Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprawozdanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprawozdanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 września 2016

Abyssal Dwarfs vs Dwarfs

W życiu każdego krasnoluda przychodzi taki moment, gdy musi odłożyć pędzel i sięgnąć po topór. Zakończyć etap palonej umbry i wciągnąć nozdrzami zapach palonej ziemi. Zamienić karmazyn z Vallejo na karmazyn krwi wroga chlupoczący pod stopami. Ot, taka dola brodatego ludu. Co poradzić. Jak trzeba to trzeba.

W zeszłą sobotę udało mi się rozegrać dwie pierwsze bitwy z krasnoludami. Obie bitwy rozegraliśmy na 1000 punktów czyli na relatywnie niewielkie armie ale dało się odczuć, że jest czym dowodzić. Same bitwy przebiegały bardzo sprawnie, mimo braku jakiegokolwiek doświadczenia z mojej i niewielkiego ze strony kolegi Gregx'a.

Vanilla Dwarfs, jak to one, silnie ufortyfikowane, na razie bez wsparcia kawalerii, próbowały pokonać mnie z dystansu, zasypując pole ogniem z organek i strzelców a resztki, które dotrą do jego linii dobić uderzeniem hordy regularnej piechoty. Moje siły, znacznie bardziej mobilne, planowały rozstrzygnąć bitwę na swoją korzyść "zwijając" skrzydło przeciwnika a następnie uderzając na flankę jego formacji.

W zasadzie w obu przypadkach mój plan się udał ale nie było to zupełnie proste. Kings of War to gra, gdzie pozycja jest kluczowa a osiągnięcie bardzo dogodnej łatwe nie jest. Po dwóch grach pojawił się też od razu głód wystawienia kolejnych jednostek i większych punków, co dobrze wróży rozwojowi mojej armii.

Obie bitwy zagraliśmy po całym dniu turniejowego grania i przyznam, że zaskoczyło mnie to, że po dwóch bitwach nie odczuwałem "przepalenia obwodów" będących skutkiem nadmiernego myślenia o mechanice. Była tylko frajda z gry jako takiej. Podejmowanych decyzji i ich skutków. Moje zamierzchłe doświadczenia z kilkoma edycjami WFB nie dały mi takiego komfortu gry. Pytanie czy to kwestia starzenia się czy samej mechaniki. Niedługo czekają mnie bitwy z armią Nieumarłych - zobaczymy!







sobota, 15 marca 2014

Najciemniej pod latarnią

Wczorajszy wieczór należy uznać za udany, i to pod wieloma względami. Po pierwsze udało mi się rozegrać bardzo dynamiczną walkę patroli przeciwko Szwedom Ordyńca. Wystawiłem podręcznikowy podjazd wart 11PS, z szóstką rajtarów, dwoma czwórkami kozaków i chmarą dzieci bojarskich w różnych wariantach wyposażenia. Kolega Ordyniec rzucił przeciwko moim chwatom trzy klocki szwedzkich rajtarów, niezwykle twardych i doświadczonych żołdaków. Walka była zażarta, z wieloma zwrotami akcji. Ostatecznie stanęło na remisie jak w pysk strzelił.


Ale to nie jedyny plus wczorajszego wieczoru. Drugim jest bez wątpienia miejsce, w jakim przyszło nam zagrać. Mowa o bielskim sklepie Strefa Gry, który niedawno odkryłem, choć działa już od dłuższego czasu. Jak mówi stare przysłowie, najciemniej pod latarnią. Sklep i klub zarazem jest przepastny, świetnie urządzony i wyposażony. Elegancko przygotowane stoły, mnóstwo makiet do rozgrywek w 15mm skali – czego chcieć więcej? Do tego półki uginające się od farb, modeli, figurek, planszówek i czego tam jeszcze dusza zapragnie (jest nawet parking!). Najważniejsze jednak chyba jest to, że miejsce tętni życiem, a jak słyszałem wczoraj od pracowników, i tak było mało ludzi, jak na piątkowy wieczór.


Z tej okazji puściłem nieco kasy, uzupełniając materiały modelarskie. Najbardziej korci mnie wypróbowanie akrylowej farby z firmy Tamiya – jeszcze nie miałem okazji przekonać się, co to za jakość. Dlatego muszę nadrobić tę zaległość.


Teraz czekam (i nie ja jeden), aż Strefie Gier uda się wkrótce zorganizować turniej w OiM. No i oczywiście liczę na to, że co jakiś czas uda mi się tam pojawić i poturlać kośćmi w to i owo.

poniedziałek, 3 marca 2014

Ręka gołowy

Po tym, jak sprawiłem się z dragonami pogranicza moja straż zasieczna musiała dostać właściwą podstawkę dowódczą. Chciałem jakoś podkreślić przeważnie pieszy charakter tego podjazdu, komponując odpowiednio obstawę gołowy. Pomysł ściągnąłem bezczelnie od Misia. Moja przewaga polega na tym, że mogę podzielić się swoją pracą pierwszy.


Jednak oliwa sprawiedliwa – zapłaciłem ciężko za ten plagiat. Oryginalnie inna figura siedziała na koniu. Był to elegancki wzór dowódcy, z buławą w prawej dłoni. Kiedy byłem już w połowie malowania, podstawka wylądowała nieszczęśliwie na ziemi, łamiąc prawe ramię. Próby naprawy spełzły na niczym. Zdeterminowany wyjąłem identyczny wzór z pudełka. Będzie dobrze, pomyślałem, po czym… ponownie złamałem tę samą dłoń. Arrggh. Ostatecznie wybrałem model chorążego (skończyły mi się wzory do łamania) zmieniając nieco układ prawej ręki. Chodziło w zamyśle o gest imitujący wydawanie rozkazu. Dopiero po ukończeniu całości doszedłem do wniosku, że dłoń trzeba spiłować po wewnętrznej stronie, gdyż wygląda co najmniej idiotycznie. Jednak przed turniejem na poprawkę już czasu nie znalazłem.


Tym oto zaniedbaniem, niczym mistrz propagandy, wytłumaczę sromotną porażkę na sobotnim turnieju w Krakowie. Zająłem ostatnie miejsce. Ocieńharaszo, prawda? Poniżej kilka fotek z weekendowych zmagań. Pierwsza bitwa – będę bronił rzeki. Po drugiej stronie Corsarii i jego Szwedzi. Podzieliliśmy się równo punktami.


Mały przekrój przez stoły.


Moja druga bitwa. Epicki pojedynek numer 1 – carska hołota kontra tureccy Deli Gregxa. Urwałem im jedną podstawkę przez całą bitwę... jedną podstawkę całej Turcji...


Wioski broniłem jak lew, odpierając kolejne szarże. Bitwę przegrałem jednak z kretesem. Ale ubaw był za to przedni!


I jeszcze jeden epicki pojedynek – dowódcy strzelają do siebie ponad płotem


Grunt, że apetyt na granie mam coraz większy i czekam już na kolejny turniej.

niedziela, 16 grudnia 2012

De Bellis Cracoviensis V

No i po turnieju... Oj, musiałem trochę odespać ten ostatni tydzień i przygotowania do turnieju. Mam nadzieję, że wszystkim się podobało i za rok spotkamy się w jeszcze liczniejszym gronie. Gdzieniegdzie już słychać głosy żalu tych co nie byli ;)

Mimo, ze nie udało się dotrzeć dwóm graczom z Biłgoraja (kłopoty z transportem), w turnieju wzięło udział w sumie 10 graczy plus animator ligi, czyli Greebo. Dzięki jego nieocenionej pomocy, nasi stawiający dopiero pierwsze kroki gracze z Krakowa (Darek i Wojtek) mogli spokojnie zagłębiać się w meandry systemu pod czujnym okiem stale obecnego sędziego.

Nasz korespondent wojenny Tsar w międzyczasie pichcił na Zgiełku raport na żywo używając dostępnej tylko sobie tajnej technologii łącz satelitarnych.

Warto wspomnieć, ze przy okazji turnieju znalazła się spora część historii naszego małego koła historycznych gier bitewnych, a mianowicie dwa zaginione legiony Zvezdy w skali 1/72. Pamiętacie je jeszcze (1, 2)? I kampanie Mars Ultor? Ach, dość wspomnień, czas pokazać więcej zdjęć!



TIME T-12h, po rozłożeniu i przygotowaniu sali...


TIME T-0:05, pięć minut przed startem, wypełnianie list armii i kart graczy, układanie pierwszych par...


I poszli! Na tym zdjęciu Greebo tłumaczy naszym początkującym graczom zawiłości systemu DBA.


Odwieczni wrogowie (odwieczni od jakiegoś czasu, tzn. odkąd okupują pierwsze miejsca w tabelach ligi ;) )


Moja bitwa z Qr'em, przeszkadzajka w formie średniowiecznej BUA na mojej połowie stołu doprowadziła tylko do remisu. 


Kaja rozpoczyna swój marsz po chwałę... 12:0 w bitwie z Tsarem. 


Michał w ostatniej chwili zdążył się załapać na turniej i zajął miejsce Greebo, który zajął się wprowadzaniem nowych graczy.


Zabawa się rozkręca, pojawiają się nawet postronni obserwatorzy. Ktoś poznaje pana kibicującego Michałowi i Corsariemu? ;)


Druga bitwa - Kaja nie daje żadnych szans naszemu nowemu graczowi z Krakowa... 


Starcie Tytanów - świetne wyniki Kaji w końcu doprowadzają ją do konfrontacji z Generałami z samej czołówki polskiego wargamingu - czy sobie poradzi w starciu z GRZ - Wielkim Wodzem i Wielkim Łupieżcą, najlepszy z młodych i starych wodzów, niedoścignionym mistrzem DBA ostatniego sezonu? ;)


Jak widać ciężar spoczywający na barkach Kai daje o sobie znać. GRZ skupiony, nie chce popełnić błedu Goliata w starciu z Dawidem.


Ostatecznie Kaja ulega sile Persów dowodzonym przez wielkie doświadczenie GRZ. Zachowuje jednak hart ducha. Ciągle ma szanse na miejsce na podium...


... które okazuje się szybko szansą na I miejsce gdy Madziarzy Tsara masakrują armie Grzesia. GRZ chyba nie może uwierzyć w to co się stało...


Teraz mały przerywnik - perturbacje wojenne turnieju doprowadziły do prawdziwie historycznego starcia - wojsk Pyrrusa z Rzymianami. Piękna to była bitwa - przegrana wprawdzie przez rzymian, którzy jednak pomścili klęskę w ostatniej turze zabijając wrogiego generała.


To już prawie koniec. Kaja i Robson w walce na śmierć i życie. Ostatnia tura zdecyduje kto wygra - zarówno po stronie Kai jak i mojej znajduje się jeden element zagrożony natychmiastową śmiercią, a aktualny wynik to 3 do 3. O wygranej decydują dwa rzuty kością - Włócznie Kai pięknie się bronią, natomiast moja kawaleria postanawia umrzeć.

Podliczenie punktów pokazuje ze zarówno Tsar jak i Kaja maja 39 małych punktów, jednak jak wiemy z historii (z pierwszej bitwy) Kai udało się Tsara pokonać. Stąd zostaje ona zwycięzcą tegorocznej edycji De Bellis Cracoviensis w Krakowie! Gratulacje!


pozostaje ostatnia, najmilsza część - wręczenie nagród, których fundatorami są Greebo, QR Miniatures, Wargammer, Fundacja Pola Chwały i Wydawnictwo ERICA

RSS FeedRSS