czwartek, 29 września 2016

Wyprawa łupieżcza

Tak, jak dla faceta, najtrudniejszym okresem jest pierwsze 40 lat dzieciństwa, tak dla modelarza budującego armię, najtrudniejsze jest pomalowanie pierwszego tysiąca punktów. W moim przypadku te najtrudniejsze 40 lat, trwało ok. 6 miesięcy. Dla kronikarskiej dokładności dodam, że przed godziną "zero", miałem już częściowo przygotowany jeden oddział (gargulców) ale było to bardziej "badanie przedpola" niż regularna bitwa z czasem.

1000 punktów to wielkość, która pozwala uznać pewien zakres pracy hobbystycznej za zamknięty. Mamy armię - małą, bo małą ale jednak - którą można zgrywać pierwsze gry. Można w tym momencie poprzestać (plotka głosi, że są tacy modelarze), bez poczucia porzucenia dzieła w połowie jego powstawania albo spokojnie planować dalsze elementy. Jak większość systemów, armie do Kings of War są otwarte tzn. mamy system punktowy a nie predestynowane listy (jak w De Bellis Antiquitatis), tworzące całość. W związku z tym, można budować armię w nieskończoność, dodając nowe elementy. Dlatego ważne jest, aby mieć "punkty kontrolne" podczas budowania. Pierwszy tysiąc nadaje się doskonale do tej roli.

Prezentowaną dzisiaj armią udało mi się rozegrać już kilka bitew. Z Gregxem i jego krasnoludami, Gobosem i jego umarlakami i Boczkiem i jego jaszczurami. Po tych jakże udanych grach, rozplanowałem kolejne 200 i 500 punktów. Wybierając z droższych oddziałów (Większy Obsydianowy Golem i horda Decimators z magiem - Iron Caster'em). Dzięki bazie, jaką jest 1000 punktów mogę powiększyć armię o kolejne 500, malując 23 modele!

Tak oto wygląda ropziska niżej prezentowanej armii:

 
P.S.
Dodam, że wspomniane 1500 punktów nie powstaje bez powodu. Otóż w październiku planujemy 6cio osobowe granie na te właśnie punkty. Za dużo na Zgiełku świetnie pomalowanych ale zakurzonych armii.


środa, 28 września 2016

Glottkinowi Herosi

Wszystkie modele związane z zestawem The Glottkin gotowe! Od poprzedniej odsłony zostało mi do pomalowania dwóch pojedynczych bohaterów, dołączonych do potwora. Nie znam zasad do tego modelu, ale patrząc na modele zakładam, że jak widać jeden jest wojownikiem, a drugi czarodziejem.
Dla obu zastosowałem w zasadzie ten sam schemat malowania i pracowałem nad nimi równolegle. Jasna skóra na bazie Pale Flesh, ciuszki to mieszanka fioletów oraz czarny dla czarodzieja na chusteczkę. Pomijając klasyczne drobiazgi jak drewno z Beastie Brown, linki z Leather Brown pozostają elementy metalowe, które z resztą też od lat robię w klasycznym postarzanym stylu - chainmail, drybrushowany srebrnym, potem pokryty mieszanką czarnego i brązowego washa. Na koniec jeszcze raz lekki drybrush na srebrno, potem ciapkowanie brązem i pomarańczowym imitujące rdzę oraz patynowanie rozwodnionym turkusowo-zielonym. To taki skrót dla ciekawych malowania.
Teraz czas spakować stwora i wysłać w świat.
Zapraszam do oglądania galerii zdjęć.


















sobota, 24 września 2016

Duma Rzeczpospolitej

Duma Rzeczpospolitej, skrzydlata jazda w 15mm wydaniu Wargamera a moim skromnym wykonaniu wygląda jak niżej. Świetne, choć starsze wzory, które nagradzają wysiłek przy farbkach. Zawsze chciałem to zrobić.


The pride of the Commonwealth, 15mm winged lancers produced by Wargamer and painted by me as above. Excellent design, although not the newest one, that gives satisfaction after some efforts with brush and paints. I’ve always wanted to paint this formation.

poniedziałek, 19 września 2016

The Glottkin

Obiecałem wrzucić co nieco z moich ostatnich malarskich dokonań. Jakoś wiele tego nie ma, ale akurat skończyłem malować stwora do Age of Sigmar, już w tej chwili. Kiedyś byłby do Warhammera Fantasy Battle. Sam stwór jest już skończony, natomiast dosiadają go dwaj bohaterowie, którze jeszcze okupują mój stół malarski i to w bardzo niezaawansowanej formie, bo w podkładzie :)
Nie do końca widać skalę tego modelu, więc w ramach informacji podstawka ma 10cm średnicy. Miłego oglądania.










sobota, 17 września 2016

Abyssal Dwarfs vs Undead

Dzisiaj bielska Strefa była świadkiem nietypowego zjawiska. Troje przystojnych i wybitnie inteligentnych nastolatków rozegrało dwie bitwy w Kings of War. Gobos dał się namówić autorowi posta na granie a Szeperd towarzyszył obu, okraszając rozgrywkę ekskluzywnymi anegdotkami o taksówkarzach, co niezmiernie usprawniało grę. 

Wspomniany Szeperd zarzekał się również, że chętnie pomalowałby nową armię, byle była to armia elfów. Niczym ferrari w dowolnym kolorze, byle czerwonym. Nasze granie przyciągnęło sporo uwagi, w tym i obsługi sklepu. Widać w weteranach tli się resztka sentymentu dla starego dobrego Młotka.

Ciekaw jestem, co o dzisiejszym dniu napiszą współ-uczestnicy - "Chciałabym, a boję się" Szeperd i "Odbiłem się od drzwi taksówki" Gobos. To, że mnie się bardzo podobało jest raczej jasne.








czwartek, 15 września 2016

Abyssal Dwarfs vs Dwarfs

W życiu każdego krasnoluda przychodzi taki moment, gdy musi odłożyć pędzel i sięgnąć po topór. Zakończyć etap palonej umbry i wciągnąć nozdrzami zapach palonej ziemi. Zamienić karmazyn z Vallejo na karmazyn krwi wroga chlupoczący pod stopami. Ot, taka dola brodatego ludu. Co poradzić. Jak trzeba to trzeba.

W zeszłą sobotę udało mi się rozegrać dwie pierwsze bitwy z krasnoludami. Obie bitwy rozegraliśmy na 1000 punktów czyli na relatywnie niewielkie armie ale dało się odczuć, że jest czym dowodzić. Same bitwy przebiegały bardzo sprawnie, mimo braku jakiegokolwiek doświadczenia z mojej i niewielkiego ze strony kolegi Gregx'a.

Vanilla Dwarfs, jak to one, silnie ufortyfikowane, na razie bez wsparcia kawalerii, próbowały pokonać mnie z dystansu, zasypując pole ogniem z organek i strzelców a resztki, które dotrą do jego linii dobić uderzeniem hordy regularnej piechoty. Moje siły, znacznie bardziej mobilne, planowały rozstrzygnąć bitwę na swoją korzyść "zwijając" skrzydło przeciwnika a następnie uderzając na flankę jego formacji.

W zasadzie w obu przypadkach mój plan się udał ale nie było to zupełnie proste. Kings of War to gra, gdzie pozycja jest kluczowa a osiągnięcie bardzo dogodnej łatwe nie jest. Po dwóch grach pojawił się też od razu głód wystawienia kolejnych jednostek i większych punków, co dobrze wróży rozwojowi mojej armii.

Obie bitwy zagraliśmy po całym dniu turniejowego grania i przyznam, że zaskoczyło mnie to, że po dwóch bitwach nie odczuwałem "przepalenia obwodów" będących skutkiem nadmiernego myślenia o mechanice. Była tylko frajda z gry jako takiej. Podejmowanych decyzji i ich skutków. Moje zamierzchłe doświadczenia z kilkoma edycjami WFB nie dały mi takiego komfortu gry. Pytanie czy to kwestia starzenia się czy samej mechaniki. Niedługo czekają mnie bitwy z armią Nieumarłych - zobaczymy!







poniedziałek, 5 września 2016

Dragon-fire teams

Fiendish weapons that spew great gouts of alchemic fire, these weapons teams consist of two trained operators and a canister of highly volatile, flammable liquid.
  - opis jednostki z podręcznika / strony Mantic Games
Czym byłyby krasnoludy bez swoich maszyn wojennych? Czym byłyby krasnoludy Otchłani bez swoich maszyn wojennych, będących połączeniem krasnoludzkiej technologii i babrania się magią? Czymkolwiek by były, nie byłoby tyle dymu, prochu, huku i ognia, prawda? Gdy krasnoludy rażą ołowiem przeciwników z dystansu, ich bardziej złośliwi kuzyni lubią z bliska obserwować efekty działania swoich maszyn. Dlatego wyposażają własne jednostki w garłacze a niektórych również w miotacze ognia.

Drużyny obsługujące smoczy ogień to dwuosobowe zespoły, które w niewielkim tempie przemieszczają się po polu bitwy, zionąc we wszystko, co tylko wejdzie im w zasięg. Na niewielkiej, kawaleryjskiej podstawce mieści się model "sikawkowego", ogniomistrza i kociołka z łatwopalną substancją. Dwie drużyny, które ostatnio pomalowałem to ostatnie modele potrzebne do mojej tysiąc-punktowej armii. Nie dość, że udało się całość pomalować w przewidywanym terminie to jeszcze znalazłem parę osób chętnych do grania. Kto by pomyślał...

Malowanie modeli raczej typowe, w konwencji armii. Dzięki Gobosowi, udało mi się jednak wzbogacić jeden miotacz o płomień, który wygląda po prostu świetnie! Na zdjęciu widać również poganiacza niewolników - dowódcę mojej armii.

Niedługo pochwalę się zdjęciem rodzinnym!





czwartek, 1 września 2016

Ordyńcy na konkurs

Trwa dziesiąta edycja konkursu malarskiego organizowanego przez Forum Strategie. Zgłosiłem się ze swoją pracą w skali 15mm. Są to ordyńcy z armii Chanatu Krymskiego do systemu Ogniem i Mieczem. Figurki te kupiłem bodaj ze dwa lata temu, z myślą o wystawieniu Tatarów jako sojuszników do mojej moskiewskiej dywizji (pisałem już o tym nie raz). Ponieważ w międzyczasie pomalowałem inny pułk sojuszniczy, na Tatarów w tym wydaniu przeszła mi ochota. W każdym razie aż do momentu, w którym wpadłem na pomysł, że złożę tatarsko-turecki podjazd historyczny Hadży Gireja. Wspomniany konkurs zmotywował mnie dodatkowo do rozpoczęcia prac na tą listą.

The 10th edition of painting contest organized by Forum Strategie is still going on. I took part with my 15mm unit. These are the Crimean Khanate warriors from By Fire and Sword System. I bought the minis some years ago with an idea to field these as the ally regiment to my Muscovite division (I wrote about it a few times in the past). In meantime I painted other formation to be Muscovite allies and lost my interest in Tartars. I lost it until I found out I want to paint a combined Tartar and Ottoman Empire skirmish list of Hadży Girej. Mentioned contest gave me additional motivation to launch this project.



15mm władcy stepu okazali się sporym wyzwaniem – rzeźba nie jest łatwa, w dodatku trzeba uważać, żeby nie przesadzić z nadmiarem kolorów. Poniżej, zgodnie z konwencją konkursową, wrzucam zdjęcia prezentujące postęp prac.

15mm masters of the steppe were kind of challenge for me – the sculpt is not easy to paint and on top of this you need to control yourself not to exaggerate with too many colors. Below, in accordance to the contest rules, I’m presenting pictures showing different stages of this paintjob.





Brutal, jak tam Twoi ordyńcy?

RSS FeedRSS