niedziela, 30 listopada 2008

Najlepiej nie planować

Planowanie idzie mi wyjątkowo kiepsko i jest tak właściwie, od kiedy pamiętam. Jak coś zaplanuję, to realizacja idzie jak po grudzie, nie raz i nie dwa efekt jest odległy od zamierzonego. Najlepiej rzucić  się mi w wir wydarzeń i patrzeć jak wszystko pięknie się układa.

No więc nie planowałem nic specjalnego w ten weekend, ot siedzenie w domu, korzystanie z wolnego, sprzątanie może jakieś. Tymczasem nawet kota była zdziwiona, kiedy w końcu się pojawiałem „na chacie” i zastanawiała się tylko czy zdążę ją nakarmić nim znów wyjdę.

W tym czasie zaczepiłem kilka galerii, wystawę sierściuchów, giełdę i kino, ale nie o tym chciałem tutaj napisać. Pisać chciałem bowiem o XVII Targach Książki Historycznej, którą również nawiedziłem, co jest osiągnięciem, gdyż w zeszłym roku, mimo starań i przygotowań, nie udało mi się dotrzeć do Klubu Dowództwa Garnizonu Warszawa, na to ważne święto.

Jak to zwykle na targach książki bywa, obfitowały one w spotkania z wydawcami, autorami, promocje nowych pozycji książkowych, ba, nawet w projekcje filmowe. Najważniejszym jednak aspektem tego wydarzenia, przynajmniej dla mnie, była możliwość zapoznania się z bogatą ofertą książki historycznej w naszym kraju no i oczywiście możliwość zrobienia zakupów.

Troszkę żałuję, że targi odbyły się na chwilę przed Mikołajkami, świętami Bożego Narodzenia, urodzinami bliskich mi osób, no i oczywiście czasem wielkiego świętowania i balangowania. Wszystkie te aspekty powodują, że w portfeliku robi się cieniutko już na samą myśl o nich.  Tak czy inaczej jednak, jakieś zakupy zrobić należało. W ten sposób do mojej kolejki książek do przeczytania, trafiły dzisiaj dwie pozycje: „Sztuka wojenna starożytnej Grecji” autorstwa Grzegorza Lacha i „Mitologia germańska” Artura Szrejtera.

Obie książki miałem już na oku od jakiegoś czasu, zwłaszcza tę drugą, która w międzyczasie zniknęła z półek księgarni i została dodrukowana. Drugi raz nie zamierzałem stracić okazji. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że na targi przyszedłem po jakąś dobrą książkę o wojnach Polski z Zakonem Krzyżackim. Nawet taką znalazłem, tylko, że było to już na IV piętrze klubu garnizonu, na stoiskach antykwarycznych, a ja w plecaku miałem już swoje zakupy. Gdyby choć książka była nieco tańsza, pewnie bym ją wziął, ale nie była. I tu mam mały apel do was, drodzy czytelnicy. Czy ktoś z was, nie ma gdzieś na półce książki Mariana Biskupa – „Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim : 1308-1521”, której chciałby się pozbyć, czy chociaż pożyczyć mi na jakiś czas? I tą prywatą zakończę ten niekrótki wpis. Dobranoc!

piątek, 28 listopada 2008

Burn the witch

Chciałbym w cyklu kilku postów przedstawić Wam drużynę do systemu Mordheim, którą niedawno stworzyłem. Zacznę od modeli - według mnie – najsłabszych w tej bandzie, w sensie wizualnym oczywiście. Są to z resztą modele, które już mieliście szansę zobaczyć i to na Bitewnym Zgiełku. Przed Wami staje czwórka Flagellantów oraz Halfing Scout. Hm, dziwne połączenie, co? No, wypadałoby jeszcze przedstawić co to za drużyna. A są to Łowcy Czarownic tłumaczenie przełożone przez Gobosa z oryginału, który brzmi Witch Hunters. Co w tej ekipie robi Halfing? Ano, najął się za ciężkie pieniądze żeby walczyć ze złem na tym paskudnym świecie, a właściwie wszystko jedno z czym ważne, że za to płacą.

Modele Flagellantów wyjąłem z mojej armii Imperium, były już gotowe więc sprawę miałem ułatwioną. Jedyne co zmieniłem to podstawki. Zakupiłem specjalne podstawki, które wydaje mi się pasują do miasta Mordheim. Halfing pochodzi z regimentu Dog of War Lumpin Croop's Fighting Cocks, ale dziś nie chciał nam pokazać swojej twarzy, po prostu się na nas wypiął. W tych modelach nie ma nic nadzwyczajnego więc nie będę się rozpisywał.
Wkrótce kolejne modele z tej bandy.

poniedziałek, 24 listopada 2008

Niczym rzep

Niczym rzep do psiego ogona etykietka kiepskich podstawek przylgnęła do mojej armii HE. Nieco mnie ta świadomość uwierała, była swoistym ‘da pejn in da es’, nie na tyle jednakże, bym posłuchaj tej czy owej rady i postanowił taki stan rzeczy zmienić. Przynajmniej nie własnym sumptem. I jak to zwykle bywa, z najmniej oczekiwanej strony, bo z dla żartu rzuconego tekstu, urodził się pomysł wymiany podstawek. Z żartu zrobiła się chwila zastanowienia, z chwili zastanowienia konkretna propozycja, z propozycji konkretne działanie zaś. Modny i konieczny w ciągu ostatniej dekady outsourcing przeniósł się więc na poletko skromnego i minimalistycznego, w moim wykonaniu, przygotowywania podstawek.
Wiem, rzeźbie w przysłowiowej kupie… anielskiego włosia, ale chciałem się koniecznie pozbyć owego tytułowego rzepa. Na razie zleciłem wyskubanie pierwszych kolców. Reszta w rękach Mistrza “Odrzepiacza”. W przyszłym roku, mam nadzieję, pochwale się całością. Do tegoż czasu zatem.

czwartek, 20 listopada 2008

Stepowe diabły

Nad Kislevem  zapadały ciemności. Niewielkie, położone w bezkresnym stepie sioło z wolna szykowało się do snu. Kryte blachą kopuły maleńkiej drewnianej cerkwi odbijały ostatnie promienie zachodzącego jesiennego słońca.
Ciszę nocną gwałtownie rozerwał krótki świst –zapalona strzała trafiła w jedną ze strzech, która natychmiast zajęła się ogniem. Chwilę później drewniane domostwa stały w płomieniach. Przerażone kobiety lamentowały, zaś mężczyźni klnąc biegali po wsi w poszukiwaniu oręża, wiedzieli bowiem, kto złożył im wieczorną wizytę... Wtedy zza pobliskiego wzgórza wyłonili się krępi skośnoocy wojownicy. Spadli na wieś niczym szarańcza, wśród świstu szabel i dzikich wrzasków. Jadąc na szybkich jak stepowy wiatr, kudłatych bestiach, wycinali wieśniaków, nie szczędząc kobiet, dzieci ni starców.
Rzeź skończyła się równie niespodziewanie, co zaczęła. Dogasające słońce świeciło słabym, krwawoczerwonym blaskiem. Na stepie szumiała trawa. Mieszkańcy nieszczęsnej wsi spali snem wiecznym.

No dobra, a ja wyszumiałem się literacko, he, he. Ten oddział to Oglah Khan’s Hobgoblin Wolfboyz i jest jednym z najemnych regimentów Psów Wojny. Skusił mnie niepowtarzalny wschodni styl, więc kupiłem ich bez zastanowienia (w dodatku w zafoliowanym, dziewiczym boksie!). Warto dodać, że GW już tego zestawu nie produkuje, tak więc rozumiecie, skąd ta ekscytacja. Jak zabrałem się za nich w wrześniu, tak skończyłem dopiero kilka dni temu. Bez przerwy coś odrywało mnie od malowania, i za cholerę nie mogłem ich skończyć… Efekt oceńcie sami. Szkoda tylko, że zdjęcia wyszły tak, jak wyszły –bo w rzeczywistości figury wyglądają nieco lepiej. Całość oceniam jako przyzwoity tabletop. Na zdjęciach nie widać, jak napracowałem się nad trawą żeby sterczała zamiast leżeć (jak to zwykle bywa ze statikiem). Sypałem ją z góry, a potem stroszyłem naelektryzowanym długopisem. Wyszło nieźle. Na figurkach gdzieniegdzie pojawia się kolor żółty. To przymiarka. Do czego? Niedługo zobaczycie.

poniedziałek, 17 listopada 2008

Pierwszy raz

Hmmm... jakby tu zacząć po tak długim czasie nieobecności? Może prosto z mostu? Tak będzie chyba najłatwiej? Sam już nie wiem. W każdym razie chciałem się pochwalić. Nie wiem czy jest czym, bo w rzeczywistości już tak metalowo nie wygląda, ale zdjęcie wyszło super. Oto przed Wami dwie pierwsze miniatury skaveńskiego warbandu teoretycznie przygotowywanego na potrzeby takiej jednej kampanii. Właściwie nie wiem czy powinienem się chwalić na blogu, bo gdzieś na boku powstają jakieś inne, skryte plany prezentacji występujących band, ale na razie to chyba tajemnica, wiec ciiicho sza! Jeśli więc nie mogę, to proszę bardzo na niepatrzenie w nieodpowiednie miejsca i zwrócenie uwagi tylko na pewne szczegóły i ocenę. A jakie szczegóły? Tytuł wpisu powinien podpowiedzieć, tym którzy nie zauważyli w figurkach czegoś dziwnego. Bardzo proszę zacne grono zgiełkowiczów ( w tym miejscu office proponuje działkowiczów... ) o komentarze i konstruktywna krytykę.

PS. Tak, wiem łańcuch cepa nie jest skończony ( czyli innymi słowy jest nieskończony, jakby to matematyk określił ). Będzie. Cierpliwości. Dziękuje.

PSS. Za jakość, skład słów, wartość merytoryczną czy też stylistyczną tego wpisu nie odpowiadam z pełną świadomością. Za okoliczności łagodzące proszę przyjąć czas, miejsce i okoliczności pisania tych słów, oraz stan psychofizyczny autora. Po dwakroć dziękuje.

A takie tam gobosowskie gadanie

Games Workshop – największa i najpopularniejsza firma zajmująca się wargame’ingiem fantasy na świecie, przynajmniej tak mi się wydaje. Jak to możliwe, że mają kłopoty finansowe, jak twierdzą? Kryzys gospodarczy na świecie? Chyba nie, GW miało problemy już wcześniej. Poza tym wszyscy wiedzą przecież, że dzieciaków i nastolatków dekoniunktura nie tyka. A może to oni rozpoczęli całą tą recesję, która nas powoli otacza i przygniata do ziemi? Hm, chyba też nie. Czyżby zła gospodarność i wybór produktów spowodował obecne zaciskanie pasa? Chłopaki trochę za bardzo się rozochocili i poszli w produkty, których nikt nigdy nie kupi. Czy zmiana formy strony internetowej jest kolejnym posunięciem próby stawania na nogi? Obok wycofywania starszych, mniej popularnych modeli, co mnie osobiście dosyć zabolało.
Ja w zasadzie chciałem o tej ich stronie. Poprzednia była całkiem ładna, przejrzysta i wygodna. Obecna to tragedia, pomyślałem wchodząc na nią niedawno. Ciężko się połapać w ilości katalogów, zakładek, podzakładek i innych szajsów. Strona chodzi wolniej niż ślimak wygrzewający się od tygodnia na słońcu (nie pytajcie o co mi chodziło – sam nie wiem). Ogólnie szlag mnie trafiał, kiedy usiłowałem popatrzyć sobie na jakąś jedną konkretną figurkę, która mnie interesowała. Po trzykroć set szlag! Tak mnie wkurzają kolejne kroki i działania tej firmy. W końcu wybrałem inną drogę, szukając gdzieś po necie zdjęć. Dzisiaj wchodzę, patrzę:


We are currently moving our web site to its new home on newer, faster servers.
We hope to complete this operation by noon GMT / 7am EST Monday.
We apologize for any inconvenience this may cause.

He, chociaż tyle, że ta beznadziejna strona będzie może chodzić trochę szybciej, ale dzisiaj uczyniła mi pewne „inconveniance„. Szkoda tylko, że nie pomyśleli o tym wcześniej albo po prostu nie zostawili STAREJ STRONY!!! Dla mnie nowa strona to porażka. Dosyć marudzenia i żalów. A Wy co powiecie o nowej stronie GW?

piątek, 14 listopada 2008

Shaggy

O nie, znowu Ty?!

O tak, bardzo mi przykro koledzy, ale jestem zmuszony jeszcze raz pomęczyć moim ogrosmokiem. Jestem prawie pewny, po dzisiejszych wydarzeniach, że jest to po raz ostatni. Shaggoth (w wąskim gronie znany jako Shaggy) został przemalowany. W zasadzie został pomalowany dopiero po raz drugi, bo ostatnie zabiegi skupiły się tylko na konwersji. Poprzednie wersje Shaggy’iego można zobaczyć w starszych postach mojego bloga, zainteresowanych tam właśnie odsyłam. Mam jednak słabość do tej figurki, uznałem ten model za jeden z najlepszych modeli GW w historii, nawet zagłosowałem na niego podczas takowego rankingu na stronie Games Workshop.

Do kolejnej modyfikacji skłoniły mnie jego niepowodzenia na eBay’u. Stwierdziłem, że wygląda zbyt zwyczajnie i postanowiłem to zmienić. Obecnie ma zimne barwy, szaro-niebieska skóra w części ogrzej oraz brązy w części smoczej. Całość ukraszona białym włosiem, aby rozjaśnić model. Kolorystykę tarczy i sukna pozostawiłem bez zmian, ponieważ to były elementy, które mi się podobały. Nienaruszone pozostały także elementy „biżuterii”, pancerza i broń. Moją ulubioną częścią zostały łuski na grzbiecie i ogonie stwora. Pomalowałem je w odcieniach piaskowo-kremowych. Mam nadzieję, że całość prezentuje się całkiem przyzwoicie. Jedyne moje wątpliwości tyczyły się elementów czerwonych, jakoś nie do końca pasowały mi do zimnych kolorów samej postaci. Jeśli macie uwagi i chcecie się nimi podzielić zapraszam do komentowania.

Kilka słów weterana


Na początku listopada miała miejsce premiera nowej księgi armii do WFB – Warriors of Chaos. Jako że śmiertelnicy Chaosu od dawna byli moimi ulubieńcami, postanowiłem z tej okazji skreślić parę słów na ich temat. Postaram się w przybliżyć Wam nową księgę, podzielić się moimi opiniami na temat poszczególnych działów i dokonać kilku porównań z poprzednimi księgami. Nie uniknę chyba zdrowej dawki marudzenia zramolałego weterana Chaosu (to już ponad 11 lat!), ale postaram się ją zminimalizować. Tymczasem do rzeczy...

Nowa armia śmiertelnych wyznawców Chaosu była przeze mnie tą najbardziej oczekiwaną. Wojownicy Chaosu to druga z serii nowych ksiąg Chaosu, które to Games Workshop postanowiło rozbić na trzy osobne grupy: demony, wojowników i bestie. Sam zabieg rozdzielenia początkowo wydawał mi się potwornym gwałtem. Jednak po czasie, gdy minęły już pierwsze emocje, okazało się, że nie jest tak źle. Więcej armii wprowadzi większą różnorodność w czasie gier, co nigdy nie jest złą rzeczą. Oczywiście jedna grubaśna księga Chaosu z poprzednich edycji miała swój urok, ale wychodzę z założenia, że w czasie bitew towarzyskich na większe punkty można spokojnie wymyślić sensowny sposób połączenia kilku odłamów Chaosu w jedną armię.

Okładka prezentuje się nienajgorzej, chociaż postać lorda Khorna jest nieco przerysowana – co za dużo to, jak zwykle, niezdrowo. Ogólnie jest zbyt czerwono-żółty, ale być może taki Khorne najbardziej przemawia do napalonych nastolatków?
Podręcznik rozpoczyna tradycyjnie część „fluffowa”, która zajmuje około 35 stron okraszonych świetnymi rysunkami, zarówno starymi jak i nowymi. Część ta, zawierająca opis Królestwa Chaosu i jego nadejście, jest zasadniczo niezmieniono – bo i co tutaj zmieniać?

Dalej opisani są ludzie żyjący w pobliżu i na samych Pustkowiach Chaosu, czyli plemiona wojowniczych barbarzyńców, czczących Mrocznych Bogów. Opisany jest ich stosunek do owych bogów i to, w jaki sposób są z nimi powiązani. Tutaj we fluffie nastąpiła poważna zmiana w porównaniu do poprzednich edycji, bo o ile poprzednio konkretne plemiona oddawały się w służbę jednemu z Bogów, tutaj czczą wszystkich. Ma to oczywiście pewne odzwierciedlenie w zasadach, ale o tym później.

Następnie opisane są zalety i zagrożenia podążania ścieżką Czempiona Chaosu – tu niemal bez zmian w porównaniu do poprzednich edycji. Jest za to, obszerniejszy niż poprzednio, opis inwazji Asavara Kula, podczas której zostało zniszczone miasto Praag. Dodatkowo jest nowa historia o ataku i zniszczeniu przez armie Chaosu krasnoludzkiej twierdzy Kraka Drak. Dalej znajduje się historia Archaona, wybrańca Chaosu, który ma zniszczyć świat ludzi, i jego drogi ku potędze. Jest ona znacznie bardziej rozbudowana niż poprzednio, jednak, co ciekawe kończy się przed inwazją na Imperium – mimo, iż w prowadzonej przez Games Workshop kampanii Storm of Chaos, taka inwazja się odbyła. Tutaj fluff został cofnięty w czasie i tam zatrzymany.

Część stricte fluffową kończy kilkustronicowa oś czasowa, na której oznaczone są ważniejsze wydarzenia w historii śmiertelników Chaosu – począwszy od Wielkiego Kataklizmu aż do nadchodzącej inwazji Archaona.

Cały fluff jest oczywiście nieco poszerzony o dodatkowe historie i opisy – głównie z racji tego, że skupia się na samych tylko Wojownikach Chaosu, więc musiała zostać wypełniona czymś luka powstała po usunięciu historii dotyczących demonów i zwierzoludzi.

Następnym elementem księgi jest część z zasadami armii i poszczególnych jednostek. Idąc rozpoczętym przy okazji Elfów Wysokiego Rodu trendem, każda armia dostaje coś w rodzaju ogólnej zasady, która dotyczy wszystkich lub niemal wszystkich oddziałów w armii. U Wojowników Chaosu zasadą taką stała się Wola Chaosu. Powoduje ona, że wszystkie jednostki w armii mogą przerzucać nieudane testy paniki. Zasadę uważam za bardzo trafioną, gdyż sprawiła, że jednostki normalnie nieużywane z powodów podatności na Panikę właśnie, stały się teraz bardziej atrakcyjnym wyborem (co wpłynie pozytywnie na urozmaicenie armii).

Drugą zasadą, nawiązującą nieco do starszych edycji Chaosu, jest Oko Bogów (Eye of the Gods). Sprawia ona, że bohaterowie Chaosu muszą zawsze dążyć do pojedynków, a za zabicie wrogiego herosa lub modelu z zasadą Duży Cel otrzymują prawo do rzutu 2D6 na specjalnej tabelce – rezultaty, począwszy od przekleństwa Głupoty, poprzez szereg dodatków do statystyk, a na Wardzie 4+ i Uporze kończąc, są na stałe dodawane do statystyk i zasad bohatera. Jest to bezpośrednie nawiązanie do fluffu, w którym czempioni Chaosu muszą bezustannie udowadniać swoją wartość przed Mrocznymi Bogami oraz do tego, że ich nagrody nie zawsze tego czempiona ucieszą. Duży plus.

Dochodzimy wreszcie do opisów jednostek i ich zasad. Na opis większości przypada cała strona, okraszona zdjęciem. Jednostki Core składają się z Maruderów, Konnych Maruderów, Ogarów Chaosu oraz Wojowników Chaosu. Jednostki Special to Rycerze Chaosu, Wybrańcy Chaosu, Zapomniani/Opuszczeni (Forsaken), Rydwany, Smocze Ogry, Ogry Chaosu i Trolle Chaosu. Grupę Rare stanowią Piekielne Działa, Pomioty Chaosu, Shaggothy, Giganty Chasu oraz Wojenne Ołtarze. Jeśli chodzi o postacie, to pozostał Lord Chaosu, Czarnoksiężnik Lord i Demoniczny Książę z grupy Lordów oraz Wyniesiony/Egzaltowany (Exalted) Czempion i Czarnoksiężnik z grupy Herosów. Naszych bohaterów może wozić, poza obecnymi poprzednio demonicznymi rumakami, Mantikora oraz Palankin Nurgla. Dodatkowo dostajemy aż 10 (!) specjalnych bohaterów, z czego aż siedmiu jest świeżo wymyślonych.

Następne 24 strony stanowią kolorowe zdjęcia wspaniale pomalowanych modeli Chaosu, zarówno nowych, jak i klasycznych sprzed kilkunastu lat. Tutaj muszę powiedzieć, że nowe modele wyprodukowane z okazji wyjścia nowej księgi są naprawdę świetne, a w szczególności dotyczy do plastikowych konnych maruderów i rycerzy. Ich jakość i szczegółowość zadziwia. Osobiście najbardziej cieszę się z nowych koni, w końcu doczekaliśmy się osobnych wzorów. Doskonały jest też stosunek cena/jakość – przykładowo poprzednie modele rycerzy kosztowały ok.170zł za 5szt., obecnie jest to ok. 60zł. Oczywiście modele metalowe dalej są drogie, jednak oszczędność przy kupowaniu konnych maruderów, rycerzy i nowych plastikowych psów znacznie obniża koszt skompletowania armii.

http://www.games-workshop.com/gws/catalog/armySubUnitCats.jsp?catId=cat1380004&rootCatGameStyle=

http://www.games-workshop.com/gws/catalog/armySubUnitCats.jsp?catId=cat1380003&rootCatGameStyle=#

Po sekcji prezentacyjnej znajduje się dział magii, tradycyjnie już podzielonej na trzy Domeny po sześć czarów. Dość powiedzieć, że wszystkie zostały znacząco przebudowane, przy czym wydatnie wzrosła siła Domeny Nurgla, a osłabła Domena Slaanesha. Ogólnie rzecz biorąc wszystkie są zrównoważone i mają swoje słabości (np. 2 z 6 czarów Slaanesha nie działają na jednostki Odporne na Psychologię, których ostatnio jest sporo).
Na kolejne zmiany natrafiamy w opisie działania poszczególnych Znamion Bogów. Znamię Tzeentcha ulepsza posiadany Ward Save o 1 (w razie braku daje Ward Save 6+), a czarodziejom dodatkowo daje +1 do rzucania czarów. Znak Nurgla sprawia, że wrogowie mają -1 do trafienia ze strzelania i -1WS w walce przeciwko modelom z tym Znamieniem. Znamię Khorna daje Frenzy, a znamię Slaanesha odporność na Panikę, Strach i Terror. Ogólnie rzecz biorąc znamiona są ciekawe i zrównoważone, a co ważne wszystkie są atrakcyjne, co wcześniej nie miało miejsca.

Tuż po opisie Znamion zaczynają się magiczne przedmioty oraz Dary Bogów. Dary są dodatkiem do Magicznych przedmiotów i mogą być brane oprócz nich – jest na nie osobna pula punktów, inna dla różnych bohaterów. Zarówno Dary jak i przedmioty przynoszą pewne rozczarowanie – poza kilkoma ciekawymi i użytecznymi mamy masę ciekawostek, które przydatne są na tyle rzadko, że lepiej oszczędzić te punkty i wydać je na wojsko... W kwestii magicznych przedmiotów i Znamion Bogów autor popełnił największą - moim zdaniem – zbrodnię w tej książce. Mianowicie nie ma żadnych ograniczeń co do przedmiotów jakie można władować bohaterowi w zależności od tego czyim jest wyznawcą. Możemy więc mieć Lorda Chaosu ze Znamieniem Slaanesha, posiadającego amulet Złote Oko Tzeentcha i walczącego Glewią Zarazy... Wzajemna wrogość wyznawców i poświęcenie się konkretnemu bogu zginęła zadźgana na Ołtarzu Uproszczeń Zasad. Oczywiście można spróbować ograniczyć się we własnym zakresie, ale pewne przedmioty nie mają alternatyw poświęconych innemu bóstwu.

Z całej sekcji magicznych zabawek najlepiej wypadają sztandary – każdy z nich jest ciekawy i użyteczny.

Doszliśmy w końcu do sedna, czyli listy armii. Pozwolę sobie tutaj opisać poszczególne jednostki, ich wady i zalety. Celowo nie zrobiłem tego na etapie opisów jednostek, gdyż tutaj dopiero poznajemy koszty punktowe oddziałów, a dopiero w zestawieniu z nimi da się dokonać prawdziwej oceny.

Sekcja Lordów jest dość zatłoczona – znajduje się tu aż 6 bohaterów specjalnych, o których nie będę się jednak rozwodził, a tylko ich wymienią. Są to: Archaon, Galrauch – pierwszy ze smoków Chaosu, Książę Sigvald Wspaniały – dekadencki i narcystyczny lord Slaanesha, Kholek Suneater – starożytny smoczy ogr, Valkia Krwawa – demoniczna księżniczka Khorna, oraz Vilitch the Curseling – zmutowany czarnoksiężnik Tzeentcha. Potem znajdujemy w końcu „zwykłego” Lorda Chaosu, Lorda Czarnoksiężnika oraz Demonicznego Księcia. Zarówno obaj ludzcy lordowie mogą dosiadać wszelkiej maści demonicznych rumaków, smoka czy mantikory. Oprócz przedmiotów magicznych do 100 punktów, mogą mieć Dary Bogów do 50 punktów. Ich ceny nie zmieniły się w porównaniu do poprzedniej edycji. Demoniczny książę nie może mieć magicznych przedmiotów, za to może wziąć Dary bogów do 100 punktów.

Herosi zaczynają się również od bohaterów specjalnych – Festus the Leechlord – czarnoksiężnika Nurgla, Throgg – Król Trolli oraz Wulfrik the Wanderer – czempion skazany na wieczną tułaczkę. Ze zwykłych bohaterów mamy Czarnoksiężnika oraz Exalted Championa – mogących mieć przedmioty magiczne do 50 punktów i Dary Bogów do 25 punktów. Sam Exalted Champion podrożał 10 punktów, natomiast spadła jego inicjatywa, więc ogólnie rzecz biorąc pogorszył się. Wyleciał natomiast z listy Aspiring Champion, który pełnił poprzednio głównie rolę sztandarowego armii, którą to rolę przejął obecnie Exalted Champion.

Sekcja Core składa się z czterech jednostek. Ogary Chaosu pozostały w zasadzie niezmienione, poza tym, że pojawiły się u nich dodatkowe opcje – Scaly Skin 6+ za 1pkt. oraz Poisoned Attacks za 3pkt. Dla modelu, który kosztuje 6 punktów, te ulepszenia to śmiech na sali, gdyż Save 6+ nie daje absolutnie nic, natomiast Poison za 3pkt zabiera psom ich najważniejszą zaletę – tani koszt punktowy. Ogary nie liczą się do minimalnej wymaganej liczby core, tak jak poprzednio. Są jednostką niezbędną w armii, nieużywanie ich to jak strzelanie sobie w stopę – do nich należy rola przynęty, przeszkadzajki itp.

Maruderzy na piechotę potanieli do 4pkt i otrzymali możliwość wykupienia Znamion Bogów. Zmiana na plus, dająca graczom możliwość wystawienia hord taniej piechoty.
Maruderzy konni to jedna z kluczowych jednostek w armii, bez której niezwykle ciężko się obyć. Armia pozbawiona jest bowiem jakichkolwiek jednostek latających, więc rolę łowców maszyn wojennych muszą przejąć właśnie oni. Posiadają również możliwość wykupienia Znamion Chaosu.

Wojownicy Chaosu – naprawdę twarda piechota, dostali z powrotem pancerze Chaosu, dzięki czemu mają bazowy pancerz 4+. Przywrócono im też 2 ataki. Posiadają oczywiście możliwość wykupienia Znamienia Chaosu oraz magicznego sztandaru. Kosztują 15 punktów za sztukę przed dokupieniem tarcz, broni wielkiej, halabard czy dodatkowej broni ręcznej – to dużo, ale wojownicy chaosu są elitą, więc ich cena nie jest taka straszna... a raczej nie byłaby gdyby nie jeden fakt – mają tylko 4 ruchu, czego należy się spodziewać po człowieku. Piechota tak wolna i tak droga nie dojdzie raczej za daleko – tym bardziej, że brak jakichkolwiek jednostek latających czy też posiadających zasadę Skirmish sprawia, że łatwo będzie zablokować takim wojownikom możliwość marszu. To jest ich główna słabość, zobaczymy w ogniu walki czy nie jest zbyt duża.

W dziale Special mamy zatrzęsienie. Na początek nowość – Forsaken, Zapomnieni, Odrzuceni, wojownicy, którzy otrzymali zbyt wiele negatywnych mutacji, że są tylko o krok od zamienienia się w bezmózgie pomioty Chaosu. Mają Frenzy, ich główną zaleta jest szybkość 6 i dużo ataków (każdy z nich ma D3+1 ataki z Siłą 4), wadą aż 18 punktów. Gdyby ta jednostka miała Skirmish, byłaby ciekawą alternatywą dla innych wyborów Special – a tak są co najwyżej średniakami.

Chosen, to najlepsi Wojownicy Chaosu, posiadający aż 6WS oraz co ważniejsze, rozpoczynają grę z losowym efektem z tabeli Oko Bogów. Posiadają wszystkie pozostałe zalety i wady zwyczajnych Wojowników, a dodatkowo czempion oddziału może mieć magiczne przedmioty do 25 punktów. Kosztują jednak aż 18 punktów sztuka, nie licząc dodatkowego uzbrojenia.

Rycerze Chaosu to potworna siła uderzeniowa. Mają po 2 ataki, pancerz 1+ i wzbudzają strach. Bazowo uzbrojeni w magiczną broń, dającą im stałą Siłę 5. Niezrozumiałe jest tylko tzw. „ulepszenie” magicznej broni do lanc, kosztujące 5pkt za model, przez co mają siłę 6 w szarży i siłę 4 poza nią. Nie wiem, kto woli mieć gorsze ataki za dopłatą... Oczywiście rycerze mogą mieć Znamiona Bogów i magiczne sztandary i są główną jednostką uderzeniową w armii – choć nie będą zbyt liczni kosztując 40pkt za model.

Rydwany Chaosu zasadniczo nie zmieniły się w porównaniu do poprzedniej wersji, ale stały się wyborem Special zamiast Core, co w oczywisty sposób zmniejsza ich grywalność.

Ogry Chaosu mają teraz możliwość wykupienia pancerza Chaosu oraz Znamion Bogów – są znacznie lepsze niż poprzednio, może zacznie się je w końcu widywać.
Smocze Ogry kosztują mniej więcej tyle samo, co poprzednio. Dzięki Woli Chaosu ich poprzednia słabość w postaci częstego panikowania została znacznie zmniejszona. Dodatkowo przenieśli się z sekcji Rare do Special.

Na koniec mamy trolle Chaosu, które różnią się od innych trolli ciekawą zasadą – Mutant Regeneration. Jeśli w jakiejkolwiek fazie zregenerują 2 lub więcej ran, to otrzymują darmowy rzut na tabelce Oko Bogów. Warte popróbowania, choć oczywiście muszą być niańczone przez generała ze względu na niskie Dowodzenie i Głupotę.

Sekcja Rare rozpoczyna się od ostatniego z bohaterów specjalnych – Pomiot Chaosu Scyla Anfingrim, który pomimo swojego stanu może wciąż walczyć w pojedynkach oraz korzystać z dobrodziejstw tabelki Oko Bogów.

Piekielne Działo, choć zajmuje już tylko jeden slot Rare a nie dwa jak poprzednio, zostało potwornie skrojone, jeśli chodzi o statystyki, nie zaś tak potwornie, jeśli chodzi o koszt punktowy. Mimo to jako jedyna broń zasięgowa w armii może okazać się cennym jej elementem.

Shaggothy, wielkie Smocze Ogry, zostały nieco ulepszone, ale dalej są znacznie za drogie jak na swoje możliwości – a szkoda, wielu liczyło na ugrywalnienie tego modelu.
Giganty Chaosu mogą teraz wykupić Znamiona Chaosu, jednak podrażanie i tak już drogiego modelu chyba jednak nie jest zbyt opłacalne.

Pomioty Chaosu jak ostatnio 2 za 1 slot rare, osobiście widzę ich przydatność jako odstraszacz ewentualnych jednostek próbujących spowolnić moją piechotę.

Nowy dodatek Wojenny Ołtarz – kapliczka Chaosu niesiona czy też wieziona do bitwy, rzucająca na wybraną jednostkę w 12” losowy efekt z tabeli Oko Bogów. Przy pewnych konfiguracjach armii jednostka ta ma potencjał, jednak sprawdzi się to w praktyce.
 To już koniec, mam nadzieję, że ktoś tutaj dobrnął i się nie zanudził. Przedstawię jeszcze kilka wniosków w ramach podsumowania i dam Wam spokój.

Jeśli chodzi o część fluffową, to nie mam większych zastrzeżeń, poza oczywiście spłyceniem animozji pomiędzy wyznawcami poszczególnych Niszczycielskich Potęg. Dodano kilka nowych historii mogących stanowić inspiracje do stworzenia armii tematycznych.

Największy plus należy się za modele – armia będzie prezentować się wspaniale. To właśnie zakuci w ciężkie zbroje wojownicy sprawili, że pokochałem tą armię. Teraz, gdy nie będą pętać się pod nogami dzicy zwierzoludzie i dziwaczne demony, będzie jeszcze więcej świetnie wyglądających wojowników.

Mam dwa duże „ale” – możliwość mieszania przedmiotów różnych bogów na herosach z konkretnym Znamieniem Chaosu oraz wykastrowanie armii z elementów wsparcia. Brak zarówno jednostek latających, jak i harcowników sprawi, że dowolna armia defensywna będzie miała z górki, gdyż nic nie zastąpi lataków w niszczeniu maszyn, a dowolna armia posiadająca jednostki latające lub szybką kawalerię skutecznie unieszkodliwi armię Chaosu opartą na piechocie. Oczywiście da się temu zapobiegać, ale będzie to niezwykle trudne zadanie.

Mimo to jestem zadowolony, wojownicy w końcu są tak twardzi jak być powinni, armia wygląda świetnie, nowe figurki są cudowne – czegóż można więcej chcieć?

Do zobaczenia na polach bitew, gdzie postaram się wysłać wrzeszczące dusze Waszych wojowników do Królestwa Chaosu.

Przemysław Wójcik

wtorek, 11 listopada 2008

Lekki ubaw

Mam lekki ubaw, ogólny stan wesołości, kpiarstwo płynie mi w żyłach. Wszystko to wówczas, kiedy siadam do malowania lub przygotowywania figurek relikwiarza i bojowych pielgrzymów. W dodatku odświeżam sobie śląski tryptyk mistrza Sapkowskiego, akurat nasycony sferą kanoniczną ponad najśmielsze oczekiwania. Humor wylewa się z każdej strony powieści, mistrz Szarlej ujmuje rezonem i dowcipem. Jak tu się nie śmiać?
Plan minimum na długi weekend udało mi się zrealizować - sześciu fratrów gotowych, przy czym drugiej trójce tarcze zamierzam pomalować dopiero, kiedy wszystkie modele będą gotowe. Poza tym chyba przejąłem się faktem, że tarcze przypominają kapliczki - w związku z tym nie podjąłem się wyzwania. Na razie. Zdjęcie pokazuje aktualny stan regimentu. Cześć modeli jeszcze nie oczyszczona, część tuż przed nałożeniem podkładu, relikwiarz skonstruowany, reszta gotowa.
Relikwiarz, relikwiarz - co za rewelacyjna figurka! Czyszcząc ją i konstruując znalazłem wiele ukrytych szczegółów. Choćby ten, że lanca nie jest z zestawu (ale to akurat niewielki problem). Kiedy odkryłem, że pod żerdzią, na której braciszkowie dźwigają doczesne szczątki jakiegoś opancerzonego rycerzyka powieszony jest dzwon, padłem z zachwytu. Generalnie konstrukcja całości predestynuje autora figury do niejednej pochwały a i wielu nagród. Szerszy komentarz zostawię na później, kiedy nasza znajomość nabierze większych kolorów (dosłownie!).
Wczoraj odkryłem również, że czerwona farba z serii foundations wielce cuchnie, James Horner odcina kupony od własnej twórczości, przerabiając napisane wcześniej utwory na potrzeby innych filmów, styl Sapkowskiego chyba nie podoba mi się tak bezkrytycznie, jak kilka lat temu, nadto zaś, że kompletnie nie pojmuję, jak można zlizywać farbę podczas malowania. Spróbowałem - musiałem otworzyć butelkę, żeby przepłukać usta. Fuj.

czwartek, 6 listopada 2008

Pielgrzymek

Pisałem ostatnio o zaległościach. Dzisiaj wyjąłem z pudelka kolejną i postanowiłem wyemitować pilotażowy odcinek, czyli ułożyć wzorzec dla całego regimentu. Mowa o upartych i szalonych pielgrzymach bretońskich, jednym z najbardziej klimatycznych oddziałów tejże krainy. Właścicielem tej czeredki jest oczywiście nie kto inny, jak Prezes, któremu obiecałem ten regiment już w zeszłym roku. Niewielki poślizg, prawda? W każdym razie do pomalowania jest w sumie 12 pielgrzymów oraz relikwiarz, czyli kolejny kapitalny model. Już zacieram ręce do dalszej pracy, ponieważ dzisiejsza próba dała mi sporo frajdy. Postanowiłem uzyskać standard stołowy, tak więc bez większych szaleństw. Czarny podkład, następnie konstruowanie szarym, potem lekki drajbrasz i na końcu rozjaśnianie śmiałymi pociągnięciami pędzla, przy odrobinie mieszania w celu uzyskania jaśniejszego tonu. Natomiast co do skóry, to miałem okazję przetestować najnowszy nabytek i ostatni produkt GW zarazem, jeśli chodzi o farby. Mowa o nowych tuszach - użyty tutaj to ogryn flash. Mogę śmiało potwierdzić, że nowe inki są po prosto doskonałe. Po pierwsze świetnie się nakładają, nie trzeba ostrożnie dozować w obawie przed nadmiernym zalaniem modelu. Po drugie są matowe (piszę w liczbie mnogiej, ale zakładam, że ten konkretny kolor ma identyczne własności, jak pozostałe). Myślę, że warto je po prostu mieć w swoim warsztacie i to pomimo sporej ceny. Wracając do modelu - w regimencie są jeszcze dwa podobne. Pozostałe różnią się znacznie, więc nie powinienem się nudzić przy dalszej pracy. Powiem szczerze, że niektóre wzory są po prostu szalone. Można się ubawić od samego patrzenia. Gdyby nie to, że podstawkę poprawiałem kilka razy, figurka zajęłaby mi maks 45 minut. Dalej mam już zamiar malować po 2-3 jednym ciągiem, żeby przyspieszyć pracę. Relikwiarz może na końcu, może po 6 mnichu - jeszcze nie zdecydowałem. Mam teraz tylko nadzieję, że Prezes nie zapomniał o swoim regimencie i że odpowiednio nagrodzi moje wysiłki. Hi hi hi.

niedziela, 2 listopada 2008

Zaległości

Popełniłem niemal rok temu pewną konwersję konnego bohatera do HE. A na dobrą sprawę do zbudowałem go z różnych elementów niemal od zera. Pisałem o tym na blogu a nawet w szerszym artykule. Obiecałem wówczas, że pokażę również krok po kroku, jak maluję ową figurkę. Nic z tego jednak nie będzie, bo raz, że posiałem gdzieś zdjęcia z poszczególnych faz powstawania, dwa, że malarskich przewodników jest w sieci od groma, trzy, że po ludzku mi się nie chcę, cztery - po roku gotowy jest zaledwie wierzchowiec. A skończyłem go dzisiaj, w ramach nadrabiania zaległości. I pomyśleć, że kiedyś nie pozwoliłbym sobie na niedomalowaną figurkę na półce dłużej niż dwa tygodnie. Mierząc w złotego demona skończyłem na tzw. poziomie tabletopu. Chcąc niejako zadośćuczynić przewinieniom młodości, postanowiłem pomalować konia maści jabłkowitej. Myślę tu konkretnie o lekkiej jeździe, która do dzisiaj straszy niebieskimi kropkami na szarej skórze (odsyłam do galerii mojej armii na BZ, którą sobie zresztą nie tak dawno odświeżyłem). Stąd właśnie prezentowana figurka pomalowana została wg wskazówek dotyczących wspomnianej maści. Poza tym chciałem uzyskać nieco surowy efekt kolorystyczny - stąd kamienne podłoże, nietypowo dla HE brak białych elementów ekwipunku, za to szare i czarne barwy. Zdjęcie robocze - lepszy efekt chcę zachować do momentu ukończenia jeźdźca i prezentacji gotowej całości. Teraz pozostaje mi mieć nadzieję, że nastąpi to szybciej, niż w listopadzie przyszłego roku.

RSS FeedRSS