środa, 17 listopada 2010

NW Europe Germans 44' - Rozdział IV

Rozdział IV – To Tygrys!

LISTA ZAKUPÓW

– PzKpfw IV: 42 zł
– PzKpfw VI Tygrys: 42 zł

RAZEM: 84zł*

*do zamówienia doliczyć należy koszt przesyłki w Wargamer'a w wysokości ok 12zł (płacąc PayPal, ceny produktów są w euro – po przeliczeniu wychodzi... korzystniej niż jakbym płacił w złotówkach)

Tego mi było trzeba! Może to nie najmocniejszy i najbardziej uniwersalny niemiecki pojazd ale to klasyk! MiSiO's must-have! Potężny pancerz, duży zasięg i siła działa, w miarę szybki. Do tego ta sylwetka... Kupiłem zestaw tygrysów i nie wstydzę się tego. Do ich obstawy nabyłem Panzer IV, "miniaturkę" tygrysa, podstawowe czołgi niemieckie drugiej połowy wojny. Ten duet powinien stanowić trzon 2k-3k punktowych armii.

Wogóle warto nadmienić, że niemieckie czołgi i niszczyciele, z kilkoma wyjątkami, przewyższają jakością pojazdy zachodnich aliantów i Związku Radzieckiego. Klasyczne zestawienia Sherman vs Panzer IV czy T-34/76 vs Panzer IV, wypadają na korzyść niemieckich maszyn (w przypadku T34, przewaga skutecznego zasięgu po stronie IVki, wytrzymałość domeną T34). Jednak cenowo, niemieckie poajzdy są droższe. Odrobinę ale odczuwalnie. Dlatego trzeba wspierać StuG III i Panzer IV czyms cięższym, co pozwoli zdobyć przewagę. Inaczej skończymy z całą panzerną maszynerią przyciśniętą ogniem i niezdolną do odpowiedzenia przeważającym siłom wroga... Przynajmniej tak to wygląda w teorii. Modele posadowiłem standardowo. Bazy 2x4cm. Malowanie, też raczej typowe. Nie chciałem zepsuć VI-ki. Mimo to najpierw przejrzałem możliwe maskowania. Szukając wzorów do malowania, zawsze przeglądam serię zeszytów Militaria i stronę http://panzerwaffe.pl/krzemek/galeria.htm . Oba źródła całkowicie wypełnią lukę w mojej wiedzy, dostarczając informacji od konstrukcji silnika do, tak pomocnego w malowaniu, detalu kamuflażu (zwykle ryciny w skali 1:35).

Na początku byli... Sumerowie

I/1a Early Sumerian 3000-2800 BC

Na początku byli Sumerowie. I to nie byle jacy, ale Early. Oczywiście nie na początku historii, ale na początku podręcznika do DBA. Takim się kierowałem kryterium przy wyborze tej armii – postanowiłem wzbogacić się o pierwszą z brzegu, zajrzałem do książki i zamówiłem w Essexie (dzięki Misiu) - I/1a Early Sumerian.

Pod koniec IV tysiąclecia przed Chrystusem, deltę Eufratu i Tygrysu zamieszkiwały wysoko rozwinięte ludy. Jednak pojawił się wśród nich nowy – Sumerowie. Co do kierunku ich migracji nie mamy dzisiaj pewności – hipotezy mówią o Tybecie, wyspie Dilium, o terenach dzisiejszej Mongolii lub płaskowyżu Irańskim. Pierwszym miastem, które najprawdopodobniej zajęli było Eridu. Stąd powoli podbili sąsiednie tereny, jednak nie wyniszczając podbitych, wyżej rozwiniętych ludów – zasymilowali się z nimi tworząc nową kulturę – Sumer. Czas ich przybycia określa się na ok. 3300 rok p.n.e. Najstarszymi ośrodkami Sumerów, o największym znaczeniu kulturalnym i politycznym były miasta Eridu, Ur, Nippur, Lagasz, Uruk i Sippar.

Kształtują się na terenie Sumeru mocne ośrodki miast-państw, niezależnych od siebie, lecz na podobnej stopie rozwoju. Następuje przejście od myślistwa do rolnictwa oraz hodowli zwierząt, pojawia się także produkcja ceramiki i pierwszych wyrobów z miedzi.

Pierwszy okres w historii to okres Uruk, trwający do 3000 roku. Jego nazwa pochodzi od największego w tym czasie miasta Uruk, które mogło mieć nawet do 10000 mieszkańców. Osiągnięciami tego okresu jest oczywiście przybycie i asymilacja Sumerów z podbitymi ludami, powstanie pisma obrazkowego oraz obróbka brązu. Pojawia się coraz więcej rzemieślników, rozwija się handel.

Drugi okres nazwany został Dżemdet Nasr. Ta nazwa pochodzi od nazwy miasta, w okolicy którego w 1925 archeologowie angielscy i amerykańscy wykopali ceramikę malowaną, jednobarwną czarną i czerwoną, a także wielobarwną we wzory geometryczne i naturalistyczne. Podobną ceramikę, z tego samego okresy wykopano także później w innych okolicach Mezopotamii, jednak nazwa okresu pozostała związana z pierwszymi odkryciami.

Przyjmuje się, że ten okres w historii Sumeru możemy zamknąć pomiędzy 3000 a 2800 r.p.n.e. W tym czasie ukształtował się już podział polityczny na miasta-państwa. Powstały one wzdłuż płynących blisko siebie rzek Eufrat i Tygrys w miejscu gdzie wpływają do Zatoki Perskiej. Nad Eufratem znajdowały się: Sippar, Kisz, Nippur, Isin, Szzurpak, Uruk, Ur, Eridu, Kesz, Adab, Larsa. Natomiast nad Tygrysem były położone: Lagasz, Akszak, Eszuna. W tym czasie Sumerowie posiadali jeszcze niewykształcone pismo – zachowane teksty mają praktycznie tylko charakter gospodarczy. Pisali na glinianych tabliczkach za pomocą rylca, którym raczej wyciskali niż pisali ideogramy. Rozwija się metalurgia i przerób złota. Każde miasto posiada swojego władcę, społeczeństwo miało swoją hierarchię i podział ról. Sumerowie budują sztuczne kanały, którymi nawadniają suche ziemie, rozwija się rolnictwo. Ich religia była politeistyczna, widzieli bóstwa w siłach przyrody – personifikowali je. Budują świątynie, w których oddają cześć swoimi bogom.
Właśnie ten okres historyczny został przyjęty przez autorów DBA dla pierwszej armii w podręczniku – Early Sumerian.

Pozostałe okresy z historii Sumeru to: Okres wczesnodynastyczny, staroakadyjski i gutejski, neosumeryjski, starobabiloński – w tym ostatnim okresie, w 1595 r.p.n.e. ostatnie miasto Babilon zostało zdobyte przez Hetytów, Sumerowi już się nie podnieśli, przyjmuje się to za koniec ich kultury.
 
Tak więc moja armia pochodzi z okresu Dżemdet Nasr. Przechodzenie z czasu myślistwa w epokę rolniczą i bardziej uprzemysłowioną poskutkowało dużą ilością wojowników posługujących się łukami, wiązało się to na pewno też z otaczaniem miast murami obronnymi. Ten okres to epoka wczesnego brązu, stąd hełmy z tego metalu, fragmenty brązu wzmacniające ubranie obronne, ostrza toporów czy groty strzał. Ubrania mieli raczej w barwach naturalnych, stąd pewna monotonność, na barwiona szaty mógł pozwolić sobie jedynie władca i możnowładcy w jego otoczeniu.  


Jeśli chodzi o budowę armii w systemie DBA, to jest ona raczej nieskomplikowana – aż 8 elementów łuczników 4Bw, dowódca ze swoją „obstawą” 3Bd, do tego rekrutowana prosto z pola lekka piechota: procarze i włócznicy – trzy elementy 2Ps.Figurki dostałem w gotowym zestawie Essexa – komplet wojaków w naprawdę niskiej cenie. Do armii oczywiście obowiązkowo dołączyłem obóz. Na maksymalnej wielkości podstawce (8x8 cm) zrobiłem kopię szczytu zigguratu z Ur, co prawda dużo młodszego niż interesująca mnie epoka (jego powstanie to ok. 2100 rok p.n.e), lecz budowle sakralne z wcześniejszych epok miały podobny kształt, już w okresie Dżemdet Nasr były pokrywane ceramicznymi stożkami barwionymi na kolor niebieski lub żółtozielony. Pierwsze zigguraty powstały około tego czasu, w architekturze był to okres wczesnosumeryjski. Budynek zrobiłem z plastikowych arkuszów,  bardzo przyjemnie się je modelowało.


Cała armia prezentuje się w bardzo spójny, prosty układ. Nie wiem w jaki sposób dawaliby sobie radę Sumerowie w walce na polach DBA, podejrzewam, ż mogliby zaleźć za skórę wszelkim jeźdźcom. Bardzo przyjemnie upiększa moją półeczkę. Na początku przecież są... Sumerowie.


Wiedzę zaczerpnąłem w większości ze stron sumerowie.klp.pl, korzystałem też z wiadomości z wikipedia.pl, lecz tutaj pojawiają się rozbieżności co do dat pierwszego okresu Dżamdet Nasr. W związku z tym, że przyjęty przez autorów podręcznika DBA okres 3000-2800 pokrywa się z wiadomościami autora strony o Sumerach, przyjąłem jego dane jako prowadzące.

Robert Pawlak

IMPETUS by Lorenzo Sartori


To, co właśnie czytacie, nie jest recenzją. Początkowo planowałem takową napisać, jednak recenzja, z natury rzeczy, charakteryzuje się pewną powierzchownością porównywalną z „przekartkowaniem“, w tym przypadku, zasad do gry. Ja nie mogłem się zdobyć na liźnięcie tematu, bo im dłużej wczytywałem się w podręcznik IMPETUS, tym więcej znajdowałem elementów, o których chciałbym coś napisać. Formuła „recenzji“ wyczerpała więc swoje możliwości dość szybko. Dlatego to, co czytacie, jest analizą systemu z elementami recenzji. Ha!

Kiedy przychodzi do analizowania nowego zestawu zasad, naturalnym odruchem jest porównanie ich do tych, które już znamy. Odruch jak najbardziej naturalny nawet, gdy porównujemy zasady, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą wiele wspólnego. Postanowiłem skorzystać z podobnego porównania przy opisywaniu i ocenianiu zasad wydanego we Włoszech, a przetłumaczonej już na kilka, jeśli nie kilkanaście języków, bitewniaka historycznego IMPETUS.

Do porównania postanowiłem wykorzystać znajomość dwóch systemów, w które grałem najczęściej. De Bellis Antiquitatis i Warhammer Fantasy Battle. Wiem. Zestaw dość oryginalny, ale powinien dać szerokiemu gronu graczy pojęcie, o czym będę pisał.

PODRĘCZNIK

Niezwykle często to właśnie sposób wydania podręcznika daje nam pierwszą możliwość oceny zasad. Wbrew powiedzeniu „nie oceniaj książki po okładce”, zaczniemy jednak właśnie od tego. IMPETUS, system napisany przez Lorenzo Sartori, a wydany przez Dadi&Piombo (co ważne, ale o tym później) wydany jest, jak na  zasady do systemu historycznego, nadzwyczaj solidnie. Gruby, bardzo dobrej jakości papier w formacie A4, zawiera estetycznie podane zasady wypisane lekko wypukłą czcionką, zdjęcia figurek, diagramy i tabele. Jakość wydania, choć nie tak pierwszorzędna, jak nowy podręcznik WFB, plasuje podręcznik zdecydowanie bliżej WFB, FoG czy FoW, niż DBMM a już zdecydowanie bije na głowę DBA. Wydanie oceniam wyżej niż się spodziewałem w momencie zakupu (zamówiłem on-line za 28 euro, przesyłka dotarła z Włoch w ciągu 5 dni!).

Ciekawym, i niespotykanym rozwiązaniem jest spięcie stron podręcznika spiralnym drutem tak, żeby można było czytać tylko 1 stronę podręcznika na raz. Autor zdecydował się na takie rozwiązanie po wielu konsultacjach z graczami z całego świata. Gracze chcieli, żeby podręcznik zajmował na stole jak najmniej miejsca. Dzięki temu QRS (zestawienie tabel i zasad) stanowić może integralną część podręcznika.

Same zasady, zawarte na ok. 50 stronach, są niezwykle jasno podane, a system numeracji rozdziałów i podrozdziałów (np. 5.0 RUCH czy 5.8.1 Bonus do ruchu w szarży) i odnośników do nich, pozwala błyskawicznie odnajdywać odpowiednie fragmenty, co czyni zasady wyjątkowo czytelnymi. Stanowi to przeciwieństwo prezentacji zasad w DBA, do którego napisano Nieoficjalny, tylko po to żeby wyjaśnić i rozpakować, skondensowane przez autora reguły. Duży plus dla Impetusa.

MODELE, SKALA, BAZY

Same zasady pozwalają na rozgrywanie bitew od ok. 3000 p.n.e. do XVII wieku, używając modeli w skali od 2 do 28mm. Poszczególne oddziały nie mają przypisanej konkretnej ilości modeli reprezentujących prawdziwych żołnierzy (tak jak np. w DBA). Oczywiście w zasadach jest informacja, że ciężka piechota i jazda powinny mieć bardziej zwarte formacje niż dla przykładu harcownicy ale od gracza zależy jak zakomponuje podstawki.

Również bazy do Impetusa nie są typowymi podstawkami DBx, tak charakterystycznymi dla systemów historycznych. Do gry używa się podstawek o froncie szerokości 8cm, więc dwukrotnie szerszym niż DBx. Pozwala to używać elementów z innych systemów ale również pozwala bardziej realistycznie komponować modele na bazach, tworząc mini dioramki. Z początku nie byłem przekonany do tego rozwiązania, bo po pierwsze gra wymaga większej ilości podstawek DBx a po drugie potrzeba większego stołu do gry (120 do 180 cm szerokości przy grach na 300-400 punktów). Kiedy jednak przemyślałem temat i przyjrzałem się nielicznym elementom do Impetusa dostępnymi w sieci stwierdziłem, że takie bazy są doskonałym rozwiązaniem. Po pierwsze armia na takich podstawkach wygląda świetnie, bo można znacznie ciekawiej komponować modele i jest więcej miejsca na „smaczki” a po drugie wielkość oddziałów pasuje do większego stopnia skomplikowania zasad niż DBx. Mniej kompaktowe rozwiązanie ale o ile bardziej atrakcyjne dla oka!

STATYSTYKI I SKŁAD ARMII

Armia w IMPETUS, składa się z oddziałów reprezentowanych przez pojedyncze podstawki (lub kolumny podstawek w przypadku Dużych Oddziałów tj. np. głębokie formacje pik) oraz taboru. Tabor to nic innego jak obóz w DBA. Dowolna forma (namioty, świątynia itp.), określone wymiary. Jego strata, jak w DBA, traktowana jest jak strata części wojska. IMPETUS to system punktowy, dlatego o ilości oddziałów w armii decyduje nasz wybór, z zastrzeżeniem minimalnych i maksymalnych ilości danego oddziału w armii. Najpopularniejszy jest przedział 300-500 punktów. Pozwala on wystawić armie składające się z 9-10 do 15-30+ oddziałów. Średnio jest ich więc więcej niż w armii DBA i podobnie jak w armii na 2000 pkt do WFB. Moja 300 punktowa armia Późnych Seleukidów to 14-16 oddziałów (w zależności od wybranej ich kombinacji).

Każda armia posiada od 1 do 4 dowódców. Jeden z nich jest generałem. Dowódcy mogą być tchórzliwi albo genialni … lub coś pomiędzy. Wszystko zależy od tego, jak dużo chcemy przeznaczyć na nich punktów z puli. Dodatkowo armia posiada system dowodzenia, który może być kiepski, przeciętny i dobry. Odwzorowuje to organizację armii i sposób jej działania na polu walki.

Zapewne większość z Was, zaraz po otrzymaniu nowych zasad, sprawdza, jakimi parametrami opisane są ulubione jednostki czy całe armie. IMPETUS, tak jak DBA, przypisuje różne oddziały do jednej z kilku kategorii takich jak np. ciężka (CP), lekka (CL) jazda, słonie (El), lekka piechota (FL) czy harcownicy (S), to jeszcze, poza zachowaniem na polu walki wynikającym właśnie z przynależności do danej grupy (np. ciężka jazda zawsze goni (DBA)), opisano poszczególne formacje kilkoma dodatkowymi statystykami, które rozróżniają je spośród wielu, należących do tego samego typu wojsk. Są to Nr – minimalna i maksymalna liczba oddziałów danego typu, jaką można wystawić (znana zasada z WFB), M – opisujący zasięg ruchu (w cm), VBU – opisujący poziom wyszkolenia, karności, ilości „ran“ i jakości uzbrojenia (co może przywodzić na myśl pojedynczy parametr danego oddziału z DBA), I – impet, bonus dodawany podczas szarży świeżego oddziału, D – wyszkolenie, odnosi się do łatwości dowodzenia danym oddziałem i tym, jak sprawnie dokonuje on przemarszów, zmian formacji itp., VD – opisujący to, jak duża stratą będzie zniszczenie danego oddziału, Pts – wartość punktowa danego oddziału oraz NOTES – w tej kolumnie znajdują się adnotacje dotyczące uzbrojenia czy specjalnej zasady oddziału. Każda lista armii posiada również listę OPCJI, które, w zależności od armii, pozwalają przezbroić, zamienić na weteranów lub rekrutów niektóre oddziały.

Na pewno zwróciliście też uwagę, że zarówno opisy jednostek, jak i ich charakterystyki, oznaczone są skrótami z włoskiego. Autor postanowił pozostawić oryginalne oznaczenia również w tłumaczeniach, jak sam mówi, z powodu dużej ilości graczy, korzystających z uproszczonej, darmowej wersji zasad BASIC IMPETUS, gdzie właśnie takie oznaczenia figurują.

Mimo mniejszej niż w WFB ilości statystyk, poszczególne oddziały opisane są w sposób, który pozwala wyczuć ich charakterystyczny klimat, ale i odróżnić je od podobnych oddziałów występujących w innych armiach (pamiętajmy, że same kategorie wojsk już wprowadzają urozmaicenie dotyczące zachowania na polu walki). Poza statystykami opisującymi wojsko, występuje również uzbrojenie, które w DBA zostało włączone do pojedynczego parametru opisującego dany typ wojska, a w IMPETUS'ie, tak, jak w WFB, stanowi osobny czynnik. Chociaż nie każdy historyczny oddział ma możliwość wyboru broni (możliwość wyboru dotyczy  zwłaszcza lekkiej piechoty, jazdy i harcowników), to jednak spora ilość dostępnych typów broni znacznie urozmaica pole walki. Są więc piki i długie włócznie, pila w które uzbrojeni są legioniści Wilczycy i niektóre inne oddziały. Łuki dzielą się na krótkie, długie i kompozytowe oraz na kategorie A, B i C. Są również muszkiety i inne typy broni prochowej, artyleria, oszczepy, proce itp. Każda z broni strzeleckich ma inne modyfikatory do ilości ataków oddziału, zależne od zasięgu do wroga i tego czy celem jest piechota czy jazda.

TURA I PORUSZANIE SIĘ

Impetus, w przeciwieństwie do DBA i WFB, jest wyjątkowo interaktywny. Nie obowiązuje w nim  IGO UGO w czystej formie, gdzie każdy gracz rusza wszystkie swoje oddziały i przekazuje pałeczkę przeciwnikowi. Gracze wykonują ruchy naprzemiennie, tak, ale nie całymi armiami, a wybranymi dowódcami i podlegającym im wojsku. Każdy z graczy wybiera jednego ze swoich dowódców, którego chciałby ruszyć w pierwszej kolejności. O tym, który gracz ruszy pierwszy, decyduje rzut kością zmodyfikowany o jakość danego dowódcy. Poszczególne oddziały  wykonują całą turę t.j. ruch, strzelanie, walkę w zwarciu. Dlatego nie bez znaczenia jest który dowódca i który oddział wykona ruch pierwszy (pozwala to na dostosowywanie kolejnych działań do np. skuteczności ostrzału środka linii przeciwnika). Oczywiście można wykonywać ruch grupowy, co pozwala oddziałom wspólnie szarżować, wykorzystując wsparcie własnych wojsk (w przeciwieństwie do DBA, gdzie bonus do wsparcia jest zawsze jeden, w Impetusie jest to po prostu ilość ataków równa połowie VBU wspierającego oddziału). Dodatkowo, czego doświadczyć można było głównie w systemach o współczesnych konfliktach, gracze mogą wprowadzać swoje oddziały w stan czuwania, dając im szansę do nagłej reakcji w turze przeciwnika. Pozwala to na niespodziewaną szarżę na flankę z lasu lekkiej piechoty czy ostrzał maszerującej jazdy, gdy tylko znajdzie się w zasięgu strzału. Niektóre oddziały są również zdolne do kontrszarży.

W Impetusie możliwy jest ruch wielokrotny dowolnego oddziału, ale wiąże się to z możliwością utraty spójności formacji. Dobrze wyszkolone i dowodzone jednostki znacznie łatwiej wywiązują się z trudnych manewrów, jakimi są np. szybkie przemarsze. Osłabienie walorów bojowych czy rany odniesione na skutek utraty spójności formacji to najpoważniejsze skutki zmuszania oddziału do zadań, które mogą przerastać ich możliwości. Wielokrotny ruch to rozwiązanie spotykane zarówno w DBA, jak i WFB (gdzie występuje ruch marszowy). W Impetusie jednak, jego zasięg zależy od wyszkolenia i karności wojska (można wykonać kilka ruchów ale każdy wymusza test dowodzenia), co teoretycznie każdemu powala na długie rajdy na flance, a w rzeczywistości tylko najlepiej wyszkolone formacje są w stanie przeprowadzać takie złożone manewry i to nie bez ryzyka utraty spójności formacji. Spójność formacji można oczywiście przywrócić, ale do gracza należy kalkulacja ryzyka.

Każdy oddział posiada również ZOC – znaną wszystkim Strefę Kontroli. Ma ona szerokość frontu danego oddziału i 5U głębokości. Jest ona czymś pośrednim między ZOC z DBA a 8” w WFB. Pozwala ona np. reagować na wejście w nią przeciwnika. Reagujący oddział nie może być zdezorganizowany (brak spójności).

WALKA W ZWARCIU I STRZELANIE

Walka, czy to na dystans, czy w zwarciu, wykorzystuje wartość VBU, która odpowiada ilości ataków, jaką posiada dany oddział. Strzelanie obarczone jest sporą ilością ujemnych modyfikatorów, które ograniczają niszczącą siłę ostrzału. Walka wręcz wykorzystuje całą wartość VBU. Często pojawiają się również dodatkowe ataki, wynikające z głębokich formacji czy Impetu. Oba rodzaje walki opierają się jednak na tym samym mechanizmie, w którym każdy gracz (lub obaj w przypadku walki wręcz, która jest symultaniczna) rzuca wyliczoną ilością kości k6. Każdy wynik „6“ lub para „5“ oznacza trafienie. Zraniony oddział musi testować Spójność. W tym celu musi rzucić na k6 równo lub mniej niż wynosi Wartość Krytyczna (VBU – ilość trafień), czyli K6-WK =ilość stałych obrażeń. Jeśli oddział otrzyma stałe obrażenia, zmniejsza się jego wartość VBU, a tym samym słabiej walczy (rzut na ilość obrażeń przypomina trochę test oddziału na Ld w WFB. Jego niezdanie może powodować, że oddział ucieknie i zostanie zniszczony). Kiedy VBU spadnie do 0, oddział zostaje rozbity. W walce porównuje się ilość odniesionych strat, a starcie wygrywa ten oddział, który ponosi ich mniej. Istnieje kilka modyfikatorów wpływających na walkę, ale po szczegóły odsyłam do podręcznika. Oddział, który przegra, jest odrzucany podobnie jak w DBA, ale na losową odległość.

Na walkę wpływa również teren, ale jego wpływ nie jest tak drastyczny, jak w DBA, choć istotnie wpływa na poruszanie się (tak jak w DBA i WFB). Sama walka w terenie nie gwarantuje przytłaczającej przewagi i jest jedynie jednym z elementów wpływających na wynik walki (pozostałe to m. in. poniesione dotychczas straty, typ oddziału, jego aktualna organizacja itp.)

Kiedy analizuję zasady, przywołuję różne historyczne starcia i sprawdzam jak zachowają się dane oddziały w grze i jak to się ma do wyników bitew. Dlatego przedstawiam Wam kilka przykładów klasycznych starć z okresu antycznego. W roli głównej rzymski legion z I w. p.n.e.

Przykład 1 (wojna SPQR z Filipem II)
Oddział rzymskich legionistów z VBU6 i Impetem 2, jest szarżowany przez oddział falangitów macedońskich o VBU4 i Impecie 1, w formacji o potrójnej głębokości. Rzymianie wyprowadzają 6 ataków i dodatkowe 3 za pilum, którymi rzucają w szarżujących. Głęboka falanga dysponuje 4 (VBU)+2(szeregi) +1(za Impet) atakami. Jak widać Rzymianie, dzięki pila, uzyskują niewielką przewagę w walce, mimo szarży przeciwnika. W kolejnych turach falanga będzie dysponowała większą ilością ataków. Co jednak bardzo ważne, Rzymianie, którzy są lepiej uzbrojeni i wyekwipowani, będą testować na odniesione rany używając wysokiego parametru VBU=6, gdy falanga mimo "ściany włóczni" i związanej z nią siły uderzenia, nie jest tak dobrze wyszkolona i opancerzona i testować będzie na VBU=4. Falanga jednak, dzięki głębiej formacji, może przyjmować więcej obrażeń bez obniżenia VBU walczącego frontu, gdyż straty liczone są od tyłu formacji (tylne szeregi uzupełniają wyłomy w linii – im głębsza falanga tym lepiej). Znacznie lepiej prezentowałyby się szanse falangi, gdyby walczyli weterani albo Srebrne lub Brązowe Tarcze.

Przykład 2 (wojna Krassussa z Partami)
Oddział rzymskich legionistów o VBU6 i Impetem 2, walczy z partyjskimi konnymi łucznikami. Ci, mając 12U ruchu (przy 5U Rzymian), utrzymują ich na dystans (odskakując gdy są szarżowani), zasypując gradem strzał. Jeśli Rzymianie, na skutek prób dosięgnięcia przeciwnika wielokrotnym ruchem lub np. na skutek ostrzału, stracą spójność oddziału i wedrze się w szeregi zamieszanie, otrzymają stałe, ujemne modyfikatory do VBU, które po kilku turach ostrzału, mogą doprowadzić do całkowitego ich zniszczenia lub na tyle dużego osłabienia, że szarża partyjskich katafraktów rozbije ich pojedynczym atakiem (każdy wynik „zamieszanie w szeregach“ powyżej 1, oznacza stałą stratę 1 punktu VBU).

Przykład 3 (wojny gallijskie)
Oddział rzymskich legionistów o VBU6, który utracił spójność oddziału na skutek forsownego marszu, walczy z oddziałem galijskich weteranów (VBU4 +1) z Impetem 4, w formacji o podwójnej głębokości. Rzymianie, mają 8 ataków (VBU + 2 za pila). Gallowie mają 5 ataków +4 za impet +2 za głęboką formację. Jak widać, szarżujący Celtowie mają znaczną siłę. Jednak jeśli szarża „głowy dzika“ nie przebije się przez manipuł w szarży, ich szansa na zwycięstwo drastycznie maleje, bo tracą bonus za impet a ilość ataków spada im o prawie połowę.

Pod adresem http://www.dadiepiombo.com/battle.html można przeczytać raport z gry, wyjaśniający mechanikę w praktyce. Ilustrowany jest schematami przebiegu bitwy, więc z łatwością prześledzicie przebieg poszczególnych tur.

LISTY ARMII


IMPETUS, mimo wysokiego stopnia skomplikowania statystyk (w porównaniu do DBA, a zbliżonego do WFB), oferuje znacznie więcej list armii niż Warhammer. Wprawdzie w podręczniku jest ich tylko 15, na stronie www, można wybierać z ponad 90 list armii, zarówno antycznych, jak i średniowiecznych. Wszystkie armie, nad którymi trwają obecnie prace, zamieszczone są na stronie www, a autor otwarty jest na wszelkie uwagi dotyczące ich obecnego kształtu. Niedawno ukazał się 3 suplement Extra Impetus, gdzie pojawiło się ok. 50 list armii do wybranych wojen i kampanii, a spodziewać się można kolejnych wydań. Mimo tak dużej różnorodności, listy armii są dopracowywane bardzo dokładnie. Wspomniani już Seleukidzi mogą wystawić 20 różnych oddziałów w tym imitację legionistów, dwa rodzaje słoni czy ciężkozbrojnych thorakitai (a dodatkowo można ulepszyć falangę i galatów do weteranów).

WSPARCIE

Na początku recenzji wspomniałem o wydawnictwie Dadi&Piombo, które to wydawnictwo aktywnie wspomaga system. Jest to ważne dlatego, że pozwala autorowi na ciągłe rozwijanie i promowanie gry. Na stronie systemu http://www.dadiepiombo.com/impetus2.html można znaleźć wszelkiej maści porady, klasyfikacje (na razie jedna, gdzie więcej poszerzeń zasad niż samych zmian). Do tego autor aktywnie udziela się na forum, na bieżąco wyjaśniając wszelkie wątpliwości początkujących graczy.

Impetus ma też swojego bloga, gdzie pojawiają się informacje o turniejach. Jeśli zgłosi się taki turniej z 2 miesięcznym wyprzedzeniem, klasyfikowany będzie on do ligi światowej IMPETUS, którą od 3 lat koordynuje właśnie Lorezno i stojące za nim wydawnictwo.

Basic Impetus

Słowem zakończenia, chciałbym podziękować Lorenzo, autorowi gry, który błyskawicznie zareagował na moją prośbę i udostępnił zdjęcia i grafiki, którymi zilustrowałem recenzję a które, mam nadzieje, dały Wam przedsmak tego, co może się zdarzyć na Waszych stołach bitewnych.

Dla tych, których zainteresował ten tekst, odsyłam jeszcze do darmowej, uproszczonej wersji zasad. Da ona pojęcie, czym jest Impetus. BASIC IMPETUS, bo tak nazywa się ten uproszczony zestaw zasad, przetłumaczony jest na kilka języków, w tym na polski.



Michał Ciemniewski

poniedziałek, 8 listopada 2010

Tsyncz Lord

Pamiętacie zapewne niedawny wpis z bohaterem Nurgla. Otóż model robala z tego opracowania był niestety dostępny tylko w parze z widocznym na zdjęciu stworem. Nie lubię marnotrawstwa, więc pomyślałem, że tego też pomaluję i wystawię na sprzedaż. Figurka bardzo przypominała mi z wyglądu czempionów Tzeentcha z Warhammera więc już pomysł był. Figurka spora gabarytowo, ale na szczęście chaos stawiany jest najczęściej na podstawkach 25x25mm. Trzeba było delikatnie ptaszysku przestawić nóżki (teraz ma jedną nóżkę bardziej), ale cholerstwo się zmieściło.

Stwierdziłem, że czas znowu ruszyć z NMM (non metalic metal – czyli niemetaliczny metal) i obsmarowałem mu wszystkie metalowe elementy szarościami. Wyszło, myślę, całkiem przyzwoicie. Skóra zwierzaka na niebiesko, a pióra na fiolecik, kolory jak przystało na prawdziwego Tzeentcha. Do tego wszystkiego, żeby było weselej, dorzuciłem ciuszki w kolorach czerwieni.

Postanowiłem też bardziej przyłożyć się do podstawki. Stwór stoi na skałce – to zawsze dodaje uroku. Zamontowałem na podstawce mnóstwo trawek, krzaczków, kamyków i innego badziewia, żeby się działo. No i chyba się udało – dzieje się.

niedziela, 7 listopada 2010

Nareszcie!

Nie będę nic pisał o odkurzaniu, pajęczynach, sprzątaniu, odkurzaczach i tym podobnych utensyliach. Po prostu sobie zakrzyknę (a jak, nawet w  internecie też można sobie porządnie zakrzyknąć): Nareszcie!
 Tak dużo czasu czasu minęło,  kiedy się zarzekałem, że w końcu sobie to sprawię i oto one! Foremki od HirstArts (aka Castle Molds)! Nie będę wiele pisał, bo jestem tak uradowany jak to tylko możliwe, i jestem zachwycony ponad wszelką wątpliwość! A teraz chciałbym się z wami podzielić moją radością twórczą prezentując ten (krzywy bo krzywy) ale jednak reprezentatywny efekt 20 minut układania klocuszków „na sucho” (bez kleju). Oto i on:
 Stałem się dzieckiem (większym niż byłem do tej pory!)

sobota, 6 listopada 2010

Po mojemu

Ja to zawsze muszę być mądrzejszy. W tym wypadku bardziej, niż instrukcja przewiduje. Nakleiłem na pokład detale, które trzeba było najpierw pomalować. A ja na odwrót. Pomalowałem też pokład, można powiedzieć - deski. To 'dokonanie' też jakoś mnie nie przekonuje. Posłużyłem się brązowym akrylem z serii foundation paints. Zrobiłem to dość niecierpliwie i w związku z tym niedbale. W efekcie spędzę teraz sam-nie-wiem-ile czasu, żeby odmalować w miarę przyzwoicie wszystko to, co wystaje ponad owe deski. Oczywiście nie mogę tego zrobić przy użyciu emalii, ponieważ ta nie pokryje brązowych zacieków. W związku z tym skazany jestem na szary akryl. I tu kolejny problem - nie jest to odcień pasujący do podstawowego szarego, jakiego użyłem do burt. Szlag! Wszystko po mojemu. Jeden plus w postaci linii wodnej - taśma maskująca zrobiła swoje i wyszło niemal jak od linijki. Pomalowałem też kotwice a na pokładzie łańcuchy kotwiczne. Przy tych ostatnich zastosowałem nawet szary drajbrasz. Te dodatki to też akryl. Co do montażu pozostałych części, w zasadzie jestem gotowy w 95%. Teraz będę je malował i po kolei przyklejał do pokładu. Tu jednak w ruch pójdą emalie. Mowa bowiem o nadbudówkach, wieżach armatnich czy kominach. Uech - jeszcze daleka droga do skończenia Króla Jerzego. Będzie ciężko. Synowskie popędzanie jakoś zelżało a pokładowa papranina mnie zdemotywowała.

czwartek, 4 listopada 2010

Przebudzenie

In motion, these vessels appear as a horrifying parody of a man, though one that stands well over eight feet tall on its gnarled and twisted legs.


Księga Wood Elves, 2005

Otworzył oczy, gdy promienie porannego słońca padły na jego policzki. W przechylonej perspektywie widział rosę, która skrzyła się leniwie, liście wszelkiego koloru, które pokrywały coraz większą połać zielonej ściółki. Nasłuchiwał szczęku oręża, uświadamiając sobie z każdą chwilą, że to tylko echo snu, który go opuszczał. W powietrzu wyczuł zapach jesieni. Pierwszy raz, pomyślał. Pierwszy raz od dnia, w którym skończył się czas, poczułem zapach Wielkiej Puszczy.


Jego imię wypowiadano rzadko. Podobnie, jak rzadko opowiadano jego historię. Taki los spotyka te, w których jest miejsce wyłącznie na cierpienie, śmierć, rozpacz i rozstanie. Spierano się co prawda, czy umarł tego dnia. Byli tacy, którzy twierdzili, że tak. Inni zaś wierzyli, że błąka się pomiędzy światem żywych i umarłych, na granicy snu i jawy, blady cień swoich dawnych dni. Wkrótce przestano mówić o nim zupełnie.


Wstał powoli i podszedł do brzegu strumienia, w miejscu, gdzie nurt był najsłabszy. Spojrzał na własne odbicie. Poczuł, że widzi jej po raz pierwszy od wielu dni. Dni? Lat? Białe jak śnieg włosy, wychudzoną,  naznaczoną cieniem cierpienia twarz. Kim był? Kim jest? Przez moment miał wrażenie, że widzi inną twarz. Czy to ją widział w ostatnim śnie? Pamiętam ją. Zapomniałem o wszystkich i wszystkim. Tego jednego wspomnienia… Wpatrywał się jeszcze przez moment w wodę, po czym zmącił ją i odszedł.


***


Rzadko przerywany krótkim odpoczynkiem marsz trwał już kilka dni. Samotna postać czuła, że jest coraz bliżej kresu swej wędrówki. Pokonawszy szczyt wzniesienia, z niewiadomych powodów nie porośnięty drzewami,  przystanęła na moment. Słońce stało w zenicie. Wędrowiec rozejrzał się z szczytu dookoła. Stał pośrodku wielokolorowego morza, mieniącego się wszelkimi kolorami jesieni. Teren opadał i wnosił się łagodnie. Majestatyczna Puszcza przezywała zmierzch swoich dni. Jak co roku, w odwiecznym cyklu natury, tuż przed zapadnięciem w mroźny i martwy sen zimowy.


***


Dzień chylił się ku końcowi, kiedy dotarł do celu swej wędrówki. Dzień? Jak dawno wyruszyłem, pomyślał. Pośrodku polany stał martwy pień wielkiego dębu. Wciąż nosił ślady bestialstwa, które przecięło jego dostojny żywot. Ciepły wiatr od zachodu wiał leniwie,  Miejsce było spokojne i ciche. Martwe. 
Bez trudu odszukał właściwy głaz. Odsunął go i wydobył to, co zostawił tam ostatnim razem. Ile razy puszcza zasypiała się i budziła od tego czasu, pomyślał? Przyjrzał się pakunkowi, po czym powoli go rozwinął. Długi, brązowy płaszcz. Złocista zbroja i takież nagolenniki. Wielki, dwuręczny miecz. Jego miecz. Odrzucił drewniany kij. Chwycił za rękojeść. Nie przypuszczałem, że ten dzień nastanie, pomyślał. Przemierzałem pokrętne ścieżki Wielkiej Puszczy, za towarzysza mając rozpacz i mroczne sny.


Odwrócił się, by rzucić po raz ostatni okiem na polanę i znieruchomiał. Oczom jego ukazał się bowiem niesamowity spektakl. W miejscu, gdzie stał jeszcze przed paroma chwilami jaśniała dziwna poświata, w której wirowały wielokolorowe, eteryczne postaci. Zmurszałe, martwe gałęzie, leżące wokół zaczęły poruszać się, przyciągane przez to osobliwe zjawisko. Wszystkiemu towarzyszyły specyficzny szmer, ulotny zaśpiew, przechodzący momentami w przewrotny chichot. Samotny wojownik wiedział doskonale, czego jest świadkiem. Wiedział dokładnie co stanie się za parę chwil i kogo ujrzy. Nie wiedział jedynie, co spowodowało, że duchy puszczy powołują do walki pozostałości żywych kiedyś drzew. Domyślał się. Nagle wyłowił za sobą jakiś dzwięk. Błyskawicznie się obrócił, unosząc swój potężny miecz i… spojrzał w dwie, wielkie, zielone studnie. Naprzeciw niego stała niesamowita istota. Połączenie groźnego piękna, dzikości puszy i wielowiekowej mądrości. Starożytna driada, w swojej groźnej, wojennej postaci.


Przemówiła do niego nie używając słów, zwracając się bezpośrednio do świadomości. 
- Długo błądziłeś Białowłosy. Czas, byś powrócił ze ścieżek, po których nikt nie może za tobą podążyć. Wśród twoich są ciągle tacy, którzy cię potrzebują… ona cię potrzebuje. Zmierza teraz na spotkanie zwierzoludzi. Nie wie jednak, że czeka ją większe niebezpieczeństwo. Mróz i śmierć nadciągają z północy. Wiesz, o czym mówię. Widziałeś to w swoich snach… Tak, widział. Teraz zrozumiał wreszcie ich znaczenie, pojął grozę sytuacji. Obrócił się gwałtownie ale wiekowa nimfa powstrzymała go. 
- Nie! Ostrze Wiatru musi poczekać. Sam na nic się jej zdasz. Musisz udać się do tych, którzy mieszkają wokół Złotej Wierzby. Posłuchają cię, ruszą za tobą. Nie zwlekaj. Dobyłeś dzisiaj swój miecz. Będzie mógł odpocząć dopiero, gdy skąpiesz go we krwi wrogów waszego i naszego ludu.
- Przebudź się - dodała i odeszła. Patrzył, jak oddala się a wraz z nią pokracznie stąpające, potężne kształty. Chwilę potem pozostał na polanie całkiem sam. Zupełnie, jakby to przedziwne spotkanie nie miało miejsca. Ostatnie promienie słońca skryły się za szczytami wzgórz. Spojrzał po raz ostatni na martwy pień wielkiego dębu, na wbitą pośrodku włócznię po czym ruszył na spotkanie z tymi, o których mówiła nimfa. Zapadający powoli zmrok skrył go przed oczami śmiertelników.

***

Treekin’y nigdy nie były dla mnie jakoś szczególnie interesującym wzorem. Oczywiście cena jednego blistera też nie zachęca do kolekcjonowania. Było, nie było, nie mogło ich zabraknąć w mojej armii, choćby ze względu na całkiem niezłe charakterystyki. Jak to wszystko pogodzić? W prosty sposób. Najpierw zastanowiłem się skąd ten niemrawy wzór. Doszedłem do wniosku, że to wina podstawek, z jakimi prezentuje się ten oddział choćby w księdze - płaskie i pozbawione jakichkolwiek dodatków. Ponieważ mam wciąż pokaźny zasób plastikowych bitsów, dodałem je po prostu do podstawek, dzięki czemu te drewniane kolosy nie są już tak nudne. W przypadku ceny poszedłem po prostu jeszcze dalej z bitsami - zrobiłem sobie jednego treekina sam. W końca stworzenia te powoływane są do życia przez duchy lasu, które wykorzystują martwe, zbutwiałe gałęzie i pnie. No to u mnie ten trzeci właśnie się budzi. Zaraz wstanie i będzie gotów do wyprowadzenia kilku drewnianych sierpowych.  A ja będę mógł wydać zaoszczędzone 60 złotych na coś innego.



Nie wiem, co mnie napadło, żeby pomalować obu prezentowanych bohaterów w tym samym czasie. Ale co tam - nawet to się jakoś z dzisiejszym tekstem zgrywa. Elf z wielkim mieczem to już drugi w mojej karierze. Oczywiście nic szałowego - ma pasować do reszty armii i… pasuje. Trochę nieopatrznie wybrałem kolory dla duszka - tu aż prosił się jednak czerwony. Co do nimfy, to oczywiście Drycha, bohater specjalny. Kolorystyka to połączenie dwóch oddziałów driad, które pomalowałem wcześniej. Trochę się pobawiłem korkiem - nie wiem, czy to widać - ale zamiast naklejania jednego kawałka, zrobiłem takie mini-wysepki. Jakoś lepiej to współgra z korzeniami i pniem, na których nimfa stoi (a które to są częścią figurki po prostu). W przypadku obu też zaoszczędziłem trochę na funduszach - po prostu dostałem je w prezencie. Tak więc bohaterowie dzisiejszego odcinka kosztowali mnie w sumie 120 złotych, zamiast nominalnych 250. Chyba sobie znowu coś zażyczę na urodziny.

To, co widać na podstawkach zdążyłem zaaplikować do wszystkich dotychczas pomalowanych figurek. Mowa o dwóch zabiegach: po pierwsze rozjaśniłem suchym pędzlem ten fragment, gdzie widać piasek. Chciałem go nieco ożywić i do tego celu użyłem farby ‘raw sienna’ z firmy Polycolor (w zasadzie identycznej z bestial brown) - mam tubkę, więc wreszcie się przyda. Drugą zmianą jest dodanie żółtawego listowia (kruszona gąbka). Myślę, że dzięki temu na podstawkach ‘coś się dzieje’. I dobrze. Zdjęcie całości oczywiście na pożarcie krytyków technik fotograficznych. Wrzucam - bo taka była umowa z Kolegami. Zrobione na żółtym stole - bo nie jakoś zawsze zapominam skoczyć do plastyka po duży arkusz papieru. Jeszcze refleksja - mam wrażenie, że napracowałem się przy leśniakach, ale zdjęcie dowodzi, że to ciągle skromniutka kolekcja.



Podsumowując ten odcinek - całe pięć podstawek dzisiaj, choć każda inna. Muszę ‘nadgonić licznik‘, bo niestety największe oddziały przesuwam z lenistwa na koniec. Figurki do kolejnego odcinka już przygotowane do malowania. Sam jestem ciekaw, ile czasu zajmie mi jego przygotowanie. Może fakt, że pora roku, zgodna  z proponowaną w kolekcji interpretacją doda mi motywacji do zwiększenia kolekcjonerskich wysiłków. Na pewno sprawia, że czuję się dobrze  - widok wielokolorowych liści, ich specyficzny zapach, kiedy butwieją lub są palone w okolicy. Coś w sam raz na stan moich nerwów.

Regiment
Typ: treekin (w tym elder)
Ilość: 3
Koszt w punktach: 215 pkt
Koszt w złotych: 180 zł

Regiment
Typ: branchwraight
Ilość: 1
Koszt w punktach: 65 pkt
Koszt w złotych: 35 zł

Regiment
Typ: noble
Ilość: 1
Koszt w punktach: 75 pkt
Koszt w złotych: 35 zł

Armia
Stan posiadanych figur: 100%
Stan złożonych figur: 75,26%
Stan pomalowanych figur: 55,67%
Łączny koszt w punktach: 1187 pkt
Łączny koszt w złotych: 585 zł

Adrian Stolarczyk

Szur szur szur

Znalazłem odpowiedni kawałek koniecznie do słuchania podczas czytania tekstu, nadaje odpowiedni klimat opowiastce.

Obozowisko nieumarlaków to jeden wielki burdel. A właściwie jak powinien wyglądać taki obóz wojskowy pod dowództwem wampira? Czy jesteście sobie w stanie to wyobrazić? Zapada zmierzch… sorry …nastaje świt.  Wampi wydaje rozkaz – rozbijamy na dzień obóz. Hm, czy oni śpią? Chyba jednak nie.

Ale załóżmy, że nie mogą maszerować w pełnym słońcu, przynajmniej niektórzy, bo wiadomo – rozpadną się w proch i takie tam bzdury. Opcja zakładania pełnych płaszczy, kasków motocyklowych i okularów słonecznych nie wchodzi w grę, tudzież smarowanie się kremem do opalania  z najwyższym filtrem, aby mordercze promienie nie dotarły do skóry wywołując bolesne, a nawet śmiertelne oparzenia. No, może z tym śmiertelnym to przesadziłem, przecież oni martwi są. Chociaż jak mam rozumieć śmierć kogoś kto nie żyje? Niby nie żyje, jednak nazywamy go nieumarłym, ożywieńcem, żywym trupem. To on żyje, czy nie? Załóżmy, że żyje, więc możemy go więc zabić, i to po raz co najmniej drugi, no bo nie wiemy czy ten trupek został ożywiony pierwszy raz czy może drugi czy enty. I tu pojawia się kolejna kwestia. Czy można w nieskończoność ożywiać jedne dane określone zwłoki? Umownie nazwijmy go Zombim Zenkiem. Tak więc Zombie Zenek umiera po raz pierwszy zanim w ogóle został jeszcze zombie. Jako człowiek umiera, rzecz jasna, albo inny humanoid ewentualnie. Przychodzi Wampi i ożywia rozkładającego się biedaka. Zenek, nie wiadomo do końca w jakim stanie, musi wstać i wygrzebać się z tej cholernej ziemi. Pół biedy jak Zenek jest w jednym kawałku, ale przecież mógł zginąć przecięty na pół dwuręcznym mieczem albo rozerwany kulą armatnią. I co wtedy?



Czy podzielony Zenek nadal jest jednym zombie, czy już dwoma, czy też wielokrotnością Zenka? Ciężka sprawa. Wracając do zabijania zabitych nieumarłych. Jak go zabić? Urywamy mu rękę – czy to go zabija? Nie sądzę. Przecież nawet się nie może nasza ofiara wykrwawić. Odcinamy drugą, nadal nic. Przechodzimy do kolejnych kończyn, a koleś dalej jęczy i wyje ciągle te swoje – braaain, braaain… W zasadzie jest już unieszkodliwiony i po upierdliwym odcinaniu wszystkich członków możemy się zabrać za następnego. Trzeba tylko uważać, żeby leżący Zenek nie ugryzł nas w stopę zarażając tym gównem, które z nas też zrobi zenkopodobnego. Najlepiej więc jeszcze wrócić do leżącego na ziemi Zenka, wyjącego ‘brain, brain’ i wybić mu wszystkie zęby. Jak jęczy już tylko ‘błejn, błejn’ znaczy, że nam się powiodło. Nie chcę już wspominać o pełzających we wszystkie strony kończynach, łapiących nas znienacka za kostki. Ale przyjmijmy, że to mała szkodliwość społeczna.



Tak więc unieszkodliwiliśmy Zenka, znaczy się naszego ‘nieumarłego’, którego nie można zabić, ale można właśnie unieszkodliwić. Wniosek – żywego trupa nie da się zabić! Warto zapamiętać. Zapędziłem się trochę za daleko wywodem o mordowaniu. Wróćmy do początku – obóz nieumarłych. To jak? Czy oni rozbijają ten obóz? Przecież Wampek nie jest w stanie zaraz przed bitwą ożywić całej armii żeby stanęła do walki. No bo skąd wziąć tyle trupów? Pole bitwy to przecież nie cmentarz, tak? Zakładam więc, że tworzymy armię ożywieńców, co najmniej na kilka dni przed rozpoczęciem bitwy. No bo musimy iść na cmentarz ożywić to całe dziadostwo, tak? Potem iść na kolejny i ożywić ich jeszcze więcej, no bo chyba nie liczyliście na to, że na jednym cmentarzu znajdziemy całą naszą armię, co? Poza tym wilki. No przecież nie leżą na cmentarzu. Konie? To samo. Musimy jeszcze znaleźć gdzieś ten cholerny Czarny Powóz. No ale powiedzmy, że zwiniemy jeden z najbliższego domu pogrzebowego. Większy problem będzie żeby znaleźć jakieś banshee (ang. z irl. bean-sidhe, w nowoirlandzkim bean sí – "kobieta ze wzgórza") – w mitologii irlandzkiej zjawa w kobiecej postaci, najczęściej zwiastująca śmierć w rodzinie. No to gdzie ich szukać? Po rodzinie? Wiem, że można niektórym „bliskim” życzyć śmierci, no ale bez przesady, prawda? Ale, ale, z ratunkiem przybywa nam wikipedia - „Podobnie jak skrzaty, banshee przywiązują się do jednego ludzkiego domostwa, ale zamiast pomagać w gospodarstwie te dziwne i posępne istoty, płacząc snują się po okolicy i piorą odzież ludzi mających wkrótce umrzeć.” I już wszystko jasne – banshee znajdziemy w okolicy piorące brudne ciuchy. Najgorzej jednak będzie z varghulf’em(i co to, motyla noga, znaczy to słowo???). Gdzie znaleźć takie bydle tuż przed bitwą, do jasnej ciasnej? No ale niech mu będzie, nie w każdej armii musi być takie cholerstwo, więc mu dziś wyjątkowo odpuszczę. Dobra obeszliśmy te zafajdane cmentarze, lasy i okolice, mamy wszystkich. Teraz trzeba tylko znaleźć kogoś kto będzie chciał z nami powalczyć. I tu wraca problem obozowiska. W słońcu się nie będziemy szlajać, bo wiadomo – w proch, więc trzeba się gdzieś wyłożyć i odsapnąć. No to znowu – rozbijamy na dzień obóz! Zombiaki Zenki się zatrzymują razem ze szkielkami.



Ściągają plecaki i wyciągają koce, materace, namioty – stop! Coś chyba pomyliłem. Widzieliście kiedyś zombiaka z plecakiem? Nigdy w życiu! No to ustalone – nie rozbijają namiotów, nie rozkładają koców żeby się położyć i nie dmuchają materaców…  aaa… też żeby się położyć. No więc co ci biedni ożywieńcy robią podczas postojów? Sztywno stoją!

Dziś wyjątkowa prezentacja, bo z całym dotychczasowym dorobkiem. Postanowiłem więc napisać też wyjątkowy tekst. Po męczeniu Was upiornymi i krwawymi opowieściami, kończącymi się zawsze śmiercią kilku bohaterów, tym razem coś wesołego. Starałem się napisać coś całkowicie luźnego i trochę bezsensownego dla odprężenia zarówno publiczności jak i siebie. Do dotychczasowych oddziałów, prezentowanych w poprzednich odcinkach, doszły świeżutkie wilczki – 10 Dire Wolves.

Pomalowane: 126 modeli (62,58%)
Ilość punktów: 1045 (31,73%)

Jakub Gowin


Zaskoczenie

- Frederic! Ty żyjesz, ty stary łamignacie! - Mark nie potrafił ukryć zaskoczenia, kolejnego pozytywnego zresztą tego dnia.  
- A tak... Tak się jakoś składa – Frederic uśmiechnął się nieznacznie, siedział na pieńku robiącym za prowizoryczną ławkę przed namiotem służby medycznej. Lewa ręka spoczywała na temblaku. 
Mark rozejrzał się w koło, podszedł i usiadł obok starego druha. Zniżył głos do szeptu i rozglądając się nerwowo zapytał:
- Podobno uratowali Cię ci Elfowie z lasu... Ktoś mówił, że widział jednego, który pomagał Ci przejść przez okopy, cały w liściach i strzępkach dziwnych szmat, tak że nie można było w nim rozpoznać człowieczych kształtów... Niektórzy mówili, że Ci sami pomogli nam potem w walce z bestiami w obozie...


- Taaa... Byli tacy... - Coś dziwnego pojawiło się w spojrzeniu Frederica.
- To opowiadaj! Jak to było! Coś taki zrobił się cichy...?
- Trzech z nich oddało za mnie życie... - Odpowiedział Frederic lodowatym głosem. - Nigdy nie myślałem że ci nieludzie są zdolni do czegoś takiego dla nas... Ja nigdy bym dla nich czegoś takiego nie zrobił... Do teraz...
Między przyjaciółmi zapadła cisza. Z odległości dochodziły odgłosy sprzątania obozu po nocnej walce, z bliższa, z namiotu medyków słychać było pojedyncze urywane jęki rannych.
- No dobrze – powiedział Frederic – Skoro jesteś ciekawy, to opowiem Ci jak było... Wszystko zaczęło się, kiedy w nocy wyszedłem z namiotu w kierunku tamtego lasu... 

Scenariusz: misja ratunkowa Frederica


Strony konfliktu: 

Obrońcy: Frederic 9Empire Sworsmen, bez tarczy, broń ręczna), 5xWE Waywatcher, Atakujący: 20xChaos Warhounds.



Rozstawienie:
Gra rozgrywana na połówce normalnego stołu (jak border patrol). Frederic i jeden Warhound ustawieni w dowolnym miejscu na linii przechodzącej  przez środek pola walki równolegle do krótszych boków stołu. WE Waywatchers rozstawieni w lesie po jednej stronie, przy krótszej krawędzi stołu. Pozostałe Warhound'y poza planszą – w rezerwach, będą mogły wchodzić na stół z drugiej krótszej krawędzi.

Koniec gry:
Gra trwa 8 tur lub do śmierci wszystkich modeli ze strony broniącej się. Strona broniąca się wygrywa jeśli Frederic przeżyje do 8 tury gry, jeśli przeżyje więcej niż 3 modele broniących się zwycięstwo jest pełne, w przeciwnym wypadku jest małym zwycięstwem. Strona atakująca wygrywa jeśli Frederic zginie. Zwycięstwo jest pełne, jeśli zginą więcej niż 3 modele strony broniącej się, w przeciwnym wypadku jest to małe zwycięstwo.

Zasady specjalne:
Skirmish fight: wszystkie modele na stole traktuje się jako niezależne – jako Lone Models.
Endless tide: wszystkie zabite modele po stronie atakującego wracają jako rezerwy. Jeśli gracz posiada pięć (lub więcej) modeli może spróbować na początku swojej tury włączyć je do gry. Za każde pełne pięć modeli może rzucić kostką, przy wyniku 4+ te pięć modeli zostaje umieszczone na stole, tak jakby właśnie wróciły z pościgu za planszę (tak jak rezerwy). Mogą wykonać pełny ruch, nie mogą szarżować. Jesli rzut kością się nie powiedzie, nalezy poczekac do klejnej tury 9dla tych pięciu modeli)

Morale: Nie wykonujemy żadnych testów na panikę, złamanie w walce, straty z wystrzelania. Zakładamy, że Frederic jest zdeterminowany aby bronić swojego życia do końca, podobnie jak Waywatchers. Z drugiej strony ogary chaosu są popychane do walki jakąś nieznaną, potężną siłą i nie ustąpią do końca bitwy.

Przebieg rozgrywki:

Pierwsza tura: rozpatrujemy walkę Frederica z ogarem chaosu, tak, jakby oba modele szarżowały w tej turze. Po rozpatrzeniu tej tury walki, gracz atakujący może spróbować umieścić na stole pozostałe swoje oddziały, tak jak napisano w zasadach, a gracz stroną broniącą się może wykonać ruch oddziałem Waywatcher'ów.
Kolejne tury: pierwszy swoją turę wykonuje gracz atakujący, po nim broniący się.

- Kashiya, weź swoich i wracajcie do najbliższego posterunku, powiedzcie co sie dzieje. Ja ze swoją piątką zostanę tutaj – zawyrokował Gilhadir. - Musimy mieć oko na to co tu się będzie działo, poza tym, może uda nam się przy pomocy tych ludzi w dolinie odeprzeć ten atak. 
Młoda elfka skinęła głową, obróciła się lekko w miejscu i pobiegła w głąb lasu, za nią ruszyły cztery inne cienie. Gilhadir owinął się ciasno swoim liściastym płaszczem, skinął ręką. Tylko szelest podobny do liści na wietrze dał znać, że gdzieś w pobliżu poruszała się reszta jego oddziału. Skierował się w dół zbocza w kierunku gdzie widział tego samotnego człowieka nieopodal starego Grysaarda,  łatwiej będzie przekonać jednego człowieka że nie ma się złych zamiarów niż pakować się pod ostrzał z ich obozu.


W ostatniej chwili Frederic uskoczył w bok unikając ostrych jak brzytwa pazurów monstrualnego wilka. Przez chwilę patrzył prosto w jego jedno jarzące się błękitno oko, w bezdenną pustkę dziwnej otchłani, która przerażała bardziej niż cokolwiek innego na ziemi. Odruchowo pchnął w tą błękitną pustkę sztyletem, z uczuciem ulgi gasząc ją na zawsze. Wilk bezgłośnie zwalił się natychmiast na ziemię, przez chwilę darł ją jeszcze pazurami, aby znieruchomieć na zawsze. Frederic otarł pot z czoła i rozejrzał się. Niedaleko majaczyły ciepłe ognie obozu. Z drugiej strony błękitnym, przerażającym i lodowatym ogniem płonął las. Frederic zacisnął sztylet w ręce i z łomoczącym sercem popędził w kierunku ognisk.


Kiedy wyszli na polanę Gilhadir dostrzegł biegnącą postać człowieka, za nim widział wielkie truchło monstrualnego wilka, a jeszcze dalej ścianę błękitnych ogni. Pierwsze z ogni wychynęły z lasu i zamieniły się w ślepia tych samych monstrualnych wilków. 
- Stać! Przygotować się! - Nałożył smukłą strzałę i naciągnął cięciwę. Obok czterej członkowie jego grupy zrobili to samo. Wypuścił swoją strzałę i na ten odgłos cztery pozostałe także zostały zwolnione. Dwie z pięciu par ogni zgasły. 
- Cel! - Wymierzył drugi raz, znów wypuścił strzałę. Pięć śmiertelnych pocisków pomknęło w noc, na odległość ponad trzystu kroków, w totalnych ciemnościach. Dwa kolejne wilki oddały ostatnie tchnienie, w pędzie ryjąc ziemie swoimi wielkimi cielskami.






Dostrzegł ich dopiero kiedy omal na nich nie wpadł. Dziwne, nieziemskie postacie. Duchy lasu, od stóp do głów okryte płaszczami z liści, otoczone dziwną aurą, magiczną i niesamowitą, ale przyjazną, nie złowieszczą jak te wilki za nim. Zauważył je przez ruchy - zwinne i szybkie. Postacie co rusz napinały misternie wykonane łuki i wypuszczały strzały, prosto w noc. Gdyby nie ten ruch pewnie przebiegłby obok nich, myśląc że to tylko dziwne sterty liści, których pełno teraz w lesie. Jeden z nich wyciągnął w jego stronę rękę, nakazując zatrzymanie się. Tak też uczynił. Odwrócił się i zobaczył jak kolejne wilki zbliżające się do nich padają pod gradem strzał. Spojrzał na swojego wybawiciela, w piękne brązowe, wielkie oczy ukryte pod ciemnoczerwonym kapturem. To były Leśne Elfy.


- I wtedy rzuciły się na nas niezliczoną hordą! Leśni wyciągnęli swoje miecze i cięli bestie z taką precyzją, że nawet te nie miały szansy na kontratak. Jednak miały przewagę liczebną... Rzuciły się w trójkę na jednego i rozszarpały na strzępy. Na moich oczach. Nieszczęśnik zdążył jeszcze ubić jednego przed śmiercią... Potem napadły nas chyba ze dwa tuziny naraz, z każdej strony, miecze Leśnych zataczały błyskawiczne i zabójczo piękne koła, wysyłając do piachu każdego wilka na swojej drodze, jednak ich było zbyt wielu. Starałem się robić co mogłem, ale nie potrafiłem walczyć tak jak tamci. Sam nie wiem jak to możliwe, że przeżyłem to piekło. Chyba tylko dzięki Sigmarowi! Zanim wilki się wycofały, padł jeszcze jeden z Leśnych, drugi dostał poważną ranę, tak że nie mógł wstać. Jeden z jego towarzyszy odciągnął go w las, drugi, ten z brązowymi oczami chwycił mnie za ramię i pociągnął do obozu... Kiedy znalazłem się w obozie upadłem z wycieńczenia. Nie wiem co było potem.


Frederic zakończył swoją opowieść. Znów nastała chwila ciszy. 
- Co z nami będzie? Co tu się dzieje? - Mark był wyraźnie zakłopotany.
- Nie wiem, naprawdę nie wiem...






Ralfa bolały wykręcone i spętane na plecach ręce. Szorstka lina wbijała się w nadgarstki. Smród brudnego futra zwierzoludzi, którzy prowadzili go na śmierć, lub może na coś gorszego, sprawiał że czuł mdłości. Spojrzał na Jaspera, który szedł jeszcze w gorszym stanie obok niego. Próbował się bronić, kiedy wczoraj w nocy zwierzoludzie wpadli na ich kryjówkę. Pół twarzy zalała mu krew z rozcięcia, które biegło od czoła, przez policzek do podbródka. Stracił lewe oko. Szedł dysząc ciężko. W prawym, zdrowym oku nie było widać nawet iskierki nadziei, tylko ból i strach. Jakiś zwierzoczłek kopnął Ralfa boleśnie swoją uzbrojoną w kopyto nogą, zaskrzeczał coś w swoim plugawym języku. Ralf zmusił nogi do szybszego ruchu. W oddali widać było skały, na których stała pojedyncza postać opierająca się na lasce. Zastanawiał się, czy to jeszcze jeden z tych diabłów, którzy ich prowadzili...


Nie mylił się. Kiedy stanęli na wzgórzu, zobaczył przygarbioną postać ubraną w brudnoszare, być może kiedyś białe szaty. Spod szat widać było kopyta i obrośnięte futrem pokraczne nogi, w uzbrojonym w pazury ręku trzymał kostur obwieszony najróżniejszymi czaszkami. Stał tyłem. Żaden ze zwierzoludzi nie ośmielił się do niego podejść. Ralf wiedział, że boją się go, tak jak on bał się ich. 


Powoli postać odwróciła się i Ralf spojrzał w płonące błękitem przerażające oczy. W tym momencie tym bardziej pożałował ucieczki z obozu tamtej nocy. Poczuł, że czeka go los gorszy od śmierci, którą oferowała tamta noc. Teraz jednak było już za późno. Bestia stojąca za nim wystąpiła powoli na przód i przemówiła tym swoim gardłowym głosem w języku którego nie rozumiał. Ten z płonącymi oczami odpowiedział coś krótko, potem dodał coś co brzmiało jak rozkaz. Ralf poczuł pchnięcie i poleciał głową naprzód w kierunku istoty w białej szacie. Upadł na kolana. Jakaś ręka chwyciła go za włosy i podniosła głowę w górę. Zajrzał prosto w błękitne, bezdenne otchłanie chaosu. Serce zaczęło walić jak opętane. „Sigmarze, ratuj moją duszę...” pomyślał, zanim świat wokół zawirował. Wewnątrz głowy usłyszał słowa, których nigdy nie słyszał, ale których znaczenie zrozumiał. TERAZ TWOJA DUSZA STANIE SIĘ CZĘŚCIĄ NASZEGO WIELKIEGO PLANU! Kiedy zapadał się coraz głębiej w otchłań swojej nieświadomości towarzyszył mu tylko demoniczny, głęboki śmiech.


- Przyprowadziliśmy tych dwóch człowieków, o Przepotężny. - wielki zwierzoludź wystąpił na przód. - Tak jak kazałeś. Jakie są twe rozkazy, o Najmądrzejszy? 
- Nie musieliście ich okaleczać wy imbecyle – powiedział szaman wskazując jednego z ludzi, tego który stracił lewe oko. - Taki mi się do niczego nie przyda. Weźcie go i wrzućcie tam gdzie trzymamy resztę truchła do eksperymentów. I żebyście mi się go nie ważyli zeżreć tak jak ostatnim razem! Bo porozrywam na drobne kawałeczki! - Zagroził. - A teraz dajcie mi tego drugiego!


Ktoś popchnął drugiego z ludzi w przód, tak aby upadł na kolana przed szamanem. 
Wielki zwierzoludź z nie najbardziej zadowoloną miną skłonił się i zawrócił oddział, kopiąc człowieka bez oka z całej siły, tak iż ledwo utrzymał równowagę. Oddział oddalił się w kierunku wielkich, ciemnych słupów dymu na horyzoncie.
Szaman chwycił człowieka za włosy i odchylił jego głowę tak, aby ten spojrzał mu w oczy. 
Gdzieś głęboko w umyśle szamana otwarło się mistyczne połączenie między nim, jego Panem i tym nieszczęsnym człowieczkiem. Szaman pozwolił, aby jego Pan przemówił przez niego, do umysłu tego nic niewartego ludzkiego śmiecia. Niech wie, jak wielka spotkała go nagroda!


Gdzieś w oddali Jasper usłyszał głos swojego przyjaciela. Przeciągły krzyk, straszniejszy od czegokolwiek co słyszał do tej pory. Krzyk odbił się echem wśród drzew i skał. I zapanowała dziwna cisza. Nawet bestie, które go prowadziły zdawały się zaniepokojone. Pod stopami Jasper poczuł drżenie ziemi. Gdzieś, z wnętrza lasu, dobiegły niesamowite odgłosy, jakby pękały drzewa i łamały się skały. Gdzieś budził się do życia przerażający efekt plugawej beastmenskiej magii.

No i to by było na tyle. Długa przerwa, dużo się zdążyło zdarzyć. To co widzicie to mała niespodzianka. Już skarżyłem się Szeperdowi, że mam dość beastmeńskiej wszędobylskiej sierści do malowania, tak więc postanowiłem ubarwić trochę moją kolekcję. Zamierzam jeszcze pociapciać kiedyś ze 2-3 inne oddziały z armii Imperium, oraz z jednego maga, aby mogło to wszystko pracować jako straż przyboczna Baltazara i sam Baltazar zarazem. To wszystko po to, abym mógł sobie rozgrywać (sam albo ze znajomymi) małe bitewki pod to opowiadanie, które tworzę. W związku z tym postanowiłem umieścić jedno sprawozdanko z takiej bitwy w formie narracyjnej , plus oczywiście zasady z jakich korzystałem. Chciałem rozegrać bitwę obronną obozu Baltazara, ale niestety nie zdążyłem wszystkiego pomalować na czas, a historia popychała mnie naprzód, tak, że założyłem po prostu, że obóz się obronił (można o tym poczytać w poprzedniej historyjce, z piątego wpisu).

Co do beastmenów, to niestety nie mam czego pokazać, no może poza demem Bestigorów. Oto on:



Chciałem pomalować sztandarowego armii i pokazać jego konwersję, ale niestety czasu zabrakło. Proszę się nie zżymać, na to co napisałem, ale naprawdę różne i różniste obowiązki na studiach (a tak, dalej kontynuuję studia, tym razem Piled Higher and Deeper, w skrócie Ph.D) i w pracy wpłynęły na brak czasu na malowanie. Ale za to zapowiadam że następnym razem będzie coś naprawdę duuużego!!!



PS. Stan zabawy jak poprzednio.

Robert Szczelina

poniedziałek, 1 listopada 2010

Kamuflaż

Wróciłem z królewskiej Pragi, gdzie spędziłem dwa dni, intensywnie przemierzając zakamarki Starego Miasta, Małej Strany, Żiżkowa i hradczańskiego wzgórza. Odwiedziłem też kilka z praskich szynków - wszak nie można spacerować bez odpoczynku a nic tak nie krzepi, jak kufel czeskiego pienistego czy coś ze skromnej kuchni naszych południowych sąsiadów. Jakże ja lubię takie wypady! Zwykle ciężko mnie z domu ruszyć, potem jednak może być tylko świetnie. W samej Pradze zaczynam się czuć coraz swobodniej (pewnie dlatego pełniłem rolę przewodnika) i jest to jedno z miast, do którego wrócę jeszcze nie raz.

Dzisiaj też dzień wolny od pracy. Nie mogłem więc zbyt długo opierać się naciskom syna i zasiedliśmy do Króla Jerzego, oczywiście wg wyrobionego już schematu. Najpierw żmudne sklejanie kolejnych podzespołów. Potem gimnastyka z emaliami. Na zdjęciu zobaczyć można sterburtę, która dostała już podwójną warstwę poszczególnych kolorów. Zaczynam mieć wrażenie, że malowanie samego kadłuba okaże się najprostszym zadaniem. Przede mną przygotowanie pokładu i już główkuję, jak sobie z tym poradzić. W każdym razie do desek pokładu użyję farby akrylowej. Doszedłem też to przekonania, że nadbudówki będę na pewno malować przed przyklejeniem do pokładu właśnie. Oceniając postęp prac montażowych, to według instrukcji jesteśmy gotowi w około 80%. Już wkrótce zacznę to pokazywać w moim blogu.

Do wieczora czekam na materiały do kolejnej odsłony Tytanów. Jeśli dotrą, to jeszcze dzisiaj będzie można zobaczyć ostatnie dokonania trójki kolekcjonerów.

RSS FeedRSS