niedziela, 29 sierpnia 2010

VC WK BSB

Najpierw rozgryzę tytuł - dla osób mniej wtajemniczonych: Vampire Counts Wight King Battle Standard Bearer. Uff. Tak więc wracamy do armii wampirów. Tym razem na życzenie klienta zająłem się bohaterami.

***

Na początek poszedł sztandarowy armii w postaci Wight King’a. Krótkie poszukiwania na stronie GW plus starsze dzieje malarskie Black Knights zrobione z Mrocznych Elfów i nasunął mi się pomysł zrobienia bohatera z figurki Dark Elf Dreadlord. Tu możecie zobaczyć go w oryginale. Zasiadłem do photoshopa i po niedługim czasie stworzyłem szkic przyszłego modelu ze zlepku zdjęć. Użyłem głowy Grave Guard’a oraz sztandaru Konnych Maruderów Chaosu i tak powstał widoczny na zdjęciu bohater.

***

Oczywiście miałem sporo udręki z obcążkami, nożem i pilnikiem w ręku, aby pozbawić Dreadlord’a niepotrzebnych elementów. Później odrobina greenstuff’u, aby załatać niedociągnięcia i braki, a później już tylko pozostało malowanie. Wybór kolorystyki był zainspirowany jakąś tam pracą na CMONie, po prostu spodobało mi się zestawienie fioletu z czerwienią i tylko tych barw się trzymałem.

***

Na sam koniec, aby wypełnić pustkę na sztandarze zabrałem się za mały freehand. Przeglądnąłem podręcznik VC i wybrałem mniej więcej wzór symbolu na sztandarze. Efekt widzicie na zdjęciu, myślę że wyszedł przyzwoicie.

***

Więcej zdjęć pomalowanego modelu znajdziecie Tutaj

Dziękuję za uwagę.

środa, 18 sierpnia 2010

Czempion Spaczenia

Od jakiegoś czasu mój stały klient zbiera kolejną, po Vampire Counts, armię. Szczęśliwie dla mnie jest to równie przyjemna w konwersji i malowaniu armia Chaosu. Pierwsze zlecenie jakie dostałem w nowym temacie to Nurgle Champion on Palanquin, czyli Bohater Nurgle’a na Lektyce. Po dłuższych wymianach maili i dyskusji o przeróżnych modelach, które można by użyć, stanęło na tym co widzicie. W sumie całość zawiera trzy modele z Hell Dorado: dwa takie same stwory robale - Le Grouillant. To francuska nazwa, na inną nie trafiłem, a w słowniku francusko-polskim przetłumaczyło mi to jako snujący, rojący, mrowiący się. Robale służą w tym zestawie za lektykę, niosąc naszego bohatera, który pochodzi z półki GW i jest to oryginalny Hero Nurgle’a z głową muchy. Wracając do modeli z Hell Dorado, użyłem jeszcze figurki Porteur de vers, w wolnym tłumaczeniu to jakiś Nosiciel czegoś tam (ciężko z tymi słownikami, heh). Model świetnie spasował na ofiarę spaczenia Nurgle’a, z tymi wszystkimi pełzającymi po nim robalami. Podstawka miała być w swoim charakterze ciągnąca się, obślizgła i szlamiasta, ale nie do końca mi się podoba ostateczny efekt .

Więcej zdjęć pomalowanego modelu znajdziecie Tutaj

To wszystko co chciałem Wam dziś pokazać. Pozdrawiam.

niedziela, 15 sierpnia 2010

Skromnie

Completely in tune with the rhythm of their forest home, individual Glade Guard warriors are entirely self sufficient, able to live off the land as they patrol the forest and watch for interlopers.


Księga Wood Elves, 2005

Po systematycznej pracy w pierwszej połowie roku moje tytaniczne plany rozciągnęły się nieco w czasie. Zbieg różnych wydarzeń, dotyczących mnie oraz współzawodników, zaważył na terminach ale oto znowu jesteśmy. Bynajmniej trzy miesiące od ostatniej odsłony to nie czas lenistwa i marazmu – wręcz przeciwnie, życie przyspieszyło gwałtownie pozostawiając mało czasu na hobbystyczne przyjemności. Amen.

Co dzisiaj? Druga (i ostatnia) dziesiątka łuczników z sekcji CORE. Przy okazji kilka pożegnań – koniec malowania figurek z zestawu batalion, koniec plastikowych figurek, koniec sekcji CORE. Trochę to masochistycznie, ale chciałem w pierwszej kolejności pomalować te figurki, których w armii pojawia się najwięcej (łuczników w sumie 25, i, przyznam, nie należą do ‘szybkomalowalnych’), robiąc sobie jednocześnie przedpole do unikatowych i ciekawszych oddziałów. Przede mną jeszcze jeden duży oddział, ale to już nieco inna historia.

Wracając do dzisiejszej propozycji, w mojej ocenie ta dziesiątka prezentuje się lepiej od pierwszej. Zrezygnowałem z krzykliwych rozjaśnień, również z papierowych liści. Pokombinowałem też nieco w przypadku CG, Abu odróżnić od pierwszego oddziału. Co konkretnie? Weźmy muzyka – głowa i ręka z rogiem pochodzą z ramek do Glade Riders. Czempion dostał od tych samych jeźdźców płaszcz z włócznią. Podobnie sztandar trzymany przez chorążego – to włócznia jazdy z doklejonym proporcem, odpowiednio pochylona. Po co trzymać się sztywno narzuconych wzorów? Tym razem też sklejałem poszczególne pozy dość uważnie, dopasowując je tak, aby odział dało ustawić się w dwóch rzędach bez większych trudności. Więcej powiedzą Wam zdjęcia.

Warte odnotowania jest również to, że w międzyczasie pojawiła się VIII (już) edycja WHFB. Zdążyłem jedynie przejrzeć z grubsza, czy nowe zasady skomplikują pierwotny plan rozpisanej armii. Nie skomplikują. I dobrze, bo nie lubię zmian zasad w trakcie gry.

No i jeszcze o demotywatorze – znalazłem coś urzekająco pięknego w temacie WE i podziwiam, wyczekując kolejnych odsłon. Poziom prac Skavenblight zachwyca. Przy okazji zacząłem nieco drżeć, że pojawią się tu pomysły zbieżne z moimi i zostanę posądzony o plagiat. To tak półżartem oczywiście.

Na dzisiaj to wszystko. Jak w tytule – skromnie. Do zobaczenia już wkrótce.



Regiment
Typ: łucznicy (glade guard) + pełny CG
Ilość: 10
Koszt w punktach: 144 pkt
Koszt w złotych: 67 zł

Armia
Stan posiadanych figur: 100%
Stan złożonych figur: 54,74%
Stan pomalowanych figur: 51,58%
Łączny koszt w punktach:  832 pkt
Łączny koszt w złotych:  336 zł

Adrian Stolarczyk

Słony deszcz

Wielkie krople deszczu ściekały po stężałych w skupieniu twarzach żołnierzy. Mimo dziesiątek ludzi tłoczących się na polanie, nie było słychać żadnego innego dźwięku, poza intensywnym szumem ulewy. Każdy ze stłoczonych ściskał swoją broń w często już zbielałych z wysiłku i zimna palcach. W powietrzu można było wyczuć panujący strach. Nikt do końca nie wiedział czego można się spodziewać, a krążące bez przerwy straszliwe opowieści tylko potęgowały niepokój. Czekali na rozkaz dowódcy spoglądając ze zgrozą na rozpościerający się przed nimi mroczny las. Przerażał ich brak jakichkolwiek głosów z dochodzących z kierunku gąszczu. Przez te kilka godzin wyczekiwania nie usłyszeli nawet wrzasku jednej wrony, nie widzieli też żadnego ruchu czy to w  lesie czy ponad nim. Las był martwy.


Roukov nie wiedział na jaki ruch się zdecydować. Czy rozkazem wejścia do lasu nie zabije tych wszystkich ludzi? Z drugiej strony nie mógł z założonymi rękami  czekać na rozwój dalszych wypadków, bo dotychczasowe zdarzenia były wystarczająco tragiczne w skutkach. – Naprzód- wypowiedział rozkaz. Cała kolumna ruszyła do lasu, ogarnął ich nieprzenikniony mrok. Nie było potrzeby  tłumaczyć, że muszą zachować najwyższą ostrożność, ich twarze mówiły mu wszystko. Przedzierali się przez gąszcz krzewów i drzew nie napotykając żadnego oporu czy nawet znaku obecności wroga. Pojawiła się nadzieja na uniknięcie koszmarnej konfrontacji gdy przez całkowitą ciemność lasu zaczęło w oddali przezierać światło. Zbliżyli się w końcu do skraju tych parszywych chaszczy. Gęstwina spowodowała chaos w formacji i mocne rozproszenie ludzi, a to groziło wielkim niebezpieczeństwem podczas potencjalnej potyczki. Jaśniejący wśród liści  delikatny blask bladego słońca uspokajał i dawał nadzieję. Wtedy z oddali Roukov usłyszał rozpaczliwe i przerażające krzyki…  






Tylna straż była najgorszym z możliwych przydziałów, ale kogoś ten zły los musiał wybrać. Garstce żołnierzy nie podobała się cała ta sytuacja, a ich napięcie sięgało zenitu. Musieli być podwójnie czujni i potrójnie uważni, od nich zależało być albo nie być całego oddziału. Kiedy ujrzeli pierwsze promyki słońca napięcie i czujność gdzieś zaczęły uciekać, odetchnęli głęboko. Ofiary pierwszego ataku nawet nie zauważyli. Z szamotającego się żołdaka w olbrzymich szponach wampira uchodziło szybko życie wraz z wysysaną z niego łapczywie krwią. Pośpiech z jakim robił to wampir wywoływał obfite fontanny krwi co całą scenę czyniło jeszcze bardziej upiorną. Na szczęście nikt tego nie widział… a może na nieszczęście. Wampir poruszał się z niewiarygodną prędkością, zaatakował błyskawicznie po raz drugi. Równocześnie z budzącymi grozę szelestem i jękiem zaatakowali pozostali nieumarli. Ghoule i wilki rzuciły się na pozostałych członków straży. Nietoperze z jazgotem wyleciały z wszystkich stron wbijając się w ciała ludzi. Jeden z żołnierzy stał przerażony oglądając całą tą makabryczną rzeźnię. Nie mógł ruszyć się z miejsca, nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Znikąd pojawiło się przed nim paskudne zakrwawione oblicze wampira. Wydobył z siebie nieludzki syk, a z pyska uderzył okropny odór. Mordercze szpony okryły świat ciemnością. Cała horda ożywionych zwłok zalała swoje ofiary falą śmierci. Z gardeł mordowanych wydobyły się rozpaczliwe i przerażające krzyki…






Dowódca zbladł śmiertelnie nie znając źródła krzyku i sytuacji swoich ludzi. Przez kłębowisko zarośli nie był w stanie ocenić sytuacji i wydać rozkazów. – Odwrót! Wszyscy z lasu! – wykrzyknął równocześnie zrywając się do biegu w stronę rzednących zarośli. Wybiegł z impetem na polanę prawie upadając zaskoczony brakiem blokujących nogi chaszczy. Skierował się na środek niewielkiej łąki, którą otaczał ten sam mroczny las. – Kurwa mać! – zaklął, miał nadzieję, że ten parszywy gąszcz już się skończył. - Co to jest? - Polanka nie była całkowicie pusta jak wydawało się na początku. Wokół znajdowały się resztki jakichś ruin. Brak czasu nie pozwolił mu na dokładną ocenę terenu.  Odwrócił się twarzą w stronę milknących już powoli wrzasków. W rękach ściskał miecz, jakby to była jedyna rzecz, która miała  pozwolić mu przetrwać, ostatni towarzysz broni, na którym mógł polegać. Obserwował wybiegających za nim ludzi, starał się policzyć straty. Na pierwszy rzut oka nie wyglądało tak źle, ale daleki był od optymizmu. Wyglądało na to, że wszyscy, którzy przetrwali wydostali się już z lasu. Żołnierze ustawili się w formacji bojowej kierując halabardy i włócznie w kierunku, z którego przed chwilą uciekali. Jęki i dźwięki agonii powoli cichły, znowu zaczął padać deszcz. W mroku lasu zamajaczyły zbliżające się czarne sylwetki postaci o nienaturalnych kształtach. Po chwili ujrzeli już w pełnej okazałości to co ich zaatakowało. Kilkadziesiąt zniekształconych śmiercią i zgnilizną stworów wynurzyło się na światło dzienne. Ulewny już teraz deszcz zmywał krew z ich pysków i łap. Wampir jako ostatni powoli wyszedł przed swoją mroczną armię. Widok był przerażający, ale Kislevici nie mogli tracić wiary w zwycięstwo. Mieli przewagę liczebną i to dodawało im odwagi. Krzyknęli dziko, dodając sobie pewności.  Wampir rozejrzał się wokół marszcząc dziwnie twarz i wydając z siebie głośne dźwięki intensywnie wciąganego powietrza. Wyszczerzył zęby w makabrycznym uśmiechu. Z jego gardła wydobył się dziwny, charkoczący głos. 






- On coś mówi. – wyszeptał Roukov, nie mogę dać mu więcej czasu. – Do ataku! – wydał rozkaz – Za carycę! – krzyknął. Żołnierze z wrzaskiem ruszyli do natarcia. Nagle grunt pod nogami zaczął drgać. W wielu miejscach przed oddziałem zwały ziemi zaczęły wypryskiwać w górę. Szarża straciła impet i zatrzymała się w nieładzie. Roukov zahaczył o coś przy ziemi i wywrócił się upuszczając broń, jego stopa w czymś uwięzła. Spojrzał na nogi z zamiarem uwolnienia się i zobaczył, że to co go trzyma to ludzka ręka. Krzyknął przerażony i wtedy z ziemi wyrwała się kolejna dłoń i chwyciła drugą nogę. Za rękami wyłoniła się uwalana czarną glebą reszta szaro-sinego ciała umarlaka. Nie wiedząc kiedy wokół zaczęły wydostawać się na światło dnia kolejne makabryczne stworzenia. Kilka innych rąk chwyciło ciało dowódcy unieruchamiając wijącą się w próbie ucieczki ofiarę. Nie miał szansy. Zombie rzuciły się na niego wyrywając zębami i pazurami żywe kawałki ciała. Pożerany żywcem człowiek wył. Kislevici, oniemiali ze strachu, zaczęli się cofać w panice. Między nimi, a wrogiem wyrastała z ziemi nowa armia. Horda obrzydliwych zgniłych ciał nieludzko jęcząc stawała na nogi. Wampir nie ukrywał zadowolenia śmiejąc się głośno przyprawiającym o dreszcz rykiem. Szczęśliwy los doprowadził go na starą, zapomnianą już nekropolię. Jego zadowolenie urosło jeszcze bardziej gdy druga horda zaczęła wyłaniać się za plecami cofających się ludzi. Dziś ponownie świat utonie w krwi!





Dziś prezentuję Wam prawdziwą hordę zombich. Pięćdziesiąt dwie sztuki zgniłych szaro-sinych umarlaków wstąpiły w szeregi mojej armii, aby dopomóc w walce z wrogiem. Znalazłem w jakimś WD oddział zombie pomalowany w podobnych kolorach i stwierdziłem, że podoba mi się na tyle, że stworzę sobie podobny. Jest  dosyć ascetycznie - szarawa skóra pokryta różnymi kolorami zepsucia plus jednakowe brązowe „umundurowanie”. Moim podstawowym założeniem było stworzenie hordy zombich bez żadnej broni w rękach. Część dłoni zamieniłem na te, które pozostały mi po ghoulach, a reszcie po prostu usunąłem broń ostrym narzędziem. Dziękuję wszystkim za uwagę.

Pomalowane: 116 modeli (57,43%)
Ilość punktów: 955 (29,00%)

Jakub Gowin


Świt

Mark nadal nie mógł uwierzyć, że jeszcze żyje. To, co stało się o świcie można by nazwać cudem, pomyślał. Koszmar poprzedniej nocy jeszcze nie dawał mu zasnąć, mimo, że wszystkie mięśnie paliły od wysiłku walki, a organizm był skrajnie wyczerpany. Noc przepełnioną walką z hordą bestii popychanych do boju nieznaną siłą, noc wypełnioną zimnym niebieskim światłem palącym się w ich źrenicach. O świcie, kiedy zupełnie gasła nadzieja, wraz z pierwszymi promieniami słońca niebieski ogień zgasł, a bestie rozproszyły się i straciły wolę walki. Pozostali przy życiu strażnicy nie mieli problemu z ich dobiciem. Dla Marka to był najprawdziwszy cud, za który dziękował teraz Sigmarowi. Miał nadzieję że ta noc już się nie powtórzy.


***


Skeedhor postanowił nie stosować się co do joty do poleceń szamana i tego, co stało za błękitnymi płomieniami w jego oczach. W końcu jest tu przywódcą i nie może sobie pozwolić na podział stada. A nuż, któryś z pomniejszych bestigorów ubzdura sobie, że może stanąć na czele wysłanych oddziałów i że może się ze Skeedhorem równać w sile? Co to, to nie, na to sobie pozwolić nie mógł i nie miał zamiaru pozwalać. Stał na wzgórzu i patrzył jak cały obóz powoli i ospale zwija się do wymarszu. 
- Natychmiast pójdziecie do pozostałych dowódców i przekażecie im, że zmieniamy miejsce zgromadzenia. Przenosimy się za Szare Góry, w pobliże starych kurhanów, na Polanę Grozy. Tam zostaną wydane szczegółowe rozkazy. Zrozumiano?
Na twarzach zgromadzonych ungorów – zwiadowców nie rysował się ani cień zrozumienia, choć widać było że bardzo starali się zapamiętać słowa przywódcy.
- Grrrrrr... Dobrze zatem: Szare Góry, Polana Grozy, Kurhany. Pamiętacie? Zrozumiano?
Wyglądało na to, że tym razem ilość informacji nie przekraczała możliwości umysłowych słuchaczy, jednak nikt nie ośmielił się ze strachu odezwać...
- Zrozumiano?! Odpowiadać, bo wypatroszę jak dzikie świnie! 
- Ttttak... - jednocześnie, choć drżącym głosem zawtórowało dwa tuziny gardeł.
- Zatem, czemu tu jeszcze stoicie! Jazda! Grrrr...
Skeedhor patrzył na uciekające w popłochu ungory – posłańców jego wielkiej armii i zastanawiał się, czy to dobry pomysł powierzać tak ważną funkcję tym małym imbecylom. Choć z drugiej strony byli szybsi, zwinniejsi i mniej rzucający się w oczy niż ich więksi kuzyni. „Cóż, świat jest pełen trudnych wyborów...” pomyślał filozoficznie wielki beastmen. „Za sześć dni będziemy na miejscu, może wtedy skończą się te problemy, póki co muszę jednak unikać szamana...”.






SZAMANA MOŻESZ UNIKNĄĆ, ALE MNIE NIE ZDOŁASZ!
Głos w jego głowie był co najmniej cztery razy głośniejszy niż ten, którym w ten sposób przemawiał do niego szaman. Cały świat nagle zawirował i stracił kolor, wszystko stało się zimne... i niebieskawe. Skeedhor upadł na kolana i złapał się za rogatą głowę.
- Tego już za wiele! Wyłaź ze mnie, nie będziesz mi rozkazywał!
TY IMBECYLU! NIE WIESZ, ŻE MAM MOC WIĘKSZĄ NIŻ KTOKOLWIEK NA ZIEMI! ZA TWOJE NIEKOMPETENCJE MÓGŁBYM CIĘ TERAZ USMAŻYĆ! GDYBY NIE TO, ŻE TWOJE DECYZJE NIE PSUJĄ MOICH PLANÓW, JUŻ BYŁBYŚ GNIJĄCYM TRUPEM!
-  Czego TY chcesz?
POSŁUSZEŃSTWA! BADŹ POSŁUSZNY, A ZOSTANIESZ NAGRODZONY. DALSZY BUNT BĘDZIE OZNACZAŁ ŚMIERĆ. I MĘCZARNIE!
- Czym albo kim jesteś, że śmiesz mi rozkazywać?
DLA CIEBIE JESTEM BOGIEM!


***


- Co tu się do jasnej cholery stało?
- Nie mam pojęcia, ale wszystko to coraz mniej mi się podoba. 
Jasper i Ralf stali przy zgliszczach przydrożnej tawerny, tej w której spędzili ostatnią noc kilka miesięcy wcześniej, przed wyruszeniem do lasu Loren. Teraz na miejscu pozostał mizerny szkielet z przepalonych belek i porozrzucane wokół ciała ludzi, a raczej ich resztki – wszystkie wyglądały jakby ucztowała na nich wataha wilków. Ale jeśli była to wataha wilków to musiała być ich co najmniej setka...
- Chyba coś słyszałem – szepnął Jasper – chyba wóz nadjeżdża... Kilka wozów.
- Schowajmy się, na wszelki wypadek! - powiedział Ralf.
Przebiegli przez brukowaną drogą i wskoczyli do niedużej fosy porośniętej krzakami i pojedynczymi drzewami dającymi cień podróżującym traktem. Odgłos nadjeżdżających wozów wzmógł się, lecz zamiast parskania koni uciekinierzy usłyszeli groźne i głośne pomruki. Ralf wychylił się z ukrycia, aby zobaczyć najdziwniejszą i najbardziej przerażającą rzecz w swoim życiu. Przed nim po gościńcu  przejeżdżała kawalkada wozów bojowych zaprzężonych w bestie i powożonych przez bestie! Każdy z groteskowych woźniców trzymał bat i włócznie, w każdym rydwanie stał wojownik-bestia prawie o połowę większy od człowieka i ważący na pewno wiele więcej. W muskularnych, porośniętych futrem ramionach trzymali ogromne, oburęczne topory bojowe. Ralf słyszał kiedyś o ludziach-bestiach, ale tylko w bajkach opowiadanych przez babkę w dzieciństwie i w opowieściach awanturników w tawernach, którzy rzekomo owe potwory zabijali w czasie swoich przygód. Jednak nic z tych opowieści nie było prawdą, rzeczywistość była stokroć straszniejsza. A najgorsze było to, że bestie poruszały się po otwartej drodze, jakby była ich własnością nie przejmując się, że mogą wpaść na patrol ludzi. Po prostu miały przewagę liczebną. Za rydwanami podążały oddziały mniejszych stworów. Te widząc resztki ofiar leżących przy tawernie łapczywie rzuciły się aby na nich żerować. Ralf mimo że przyzwyczajony do okropieństw świata nie mógł znieść tego widoku.
- To koniec świata, jesteśmy zgubieni – wyszeptał do towarzysza.





***

Miało być epicko, ale znów trochę nie wyszło. Za to obiecuję że epicko będzie za miesiąc bo powoli przechodzę do sekcji Special i Rare w armii. Póki co jeszcze rozszerzam ofertę jednostek podstawowych. Dzisiaj dwa rydwany. Na dokładkę długo oczekiwany drugi bohater – szaman. To po to, abym nie musiał go proksować przy zbliżających się rozgrywkach (testowy border patrol i być może turniej na 1000pkt w krakowskim Bardzie). Do sekcji Core pewnie jeszcze wrócę, nie wiem – czekają mnie jeszcze trzy drobne oddziały ungorów, oraz nieplanowany dotąd drugi oddział gorów, który może po prostu przydać się w walce. Ale to już będzie dodatek.

Z innych ciekawych wieści dodam, że stałem się szczęśliwym posiadaczem (a nieszczęśliwym nieposiadaczem 170 PLN) księgi zasad do najnowszego Warhammera. Muszę to teraz tylko przeczytać...

Podsumowanie:
Stan posiadanych miniatur: 86%
Miniatury złożone: 70%
Miniatury pomalowane: 51%
Łączny koszt w punktach: 820 (1050)
Łączy koszt w złotych: 680zł
PS. punkty w nawiasie to punkty (szacunkowe) z bohaterami.

Robert Szczelina


czwartek, 5 sierpnia 2010

Amok


Jakże prowokacyjny tytuł wpisu! Jestem wcielonym złem. Daliście się nabrać. "Bazinga!". Jestem ostatnio w amoku. Objawia się on tym, że, bez dodatkowych tortur z użyciem prądu, piszę teksty na Zgiełk. Można powiedzieć - małą sagę modelarską. Pewnie z następną aktualizacją pojawi się pierwszy rozdział. Do tego, zupełnie niespodziewanie, dotarł do mnie, kupiony jakiś czas temu, mantikor. Samiec mantikory (tak, amok). Powiem Wam - trafiłem w 10kę! Model w sam raz. Design - GW 80'. Problem pojawił się gdy chciałem posadowić na niej dowódcę (słowa kluczowe: HOTT, DBA, SELEUKIDZI). Skrzydła uniemożliwiały przymocowanie modelu jeźdźca, którego miałem na tę okazje przygotowanego. Doszedłem do wniosku, że ciekawie będzie wyglądał... Klęczący jeździec (inspirowany macedońskimi falangitami, jadącymi na grzbiecie słoni niewyekwipowanych w wieżę)! Wziąłem więc falangitę, powyginałem mu nogi i posadowiłem na grzbiecie. Dokładniej zadkiem na grzbiecie, kolanami na nasadzie skrzydeł. Efekt na zdjęciu. Kolejny krok w kierunku Mitologicznych Seleukidów zrobiony! Gość wygląda trochę jak bretończycy na pegazach :)

RSS FeedRSS