Rozpoznanie jest produktem wiedzy dotyczącej działalności i możliwości prowadzenia działań przez aktualnego lub potencjalnego przeciwnika, obszaru prowadzenia działań i warunków hydrometeorologicznych.
Wikipedia
Other warriors, the most skilled and adventurous of each hall – often those well in their way to following the calling of the Waywatchers – form into bands of scouts who infiltrate the enemy battle line and sow disruption in their wake.
Księga Wood Elves, 2005
The Glade Riders are perhaps the greatest horse-warriors of the Old World, their Elven reflexes allowing them to perform all manner of seemingly reckless acts that are far beyond the abilities of lesser races.
Księga Wood Elves, 2005
When Athel Loren goes to war, the nobles direct the efforts of its armies, often commanding a varied yet lethal assortment of Elves and forest spirits.
Księga Wood Elves, 2005
***
Na wschodnim skraju Athel Loren, w miejscu, w którym łagodne zbocza ogromnej, porośniętej lasem kotliny spotykają się ze sobą, otwiera się wielka, skalna brama, prowadząca do jednej z przełęczy Gór Szarych. To tędy wielokrotnie w przeszłości wróg wdzierał się do starożytnej puszczy. Tędy schodziły pijane szałem hordy, paląc i niszcząc odwieczną harmonię lasu, zostawiając na lata otwarte rany. Choć z czasem odradzał się, dla tych, którym pamięć tych wydarzeń wciąż jawiła się jako świeża, miejsca te przywoływały trudne wspomnienia. Tym trudniejsze, że moc puszczy słabła, tam, gdzie stały wypalone i zamordowane drzewa nie zawsze wyrastały nowe. Tu, na wschodnich rubieżach Loren powolna śmierć lasu była szczególnie widoczna, zwłaszcza dla tych, którzy obdarzeni są przywilejem długiego życia. To tu martwe, puste pnie snuły niemą pieśń umierania.
Wielka skalna brama, zwana w języków elfów Baelaith, co na reiklandzki tłumaczyć można jako Strażnica Domu, była oczywiście bacznie pilnowana. Tutaj wieczną służbę pełnili zwiadowcy z Bractwa Arahain – ci, z elfich wojowników łuku, którzy dobrowolnie podejmowali pograniczną służbę a także ci, którzy w przyszłości pragnęli wstąpić na Ścieżkę Nymraif – ścieżkę legendarnych i tajemniczych przepatrywaczy. Luźne grupy wojowników, rozrzucone wzdłuż wschodniej rubieży Loren, były pierwszą linią obrony przed zewnętrznym zagrożeniem. Wykorzystując swoją mobilność i łuczniczy kunszt odstraszały, zatrzymywały i eliminowały niejednokrotnie liczniejszego przeciwnika.
Tym razem było inaczej. Liczba, tempo i względny porządek, w jakim przemieszczał się intruz wskazywało, że chce dotrzeć w głąb puszczy. W takich wypadkach małe grupy zwiadowców nie atakowały od razu. Zamiast tego podążały za wrogiem, eliminując maruderów z ukrycia, nie wdając się w otwartą walkę ale powoli osaczając go. Gdy dochodziło do walnego starcia z głównymi siłami Loren, stacjonującymi w głębi lasu, formował się w ten sposób zbrojny pierścień, miażdżący wroga w otwartej walce.
Haa’lanel obserwował z ukrycia szybki przemarsz napastnika, oceniając jego liczebność i myśląc o tym, że wkrótce, wraz z resztą swego oddziału, będzie musiał ruszyć jego śladem. Wiedział, że gdzieś na dole przed nim, między maszerującymi kolumnami, nieporuszeni i niewidzialni niemal, przyczaili się przepatrywacze. Bractwo Nymraif. Poczuł mocniej niż zwykle jego zew. Wiatr poruszał koroną lasu. Niemal sennie, opadały na ziemię martwe liście. Był jednym z nich.
Ridean siedział nieruchomo na grzbiecie swojego wierzchowca, patrząc, jak jego oddział rozdziela się na pojedynczych jeźdźców, ruszających kolejno w drogę. Mieli zanieść ostrzeżenie w różne strony puszczy, posłanie i wezwanie do zgromadzenia się i walki. Musieli dotrzeć bez zwłoki do wielu miejsc – osiedli, polan, pałaców. Gdy zwiadowca z oddziału Haa’lanela dotarł do nich z wieścią, Ridean wydał szybko rozkazy. Liczył się czas.
Kiedy ostatni z jeźdźców znikł mu z oczu, Ridean pogładził grzywę wierzchowca i dał mu znak, by ruszał. Chwilę później mknęli jak wiatr, w ognistym galopie, w niezwykłej gracji, będącej połączeniem przepięknego konia i nieludzko wprawnego jeźdźca. Zacisnął dłoń na długiej włóczni. Kethavel, pomyślał. Kethavel czeka.

Samotna postać klęczała w samym środku Polany Płaczących Liści, z półotwartymi oczyma, nieruchomo, niczym stojący tak od wieków głaz. W nadrzewnych pałacach i domostwach gościł jeszcze sen. Lekka mgła snuła się tu i ówdzie. Nic nie mąciło spokoju i ciszy ostatnich chwil przed nastaniem dnia. Jednak niepokój w sercu Kethavel był trudny do zniesienia. Wsłuchując się w otaczającą ją ciszę i własne myśli nie znajdywała równowagi. Umysł błądził wśród osnutych mrokiem dolin, łowił okrutny szczęk oręża, krzyk umierających. Saeurdrenn, Wielki Sztandar głośno łopotał targany dzikim wiatrem. Na tle pożogi chwiał się, upadał. Krzyczał pod ciosami czarnych siepaczy, wdeptany dziesiątkami podkutych nóg w błoto i kałuże krwi. Nie!!!
Wizja minęła. Kethavel drgnęła, łowiąc nieuchwytny tętent. Wstała, wychodząc mu naprzeciw. Z mgły wyłonił się zakapturzony jeździec na pięknym, smukłym koniu. Wierzchowiec nie zdradzał żadnych oznak zmęczenia, choć wiedziała, jaką odległość i w jak krótkim czasie przebył. Z niesamowitą gracją zatrzymał się w miejscu a siedząca na nim postać spłynęła zwinnie na ziemię, odrzucając brązowy kaptur. Znad lewego ramienia jeźdźca wystawał łuk i strzały, w prawym trzymał długą, jasną włócznię.
- Ridean - powiedziała cicho Kethavel - witaj na mojej Polanie.
- Witaj Pani – pozdrowił ją, kłaniając się nisko.
- Z czym przybywasz? – spytała, choć znała już odpowiedź.

Plastikowy batalion, z którego dobrodziejstw jak dotąd korzystam (i które prezentuje) zawiera 24 figurki łuczników. Ponieważ postawiłem na dziesięcioosobowe oddziały, czwórka w nadkomplecie zmarniałaby w pudełku. Z kolei zasady pozwalają na wystawienie podstawowych łuczników w formacji skirmisz, w której figurują jako zwiadowcy – minimum do wystawienia to 5 figurek. Dobry rok temu widziałem, jak na swoim blogu Zwierzak pokazywał modelarską zabawę z elfami – zagadnąłem go, czy nie odstąpi jednej sztuki i zgodził się bez namysłu. Dzięki! Tym oto sposobem mam okazję lepiej wykorzystać wspomniany batalion a Zwierzak ma swój udział w Tytanach. Jak odróżnić zwiadowców od regularnych łuczników? Chciałem to bardziej podkreślić niż wyłącznie innym malowaniem w stosunku do glade guardów. Trochę główkowałem i postawiłem na obowiązkowe kaptury (dość prosty zabieg), nieco bardziej skomplikowane podstawki (korek przyklejony bardziej pionowo, trochę krzaków z zestawu driad) czy wręcz odejście od zestawowej propozycji (figurka z dwoma mieczami – lekka przeróbka nożem i zielonym staffem). Co do samego malowania, jest bardziej jednolite niż dotąd prezentowani regularni łucznicy – ale tylko nieznacznie, gdyż poprzedni wcale nie są jakoś krzykliwi. Po prostu wyjąłem jeden czy dwa kolory z tamtej palety, zamiast tego dodałem szary kolor, w zamierzeniu stapiający się z kamienistym podłożem.
Z kolei w przypadku lekkiej kawalerii (glade riders) batalion zawiera osiem sztuk. Tu świadomie zdecydowałem się wyłącznie na przygotowanie do grania pięciu jezdnych. W mojej ocenie przydatność i typ tej formacji sprawiają, że piątka z muzykiem to optimum. W ogóle mam jakąś taką optykę na tę armię, że znacznie bardziej pasuję mi w wersji pieszej. Zresztą księga nie specjalnie daje poszaleć z kawalerią – dwa oddziały (nie licząc latających sokołów), to tylko trochę lepiej niż u krasnoludów. No i dobrze. Wracając do lekkiej jazdy, batalion zaskoczył mnie niemile identycznymi pozami koni w przypadku siedmiu na osiem figurek. Ale chała! Za to w przypadku jeźdźców mogłem trochę zaszaleć. Dwójka w kapturach (głowy z piechoty) to ukłon w kierunku własnego sentymentu do Dark Riders z armii Dark Elves. Nadto różne kąty wygięcia w pozach, w jednym przypadku włócznia zamiast łuku – daje to lekki miszmasz, o który właśnie mi chodziło. Malowanie to w zasadzie konna wersja łuczników z pierwszej części, czyli mix przyjętej palety kolorów.

Jeszcze w kwestii plastikowych zestawów – niewątpliwie ich charakter pozwala na sporą dowolność i to jest zaleta. Drugą stroną medalu, szczególnie, kiedy ktoś jest tak leniwy, jak ja, jest ich wycinanie i oczyszczanie z nadlewek, które, co tu dużo mówić, występują zawsze. Byłem tą perspektywą przerażony, szczególnie, że szeroko opisywany sposób usuwania ich nożem modelarskim wcale nie okazał się taki prosty, szybki i przyjemny. W końcu odkryłem dlaczego – to kwestia noża. Tak się złożyło, że na ostatnią gwiazdkę dostałem mały, szwajcarski scyzoryk. Poziom jego naostrzenia bije wszystko, co prezentują tzw. noże modelarskie. Tym samym sposobem stal się cichym bohaterem moich montażowych zmagań, wydatnie mi pomagając utrzymać przyzwoite tempo i jakość czyszczenia. W nagrodę dostanie małe miejsce na swoje zdjęcie. Na marginesie, jestem już trochę zmęczony klejeniem. Na szczęście jeszcze tylko niecałe dwadzieścia plastikowych figur.
Ostatnia propozycja to zarazem realizacja zasady – co trzy miesiące bohater. Na pierwszy ogień poszedł chorąży armii (a raczej chorąża, bo to ona), figurka, którą kupiłem dość dawno po okazyjnej cenie. Zero konwersji za to nieco inny, niż w przypadku regimentów, standard malowania (przynajmniej z założenia). Liść na sztandarze wzorowany jest ma moich… okularach. Konkretnie, mam takie liście wygrawerowane na obu nóżkach. Jest tu jeszcze inny, ukryty przekaz, związany w zamiłowaniami muzycznymi. Tak więc liść z okularów to nie tylko liść z okularów, podobnie jak trzy pozostałe symbole (tu wierne oryginałowi). Nie wiem czemu, ale ubawił mnie ten pomysł.
Pierwsze podsumowanie po trzech miesiącach? Czemu nie. Jest świetnie, zapał nie gaśnie, ponad 30% armii pomalowane, czyli wszystko zgodnie z planem. Nadto ustawienie dotychczasowych ‘dokonań’ w jednym miejscu na półce nagradza i motywuje do dalszej pracy. Dlatego pora myśleć o kolejnych odcinkach, szczególnie trzech najbliższych. Do przeczytania za miesiąc.
***
Kethavel wspięła się na rozłożysty taras swego pałacu wśród drzew. Podeszła do smukłej balustrady, miejsca, z którego zwykła rozmawiać ze swym ludem podczas zgromadzeń czy świąt – dni muzyki, radości i piękna. Rzuciła okiem na ruch w dole. Wojowniczki i wojownicy Płaczących Liści zauważyli ją, unieśli w górę twarze. Zajrzała w nie. Były zimne, spokojne, gotowe. Za jej plecami pojawiła się smukła postać w złocistym hełmie. Z ukłonem podała długie drzewce, ciasno owinięte misternie utkanym materiałem. Saeurdrenn. Światło Puszczy. Znów ruszy do walki. A ja z nim, pomyślała. Zlustrowała jeszcze raz zgromadzone w dole oddziały. Byli gotowi. Dała znak do wymarszu po czym stała przez moment nieporuszona. Coś trąciło jej policzek. Smukły, czerwonawy liść. Spojrzała na niego przez krótką chwilę, jak opadł na drewniany taras. Jak łza, która odrywa się od twarzy, by upaść między suche, jesienne źdźbła... Kethavel drgnęła, po czym zbiegła szybko po krętych schodach i dołączyła do wyruszających wojowników.
Regiment
Typ: zwiadowcy piesi (scouts)
Ilość: 5
Koszt w punktach: 85 pkt
Koszt w złotych: 28 zł
Regiment
Typ: lekka kawaleria (glade riders) + muzyk
Ilość: 5
Koszt w punktach: 129 pkt
Koszt w złotych: 28 zł
Regiment
Typ: pieszy chorąży armii
Ilość: 1
Koszt w punktach: 90 pkt
Koszt w złotych: 35 zł
Armia
Stan posiadanych figur: 91,58%
Stan złożonych figur: 36,84%
Stan pomalowanych figur: 31,58%
Łączny koszt w punktach: 568 pkt
Łączny koszt w złotych: 213 zł
Adrian Stolarczyk