Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turniej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą turniej. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 września 2024

Powrót do Starego Świata IV

W ubiegłą sobotę odwiedziłem Chełmżę, gdzie odbywał się IV turniej the Old World. Wybraliśmy się we dwóch, ze szwagrem. Ślepy z Imperium, ja z Chorfami. Na turnieju pojawiło się 38 osób z całej Polski ale też np. ze Szkocji.

Rozegraliśmy 3 bitwy systemem szwajcarskim każdy.

W pierwszej bitwie grałem z buntownikami t.j. orkami i goblinami. Czarne Orki postanowiły podnieść rękę na swoich panów, co musiało zostać stłumione w zarodku. I tak się też stało. 20:0 i niewielkie straty w kawalerii pokazały, ze nie warto podnosić ręki na swojego pana.

piątek, 31 maja 2024

Kings of Warsaw GT 2024

W zeszły weekend brałem udział w Kings of Warsaw GT. Turniej, jak nazwa wskazuje, odbył się w Warszawie. Była to dwudniowa impreza organizowana w klubie Dragon, przy ul. Krakowskiej. Ostatni turniej na jakim byłem (nie licząc grania w Ambush) odbył się w Krakowie pod koniec 2022 roku, więc miałem sporą przerwę. Dlatego cieszyłem się podwójnie na powrót do grania.

Turniej rozplanowany został na dwa dni. 6 bitew. Zgłosiło się ponad 20 osób z całego Europy. Byli Niemcy, Francuzi i Anglicy. W tym dwóch zwycięzców największego turnieju na świecie Clash of Kings. Towarzystwo było więc międzynarodowe a poziom wysoki.

środa, 1 listopada 2023

Awantura w Panithorze II

Krótka fotorelacja.

W minioną sobotę miał miejsce drugi sosnowiecki turniej Kings of War w formacie Ambush. Organizowana przez sosnowiecki klub DD6 impreza pod nazwą Awantura w Panithorze, przyciągnęła 14 graczy, a każdy z nich przywiódł ze sobą 1000 punktową armię i rozegrał nią 5 bitew.

W tym samym terminie rozgrywano turniej w Łodzi na 2300 punktów ale ustaliliśmy z Antkiem, że pojedziemy obaj do Sosnowca. Antek ze swoimi ogrami, ja z Imperium Pyłu.

Gry były szybkie, każdy gracz miał 35 minut na bitwę. Scenariusze były zróżnicowane, teren i efektowny i praktyczny. Przeciwnicy godni polecenia. Antek nabrał doświadczenia, ja sprawdziłem nową armię w boju.

Serdecznie polecam imprezy z tego cyklu! Czekamy na następną.

wtorek, 11 grudnia 2018

King of War 2018

W ostatnią sobotę, gdy Szeperd prowadził boje w XVII wieku, w Katowicach miało miejsce inne bitewne wydarzenie. Odbył się ostatni, ósmy w tym roku turniej cyklu Mistrzostw Polski w Kings of War. Na turnieju pojawiło się 14 osób, które walczyły albo o poprawienie albo utrzymanie zajmowanej w klasyfikacji generalnej pozycji. Rozegraliśmy po 3 bitwy każdy. Poniżej krótki raport z moich bitew.

Bitwa 1 – Take and Hold
vs Kazan

Kazan rzucił mi wyzwanie jeszcze przed turniejem w Łodzi, dlatego bitwa z Nim nie była zaskoczeniem. Celem scenariusza kontrola znaczników. Punkty za kontrolę kumulowały się w czasie i ich suma na koniec bitwy decydowała o sukcesie. Wystawiłem się wiec tak, żeby mieć główną armią łatwy dostęp do 3 z 5 znaczników na środku stołu. Jeden był poza moim zasięgiem, daleko przy krawędzi, na połowie Kazana. Jeden po mojej prawej. Tego Kazan zupełnie zignorował.

niedziela, 9 grudnia 2018

Wyprawa krakowska

Wczoraj, tj. 8 grudnia 2018, krakowski sklep Vanaheim gościł uczestników turnieju Ogniem i Mieczem. Wśród graczy, którzy odpowiedzieli na wezwanie organizatorów w osobach Pułkownika i Swawolnika znalazła się również moja skromna osoba. Wojewoda Potiomkin, w niesamowicie klimatycznej scenerii sklepu, poprowadził swoje siły do walki o moskiewski honor (bo mecz otwarcia i mecz o wszystko możemy, z zasady, wykluczyć).



czwartek, 8 listopada 2018

Turniej Kings of War "Napa vol.2" - raport

W poprzedni weekend wziałem udział w turnieju Kings of War, zorganizowanym z okazji odzyskania przez Czechy niepodległości. Dwudniowy turniej odbył się w czeskiej Napajedla i był kolejną imprezą, którą o tej porze roku organizowała czeska grupa graczy. W dwa dni rozegraliśmy 5 bitew, wszstkie na 1918 punktów. Na imprezę w Napa planowałem pojechać już w zeszłym roku aledopiero teraz się udało plan zrealizować. Był to mój drugi, czeski turniej po zimowej wizycie w Brnie (klub Black Oil to marzenie gracza).

Do Czech wyruszyłem w sobotę rano. Droga zajęła mi niecałe dwie i pół godziny, po szerokich, pustych, rozświetlonych porannym słońcem drogach. Podczas jazdy słuchałem CounterCharge, wprowadzając się w stan mentackiej, przedbitewnej koncentracji.

poniedziałek, 1 października 2018

Turniej na poziomie "Zgrupowanie" na Polach Chwały 2018

Jak co roku, w ostatni weekend września w Niepołomicach, miał miejsce turniej Ogniem i Mieczem. Do tej pory był to turniej "dużego formatu" czyli rozgrywki na poziomie Dywizji. W przeciwieństwie do Wilanowa, który był turniejem "małego formatu" czyli rozgrywkami na poziomie Podjazd. Zeszły rok przyniósł zmianę i gracze pod Krakowem testowali zasady Zgrupowania. Nowego poziomu, który zapewnia emocje prowadzenia dużych bitew z poziomu Dywizji ale w czasie niewiele ponad 2 godzin. Jak widać zeszłoroczne testy wypadły pomyślnie, bo w miniony weekend, w już oficjalnie wydane zasady, zagrało blisko 20 graczy z całego kraju.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Turniej Kings of War w krakowskim sklepie Veto - relacja

W ostatnią sobotę odbył się pierwszy krakowski turniej Kings of War. Zostaliśmy ugoszczeni przez sklep Veto, który udostępnił lokal i ufundował nagrody. Z nieukrywaną radością spotkałem się ze sporą częścią autorów bitewnego zgiełku, którzy złapali bakcyla i od pewnego czasu często grają w Królów Wojny. Był więc Gobos i jego królestwo ludzi. Był Robson i jego dzika horda zwierzoludzi. Był i Seba, również z kudłatymi. Było też kilku innych graczy nie tylko z Krakowa.

Bitwy rozegrano na relatywnie niewielkie punkty, bo armie mogły być warte nie więcej niż 1200. Każdy gracz rozegrał 4 bitwy, każdą z innym przeciwnikiem. Organizacja nie zawiodła. Gracze dopisali, choć nie stawili się wszyscy zapowiedziani. 

Do boju poprowadziłem armię Abyssal Dwarfs, bo Trident Realms ciągle nie jest gotowy. Nie był to jednak problem, bo w końcu czego nie lubić w złych krasnalach, prawda? W rozpisce miałem:

2x horda Golemów (Bow of Kaba i Healing Brew)

1x regiment Halfbreed cavalry (Blade of Slashing)

2x troop Garłaczników / Decimators/ 
1x troop Gargulców
1x troop orków niewolników na dzikach

1x Wyrzutnia rakiet

1x Poganiacz niewolników (Healing charm)


Trzon armii stanowiły powolne ale twarde golemy. Zdecydowałem się nie brać maga z czasem, pozwalającym ruszać golemy o dodatkowe cale. Było to pewnego rodzaju ryzyko ale dzięki temu zaoszczędziłem punkty na  inne oddziały. Wsparciem dla golemów byli garłacznicy, jedyne krasnoludzkie jednostki w armii. Krasnale z Otchłani są mądre. Jeśli już ruszają w bój własną osobą, nie pchają się zaraz pod ostrza mieczy i toporów. Wolną ostrzelać przeciwników z garłaczy (lub artylerii, o czym za chwilę). Oba te niewielkie oddziały miały za zadanie ochraniać powolne golemy. Same krasnale nie są szybkie ale garłacz nie wymaga celowania, więc po ruchu strzela bez pogorszenia celności. Do tego w armii znalazły się trzy szybkie oddziały Dwa niewielkie gargulców i niewolników oraz oddział kawalerii, której zadaniem było łamanie odsłoniętego wroga. Orki i gargulce miały za zadanie atakować flanki lub osłaniać golemy przed grupowymi szarżami wrogich jednostek. Ostatnim elementem była lekka wyrzutnia rakiet. Nie zadaje ona dużych obrażeń i nie ma wysokiej siły (Piercing(1) i Blast tylko (d3)) ale trafia dość systematycznie a o to mi chodziło (ma 3 ataki a nie 1 jak większość maszyn). Jej celem było ostrzeliwanie lekkich oddziałów wroga. Czasem zadanie 1-2 wystarczy aby taki oddział uciekł. Czasem też przydaje się do złamania już nadwątlonego wrogiego oddziału. Lub zadanie kilku obrażeń lekko opancerzonym oddziałom zanim dojdzie do walki wręcz, gdzie kilka ran stanowi różnicę między ucieczką a utrzymaniem pozycji.

W pierwszej bitwie wyzwanie. Rzuciłem je Sebie i jego włochatym. Seba dopiero zaczyna przygodę z KoW i nie uchronił się przed błędami, które szybko wymknęły się spod kontroli. Herd  stracił impet i koordynację co było powodem klęski. Krasnale na koniec bitwy kontrolowały wymagane warunkami zwycięstwa znaczniki.

Druga bitwa i armia Sił Natury. Armia zbudowana z samych żywiołaków! Ognia, ziemi i powietrzna. Przeciwnik miał przewagę mobilności ale utrzymałem linię, odsyłając żywiołaki ziemi do... piachu. Odparłem też atak na flance. Pozostała reszta żywiołaków została wybita. Inwazja na połowę stołu przeciwnika zakończona sukcesem.

W trzeciej bitwie stanąłem twarzą w twarz z brodatą twarzą Gregxa i jego krasnoludów. Mam z nimi regularny konflikt. Bitwa miała więc dodatkowy smaczek. Spotkały się dwa krasnale na wąskiej kładce i żaden nie chciał ustąpić. Celem gry była kontrola ćwiartek pola bitwy. W planie taktycznym miałem jedna pozycję. Wyeliminować szybkie jednostki z flanki wroga i uderzyć na ciężki środek z flanki. W tym celu poświęciłem własną kawalerię, którą potraktowałem jak wabik (zanim zginęli, pozbyli się latającego herosa - berserkera. Zbliżających się berserkerów na borsukach częstowałem przez dwie tury ogniem z wyrzutni rakiet i oddziału garłaczników. Po tym jak roznieśli moją kawalerię otrzymali kolejną salwę i to było dla nich dość. Po tej wymianie gargulce, które blokowały szarżę kawalerii na moich strzelców, znalazły się na flance wroga, który nie mógł się od nich osłonić. Zawinąłem więc całą linię krasnali od prawa do lewa, trzymając się cały czas z dala od jego strzelców. Zajęło się nimi działo, które po zniszczeniu jazdy, mogło strzelać w coś innego. Bitwa zakończyła się zwycięstwem i kontrolą wymaganych ćwiartek.

W ostatniej bitwie starłem się z Gobosem i jego ludźmi. Mocno defensywna armia zniechęciła mnie do powolnego atakowania golemami, które postanowiły pilnować znacznika, dającego mi zwycięstwo. Gobos ostro napsuł mi jednostek swoja artylerią. W 1 turze straciłem własne działo. Później gargulce i kawalerię. Niepotrzebnie jeden z oddziałów golemów ślimaczył się w stronę wroga. Mogło mnie to kosztować bitwę ale na szczęście ustali. Po obu stronach bardzo małe straty. Jednak ostateczne zwycięstwo po mojej stronie. Scenariusz przewidział pasywność graczy i tym, co decydowało w tej sytuacji była kontrola środka stołu. Ten utrzymałem bez przeszkód ze strony Gobosa i wygrałem. 

Gratuluję wszystkim przeciwnikom świetnych gier, dziękują za organizację i do następnego turnieju! Był to bezapelacyjnie dobrze spędzony czas!









 




 




 

czwartek, 13 kwietnia 2017

Silesian King of War

W ostatnią niedzielę odbył się w Katowicach drugi turniej Kings of War z cyklu Silesian King of War 2017. Turniej z limitowaną ilością miejsc. W tym samym czasie w klubie Szybki Szpil odbywały się jeszcze dwie inne imprezy.

Imprezę rozegraliśmy z użyciem armii nie większych niż 2000 punktów. Trzy bitwy. Po 150 minut każda. Do walki o laur zwycięzcy stanęły krasnoludy otchłani (2), krasnludy, szczuroludzie, elfy, królestwa ludzi i liga Rohadii. 

Bitwa pierwsza

Gracze stawili się punktualnie, pouzupełniali co mieli uzupełnić w klubowym sklepie i rozpoczęliśmy pierwszą bitwę. Los zetknął moje krasnoludy z armią elfów w skład której wchodziły dwie duże strzeleckie hordy, oddział kawalerii na drakonach i sam król na wielkim smoku. W mojej armii trzon stanowiły dwie hordy golemów, horda garłaczników oraz wszelkiej maści niewolnicy. Celem misji było zdobycie kontroli nad znacznikami neutralnymi w środku stołu i tymi, znajdującymi się na połowie przeciwnika. Scenariusz ten grałem po raz pierwszy. Pochodzi on z nowej turniejowej książeczki wydanej przez Mantic Games. Jest to jeden z 12 scenariuszy napisanych specjalnie z myślą o potyczkach turniejowych. W dodatku znajdziemy też 10 nowych przedmiotów i trzy czary. 

Mój plan był następujący. Postanowiłem, że moja wolna linia golemów zablokuje wraży znacznik i powoli będzie przesuwać się  kierunku dwóch neutralnych na środku stołu. Naprzeciwko mojego najcenniejszego znacznika wystawiłem hordę strzelców, chronionych z flanki zabudowaniami, oba regimenty jazdy oraz pieszych niewolników. Mag stanął bezpiecznie w środku linii. Szybką flankę wsparł konny heros. Artylerię rozrzuciłem po bokach stołu. Elfy rozpoczęły pierwszą turę od niewielkich ruchów i mocnego ostrzału moich golemów. powietrzna kawaleria i smok postanowiły przesunąć się na drugą flankę przestraszone połączenia kawalerii i garłaczników wzajemnie się pilnujących. Moje formacje ruszyły się bardziej zdecydowanie. Golemy powoli do przodu, skrzydło szybciej by ograniczyć pole manewru wroga. Mag i poganiacz niewolników naprawili szkody wyrządzone w golemach przez elfów i wyczekiwali na kolejna turę. Artyleria "wbiła" to tu to tam po jednej czy dwie "rany". 

Druga tura to kolejny ostrzał golemów przez elfy, przemieszczanie się smoka na drugą flankę i oskrzydlanie pozycji elfów przez moja kawalerię. konny heros uderzył na pieszego sztandarowego elfów ale otrzymał ocenę "poniżej oczekiwań" i utknął w walce z włócznikami. Elfy nadal wyczekiwały na skutki ostrzału golemów. Jedna z hord otrzymała już 8 ran i powoli kamienne kolosy zaczynały chwiać się w posadach. 

Trzecia tura to szarża gargulców na hordę łuczników - zadanie choć jednej rany wyłączy ich ostrzału golemów! Kawaleria wyjechała zza lasu, gotowa do szarży w następnej turze. Mag na skrzydlatej maszkarze samobójczo szarżuje na flankę jeźdźców drakonów, uniemożliwiając im latanie, zatrzymując ich za własną linią. Niestety horda golemów pada od strzał szpicouchych. Smok, który otrzymał pierwsze obrażenia od artylerii zmuszony był rzucić się do walki. Wybrał większego golema. 

Kolejne tury. Żywiołak naprawiany przez poganiacza niewolników zaczyna coraz mocniej kaleczyć smoka, pozostała przy życiu horda golemów staje okrakiem na dwóch znacznikach, gotowa przyjąć szarżę elfów. Garłacznicy w końcu wchodzą a zasięg swojej broni i odsyłają do lasu oddział Hunters of the Wild. Flanka elfów przestaje istnieć. Mimo utraty maga i części głównej linii oraz dzięki statycznej postawie elfów, udało się zdominować kluczowe strefy. Wynik końcowy scenariusza 4:0. Wynik turniejowy 16:4 dla krasnoludów.







Bitwa druga

Po drugiej stronie stołu stanęli Abyssal Dwarfs. Pierwszy raz będę grał z własna armią. Skład nieco inny niż moja. Znacznie lepsza artyleria, horda orków ale mniej golemów i więcej gargulców. Cel misji to kontrola znaczników. Trzeba je podnieść i utrzymać do końca bitwy. Plan mam świetny, atakuje 2 znaczniki, ubezpieczany hordą garłaczników osłoniętych przed szybkim atakiem jednostek latających wieżą. Plan wytrzymał do pierwszego strzelania wroga, który nie dość, że trafił każdym działem to jeszcze wbił prawie maksymalną ilość obrażeń. To nadal było za mało, żeby bez kłopotu zniszczyć hordę strzelców ale przyszło testować Nerve i 5+6. Oddział zniesiony. Na szczęście mam przerzut i ... 6+6. Plan szlag trafił. W środku linii wielka dziura. Na szczęście mój przeciwnik jest w stanie realnie atakować jeden z trzech znaczników. Ja wszystkie trzy.

W drugiej turze rozbijam prawe skrzydło przeciwnika i przyjmuję srogą szarżę na lewym. golemy ustają. Niewolnicy i gargulce to za mało, żeby ich z marszu zniszczyć. Kontra rozbija orki na dzikach a miotacz ognia pozbywa się gargulców. Tchórze! Jednak nadal na lewym skrzydle widzę 2 regimenty gwardii nieśmiertelnych z zmutowanymi mastifami na smyczach i hordę orków w lesie wspierana magiem na skrzydlatym potworze. Golemy przeciwnika i trzeci regiment gwardii szachują moje golemy i obsydianowy olbrzym. Na nieszczęście przeciwnik nie zauważył, że może on zaszarżować gwardię i pozycja się "sypnęła". Duży golem wpadł w krasnoludy jak Tatarzy do wsi i rozpoczął grabienie krasnoludów z życia. 

Kolejne tury to manewrowanie przeciwko lewemu skrzydłu wroga, skutkiem czego giną golemy po mojej stronie a regiment gwardii wraz z hordą orków, które ostrzeliwane przez maga i moje artylerie w końcu wzięły nogi za pas, po stronie Patryka. W tym momencie posiadam wszystkie trzy znaczniki. Dwa całkowicie bezpieczne. Bitwa idzie już o małe punkty i honor. Ostatecznie, dzięki 7 turze, przeciwnik traci wszystkie jednostki i gra kończy się wynikiem 18:2 dla mnie.



Bitwa trzecia

Finałowa bitwa na pierwszym stole. Po drugiej stronie krasnoludy Gregxa. W ich szeregach horda żywiołaków, większy żywiołak ziemi, kilka regimentów brodaczy w tym gwardia i młotkowi oraz horda szeregowych ale twardych krasnali klanowych. Na skrzydle berserkerzy na borsukach i ich imienny bohater. Alter ego Grześka - Sveri. Na wzgórzu strzelcy, między oddziałami organki i miotacz ognia. Cel misji - przepchnąć znaczniki na połowę stołu przeciwnika. 

Pierwsze tury to wywieranie wzajemnej presji, okraszone solidnym ostrzałem kawalerii Gregxa rakietami. Skutkiem czego rzucił się on do przodu ale mocno poraniony, wyparowuje od kontr szarży. Ma środku golemy walczą o przetrwanie, zbyt daleko "wypchnięte" magią. Na szczęście stanęły za murem, który utrudnia przeciwnikowi szarżowanie. Niestety czas płynie a na prawym skrzydle pojawia się górnicze wiertło bojowe i młotkowi, zagrażając golemom. Garłacznicy szybko weszli w skuteczny zasięg i rozpoczęli uszkadzanie żywiołaków ziemi. Niestety mój konny bohater, który zniszczył miotacz ognia, otrzymał niesprawiedliwie dużo obrażeń (7 ran na 8 ataków na 4+) od dużego żywiołaka i zamiast ustać pola, uciekł. Organki zniosły moich orczych niewolników. Bitwa weszła w decydującą fazę.

Gargulce, akompaniujące kawalerii niszczącej jazdę brodatych, dopadły organków i rozszarpały ich załogę. Reszta jazdy zawróciła w kierunku środka pola ale do szarż nie doszło. Byli za daleko. Na szczęście golemy ustały kolejną szarżę ziemiozaurów, pozwalając garłaczom na którąś z rzędu salwę. Ta zmiotła kapłana kurdupli. Mój mag znowu dokonał samobójczej szarży, blokując prawą flankę przez młotkowymi. Udało się też rozbić mniejsze żywiołaki ziemi. Bitwa zbliżała się do końca. Każdy z nas miał po jednym znaczniku na połowie przeciwnika (oba na flankach). O wyniku bitwy zdecydowała pozycja na środku stołu. Większy żywiołak w końcu rozwalił moje golemy, zabierając im znacznik i ... zatrzymał się aż 6" za zniszczonym oddziałem (szóstka na k6). Pech. To jednak nadal było zbyt mało aby zagwarantować Greśkowi zwycięstwo. Sprawę rozwiązali niewolnicy na dzikach, którzy wpadli w bok żywiołaka, dobijając drania. Co ważniejsze, przejęli znacznik, który następnie upuścili, pozwalając garłacznikom na honorowe przesunięcie go o decydujące cale. W tym czasie gargulce odbiły się od snajperów krasnoludzkich (żenujące) i poczęstowane ołowiem uciekły z pola bitwy. Młotkowi, po zniszczeniu mojej drugiej hordy golemów na prawej flance, nie wytrzymali ostrzału artylerii i bitwa dobiegła końca już bez ich udziału. Wynik 17:3 dla prawdziwie złych krasnali. Po bitwie żałowałem, że dałem znacznik nie garłaczom a golemom. Nie ma nic lepszego niż przeciwnik podchodzący pod ich krótkie lufy. Na szczęście nie wpłynęło to na losy bitwy a jedynie na poziom stresu w jej trakcie.







Podsumowanie

Poniżej przedstawiam Wam ostateczną klasyfikację oraz odnośnik do wyników szczegółowych. Turniej był epicki. bitwy wymagające, ale nie męczące. Co najważniejsze, nie było spięć. Zasady nie powodowały żadnych problemów. Do tego Clash of Kings - dodatek turniejowy spisał się na 5+. Następny turniej zorganizujemy na mniejsze punkty tak, żeby nowi gracze z mniejszymi armiami mogli zmierzyć się na polu bitwy.

1. MiSiO / Abyssal Dwarfs TP: 51 BC: 4595 Szybki Szpil - Zły Garaż / Wisła
2. Kazan / Elves TP: 41 BC: 4285 Cztery Smoki / Łódź
3. Gregx / Dwarfs TP: 36 BC: 3395 Kraków

4. Wojtek Mruku / Kingdom of Men TP: 30 BC: 2220 Kraków
5. Patryk Wolski / Abyssal Dwarfs TP: 25 BC: 2030 Cztery Smoki / Łódź
6. Murmandamus / League of Rohadia TP: 21 BC: 2735 Radom
7. Yergin TP: 21 BC: 1340 Cztery Smoki / Łódź

https://tabletop.to/silesian-king-of-war-vol-2-8-or-9-kwietnia-2017

poniedziałek, 3 marca 2014

Ręka gołowy

Po tym, jak sprawiłem się z dragonami pogranicza moja straż zasieczna musiała dostać właściwą podstawkę dowódczą. Chciałem jakoś podkreślić przeważnie pieszy charakter tego podjazdu, komponując odpowiednio obstawę gołowy. Pomysł ściągnąłem bezczelnie od Misia. Moja przewaga polega na tym, że mogę podzielić się swoją pracą pierwszy.


Jednak oliwa sprawiedliwa – zapłaciłem ciężko za ten plagiat. Oryginalnie inna figura siedziała na koniu. Był to elegancki wzór dowódcy, z buławą w prawej dłoni. Kiedy byłem już w połowie malowania, podstawka wylądowała nieszczęśliwie na ziemi, łamiąc prawe ramię. Próby naprawy spełzły na niczym. Zdeterminowany wyjąłem identyczny wzór z pudełka. Będzie dobrze, pomyślałem, po czym… ponownie złamałem tę samą dłoń. Arrggh. Ostatecznie wybrałem model chorążego (skończyły mi się wzory do łamania) zmieniając nieco układ prawej ręki. Chodziło w zamyśle o gest imitujący wydawanie rozkazu. Dopiero po ukończeniu całości doszedłem do wniosku, że dłoń trzeba spiłować po wewnętrznej stronie, gdyż wygląda co najmniej idiotycznie. Jednak przed turniejem na poprawkę już czasu nie znalazłem.


Tym oto zaniedbaniem, niczym mistrz propagandy, wytłumaczę sromotną porażkę na sobotnim turnieju w Krakowie. Zająłem ostatnie miejsce. Ocieńharaszo, prawda? Poniżej kilka fotek z weekendowych zmagań. Pierwsza bitwa – będę bronił rzeki. Po drugiej stronie Corsarii i jego Szwedzi. Podzieliliśmy się równo punktami.


Mały przekrój przez stoły.


Moja druga bitwa. Epicki pojedynek numer 1 – carska hołota kontra tureccy Deli Gregxa. Urwałem im jedną podstawkę przez całą bitwę... jedną podstawkę całej Turcji...


Wioski broniłem jak lew, odpierając kolejne szarże. Bitwę przegrałem jednak z kretesem. Ale ubaw był za to przedni!


I jeszcze jeden epicki pojedynek – dowódcy strzelają do siebie ponad płotem


Grunt, że apetyt na granie mam coraz większy i czekam już na kolejny turniej.

niedziela, 12 stycznia 2014

Za dukat!

Za dukat, co w słońcu błyszczy! … spokojnie, nie wstąpiłem w szeregi Wolnej Kompanii. Wróciłem za to z Krakowa, gdzie wczoraj, w ramach lokalnego turnieju Ogniem i Mieczem, dwudziestu dowódców poprowadziło do walki swoje groźne podjazdy. Tak się złożyło, że jednym z nich byłem i ja. No bo pora chyba już najwyższa, aby dać się wyszumieć w polu moim Moskwicinom.


Na turniej pojechałem z jedną lista podjazdową, wartą 8 PS. Jest to podręcznikowy wariant, oparty na kilku sotniach dzieci bojarskich, dwóch rotach rajtarów i jednej sotni kozaków służebnych. Na czele podjazdu stoi moskiewski gołowa, wsparty dodatkowo przez podpułkownika. Przed turniejem uskuteczniłem mały lifting: zgodnie z sugestiami z forum OiM przemalowałem brzegi podstawek na czarno a także rozjaśniłem grubszy piasek, imitujący kamienie. Z efektu jestem zadowolony.


Z turnieju jeszcze bardziej. Dzięki organizacji przebiegał sprawnie i zgodnie z harmonogramem. Niezmordowany Swawolnik czuwał nad przebiegiem walk, punktacją, doborem przeciwników, służąc jednocześnie w potrzebie pomocą z zakresu znajomości zasad. A tych, jak wiadomo, nauka najlepsza jest w praktyce. Ćwiczyłem je zatem w starciu patroli przeciw Szwedom (remis z lekkim wskazaniem na mnie), następnie broniąc przeprawy przeciw połączonym siłom tatarsko-tureckim (moja taktyczna porażka), wreszcie remisując z Tatarami (tym razem to ja próbowałem zdobyć przeprawę). Poczynania te dały mi dziesiąte miejsce. Wspomnę także, że podjazd mój (zresztą jedyny grający tego dnia moskiewski) dostał kilka komplementów za swój wygląd. No i najważniejsze – zdobyłem swój pierwszy dukat!

RSS FeedRSS