potyczek z udziałem członków Drużyny Pierścienia i goblinów (miniatury dostępne w pudełku, o czym za moment). Po kolei więc uczymy się, jak poruszać modele, kto, jak, kiedy i dlaczego strzela z łuku lub kuszy, dlaczego niejaki Aragorn może z łatwością położyć w walce wręcz trzech zielonoskórych, itd. Ponadto, broszurka zawiera wskazówki dotyczące techniki malowania miniatur (przyznaję, że dla mocno początkujących hobbystów), sposobu składania makiet oraz przygotowania lub zaimprowizowania stołu bitewnego.

 Drugim elementem zestawu jest „Element plastikowy”. Opiera się on na trzech motywach przewodnich (nie licząc kostki i miarek). Po pierwsze miniatury, reprezentujące dziewięciu członków Drużyny Pierścienia. Przedstawione są w pozach właściwych dla przygody z Khazad Dum – dla przykładu Sam wymachuje dziarsko patelnią a Gandalf zatknął na końcu różdżki świecący kryształ. Drugim motywem są, jak nietrudno się domyślić, oponenci naszych niezastąpionych śmiałków: chmara kilkunastu goblinów w różnorakich pozach, a na deser monstrualny troll górski („they have a cave troll!”), którego można złożyć, w co najmniej dwóch opcjach uzbrojenia. Wreszcie trzeci z plastikowych motywów, to element „wyposażenia wnętrz”. Mam tu na myśli makiety wyobrażające charakterystyczne elementy architektury podziemnej stolicy krasnoludzkiej. Grób Balina z wyrytym epitafium, studnia, do której Pippin tak nieopatrznie wrzucił w filmie wiekowego trupa, łańcuch i wiadro, kolumny czy drzwi, które z nieodpartą gracją 'zdemontował' troll. Jeśli chodzi o poziom wykonania, to „żaden szał”, szczególnie, jeśli chodzi o miniatury. Jest to seryjna plastikowa sieczka, zbliżona poziomem do plastikowych miniatur, dodawanych swego czasu do gazetki poświęconej systemowi LOTR (tak, tej samej, którą jeszcze dziś można czasem znaleźć w kioskach). Z drugiej strony sądzę, że przyzwoitym malowaniem można zrobić z dostępnego materiału całkiem smakowite kąski; myślę szczególnie o figurze trolla oraz Drużynie Pierścienia. Gobliny mogą posłużyć w najgorszym wypadku do treningów malarskich, eksperymentów czy innego rodzaju zabaw - dla przykładu cykl "Gobliny w pięciu smakach".

 Pora na podsumowanie. Jeśli chodzi o mnie, to zestaw spełnił oczekiwania, jakie z nim wiązałem. Za jednym zamachem mam podręcznik z zasadami, miniatury Drużyny Pierścienia i całkiem przyzwoitego trolla jaskiniowego oraz możliwość rozegrania różnych potyczek w podziemnej stolicy kransoludzkiej. Obiektywnie rzecz ujmując, MoM, jest zapewne całkiem przyzwoitym zestawem startowym, od którego można zacząć przygodę z systemem LOTR. Z drugiej strony jestem nieco sceptyczny, co do dużej ilości chętnych do wyłożenia blisko dwustu złotych za podręcznik i, było nie było, masę plastikowych i niekoniecznie tiptopowych figurek. Ostateczna ocena: niekoniecznie wart polecenia, z tendencją do przydatności w stawianiu pierwszych kroków na niwie bitewnego systemu LOTR.

Adrian Stolarczyk

środa, 26 marca 2008

Stary grat po raz ostatni

W końcu udało mi się dokończyć biednego, męczonego przeze mnie Dragon Ogre’a Shaggoth’a. Ponieważ nie chciałem żeby był zwyczajny postanowiłem odrobinkę zmodyfikować kolegę. Kiedyś już pisałem o problemie dorobienia mu tarczy i w końcu zrobiłem to. Niesamowite jest, jaką różnicę daje pomalowanie konwertowanego z „niczego” elementu. Kiedy patrzyłem na tarczę w trakcie produkcji krzywiłem się niezadowolony, teraz patrząc na efekt końcowy ciężko mi uwierzyć, że tak powstała. A jak powstała tarcza? Już tłumaczę.

Krążąc po mieszkaniu w poszukiwaniu inspiracji zawędrowałem do łazienki. Na półce stał sobie anty perspirant i wtedy doznałem olśnienia łączonego z wizją tarczy zrobionej z fragmentu jego zatyczki. Ściąłem czubek na płasko, z green stuff’u dorobiłem obwódkę oraz ćwieki, nakleiłem na środek małą tarczę Chaosu i gotowe. Na koniec, aby zaakcentować całość dodałem łańcuchy. Pomalowana w podobnych odcieniach jak okrycie Ogro-smoka ładnie komponuje się z resztą.

Tak właśnie zakończyła się moja przygoda z tym Panem, to definitywny koniec jego odświeżania. Powiedzcie mi teraz, co Wy na to?

RSS FeedRSS