piątek, 31 grudnia 2010

Pieśń Pozostaje Ta Sama

Wardancers rove across the length and breadth of Athel Loren in tightly knit troupes, treading paths and secret ways that few others know of or dare use. They are welcomed in Elven halls and treated with the utmost respect, yet also with more than a little fear and wariness. Other Wood Elves regard Wardancers as wild and unpredictable, and not without cause, for they are the servants and worshippers of the Elven trickster god, Loec, a deity whose conventions are a mystery to those not already committed to his path.


Księga Wood Elves, 2005

Dzisiejszy tytuł powinien brzmieć raczej: Parszywa Dwunastka. Byłby bliższy moim odczuciom na temat prezentowanych dzisiaj tancerzy wojny. Jakoś zawsze miałem o tym oddziale wysokie mniemanie - znów muszę wrócić do początków hobby, kolekcji tsara i jego tancerzy, z których jeden miał kapitalnie pomalowane spodnie a la Arlekin. Potem przyszły nowe wzory (prezentowane dzisiaj) i ciekawe zasady, o których skuteczności mogłem się przekonać jeszcze kilka lat temu, kiedy bywałem na turniejach lokalnej ligi. Skakało toto, mordowało jak wlezie, sejwowało jak wlezie, rzucało na liderkę jak wlezie. Cud, miód, majonez. Dlatego nie wyobrażam sobie mojej kolekcji bez tego oddziału. Dlatego w próbnych grach puszczałem ich też na pierwszy ogień. I coś nie zaskoczyło. Cóż – temat do przemyślenia. Całkiem parszywe za to mi się ich malowało. To chyba moment, w którym się zmęczyłem Leśniakami i tylko jako takie poczucie obowiązku sprawiło, że nie pozwoliłem sobie na skok w bok (no, może poza brytyjskim pancernikiem i Korhilem). Inna sprawa, że według pierwotnych założeń w grudniu 2010 na stronę trafić miały finałowe odcinki Tytanów. Ale i tak, uważam, dojechaliśmy nieźle, z siedmioma odsłonami naszych potrójnych zmagań.  Według pierwszego planu tancerzy miałem malować bodaj w sierpniu. Takie to słodko-gorzkie…. i bez znaczenia bajanie. Było nie było, tancerze trafili się na przerwę świąteczno-noworoczną i niech tak już zostanie. A czemu się parszywie malowało? No bo jakoś monotonnie i za długo. Chyba założyłem, że przy dość oszczędnych dodatkach i sporej dozie nagości (huhu) pójdzie mi to ze dwa razy szybciej. Oj dość biadolenia. MiSiO zaraz przypnie mi łatkę Jęczącej Marty. Skończeni i kropka. Dzicy, jednolici i z czerwonymi włosami leśnych mścicieli. Tak sobie to właśnie wykoncypowałem, że chce mieć w armii coś na kształt slayerów – stąd kolor włosów. Poza tym należy się tym figurom uznanie – wzory są dynamiczne, ciekawie pomyślane. Nie wiem jak Wy, ale mnie kojarzą się nieco z Mad Maxem. We are the children, lost generation, bla, bla, bla. No, coś w tym skojarzeniu jest. Postarałem się też namalować jako takie tatuaże – czarne w końcu, bo jeden czerwony na próbę mi się nie spodobał. Po prostu tancerze bez tatuaży by nie przeszli. Malunki wojenne, ochronne, itd. Najwięcej kłopotu miałem za to ze skórą. Malowałem ją jako ostatnią (tzn. wykańczałem jako ostatnią). Jednak pomysł na przejście z tallarn flash do elf flash jest zbyt ordynarny. Na koniec więc dałem sporo washa. Elfy wyszły nieco ciemniej, niż można by się wczytać we fluffie o ich skórze. Ale nie przeszkadza mi to zbyto – wręcz odwrotnie, pasuje do półnagich dzikusów. To, że wyszły też niechlujnie, to inna sprawa. Teraz pora wypróbować oddział w kolejnej bitwie, przy innej taktyce. Może się uda a malowanie podniesie skuteczność, jak mówi stare zaklęcie tych, co coś tam potrafią pomalować ale już … zagrać. No! Następny odcinek będzie lepszy.




Polana Złotej Wierzby znajdowała się za kolejnym wzniesieniem, dwie, trzy mile z okładem. Samotna postać przyspieszyła kroku, chcąc wreszcie pokonać ostatni etap swojej wędrówki. A przecież tu to jeszcze nie koniec, pomyślał wojownik w złoconej zbroi. To nawet nie połowa drogi. Czas był teraz jego największym wrogiem. Czas – jedyna rzecz we wszechświecie, której nie można odzyskać. Kiedy dotarł na wzniesienie, zatrzymał się. Wbrew swej nazwie, Polana nie była podobna do innych elfich osiedli. Nie było na niej również Złotej Wierzby. Zamiast tego porastał ją dziki, zbity gąszcz wszelkiego rodzaju drzew i krzewów. To tu mieszkali oni. Tancerze o czerwonych włosach. Ruszył w końcu powoli na dół zbocza, łowiąc uważnie otaczające go dźwięki. Wiedział już, że jest obserwowany. Szedł jednak dalej, do miejsca, w którym spodziewał się ich spotkać. W końcu do jego uszu dotarł cichy szmer, wpierw nieuchwytny, niczym szum leśnego potoku. Potem coraz bardziej wyraźny, melodyjny ton. Śpiew? Tak, śpiew. To oni śpiewali. Przystanął, wsłuchując się uważnie. Pieśń snuła się leniwie, nisko, minorowo. Opowiadała historię. Kusiła.  Znał tę historię. Usypiała. To była jego historia. Kiedyś…
Ocknął się. Leżał wygodnie na posłaniu z paproci. Musiałem zasnąć, pomyślał. Cienie kładły się długo w miejscach, gdzie słońce przebijało otaczający go gąszcz. Usiadł, pokrzepiony odpoczynkiem, którego wcale nie planował. I wtedy ich zobaczył. Otoczyli go luźnym kręgiem. Stali, siedzieli. Przypatrywali mu się. W ich twarzach czytał różne uczucia. Obawę, radość, szacunek, ciekawość. Kiedy wstał, niektórzy ukłonili się. Zauważył, że są przygotowani do drogi. 
- Czas… - wychrypiał w końcu z trudem, słysząc swój głos pierwszy raz od wieków. 
- Czas wyruszać – uciął lider Czerwonowłosych – na razie Pieśń Pozostaje Ta Sama…




Regiment
Typ: wardancers (bladesinger+muzyk)
Ilość: 12
Koszt w punktach: 237 pkt
Koszt w złotych: 105 zł

Armia
Stan posiadanych figur: 100%
Stan złożonych figur: 95,88%
Stan pomalowanych figur: 68,04%
Łączny koszt w punktach: 1424 pkt
Łączny koszt w złotych: 690 zł

Adrian Stolarczyk

Radosna twórczość

Na konformistę


Kiedyś z grobów wychodzili 
lata dupy, nóg nie myli
smrodu dużo mało akcji 
nic z zombiaków satysfakcji
żadnej nie przyjmują płacy 
to są tsara ex-żołdacy


teraz mieszczuch sie wycwanił 
i nas wszystkich będzie ganił
kiedy lanca w dupe wjedzie 
nie pomoże ci nikt w biedzie
kiedy weźmie w ręke kopie 
to ci w bielsku wnet nakopie
      
Gobos

Lecz jam po nim przejął fuchę,
Teraz moje to katusze.
Ścierwa, co powstały z grobu,
Zbieram by Wam nadać smrodu.

Nikt nie czuje tutaj strachu,
Nie mam serca, żegnaj brachu.
Wokół duchy i upiory,
Z ziemi wyjdą wszystkie stwory.

Najpierw pieski, kmioty brudne,
Weszły w posiadanie nudnie.
Bom je w Bardzie kupił sam,
Nie zważając ile mam.

Wielkie, dzikie, nieumarłe,
Czosnkiem wszystko dziś natarłem.
Nic to nie da, rzecze wiedźma,
To nieczułe są stworzenia.

Się napatoczyły ghoule,
Od nich to mam w gardle gulę.
Dwudziestaka ścierwojadów,
Obrobiłem no tych gadów.

Krwią obcieka wredny pysk,
Oni ze zwłok mają zysk.
Krążą tylko po cmentarzu,
Wnet wywloką cię z garażu.

Hola, hola, zapomniałem,
Wcześniej wampa gdzieś dopadłem.
Brzydal gębę ma okrutną,
Niech na niego wszyscy lukną.

Potwór jest to co nie miara,
A zębiska, o żesz wiara!
Uciekajmy co sił w nogach,
Bo nas na wieczerzę poda.

Przejdźmy dalej do szkieletów,
Jest ich wiela, nie do śmiechu.
Zgraja jest to dość wesoła,
Każdy inny i niezgoła.

Jak ci idą to klekocą,
Jak cię złapią nie ozłocą.
Wręcz przeciwnie, stary druchu,
Wnet pozbawią cię odruchów.

Netoperki straszna kiszka,
Lecz klimatu trochu zyskam.
Niby dużo, ale mało,
Trójkę tą nazywam zgrają.

Imperialnych zjedzą łatwo,
Nie uciekniesz od nich tratwą.
One latać też potrafią,
Pisz testament z dedykacją,

Ach, to dzisiaj nie był koniec,
Z piątej zwrotki ghoule gonię.
Bo dziesięciu z tamtej paki,
Malowałem nie dla draki.

Słychać śmiechy, buaha ha ha,
Straszna zgraja nam tu macha.
To pół setki żywych trupów,
Pozostawią Was bez butów.

Pożerają mózgi śmiało,
Nie krzywdź! Nie bij! Nic nie dało.
Więc gdy spotkasz tą ekipę,
Dupę w troki bierz pędzikiem.

Znów ci sami powtarzają,
Wilczki głośno ujadają.
Charczą, gryzą, ślinią mordy,
Podejdź bliżej, nie bądź mądry.

Lecz dziś cóż to, popatrz brachu.
Mam cię dzisiaj znowu w szachu.
Oto wyszła na jaw trwoga,
Armii mej połówka sroga.

Niemożliwe znowu oni,
Banda ghouli znów mnie goni?
To kolejna jest dwudziecha,
Ale będzie dziś uciecha.

Jednak popatrz no uważnie,
Jakieś stare to poważnie.
Dziwne kształty, dziwne wzory,
Pokazują Wam jęzory.

Ale to na dzisiaj koniec,
Nic wam więcej nie uronię.
Spokojniutko idźcie spać,
A wampirza wyjdzie brać.



Nietypowe modele oraz nietypowy tekst. Od poprzedniej odsłony postanowiłem zmienić nastrój na wesoły. Zobaczymy jak mi to pójdzie dalej. Wierszyk napisany został po wspomnieniach z zamierzchłych czasów. "Na konformistę" to moje pierwsze stare dzieło opowiadające o byłej armii umarlaków Tsara. Świeży utwór mówi zwrotka po zwrotce o kolejnych moich odsłonach armii wampirów na zgiełku. Mam nadzieję, że się spodoba. Zaprezentowane na zdjęciach figury to staroedycyjne ghoule. Było to dwie edycje figurkowe temu. Dwadzieścia jeden ghouli retro spogląda na mnie z półki nad głową.
Dobrego 2011 Roku dla Wszystkich.

Pomalowane: 147 modeli (73,01%)
Ilość punktów: 1221 (37,07%)

Jakub Gowin



Jest!

Jest! Nie piszę więcej, bo już jest po czasie. Zresztą zaraz muszę lecieć szykować się na Nowy Rok. Niestety dałem ciała i prezentuję model nieskończony (wytrawne oko dostrzeże niedociągnięcia), ale mam nadzieję, że się wam ten Work In Progress spodoba i tak. Namęczyłem się przy nim, przyznaję się z dumą. Spóźniłem się i prawie, że rzuciłem rękawicę, to wyznaję ze skruchą. Jedynie niezłomna wiara Szeperda dodawała mi w tych ostatnich godzinach malowania siły. Dzięki Stary!

Historii tym razem nie ma, szczerze mówiąc nie wiem jak ją kontynuować - myślałem, że szybciej będzie mi iść droga do finału, ale jednak nie. Dlatego powieść nadal pozostaje w "saspensie".

Robert Szczelina





niedziela, 26 grudnia 2010

Long live the king!

Po trzykroć, niech żyje! He, he, a co! Udało się, i to zgodnie z planem. Dwa dni temu bandera powędrowała na maszt i KGV wchodzi do służby. Co prawda do jego głównych zadań należało będzie stanie na półce i obrastanie kurzem, ale to całkiem zaszczytna rola. Tym bardziej, że budzi podziw wśród oglądających, co jest dla mnie niejakim powodem do dumy. Bo, jak wiadomo, ja do końca nigdy zadowolony nie jestem. Oj tam, oj tam, można by powiedzieć. Mój powrót (który to już z kolei?) do modelarstwa okrętowego uważam za bardzo udany. Stara miłość do pancerników nie rdzewieje i już mam niecne plany, że w skali 1:400 pojawią się u mnie kolejne pancerniki. Na pewno z flot Niemiec, Francji, Japonii i USA. Być może w tej kolejności. Mam już nawet wybrane typy.
Wracając do dzisiejszego bohatera przytoczę jeszcze kilka z danych technicznych, za książką Cezarego Szoszkiewicza pod tytułem Pancerniki II Wojny Światowej Cz.2:

- wyporność standard 38.000 t, pełna 44.460 t
- wymiary 227,1 x 31,4 9,9 m
- uzbrojenie 10x356mm, 16x133mm, 48x40mm
- opancerzenie burt 114-381mm, pokładów 25+127+152mm
- prędkość maksymalna 29,2 w
- załoga 1640-1980

Co do historii okrętu odsyłam do Internetu. Od siebie polecam ten film (i kolejne odcinki, ma się rozumieć). KGV jest jednym z uczestników polowania na niemieckiego kolosa (podobnie jak bliźniacza jednostka - Prince of Wales) i zadaje mu ostatnie ciosy. Poniżej kilka ujęć naszego modelu. Mission complete!




niedziela, 19 grudnia 2010

Lifting 02


Ależ miałem dzisiaj ochotę na dorwanie się do figur i farb. Do tego stopnia, że nie potrafiłem podjąć decyzji, co ma trafić na biurko. Spośród trzech opcji wybrałem w końcu HE. Białym lwom podstawki wymieniłem już dość dawno, jednak należała im się jeszcze drobna kosmetyka, czyli poprawienie znoszonych butów oraz domalowanie brzegów podstawek na szaro. Najważniejszym punktem programu okazał się oczywiście Korhil - wzór wydany przy okazji ostatniej odsłony armii z Ulthuanu. Miałem go nigdy nie kupować, śmiałem się kilka lat temu, że futro na plecach wygląda jak wycieraczka. Skoro jednak do pełnej dwudziestki brakowało mi jednej figury, zakupiłem go swego czasu a dzisiaj pomalowałem. Będzie występował jako czempion, no i oczywiście jako Korhil, jeśli zdecyduję się go kiedyś wystawić do gry. O zasadach tego specjalnego bohatera pisał nie będę. Przypomniało mi się jednak coś, do czego się człowiek uśmiecha. Jeszcze dwie edycje HE wcześniej Korhil miał w swojej charakterystyce siły piątkę - S = 5! Pamiętam, jak mnie to ruszało, kiedy stawiałem pierwsze kroki w batlu. Ot, wspomnienie. Dzisiaj pomalowałem go dość szybko i bez fajerwerków. Posłużyłem się kolorystyką całego oddziału, co chyba jest zrozumiałe. Przy okazji użyłem do podstawek po raz pierwszy swój ostatni zakup - listowie firmy GaleForce. Podoba mi się to zestawienie i pozostałe HE dostaną również podobne wykończenie podstawek. Podstawki do HE… jak nic, ciągną się za mną przez całe hobbystyczne życie.

sobota, 18 grudnia 2010

Niech żyje...

… król? Nie, jeszcze troszkę poczekamy na ten okrzyk. Ale dzisiaj na pewno prezentuje przedostatnie zdjęcie brytyjskiego pancernika. Wszystko (na pewno?) co miałem przykleić i pomalować zostało zrobione. Do ukończenia okrętu pozostaje bowiem tylko nałożenie wież artylerii głównej (w sumie 10 dział 356mm) oraz średniej (16 luf kalibru 133mm) - czyli uzbrojenie mojego monarchy. Oczywiście po uprzednim ich pomalowaniu (obym znalazł godzinę przed świętami!). Ostatnim detalem będzie dodanie bander na gafle, które dzisiaj skutecznie łamałem, podczas malarskiej kosmetyki całości. Zdecydowałem się również dzisiaj, czego nie wykonam. Będą to relingi i olinowanie między masztami. Pierwsze przegrało z moim lenistwem. Drugie to kwestia braku umiejętności. Zapraszam tym samym na bliski już finał - podniesienie bandery i wejście do służby.

piątek, 10 grudnia 2010

Prawie brat bliźniak

Dziś prezentuje drugi model, który ostał mi się po pracach nad Nurglowatym. Robali było dwóch, więc i do pary każdemu po jednym ptakopodobnym. Stwór jest prawie, że bratem bliźniakiem tego z poprzedniego mojego wpisu. Różni się tylko kolorem skóry, hm, to chyba wyklucza bycie bliźniakami, a przynajmniej jednojajowymi. No cóż, to w końcu stwory chaosu, więc wszystko jest możliwe. Ogólnie, że tak powiem „odwróciłem” kolory, to jest zamieniłem kolor skóry z piórami oraz zamiast stalowej, pokusiłem się o trochę droższą, taką z wyższych sfer złotą zbroję. Wszystko rzecz jasna NMM, ponieważ takową technikę staram się teraz ćwiczyć. Tym razem model nie jest dedykowany do Warhammera Fantasy, a do Warhammera 40.000. Niewtajemniczonym podpowiem, że rozpoznać to można po okrągłej podstawce. WFB posługuje się podstawkami kwadratowymi, natomiast 40-stka okrągłymi ze względu na skirmishowy rodzaj gry. Tutaj zastosowałem podstawkę o średnicy 40 milimetrów, ponieważ taka jest dedykowana pod tego rodzaju bohaterów. Jest to Tzeentch Champion. W sumie nie znam się za bardzo na 40-stce i mam nadzieję, że w miarę dobrze dostosowałem figurkę do systemu. Pewnie wkrótce się okaże po zakończeniu aukcji. Dołączam link do tej właśnie aukcji na ebayu oraz prezentację z cmona. Do następnego razu.

sobota, 4 grudnia 2010

Karłosz Dy Fyft

Kolega Brutal, całkiem słusznie zresztą, zwrócił mi był uwagę, że nazwę pancernika należy wymawiać: King George The Fifth. The Fifth, nie ‘fajf’. Kolega Brutal dobrze prawi. Kolega Brutal zarobił w ubiegłym tygodniu nową ksywkę - Karłosz. Jak? To zupełnie inna historia. Tymczasem mój pancernik ‘zarobił’ sporo ponad poziom pokładu. Jak widać na zdjęciu (i jak wcześniej pisałem), postęp prac jest teraz widoczny już po jednej operacji klejenia - przykleja się po prostu gotowe podzespoły. I tak odpowiednio pojawiły się nadbudówki dziobowa i rufowa. Ta pierwsza z całym pomostem, druga z szalupami i kominem. Samo klejenie to oczywiście zwykła formalność. Czasochłonne jest za to malowanie owych podzespołów. Przyjąłem taki sposób pracy, że najpierw maluje pierwszą warstwę przed przyklejeniem danej części do pokładu. Drugą nakładam po przyklejeniu. Wszystko idzie mi teraz znacznie wolniej, w dodatku mój syn znacznie mniej ekscytuje się malowaniem, niż sklejaniem właśnie. W ten sposób główny motywator został wyłączony z gry. Na zdjęciu dopatrzyć można się zapewne, że dźwigi do podnoszenia wodnosamolotu nie są jeszcze pomalowane, podobnie jak platformy z dalmierzami. To akurat wynik błagań Jeremiego o sklejenie czegokolwiek. Nie miałem wyjścia, przykleiłem surowe. Na marginesie - dźwigi to akurat lekka porażka - wkleiłem wczesniej trapy w miejsce, gdzie wchodzi ich kolumna nośna. Przez to jest trochę krzywo, trochę niedorobione, trochę się schowa po założeniu 133-ek. Może da się również zauważyć, że detale pokładu w części rufowej mają ciągle kolor desek. Akurat zostawiłem ich poprawienie na szaro na najbliższą sesję z Królem Jerzym. Chciałbym zdążyć z całością do świąt.

środa, 17 listopada 2010

NW Europe Germans 44' - Rozdział IV

Rozdział IV – To Tygrys!

LISTA ZAKUPÓW

– PzKpfw IV: 42 zł
– PzKpfw VI Tygrys: 42 zł

RAZEM: 84zł*

*do zamówienia doliczyć należy koszt przesyłki w Wargamer'a w wysokości ok 12zł (płacąc PayPal, ceny produktów są w euro – po przeliczeniu wychodzi... korzystniej niż jakbym płacił w złotówkach)

Tego mi było trzeba! Może to nie najmocniejszy i najbardziej uniwersalny niemiecki pojazd ale to klasyk! MiSiO's must-have! Potężny pancerz, duży zasięg i siła działa, w miarę szybki. Do tego ta sylwetka... Kupiłem zestaw tygrysów i nie wstydzę się tego. Do ich obstawy nabyłem Panzer IV, "miniaturkę" tygrysa, podstawowe czołgi niemieckie drugiej połowy wojny. Ten duet powinien stanowić trzon 2k-3k punktowych armii.

Wogóle warto nadmienić, że niemieckie czołgi i niszczyciele, z kilkoma wyjątkami, przewyższają jakością pojazdy zachodnich aliantów i Związku Radzieckiego. Klasyczne zestawienia Sherman vs Panzer IV czy T-34/76 vs Panzer IV, wypadają na korzyść niemieckich maszyn (w przypadku T34, przewaga skutecznego zasięgu po stronie IVki, wytrzymałość domeną T34). Jednak cenowo, niemieckie poajzdy są droższe. Odrobinę ale odczuwalnie. Dlatego trzeba wspierać StuG III i Panzer IV czyms cięższym, co pozwoli zdobyć przewagę. Inaczej skończymy z całą panzerną maszynerią przyciśniętą ogniem i niezdolną do odpowiedzenia przeważającym siłom wroga... Przynajmniej tak to wygląda w teorii. Modele posadowiłem standardowo. Bazy 2x4cm. Malowanie, też raczej typowe. Nie chciałem zepsuć VI-ki. Mimo to najpierw przejrzałem możliwe maskowania. Szukając wzorów do malowania, zawsze przeglądam serię zeszytów Militaria i stronę http://panzerwaffe.pl/krzemek/galeria.htm . Oba źródła całkowicie wypełnią lukę w mojej wiedzy, dostarczając informacji od konstrukcji silnika do, tak pomocnego w malowaniu, detalu kamuflażu (zwykle ryciny w skali 1:35).

Na początku byli... Sumerowie

I/1a Early Sumerian 3000-2800 BC

Na początku byli Sumerowie. I to nie byle jacy, ale Early. Oczywiście nie na początku historii, ale na początku podręcznika do DBA. Takim się kierowałem kryterium przy wyborze tej armii – postanowiłem wzbogacić się o pierwszą z brzegu, zajrzałem do książki i zamówiłem w Essexie (dzięki Misiu) - I/1a Early Sumerian.

Pod koniec IV tysiąclecia przed Chrystusem, deltę Eufratu i Tygrysu zamieszkiwały wysoko rozwinięte ludy. Jednak pojawił się wśród nich nowy – Sumerowie. Co do kierunku ich migracji nie mamy dzisiaj pewności – hipotezy mówią o Tybecie, wyspie Dilium, o terenach dzisiejszej Mongolii lub płaskowyżu Irańskim. Pierwszym miastem, które najprawdopodobniej zajęli było Eridu. Stąd powoli podbili sąsiednie tereny, jednak nie wyniszczając podbitych, wyżej rozwiniętych ludów – zasymilowali się z nimi tworząc nową kulturę – Sumer. Czas ich przybycia określa się na ok. 3300 rok p.n.e. Najstarszymi ośrodkami Sumerów, o największym znaczeniu kulturalnym i politycznym były miasta Eridu, Ur, Nippur, Lagasz, Uruk i Sippar.

Kształtują się na terenie Sumeru mocne ośrodki miast-państw, niezależnych od siebie, lecz na podobnej stopie rozwoju. Następuje przejście od myślistwa do rolnictwa oraz hodowli zwierząt, pojawia się także produkcja ceramiki i pierwszych wyrobów z miedzi.

Pierwszy okres w historii to okres Uruk, trwający do 3000 roku. Jego nazwa pochodzi od największego w tym czasie miasta Uruk, które mogło mieć nawet do 10000 mieszkańców. Osiągnięciami tego okresu jest oczywiście przybycie i asymilacja Sumerów z podbitymi ludami, powstanie pisma obrazkowego oraz obróbka brązu. Pojawia się coraz więcej rzemieślników, rozwija się handel.

Drugi okres nazwany został Dżemdet Nasr. Ta nazwa pochodzi od nazwy miasta, w okolicy którego w 1925 archeologowie angielscy i amerykańscy wykopali ceramikę malowaną, jednobarwną czarną i czerwoną, a także wielobarwną we wzory geometryczne i naturalistyczne. Podobną ceramikę, z tego samego okresy wykopano także później w innych okolicach Mezopotamii, jednak nazwa okresu pozostała związana z pierwszymi odkryciami.

Przyjmuje się, że ten okres w historii Sumeru możemy zamknąć pomiędzy 3000 a 2800 r.p.n.e. W tym czasie ukształtował się już podział polityczny na miasta-państwa. Powstały one wzdłuż płynących blisko siebie rzek Eufrat i Tygrys w miejscu gdzie wpływają do Zatoki Perskiej. Nad Eufratem znajdowały się: Sippar, Kisz, Nippur, Isin, Szzurpak, Uruk, Ur, Eridu, Kesz, Adab, Larsa. Natomiast nad Tygrysem były położone: Lagasz, Akszak, Eszuna. W tym czasie Sumerowie posiadali jeszcze niewykształcone pismo – zachowane teksty mają praktycznie tylko charakter gospodarczy. Pisali na glinianych tabliczkach za pomocą rylca, którym raczej wyciskali niż pisali ideogramy. Rozwija się metalurgia i przerób złota. Każde miasto posiada swojego władcę, społeczeństwo miało swoją hierarchię i podział ról. Sumerowie budują sztuczne kanały, którymi nawadniają suche ziemie, rozwija się rolnictwo. Ich religia była politeistyczna, widzieli bóstwa w siłach przyrody – personifikowali je. Budują świątynie, w których oddają cześć swoimi bogom.
Właśnie ten okres historyczny został przyjęty przez autorów DBA dla pierwszej armii w podręczniku – Early Sumerian.

Pozostałe okresy z historii Sumeru to: Okres wczesnodynastyczny, staroakadyjski i gutejski, neosumeryjski, starobabiloński – w tym ostatnim okresie, w 1595 r.p.n.e. ostatnie miasto Babilon zostało zdobyte przez Hetytów, Sumerowi już się nie podnieśli, przyjmuje się to za koniec ich kultury.
 
Tak więc moja armia pochodzi z okresu Dżemdet Nasr. Przechodzenie z czasu myślistwa w epokę rolniczą i bardziej uprzemysłowioną poskutkowało dużą ilością wojowników posługujących się łukami, wiązało się to na pewno też z otaczaniem miast murami obronnymi. Ten okres to epoka wczesnego brązu, stąd hełmy z tego metalu, fragmenty brązu wzmacniające ubranie obronne, ostrza toporów czy groty strzał. Ubrania mieli raczej w barwach naturalnych, stąd pewna monotonność, na barwiona szaty mógł pozwolić sobie jedynie władca i możnowładcy w jego otoczeniu.  


Jeśli chodzi o budowę armii w systemie DBA, to jest ona raczej nieskomplikowana – aż 8 elementów łuczników 4Bw, dowódca ze swoją „obstawą” 3Bd, do tego rekrutowana prosto z pola lekka piechota: procarze i włócznicy – trzy elementy 2Ps.Figurki dostałem w gotowym zestawie Essexa – komplet wojaków w naprawdę niskiej cenie. Do armii oczywiście obowiązkowo dołączyłem obóz. Na maksymalnej wielkości podstawce (8x8 cm) zrobiłem kopię szczytu zigguratu z Ur, co prawda dużo młodszego niż interesująca mnie epoka (jego powstanie to ok. 2100 rok p.n.e), lecz budowle sakralne z wcześniejszych epok miały podobny kształt, już w okresie Dżemdet Nasr były pokrywane ceramicznymi stożkami barwionymi na kolor niebieski lub żółtozielony. Pierwsze zigguraty powstały około tego czasu, w architekturze był to okres wczesnosumeryjski. Budynek zrobiłem z plastikowych arkuszów,  bardzo przyjemnie się je modelowało.


Cała armia prezentuje się w bardzo spójny, prosty układ. Nie wiem w jaki sposób dawaliby sobie radę Sumerowie w walce na polach DBA, podejrzewam, ż mogliby zaleźć za skórę wszelkim jeźdźcom. Bardzo przyjemnie upiększa moją półeczkę. Na początku przecież są... Sumerowie.


Wiedzę zaczerpnąłem w większości ze stron sumerowie.klp.pl, korzystałem też z wiadomości z wikipedia.pl, lecz tutaj pojawiają się rozbieżności co do dat pierwszego okresu Dżamdet Nasr. W związku z tym, że przyjęty przez autorów podręcznika DBA okres 3000-2800 pokrywa się z wiadomościami autora strony o Sumerach, przyjąłem jego dane jako prowadzące.

Robert Pawlak

IMPETUS by Lorenzo Sartori


To, co właśnie czytacie, nie jest recenzją. Początkowo planowałem takową napisać, jednak recenzja, z natury rzeczy, charakteryzuje się pewną powierzchownością porównywalną z „przekartkowaniem“, w tym przypadku, zasad do gry. Ja nie mogłem się zdobyć na liźnięcie tematu, bo im dłużej wczytywałem się w podręcznik IMPETUS, tym więcej znajdowałem elementów, o których chciałbym coś napisać. Formuła „recenzji“ wyczerpała więc swoje możliwości dość szybko. Dlatego to, co czytacie, jest analizą systemu z elementami recenzji. Ha!

Kiedy przychodzi do analizowania nowego zestawu zasad, naturalnym odruchem jest porównanie ich do tych, które już znamy. Odruch jak najbardziej naturalny nawet, gdy porównujemy zasady, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą wiele wspólnego. Postanowiłem skorzystać z podobnego porównania przy opisywaniu i ocenianiu zasad wydanego we Włoszech, a przetłumaczonej już na kilka, jeśli nie kilkanaście języków, bitewniaka historycznego IMPETUS.

Do porównania postanowiłem wykorzystać znajomość dwóch systemów, w które grałem najczęściej. De Bellis Antiquitatis i Warhammer Fantasy Battle. Wiem. Zestaw dość oryginalny, ale powinien dać szerokiemu gronu graczy pojęcie, o czym będę pisał.

PODRĘCZNIK

Niezwykle często to właśnie sposób wydania podręcznika daje nam pierwszą możliwość oceny zasad. Wbrew powiedzeniu „nie oceniaj książki po okładce”, zaczniemy jednak właśnie od tego. IMPETUS, system napisany przez Lorenzo Sartori, a wydany przez Dadi&Piombo (co ważne, ale o tym później) wydany jest, jak na  zasady do systemu historycznego, nadzwyczaj solidnie. Gruby, bardzo dobrej jakości papier w formacie A4, zawiera estetycznie podane zasady wypisane lekko wypukłą czcionką, zdjęcia figurek, diagramy i tabele. Jakość wydania, choć nie tak pierwszorzędna, jak nowy podręcznik WFB, plasuje podręcznik zdecydowanie bliżej WFB, FoG czy FoW, niż DBMM a już zdecydowanie bije na głowę DBA. Wydanie oceniam wyżej niż się spodziewałem w momencie zakupu (zamówiłem on-line za 28 euro, przesyłka dotarła z Włoch w ciągu 5 dni!).

Ciekawym, i niespotykanym rozwiązaniem jest spięcie stron podręcznika spiralnym drutem tak, żeby można było czytać tylko 1 stronę podręcznika na raz. Autor zdecydował się na takie rozwiązanie po wielu konsultacjach z graczami z całego świata. Gracze chcieli, żeby podręcznik zajmował na stole jak najmniej miejsca. Dzięki temu QRS (zestawienie tabel i zasad) stanowić może integralną część podręcznika.

Same zasady, zawarte na ok. 50 stronach, są niezwykle jasno podane, a system numeracji rozdziałów i podrozdziałów (np. 5.0 RUCH czy 5.8.1 Bonus do ruchu w szarży) i odnośników do nich, pozwala błyskawicznie odnajdywać odpowiednie fragmenty, co czyni zasady wyjątkowo czytelnymi. Stanowi to przeciwieństwo prezentacji zasad w DBA, do którego napisano Nieoficjalny, tylko po to żeby wyjaśnić i rozpakować, skondensowane przez autora reguły. Duży plus dla Impetusa.

MODELE, SKALA, BAZY

Same zasady pozwalają na rozgrywanie bitew od ok. 3000 p.n.e. do XVII wieku, używając modeli w skali od 2 do 28mm. Poszczególne oddziały nie mają przypisanej konkretnej ilości modeli reprezentujących prawdziwych żołnierzy (tak jak np. w DBA). Oczywiście w zasadach jest informacja, że ciężka piechota i jazda powinny mieć bardziej zwarte formacje niż dla przykładu harcownicy ale od gracza zależy jak zakomponuje podstawki.

Również bazy do Impetusa nie są typowymi podstawkami DBx, tak charakterystycznymi dla systemów historycznych. Do gry używa się podstawek o froncie szerokości 8cm, więc dwukrotnie szerszym niż DBx. Pozwala to używać elementów z innych systemów ale również pozwala bardziej realistycznie komponować modele na bazach, tworząc mini dioramki. Z początku nie byłem przekonany do tego rozwiązania, bo po pierwsze gra wymaga większej ilości podstawek DBx a po drugie potrzeba większego stołu do gry (120 do 180 cm szerokości przy grach na 300-400 punktów). Kiedy jednak przemyślałem temat i przyjrzałem się nielicznym elementom do Impetusa dostępnymi w sieci stwierdziłem, że takie bazy są doskonałym rozwiązaniem. Po pierwsze armia na takich podstawkach wygląda świetnie, bo można znacznie ciekawiej komponować modele i jest więcej miejsca na „smaczki” a po drugie wielkość oddziałów pasuje do większego stopnia skomplikowania zasad niż DBx. Mniej kompaktowe rozwiązanie ale o ile bardziej atrakcyjne dla oka!

STATYSTYKI I SKŁAD ARMII

Armia w IMPETUS, składa się z oddziałów reprezentowanych przez pojedyncze podstawki (lub kolumny podstawek w przypadku Dużych Oddziałów tj. np. głębokie formacje pik) oraz taboru. Tabor to nic innego jak obóz w DBA. Dowolna forma (namioty, świątynia itp.), określone wymiary. Jego strata, jak w DBA, traktowana jest jak strata części wojska. IMPETUS to system punktowy, dlatego o ilości oddziałów w armii decyduje nasz wybór, z zastrzeżeniem minimalnych i maksymalnych ilości danego oddziału w armii. Najpopularniejszy jest przedział 300-500 punktów. Pozwala on wystawić armie składające się z 9-10 do 15-30+ oddziałów. Średnio jest ich więc więcej niż w armii DBA i podobnie jak w armii na 2000 pkt do WFB. Moja 300 punktowa armia Późnych Seleukidów to 14-16 oddziałów (w zależności od wybranej ich kombinacji).

Każda armia posiada od 1 do 4 dowódców. Jeden z nich jest generałem. Dowódcy mogą być tchórzliwi albo genialni … lub coś pomiędzy. Wszystko zależy od tego, jak dużo chcemy przeznaczyć na nich punktów z puli. Dodatkowo armia posiada system dowodzenia, który może być kiepski, przeciętny i dobry. Odwzorowuje to organizację armii i sposób jej działania na polu walki.

Zapewne większość z Was, zaraz po otrzymaniu nowych zasad, sprawdza, jakimi parametrami opisane są ulubione jednostki czy całe armie. IMPETUS, tak jak DBA, przypisuje różne oddziały do jednej z kilku kategorii takich jak np. ciężka (CP), lekka (CL) jazda, słonie (El), lekka piechota (FL) czy harcownicy (S), to jeszcze, poza zachowaniem na polu walki wynikającym właśnie z przynależności do danej grupy (np. ciężka jazda zawsze goni (DBA)), opisano poszczególne formacje kilkoma dodatkowymi statystykami, które rozróżniają je spośród wielu, należących do tego samego typu wojsk. Są to Nr – minimalna i maksymalna liczba oddziałów danego typu, jaką można wystawić (znana zasada z WFB), M – opisujący zasięg ruchu (w cm), VBU – opisujący poziom wyszkolenia, karności, ilości „ran“ i jakości uzbrojenia (co może przywodzić na myśl pojedynczy parametr danego oddziału z DBA), I – impet, bonus dodawany podczas szarży świeżego oddziału, D – wyszkolenie, odnosi się do łatwości dowodzenia danym oddziałem i tym, jak sprawnie dokonuje on przemarszów, zmian formacji itp., VD – opisujący to, jak duża stratą będzie zniszczenie danego oddziału, Pts – wartość punktowa danego oddziału oraz NOTES – w tej kolumnie znajdują się adnotacje dotyczące uzbrojenia czy specjalnej zasady oddziału. Każda lista armii posiada również listę OPCJI, które, w zależności od armii, pozwalają przezbroić, zamienić na weteranów lub rekrutów niektóre oddziały.

Na pewno zwróciliście też uwagę, że zarówno opisy jednostek, jak i ich charakterystyki, oznaczone są skrótami z włoskiego. Autor postanowił pozostawić oryginalne oznaczenia również w tłumaczeniach, jak sam mówi, z powodu dużej ilości graczy, korzystających z uproszczonej, darmowej wersji zasad BASIC IMPETUS, gdzie właśnie takie oznaczenia figurują.

Mimo mniejszej niż w WFB ilości statystyk, poszczególne oddziały opisane są w sposób, który pozwala wyczuć ich charakterystyczny klimat, ale i odróżnić je od podobnych oddziałów występujących w innych armiach (pamiętajmy, że same kategorie wojsk już wprowadzają urozmaicenie dotyczące zachowania na polu walki). Poza statystykami opisującymi wojsko, występuje również uzbrojenie, które w DBA zostało włączone do pojedynczego parametru opisującego dany typ wojska, a w IMPETUS'ie, tak, jak w WFB, stanowi osobny czynnik. Chociaż nie każdy historyczny oddział ma możliwość wyboru broni (możliwość wyboru dotyczy  zwłaszcza lekkiej piechoty, jazdy i harcowników), to jednak spora ilość dostępnych typów broni znacznie urozmaica pole walki. Są więc piki i długie włócznie, pila w które uzbrojeni są legioniści Wilczycy i niektóre inne oddziały. Łuki dzielą się na krótkie, długie i kompozytowe oraz na kategorie A, B i C. Są również muszkiety i inne typy broni prochowej, artyleria, oszczepy, proce itp. Każda z broni strzeleckich ma inne modyfikatory do ilości ataków oddziału, zależne od zasięgu do wroga i tego czy celem jest piechota czy jazda.

TURA I PORUSZANIE SIĘ

Impetus, w przeciwieństwie do DBA i WFB, jest wyjątkowo interaktywny. Nie obowiązuje w nim  IGO UGO w czystej formie, gdzie każdy gracz rusza wszystkie swoje oddziały i przekazuje pałeczkę przeciwnikowi. Gracze wykonują ruchy naprzemiennie, tak, ale nie całymi armiami, a wybranymi dowódcami i podlegającym im wojsku. Każdy z graczy wybiera jednego ze swoich dowódców, którego chciałby ruszyć w pierwszej kolejności. O tym, który gracz ruszy pierwszy, decyduje rzut kością zmodyfikowany o jakość danego dowódcy. Poszczególne oddziały  wykonują całą turę t.j. ruch, strzelanie, walkę w zwarciu. Dlatego nie bez znaczenia jest który dowódca i który oddział wykona ruch pierwszy (pozwala to na dostosowywanie kolejnych działań do np. skuteczności ostrzału środka linii przeciwnika). Oczywiście można wykonywać ruch grupowy, co pozwala oddziałom wspólnie szarżować, wykorzystując wsparcie własnych wojsk (w przeciwieństwie do DBA, gdzie bonus do wsparcia jest zawsze jeden, w Impetusie jest to po prostu ilość ataków równa połowie VBU wspierającego oddziału). Dodatkowo, czego doświadczyć można było głównie w systemach o współczesnych konfliktach, gracze mogą wprowadzać swoje oddziały w stan czuwania, dając im szansę do nagłej reakcji w turze przeciwnika. Pozwala to na niespodziewaną szarżę na flankę z lasu lekkiej piechoty czy ostrzał maszerującej jazdy, gdy tylko znajdzie się w zasięgu strzału. Niektóre oddziały są również zdolne do kontrszarży.

W Impetusie możliwy jest ruch wielokrotny dowolnego oddziału, ale wiąże się to z możliwością utraty spójności formacji. Dobrze wyszkolone i dowodzone jednostki znacznie łatwiej wywiązują się z trudnych manewrów, jakimi są np. szybkie przemarsze. Osłabienie walorów bojowych czy rany odniesione na skutek utraty spójności formacji to najpoważniejsze skutki zmuszania oddziału do zadań, które mogą przerastać ich możliwości. Wielokrotny ruch to rozwiązanie spotykane zarówno w DBA, jak i WFB (gdzie występuje ruch marszowy). W Impetusie jednak, jego zasięg zależy od wyszkolenia i karności wojska (można wykonać kilka ruchów ale każdy wymusza test dowodzenia), co teoretycznie każdemu powala na długie rajdy na flance, a w rzeczywistości tylko najlepiej wyszkolone formacje są w stanie przeprowadzać takie złożone manewry i to nie bez ryzyka utraty spójności formacji. Spójność formacji można oczywiście przywrócić, ale do gracza należy kalkulacja ryzyka.

Każdy oddział posiada również ZOC – znaną wszystkim Strefę Kontroli. Ma ona szerokość frontu danego oddziału i 5U głębokości. Jest ona czymś pośrednim między ZOC z DBA a 8” w WFB. Pozwala ona np. reagować na wejście w nią przeciwnika. Reagujący oddział nie może być zdezorganizowany (brak spójności).

WALKA W ZWARCIU I STRZELANIE

Walka, czy to na dystans, czy w zwarciu, wykorzystuje wartość VBU, która odpowiada ilości ataków, jaką posiada dany oddział. Strzelanie obarczone jest sporą ilością ujemnych modyfikatorów, które ograniczają niszczącą siłę ostrzału. Walka wręcz wykorzystuje całą wartość VBU. Często pojawiają się również dodatkowe ataki, wynikające z głębokich formacji czy Impetu. Oba rodzaje walki opierają się jednak na tym samym mechanizmie, w którym każdy gracz (lub obaj w przypadku walki wręcz, która jest symultaniczna) rzuca wyliczoną ilością kości k6. Każdy wynik „6“ lub para „5“ oznacza trafienie. Zraniony oddział musi testować Spójność. W tym celu musi rzucić na k6 równo lub mniej niż wynosi Wartość Krytyczna (VBU – ilość trafień), czyli K6-WK =ilość stałych obrażeń. Jeśli oddział otrzyma stałe obrażenia, zmniejsza się jego wartość VBU, a tym samym słabiej walczy (rzut na ilość obrażeń przypomina trochę test oddziału na Ld w WFB. Jego niezdanie może powodować, że oddział ucieknie i zostanie zniszczony). Kiedy VBU spadnie do 0, oddział zostaje rozbity. W walce porównuje się ilość odniesionych strat, a starcie wygrywa ten oddział, który ponosi ich mniej. Istnieje kilka modyfikatorów wpływających na walkę, ale po szczegóły odsyłam do podręcznika. Oddział, który przegra, jest odrzucany podobnie jak w DBA, ale na losową odległość.

Na walkę wpływa również teren, ale jego wpływ nie jest tak drastyczny, jak w DBA, choć istotnie wpływa na poruszanie się (tak jak w DBA i WFB). Sama walka w terenie nie gwarantuje przytłaczającej przewagi i jest jedynie jednym z elementów wpływających na wynik walki (pozostałe to m. in. poniesione dotychczas straty, typ oddziału, jego aktualna organizacja itp.)

Kiedy analizuję zasady, przywołuję różne historyczne starcia i sprawdzam jak zachowają się dane oddziały w grze i jak to się ma do wyników bitew. Dlatego przedstawiam Wam kilka przykładów klasycznych starć z okresu antycznego. W roli głównej rzymski legion z I w. p.n.e.

Przykład 1 (wojna SPQR z Filipem II)
Oddział rzymskich legionistów z VBU6 i Impetem 2, jest szarżowany przez oddział falangitów macedońskich o VBU4 i Impecie 1, w formacji o potrójnej głębokości. Rzymianie wyprowadzają 6 ataków i dodatkowe 3 za pilum, którymi rzucają w szarżujących. Głęboka falanga dysponuje 4 (VBU)+2(szeregi) +1(za Impet) atakami. Jak widać Rzymianie, dzięki pila, uzyskują niewielką przewagę w walce, mimo szarży przeciwnika. W kolejnych turach falanga będzie dysponowała większą ilością ataków. Co jednak bardzo ważne, Rzymianie, którzy są lepiej uzbrojeni i wyekwipowani, będą testować na odniesione rany używając wysokiego parametru VBU=6, gdy falanga mimo "ściany włóczni" i związanej z nią siły uderzenia, nie jest tak dobrze wyszkolona i opancerzona i testować będzie na VBU=4. Falanga jednak, dzięki głębiej formacji, może przyjmować więcej obrażeń bez obniżenia VBU walczącego frontu, gdyż straty liczone są od tyłu formacji (tylne szeregi uzupełniają wyłomy w linii – im głębsza falanga tym lepiej). Znacznie lepiej prezentowałyby się szanse falangi, gdyby walczyli weterani albo Srebrne lub Brązowe Tarcze.

Przykład 2 (wojna Krassussa z Partami)
Oddział rzymskich legionistów o VBU6 i Impetem 2, walczy z partyjskimi konnymi łucznikami. Ci, mając 12U ruchu (przy 5U Rzymian), utrzymują ich na dystans (odskakując gdy są szarżowani), zasypując gradem strzał. Jeśli Rzymianie, na skutek prób dosięgnięcia przeciwnika wielokrotnym ruchem lub np. na skutek ostrzału, stracą spójność oddziału i wedrze się w szeregi zamieszanie, otrzymają stałe, ujemne modyfikatory do VBU, które po kilku turach ostrzału, mogą doprowadzić do całkowitego ich zniszczenia lub na tyle dużego osłabienia, że szarża partyjskich katafraktów rozbije ich pojedynczym atakiem (każdy wynik „zamieszanie w szeregach“ powyżej 1, oznacza stałą stratę 1 punktu VBU).

Przykład 3 (wojny gallijskie)
Oddział rzymskich legionistów o VBU6, który utracił spójność oddziału na skutek forsownego marszu, walczy z oddziałem galijskich weteranów (VBU4 +1) z Impetem 4, w formacji o podwójnej głębokości. Rzymianie, mają 8 ataków (VBU + 2 za pila). Gallowie mają 5 ataków +4 za impet +2 za głęboką formację. Jak widać, szarżujący Celtowie mają znaczną siłę. Jednak jeśli szarża „głowy dzika“ nie przebije się przez manipuł w szarży, ich szansa na zwycięstwo drastycznie maleje, bo tracą bonus za impet a ilość ataków spada im o prawie połowę.

Pod adresem http://www.dadiepiombo.com/battle.html można przeczytać raport z gry, wyjaśniający mechanikę w praktyce. Ilustrowany jest schematami przebiegu bitwy, więc z łatwością prześledzicie przebieg poszczególnych tur.

LISTY ARMII


IMPETUS, mimo wysokiego stopnia skomplikowania statystyk (w porównaniu do DBA, a zbliżonego do WFB), oferuje znacznie więcej list armii niż Warhammer. Wprawdzie w podręczniku jest ich tylko 15, na stronie www, można wybierać z ponad 90 list armii, zarówno antycznych, jak i średniowiecznych. Wszystkie armie, nad którymi trwają obecnie prace, zamieszczone są na stronie www, a autor otwarty jest na wszelkie uwagi dotyczące ich obecnego kształtu. Niedawno ukazał się 3 suplement Extra Impetus, gdzie pojawiło się ok. 50 list armii do wybranych wojen i kampanii, a spodziewać się można kolejnych wydań. Mimo tak dużej różnorodności, listy armii są dopracowywane bardzo dokładnie. Wspomniani już Seleukidzi mogą wystawić 20 różnych oddziałów w tym imitację legionistów, dwa rodzaje słoni czy ciężkozbrojnych thorakitai (a dodatkowo można ulepszyć falangę i galatów do weteranów).

WSPARCIE

Na początku recenzji wspomniałem o wydawnictwie Dadi&Piombo, które to wydawnictwo aktywnie wspomaga system. Jest to ważne dlatego, że pozwala autorowi na ciągłe rozwijanie i promowanie gry. Na stronie systemu http://www.dadiepiombo.com/impetus2.html można znaleźć wszelkiej maści porady, klasyfikacje (na razie jedna, gdzie więcej poszerzeń zasad niż samych zmian). Do tego autor aktywnie udziela się na forum, na bieżąco wyjaśniając wszelkie wątpliwości początkujących graczy.

Impetus ma też swojego bloga, gdzie pojawiają się informacje o turniejach. Jeśli zgłosi się taki turniej z 2 miesięcznym wyprzedzeniem, klasyfikowany będzie on do ligi światowej IMPETUS, którą od 3 lat koordynuje właśnie Lorezno i stojące za nim wydawnictwo.

Basic Impetus

Słowem zakończenia, chciałbym podziękować Lorenzo, autorowi gry, który błyskawicznie zareagował na moją prośbę i udostępnił zdjęcia i grafiki, którymi zilustrowałem recenzję a które, mam nadzieje, dały Wam przedsmak tego, co może się zdarzyć na Waszych stołach bitewnych.

Dla tych, których zainteresował ten tekst, odsyłam jeszcze do darmowej, uproszczonej wersji zasad. Da ona pojęcie, czym jest Impetus. BASIC IMPETUS, bo tak nazywa się ten uproszczony zestaw zasad, przetłumaczony jest na kilka języków, w tym na polski.



Michał Ciemniewski

poniedziałek, 8 listopada 2010

Tsyncz Lord

Pamiętacie zapewne niedawny wpis z bohaterem Nurgla. Otóż model robala z tego opracowania był niestety dostępny tylko w parze z widocznym na zdjęciu stworem. Nie lubię marnotrawstwa, więc pomyślałem, że tego też pomaluję i wystawię na sprzedaż. Figurka bardzo przypominała mi z wyglądu czempionów Tzeentcha z Warhammera więc już pomysł był. Figurka spora gabarytowo, ale na szczęście chaos stawiany jest najczęściej na podstawkach 25x25mm. Trzeba było delikatnie ptaszysku przestawić nóżki (teraz ma jedną nóżkę bardziej), ale cholerstwo się zmieściło.

Stwierdziłem, że czas znowu ruszyć z NMM (non metalic metal – czyli niemetaliczny metal) i obsmarowałem mu wszystkie metalowe elementy szarościami. Wyszło, myślę, całkiem przyzwoicie. Skóra zwierzaka na niebiesko, a pióra na fiolecik, kolory jak przystało na prawdziwego Tzeentcha. Do tego wszystkiego, żeby było weselej, dorzuciłem ciuszki w kolorach czerwieni.

Postanowiłem też bardziej przyłożyć się do podstawki. Stwór stoi na skałce – to zawsze dodaje uroku. Zamontowałem na podstawce mnóstwo trawek, krzaczków, kamyków i innego badziewia, żeby się działo. No i chyba się udało – dzieje się.

niedziela, 7 listopada 2010

Nareszcie!

Nie będę nic pisał o odkurzaniu, pajęczynach, sprzątaniu, odkurzaczach i tym podobnych utensyliach. Po prostu sobie zakrzyknę (a jak, nawet w  internecie też można sobie porządnie zakrzyknąć): Nareszcie!
 Tak dużo czasu czasu minęło,  kiedy się zarzekałem, że w końcu sobie to sprawię i oto one! Foremki od HirstArts (aka Castle Molds)! Nie będę wiele pisał, bo jestem tak uradowany jak to tylko możliwe, i jestem zachwycony ponad wszelką wątpliwość! A teraz chciałbym się z wami podzielić moją radością twórczą prezentując ten (krzywy bo krzywy) ale jednak reprezentatywny efekt 20 minut układania klocuszków „na sucho” (bez kleju). Oto i on:
 Stałem się dzieckiem (większym niż byłem do tej pory!)

sobota, 6 listopada 2010

Po mojemu

Ja to zawsze muszę być mądrzejszy. W tym wypadku bardziej, niż instrukcja przewiduje. Nakleiłem na pokład detale, które trzeba było najpierw pomalować. A ja na odwrót. Pomalowałem też pokład, można powiedzieć - deski. To 'dokonanie' też jakoś mnie nie przekonuje. Posłużyłem się brązowym akrylem z serii foundation paints. Zrobiłem to dość niecierpliwie i w związku z tym niedbale. W efekcie spędzę teraz sam-nie-wiem-ile czasu, żeby odmalować w miarę przyzwoicie wszystko to, co wystaje ponad owe deski. Oczywiście nie mogę tego zrobić przy użyciu emalii, ponieważ ta nie pokryje brązowych zacieków. W związku z tym skazany jestem na szary akryl. I tu kolejny problem - nie jest to odcień pasujący do podstawowego szarego, jakiego użyłem do burt. Szlag! Wszystko po mojemu. Jeden plus w postaci linii wodnej - taśma maskująca zrobiła swoje i wyszło niemal jak od linijki. Pomalowałem też kotwice a na pokładzie łańcuchy kotwiczne. Przy tych ostatnich zastosowałem nawet szary drajbrasz. Te dodatki to też akryl. Co do montażu pozostałych części, w zasadzie jestem gotowy w 95%. Teraz będę je malował i po kolei przyklejał do pokładu. Tu jednak w ruch pójdą emalie. Mowa bowiem o nadbudówkach, wieżach armatnich czy kominach. Uech - jeszcze daleka droga do skończenia Króla Jerzego. Będzie ciężko. Synowskie popędzanie jakoś zelżało a pokładowa papranina mnie zdemotywowała.

czwartek, 4 listopada 2010

Przebudzenie

In motion, these vessels appear as a horrifying parody of a man, though one that stands well over eight feet tall on its gnarled and twisted legs.


Księga Wood Elves, 2005

Otworzył oczy, gdy promienie porannego słońca padły na jego policzki. W przechylonej perspektywie widział rosę, która skrzyła się leniwie, liście wszelkiego koloru, które pokrywały coraz większą połać zielonej ściółki. Nasłuchiwał szczęku oręża, uświadamiając sobie z każdą chwilą, że to tylko echo snu, który go opuszczał. W powietrzu wyczuł zapach jesieni. Pierwszy raz, pomyślał. Pierwszy raz od dnia, w którym skończył się czas, poczułem zapach Wielkiej Puszczy.


Jego imię wypowiadano rzadko. Podobnie, jak rzadko opowiadano jego historię. Taki los spotyka te, w których jest miejsce wyłącznie na cierpienie, śmierć, rozpacz i rozstanie. Spierano się co prawda, czy umarł tego dnia. Byli tacy, którzy twierdzili, że tak. Inni zaś wierzyli, że błąka się pomiędzy światem żywych i umarłych, na granicy snu i jawy, blady cień swoich dawnych dni. Wkrótce przestano mówić o nim zupełnie.


Wstał powoli i podszedł do brzegu strumienia, w miejscu, gdzie nurt był najsłabszy. Spojrzał na własne odbicie. Poczuł, że widzi jej po raz pierwszy od wielu dni. Dni? Lat? Białe jak śnieg włosy, wychudzoną,  naznaczoną cieniem cierpienia twarz. Kim był? Kim jest? Przez moment miał wrażenie, że widzi inną twarz. Czy to ją widział w ostatnim śnie? Pamiętam ją. Zapomniałem o wszystkich i wszystkim. Tego jednego wspomnienia… Wpatrywał się jeszcze przez moment w wodę, po czym zmącił ją i odszedł.


***


Rzadko przerywany krótkim odpoczynkiem marsz trwał już kilka dni. Samotna postać czuła, że jest coraz bliżej kresu swej wędrówki. Pokonawszy szczyt wzniesienia, z niewiadomych powodów nie porośnięty drzewami,  przystanęła na moment. Słońce stało w zenicie. Wędrowiec rozejrzał się z szczytu dookoła. Stał pośrodku wielokolorowego morza, mieniącego się wszelkimi kolorami jesieni. Teren opadał i wnosił się łagodnie. Majestatyczna Puszcza przezywała zmierzch swoich dni. Jak co roku, w odwiecznym cyklu natury, tuż przed zapadnięciem w mroźny i martwy sen zimowy.


***


Dzień chylił się ku końcowi, kiedy dotarł do celu swej wędrówki. Dzień? Jak dawno wyruszyłem, pomyślał. Pośrodku polany stał martwy pień wielkiego dębu. Wciąż nosił ślady bestialstwa, które przecięło jego dostojny żywot. Ciepły wiatr od zachodu wiał leniwie,  Miejsce było spokojne i ciche. Martwe. 
Bez trudu odszukał właściwy głaz. Odsunął go i wydobył to, co zostawił tam ostatnim razem. Ile razy puszcza zasypiała się i budziła od tego czasu, pomyślał? Przyjrzał się pakunkowi, po czym powoli go rozwinął. Długi, brązowy płaszcz. Złocista zbroja i takież nagolenniki. Wielki, dwuręczny miecz. Jego miecz. Odrzucił drewniany kij. Chwycił za rękojeść. Nie przypuszczałem, że ten dzień nastanie, pomyślał. Przemierzałem pokrętne ścieżki Wielkiej Puszczy, za towarzysza mając rozpacz i mroczne sny.


Odwrócił się, by rzucić po raz ostatni okiem na polanę i znieruchomiał. Oczom jego ukazał się bowiem niesamowity spektakl. W miejscu, gdzie stał jeszcze przed paroma chwilami jaśniała dziwna poświata, w której wirowały wielokolorowe, eteryczne postaci. Zmurszałe, martwe gałęzie, leżące wokół zaczęły poruszać się, przyciągane przez to osobliwe zjawisko. Wszystkiemu towarzyszyły specyficzny szmer, ulotny zaśpiew, przechodzący momentami w przewrotny chichot. Samotny wojownik wiedział doskonale, czego jest świadkiem. Wiedział dokładnie co stanie się za parę chwil i kogo ujrzy. Nie wiedział jedynie, co spowodowało, że duchy puszczy powołują do walki pozostałości żywych kiedyś drzew. Domyślał się. Nagle wyłowił za sobą jakiś dzwięk. Błyskawicznie się obrócił, unosząc swój potężny miecz i… spojrzał w dwie, wielkie, zielone studnie. Naprzeciw niego stała niesamowita istota. Połączenie groźnego piękna, dzikości puszy i wielowiekowej mądrości. Starożytna driada, w swojej groźnej, wojennej postaci.


Przemówiła do niego nie używając słów, zwracając się bezpośrednio do świadomości. 
- Długo błądziłeś Białowłosy. Czas, byś powrócił ze ścieżek, po których nikt nie może za tobą podążyć. Wśród twoich są ciągle tacy, którzy cię potrzebują… ona cię potrzebuje. Zmierza teraz na spotkanie zwierzoludzi. Nie wie jednak, że czeka ją większe niebezpieczeństwo. Mróz i śmierć nadciągają z północy. Wiesz, o czym mówię. Widziałeś to w swoich snach… Tak, widział. Teraz zrozumiał wreszcie ich znaczenie, pojął grozę sytuacji. Obrócił się gwałtownie ale wiekowa nimfa powstrzymała go. 
- Nie! Ostrze Wiatru musi poczekać. Sam na nic się jej zdasz. Musisz udać się do tych, którzy mieszkają wokół Złotej Wierzby. Posłuchają cię, ruszą za tobą. Nie zwlekaj. Dobyłeś dzisiaj swój miecz. Będzie mógł odpocząć dopiero, gdy skąpiesz go we krwi wrogów waszego i naszego ludu.
- Przebudź się - dodała i odeszła. Patrzył, jak oddala się a wraz z nią pokracznie stąpające, potężne kształty. Chwilę potem pozostał na polanie całkiem sam. Zupełnie, jakby to przedziwne spotkanie nie miało miejsca. Ostatnie promienie słońca skryły się za szczytami wzgórz. Spojrzał po raz ostatni na martwy pień wielkiego dębu, na wbitą pośrodku włócznię po czym ruszył na spotkanie z tymi, o których mówiła nimfa. Zapadający powoli zmrok skrył go przed oczami śmiertelników.

***

Treekin’y nigdy nie były dla mnie jakoś szczególnie interesującym wzorem. Oczywiście cena jednego blistera też nie zachęca do kolekcjonowania. Było, nie było, nie mogło ich zabraknąć w mojej armii, choćby ze względu na całkiem niezłe charakterystyki. Jak to wszystko pogodzić? W prosty sposób. Najpierw zastanowiłem się skąd ten niemrawy wzór. Doszedłem do wniosku, że to wina podstawek, z jakimi prezentuje się ten oddział choćby w księdze - płaskie i pozbawione jakichkolwiek dodatków. Ponieważ mam wciąż pokaźny zasób plastikowych bitsów, dodałem je po prostu do podstawek, dzięki czemu te drewniane kolosy nie są już tak nudne. W przypadku ceny poszedłem po prostu jeszcze dalej z bitsami - zrobiłem sobie jednego treekina sam. W końca stworzenia te powoływane są do życia przez duchy lasu, które wykorzystują martwe, zbutwiałe gałęzie i pnie. No to u mnie ten trzeci właśnie się budzi. Zaraz wstanie i będzie gotów do wyprowadzenia kilku drewnianych sierpowych.  A ja będę mógł wydać zaoszczędzone 60 złotych na coś innego.



Nie wiem, co mnie napadło, żeby pomalować obu prezentowanych bohaterów w tym samym czasie. Ale co tam - nawet to się jakoś z dzisiejszym tekstem zgrywa. Elf z wielkim mieczem to już drugi w mojej karierze. Oczywiście nic szałowego - ma pasować do reszty armii i… pasuje. Trochę nieopatrznie wybrałem kolory dla duszka - tu aż prosił się jednak czerwony. Co do nimfy, to oczywiście Drycha, bohater specjalny. Kolorystyka to połączenie dwóch oddziałów driad, które pomalowałem wcześniej. Trochę się pobawiłem korkiem - nie wiem, czy to widać - ale zamiast naklejania jednego kawałka, zrobiłem takie mini-wysepki. Jakoś lepiej to współgra z korzeniami i pniem, na których nimfa stoi (a które to są częścią figurki po prostu). W przypadku obu też zaoszczędziłem trochę na funduszach - po prostu dostałem je w prezencie. Tak więc bohaterowie dzisiejszego odcinka kosztowali mnie w sumie 120 złotych, zamiast nominalnych 250. Chyba sobie znowu coś zażyczę na urodziny.

To, co widać na podstawkach zdążyłem zaaplikować do wszystkich dotychczas pomalowanych figurek. Mowa o dwóch zabiegach: po pierwsze rozjaśniłem suchym pędzlem ten fragment, gdzie widać piasek. Chciałem go nieco ożywić i do tego celu użyłem farby ‘raw sienna’ z firmy Polycolor (w zasadzie identycznej z bestial brown) - mam tubkę, więc wreszcie się przyda. Drugą zmianą jest dodanie żółtawego listowia (kruszona gąbka). Myślę, że dzięki temu na podstawkach ‘coś się dzieje’. I dobrze. Zdjęcie całości oczywiście na pożarcie krytyków technik fotograficznych. Wrzucam - bo taka była umowa z Kolegami. Zrobione na żółtym stole - bo nie jakoś zawsze zapominam skoczyć do plastyka po duży arkusz papieru. Jeszcze refleksja - mam wrażenie, że napracowałem się przy leśniakach, ale zdjęcie dowodzi, że to ciągle skromniutka kolekcja.



Podsumowując ten odcinek - całe pięć podstawek dzisiaj, choć każda inna. Muszę ‘nadgonić licznik‘, bo niestety największe oddziały przesuwam z lenistwa na koniec. Figurki do kolejnego odcinka już przygotowane do malowania. Sam jestem ciekaw, ile czasu zajmie mi jego przygotowanie. Może fakt, że pora roku, zgodna  z proponowaną w kolekcji interpretacją doda mi motywacji do zwiększenia kolekcjonerskich wysiłków. Na pewno sprawia, że czuję się dobrze  - widok wielokolorowych liści, ich specyficzny zapach, kiedy butwieją lub są palone w okolicy. Coś w sam raz na stan moich nerwów.

Regiment
Typ: treekin (w tym elder)
Ilość: 3
Koszt w punktach: 215 pkt
Koszt w złotych: 180 zł

Regiment
Typ: branchwraight
Ilość: 1
Koszt w punktach: 65 pkt
Koszt w złotych: 35 zł

Regiment
Typ: noble
Ilość: 1
Koszt w punktach: 75 pkt
Koszt w złotych: 35 zł

Armia
Stan posiadanych figur: 100%
Stan złożonych figur: 75,26%
Stan pomalowanych figur: 55,67%
Łączny koszt w punktach: 1187 pkt
Łączny koszt w złotych: 585 zł

Adrian Stolarczyk

RSS FeedRSS