poniedziałek, 25 lutego 2008

Blastfrom the past

Wreszcie zacząłem sam robić zdjęcia :). Dzisiejszy wpis jest więc efektem moich pierwszych prób fotograficznych, a jednocześnie swego rodzaju podróżą w przeszłość. Dodam, że takich podróży będzie jeszcze kilka i mam nadzieję, że będą lepiej udokumentowane. Tych dwóch wojowników Chaosu kupiłem na allegro i muszę przyznać, że to jedne z moich ulubionych figur. Pochodzą one z końca lat 80 –tych: pierwszy od lewej z roku ‘88 lub ‘89 (druga cyfra na tagu była niewyraźna)  a drugi z ‘87. Wykonani są w zupełnie innym stylu niż dzisiejsze modele, ale to właśnie decyduje o ich klimacie, który moim zdaniem jest wyjątkowy.  Myślałem, by w hołdzie tamtym czasom pomalować ich na czerwono, ale porzuciłem ten zamiar –wolałem po prostu by pasowali do reszty armii.

piątek, 22 lutego 2008

Drang nach Osten - Frankowie Wschodni

III/52 - East Frankish 888AD-1106AD

Przyjąłem pewną zasadę. Mówi ona, że każda armia do DBA, która złożę, winna posiadać historycznego przeciwnika. W razie jakby ktoś postanowił do mnie wpaść i zagrać. Można to też tłumaczyć chęcią posiadania pary historycznych przeciwników do pokazów lub, co będzie najuczciwsze, chęcią posiadania po prostu jeszcze jednej armii.

Parę tygodni temu Zgiełk prezentował moją armię Wczesnej Polski. Kierując się w/w zasadą, wybrałem Wschodnich Franków, jako jej oponentów. Jest to armia wyjątkowo ciekawa, posiadająca kilka możliwości wystawienia. W tym miejscu od razu wyjaśnię, że nie złożyłem wszystkich możliwych opcji. Podarowałem sobie na razie armię złożoną z 12 elementów rycerstwa. Podkreślam: na razie (modele już czekają).

Jako że o Frankach wiedziałem niewiele, postanowiłem zakupić gotowy zestaw Essex’a. Zwykle sam dobieram modele z „blisterków” ale postanowiłem zaryzykować. Otrzymane modele całkiem nieźle pasowały do mojej wizji Franków. Zamieniłem jedynie harcowników na inne modele, dokupiłem spieszone rycerstwo z dwuręcznymi mieczami i kilka modeli do obozu, ale poza tym użyłem tego, co oferował zestaw.

Malowanie zawsze zaczynam od określenia kolorów, które będą typowe dla danej armii. Znalazłszy herb Franków w sieci, postanowiłem użyć podobnych kolorów: czerwieni, złotego (żółtego) i czerni. Jedynie niektóre elementy będą się wyłamywać z tego schematu: śnieżnobiałe szaty elementu generalskiego, przedstawiającego feudalnych panów powiązanych z klerem, kawaleria, będąca najemną jazdą wikingów (wyspiarze) i rycerstwo, którego można spieszyć do mieczy. Tych potraktowałem, jako ekstrawagancką grupę wysoko urodzonych, stąd w ich ubiorze pojawia się dodatkowo zieleń. Również Hordy – stado niezadowolonych chłopów czy nawet mnichów, pomalowałem w szarobure barwy.

O obozie już pisałem w swoim blogu. Tak na prawdę nie miałem dobrego pomysłu, ale patrząc na całość, mogę z ręką na sercu powiedzieć, że w sumie pasuje do armii.

Do opisania pozostały mi tylko podstawki. Są metalowe, a posypka zrobiona jest z piasku. Założyłem, że nie bardzo chce mi się szaleć z wykonaniem baz, więc zaryzykowałem pewien dość leniwy sposób ich malowania. Otóż suchy już piasek „washowałem” bestial brownem. Kiedy ten wysychał, robiłem gęstszy wash umbrą. W ten sposób podstawka sama się cieniowała, gdy ciemniejszy kolor wpływał między drobinki piasku. Potem, tym samym kolorem malowałem krawędzie. Podstawą pomysłu była trawka statyczna, to ona miała dobrze wyglądać. W tym celu wymieszałem żółtą i brązową trawkę tak, by trochę złamać intensywność żółci. Spreparowaną mieszankę nakładałem, kępkami, na podstawki.

Niestety muszę zasmucić miłośników historii, nie jestem jej wielkim znawcą. Choć oczywiście, każda zebrana armia w znacznym stopniu poszerza moją wiedzę, to jednak nie jest ona jeszcze na tyle szeroka, abym mógł swobodnie prowadzić wątki i przeplatać je ciekawostkami. Jestem jednak malarzem i graczem, i mam nadzieję, że zaprezentowana armia zachęci Was do tego, jakże pasjonującego hobby.

Michał Ciemniewski











wtorek, 19 lutego 2008

Diabeł tkwi w szczegółach

Wbrew swojemu, najlepiej pojętemu interesowi, nabawiłem się pewnej modelarskiej przypadłości, która utrudnia mi pracę i wydłuża ją poważnie. Aby ożywić figurki, dodać im niepowtarzalnego charakteru i dzięki temu wyróżnić spośród innych, staram się ozdobić je, zgodnie z duchem epoki, do której przynależą. Czasami chodzi o dobór kolorów, innym razem o specyficzne ozdoby na ciele lub strojach czy o specyficzną symbolikę na pancerzach i tarczach. Malując figurki starożytnych wojowników, miałem dostęp do ciekawych opracowań archeologicznych i teorii historyków na temat wyglądu takich szczegółów. Od kiedy przesiadłem się na wczesno-średniowieczną armię Madziarów, pojawiło się w tym zakresie więcej problemów.

Na szczęście udało mi się znaleźć w sieci skany z ciekawej, węgierskiej książki, poruszającej temat strojów epoki średniowiecza. Dwa podstawowe wnioski po przestudiowaniu rysunków były następujące. Po pierwsze przeprosić się będzie trzeba z jaskrawymi kolorami, zieleniami, czerwieniami, błękitami, w które poubierać będzie trzeba moich jeźdźców. Po drugie, Madziarowie nie stronili od niezwykle bogatych, kwietnych wzorów, pokrywających ich stroje, kołczany, siodła. Większość z tych wzorów niemal niemożliwa jest do przeniesienia na figurki o rozmiarze 15mm, ale postanowiłem nie poddawać się i spróbować swoich sił.

Jeszcze nim mój pędzel dotknie pierwszego wierzchowca i jego jeźdźca pomalowana zostanie  cała, potrzebna, słowiańska piechota. To ona właśnie posłużyła mi za poligon doświadczalny, dla pierwszych prób z ozdabianiem strojów. Na dołączonych do mojej notki zdjęciach, możecie ocenić jak mi poszło.

Niestety znacznie trudniej było ze zdobieniami tarcz, te musiałem wymyślać sam, bazując w sporej mierze na klasycznych wzorach, kojarzonych z ludami zachodniej i północnej Europy. Mam nadzieję, że znawcy tematu wybaczą mi tę nieścisłość i podeślą jakieś informacje, jak poprawić ewentualne błedy.

Bez przekonania

Po normańskich szaleństwach stycznia postanowiłem nieco odsapnąć, stąd blog przykurzył się nieznacznie. Wznowienie działań zaczepnych w kwestii malowania oznaczało powrót do saksońskiej armii. Kilka minut dziennie - to wszystko, co z siebie wykrzesałem w ciągu ostatnich dwóch tygodni. W myśl zasady, że na początek brać się należy za bary z najtrudniejszymi zadaniami, na biurko trafiło tym razem pięć elementów 3Kn. Nie wiem, co to za zasada i czy zasadna... Wygląda na to, że pomysł z wyborem wspomnianych elementów traci nieco masochizmem - poprzednie cztery elementy z tej armii, które ukończyłem jeszcze w ubiegłym roku, to też Kn. Dlatego męczę się nieco z delikwentami. W dodatku ciągle brak mi przekonania: na poziomie ogólnym, czy to armia, którą szczerze chciałbym mieć w swoich zbiorach, na poziomie szczegółowym zaś - skąd te kropierze w X wieku?! A kiedy nie mam do czegoś przekonania, to męczę się niemiłosiernie, stąd mierne tempo prac. Na szczęście po zakończeniu tego etapu prac będę mógł się poświęcić pieszym elementom i to właśnie światełko w tunelu trzyma ma jakoś przy realizacji zamiarów. Konnych elementów zostanie już później do skompletowania całości niewiele - będę żył.
Mam pewien dyskomfort odnośnie malowanych wzorów i nie pojmuję, dlaczego Essex proponuje w swoim zestawie do Wczesnych Franków konie z kropierzami. Jest to absolutnie ahistoryczne, szczególnie dla potrzeb kampanii rozgrywanej w X wieku, ponieważ kropierz pojawił się dopiero w XII wieku, w związku z krucjatami (nie doczytałem jeszcze dlaczego, ale zakładam, że chodzi o znak krzyża). Dużo lepsze wrażenie robią wzory bez kropierza, których na szczęście kilka zestaw zawierał.
Na dzisiaj wystarczy - nie ma się co przemęczać a czasu jeszcze sporo. Rozważam nawet opcję, żeby jeźdźcy trafili na warsztat po pieszym przerywniku, ale po co robić tak odległe plany?

piątek, 15 lutego 2008

Cisza jak makiem zasiał

Nie dość, że mój blog zarósł pajęczynami, to jeszcze od bardzo dawna nie było na nim nic o tym, co też dzieje się na moim warsztacie. Ci, którzy zaglądają do mojego bloga mogą jednak zobaczyć w swoistym podglądzie, że coś się cały czas rusza, choć nie w takim tempie jakbym sobie tego życzył.

Moje iberyjskie wycieczki nabrały tempa ledwo dobudzonej dżdżownicy i pełzają ku przodowi z typowo angielską flegmą. W pudełeczku wylądowało swego czasu kilku nowych wojowników, zasilając podlistę II/39a i częściowo zapewne II/39c. Tymczasem czekają mnie z dawna odkładane zakupy w postaci metalowych figur Celtyberów w kolczugach i z włóczniami (dziękuję za namiary na sprzedawców Pablo!), których już zamówiłem i dodatkowego pudełka plastikowych wojaków firmy HaT. Nim jednak wrócę do malowania Hiszpanów czeka mnie jeszcze obowiązek (wcale nie przykry) dokończenia mojej armii do zbliżającej się wielkimi krokami kampanii. O tych pracach napiszę już jednak następnym razem.

Prócz komponowania kolejnych armii do DBA, wziąłem również udział w kolejnej naszej „zgiełkowej” zabawie, której efekty zobaczycie na naszych łamach już w przyszłym tygodniu. Uchylając jednak rąbka tajemnicy, mogę powiedzieć, że tym razem będziecie mieli okazję zobaczyć, w jaki sposób poradziliśmy sobie z zadaniem kompozycyjnym przewyższającym stworzenie fikuśnej podstawki pod figurkę. Praca zajęła mi nieco czasy, ale z efektów jestem dość zadowolony i wprost umieram z ciekawości waszych komentarzy.

No dobrze, na dziś wystarczy. Blog nieco odkurzony i nawet podłoga umyta. Mam nadzieję, że będzie mi się wchodziło tu przyjemniej i częściej będę miał coś do napisania. Do zobaczenia więc!

czwartek, 14 lutego 2008

Dzień święty święcić

To mogło wydarzyć się tylko w niedzielę. Dnia pańskiego 10 lutego, roku też pańskiego 2008 stał się cud. Pchnięty złożoną sobie poprzedniego dnia obietnicą zabrałem się za dwunastu biczowników. I stało się, cały dzień spędzony nad modelami zaowocował dwunastoma pomalowanymi Flagelantami. To chyba znak, 12 jak dwunastu apostołów, w dodatku biczownicy-pokutnicy, i to wszystko w niedzielę, i jakby tego było mało to 10 luty... no dobra przesadziłem. W każdym razie pierwszy raz udało mi się coś takiego.
Kolejny regiment Imperium odfajkowany, uff. Wielkimi krokami zbliżam się do końca bo pozostał jeszcze tylko jeden regiment plus jakieś niedobitki. Moi Biczownicy składają się z trzech edycji modeli i kilku figurek z Mordheim. Od osobników z karykaturalnie wielkimi stopami z chyba 4 edycji Warhammera, przez 5-edycyjnych rozczochrańców, po jak na razie najładniejszych pokutników z poprzedniej edycji. Podoba mi się ten oddział, który jest taką tęczą i przekrojem przez lata historii tego systemu. Pozwala porównać zmiany i postęp w modelach i uronić łezkę po starych dobrych czasach.

Regiment jest raczej pomalowany na szybko i bez sensacji. Chyba chęć skończenia armii i ciągoty do wampirów zmuszają mnie do takich posunięć. Ze względu na specyficzny charakter tej jednostki nie przyporządkowuję jej do żadnego regionu. Jest to raczej zbieranina grzeszników z całego Imperium, którzy aby odkupić swoje winy walczą dla Sigmara. Czas teraz zabrać się za ostatnią ekipę czyli Wolną Kompanię.

PS. Galerię imperialną aktualizowaną w miarę na bieżąco znajdziecie pod tym linkiem.

wtorek, 12 lutego 2008

Byle do przodu

Po dłuuuugiej przerwie wracam z kolejnym wpisem. W sumie nie miałem za bardzo o czym pisać to nie pisałem. Od 2 miesięcy kompletny brak weny i malarskiej i pisarskiej wyłączył mnie z blogowego świata. Codziennie sobie powtarzałem żeby wziąć się w garść i malować, malować, malować. Jakoś nie wychodziło. Co jakiś czas dzióbnąłem troszeczkę to w armii wampirów, to w imperialnej, a to znowu w Rusach do DBA. Niestety żadnych konkretnych działań nie udało mi się zrealizować, ale może te drobiazgi zaowocują w przyszłości.


Wracając do tematu, kilka dni temu wziąłem się w sobie i postanowiłem w końcu dokończyć moich imperialnych kuszników. Częściowo zmotywowała mnie zbliżająca się reedycja podręcznika Vampire Counts. Chciałbym mieć końcówkę malowania Imperium w okolicach wydania nowej księgi, żeby zabrać się z czystym sumieniem za nieumarłych. Czasu zostało niewiele, miesiąc na 40-kilka figurek. Liczę tylko regimenty ponieważ bohaterów zostawiam sobie na powolny „deser”. Herosi muszą być dopieszczeni i będę z malowania ich czerpał mnóstwo przyjemności.


Kusznicy pomalowani zostali w barwy Wissenland czyli biało – szarzy. Żadnego niesamowitego efektu po prostu pomalowany oddział. Za radą Szeperda postanowiłem zrobić im kusze w nietypowym odcieniu mahoniu. No, to tyle, do roboty.

poniedziałek, 11 lutego 2008

Wikingowie

Moc sprawcza DBA jest ogromna – sięgnąłem wreszcie po zbiorową pracę pod redakcją J. Graham-Campbella o tytule „Wikingowie” (cykl Wielkie Kultury Świata) i doznałem przyjemnego uczucia, jakie towarzyszyć może znalezieniu sporych rozmiarów złotego samorodka.

Piszę wreszcie, bo leżała na półce kilka lat. Nadto pierwsze wrażenie przypomniało mi debatę sprzed lat, toczącą się na temat bezbarwności polskich podręczników oraz przystępności zagranicznych. Omawiana pozycja nie znajduje się oczywiście na liście zalecanej szkołom przez ministerstwo, niemniej w kategoriach przystępności przekazu zdobyłaby niezłą lokatę i spokojnie kwalifikuje się do miana rewelacyjnego podręcznika uzupełniającego.

Treść książki podzielona jest na cztery główne zagadnienia. Na początek dowiadujemy się, co nieco o pochodzeniu Normanów oraz geografii zamieszkiwanych przez nich, oryginalnie, ziem. Drugi z głównych rozdziałów traktuje szczegółowo o właściwej epoce Wikingów, trwającej ok. 300 lat. Na tych stronach znajdziemy opis codziennego życia, zwyczajów, pogańskich kultów, prawa, struktury społecznej i politycznej czy alfabetu runicznego. Poznamy strukturę wojskową, wojenne zwyczaje, tajniki metalurgii, architekturę warownych budowli, rodzaje uzbrojenia i wyposażenia. Część trzecia, to opis ekspansji Normanów w trakcie epoki wikińskiej – handlowej, wojskowej i demograficznej. Zasięg tychże jest oszałamiający: od wschodnich orientalnych kierunków (Rosja, Indie, Bizancjum), poprzez Europę Zachodnią (Wyspy Brytyjskie, Normandia i Bretania), po wulkaniczną Islandię, mroźną Grenlandię, aż do legendarnej niemal Winlandii (Ameryka Północna). Z kart tej części wynika jasno, czym kierowali się Normanowie, wyruszając z domu, jak słuszną i wyolbrzymioną wśród Europejczyków i Azjatów grozę budzili. Walcząc i handlując z resztą znanego świata brali czynny udział w wielkiej wymianie dziejowej. Z kolei czwarta i ostatnia część opowiada o końcu wikińskiej epoki. Wraz z ukształtowaniem się skandynawskich państw narodowych oraz przyjęciem chrześcijaństwa, czas Wikingów dobiega końca (XI wiek). Wpływ na to miały między innymi konsolidacja państwowości ruskiej (zatrzymanie ekspansji na wschód) czy zmiany klimatyczne (wymierające kolonie na Grenlandii w XV wieku). Pomimo tego, ślad, jaki pozostawili na niezmierzonych połaciach ziemi, pozostaje trwały, a recenzowana książka pozwala na jego lepsze poznanie i zrozumienie.

 Albumowy format „Wikingów” pozwala w pełni docenić przyjętą formę książki: kolorowe mapy, zdjęcia, ryciny – wszystko kapitalnie połączone z tekstem, który ilustrują. Z jednej strony wczytujemy się w główny tekst książki, z drugiej zaś mamy okazję przystanąć i przeczytać w osobnych zakładkach o konkretnych legendach, miastach, postaciach czy stanowiskach archeologicznych. Poziom strony wizualnej jest więc bardzo wysoki.

 Mocna i przystępna pozycja dla każdego – laika, historyka, archeologa czy zapaleńca, pokroju gracza DBA. Dla tych, którzy nie wiedzą, co oznacza słowo ‘wiking” jak i dla tych, których intryguje pojęcie ‘furthak’, ’papur’ czy ‘landnam‘. Polecam!

Adrian Stolarczyk  

sobota, 9 lutego 2008

Parszywa trzynastka

Dzisiaj przedstawiam najnowszy nabytek, część zapewne długo przez MiSiA oczekiwanej armii Prusów. Oczekiwanej, bo jak na razie jego Polacy w skali 25mm stoją odłogiem z powodu braku przeciwników. Dlatego też postanowiłem przyjść koledze w sukurs i zacząłem zastanawiać się nad kolejną armią. Początkowo mieli to być Litwini, jednak po przejrzeniu fanaticusa trafiłem na zdjęcia armii Prusów – bliźniaczo podobnej do armii Celtów itp. ludów z okresu Republiki i Cesarstwa Rzymskiego, z którymi niegdyś przychodziło mi stoczyć ciężkie boje. A jako, że nie zdarzyło mi się jeszcze zagrać armia złożoną z samych warbandów – postanowiłem zmienić swój wybór. Po bliższym zapoznaniu się z listą okazało się że armia pozwala na 4 krotny wybór między warbandem (3Wb) a elementem auxila(3Ax). Elementy teoretycznie (z wyglądu) niemalże identyczne. I tu pojawił się problem. Jak stworzyć elementy które będą się od siebie na tyle rozróżniać, żeby nie było nieporozumień na stole? Może różne kolory podstawek? Niee... ten pomysł jest raczej dziwny. Trzeba użyć różnych figurek, najlepiej odmiennych producentów! To jedyna słuszna droga. I tak trafiłem na stronę mojego ulubionego ostatnio producenta – Essex Miniatures. Wcześniej zdecydowałem, że elementy warband wykonam z figurek piechoty litewskiej firmy Old Glory (po konsultacjach z kolegą MiSiEm). Planuję wykonać pewne konwersje dotyczące uzbrojenia... ale to temat na inny wpis. A tymczasem wrócimy do zakupów. Do zamówienia dodałem 6 figurek włóczników, 6 figurek oszczepników, 3 figurki łuczników. Znów w ciemno, nie miałem czasu sprawdzać czego używali w walce średniowieczni Prusowie. Jak się jednak okazało, nie pomyliłem się wiele w stylu uzbrojenia, a same figurki są na tyle ogólne, że nie powinny aż tak bardzo razić ahistorycznością ;)

Jak widać na załączonym rysunku gromadka jest już posklejana. Pozwoliłem sobie pozmieniać co nieco uzbrojenie i pozycję. Mam nadzieję MiSiO, że Ci się spodobają. Tak nawiasem mówiąc, tą armię dedykuje właśnie specjalne Tobie, za Twoje zaangażowanie w import figurek z GB :) . Specjalne dla Ciebie też pomalowana będzie najlepszymi technikami jakich zdążyłem się nauczyć, żadnych półśrodków!

Co poniektórzy pewnie zastanawiają się dlaczego parszywa trzynastka w tytule, skoro na rysunku i w tekście można doczytać się 15 figurek?... Może znów ogłoszę konkurs, na to kto pierwszy zgadnie? Co Wy na to?... Wie ktoś? :).

czwartek, 7 lutego 2008

Stepie szeroki...

No i proszę, oto prezentuję wam mój niewielki i prosty obozik do armii Bułgarów. Pewnie niektórzy oczekiwaliby więcej pamiętając może mój obóz do armii Rzymu. Niestety! - nie byłem w stanie wymyślić nic lepszego i sensowniej tego zaplanować. I tak skończyło się na pomyśle MiSiA – kolejny raz zresztą – pojedynczy namiot, jakieś ognisko, najzwyklejszy koczowniczy obóz wśród stepu, otoczony bujną trawą i tylko nią osłonięty, gotowy do porzucenia lub złożenia w przeciągu kilku(nastu) chwil. Na środku zostawiłem pustą przestrzeń dla (całkiem sporego) elementu ciurów obozowych. W sumie muszę powiedzieć że ani obóz, ani ciury nie mają jakiegoś głębokiego sensu – niestety zostali zrobieni aby w miarę wpasować się w ogólny wygląd armii. Wątpię aby całość miała w historii jakieś potwierdzenie, za co miłośników tejże bardzo przepraszam. Ale jak to mówią -  czas to pieniądz. Na koniec dodam że przy okazji malowania namiotu odszedłem nieco od utartego dla armii schematu malowania i poćwiczyłem trochę używanie Glaze Medium firmy Valehjo. Muszę nadmienić, że działa świetnie – tworząc z dowolnej  farbki ink. Do tej pory zauważyłem, że zachowuje się nieco lepiej niż inki GW – szczególnie nie tworzy brzydkich ciemniejszych zacieków na krawędziach dużych powierzchni nim pokrytych. Więcej testów zamierzam przeprowadzić podczas malowania armii Prusów w skali 25mm – o niej już w kolejnym wpisie. Teraz już pozwolę wam pooceniać moje ostatnie dzieło. Niedługo po sesji pewnie pojawi się opis całej armii – a właśnie! Do wykonania został mi jeszcze ZOC na wzór moich zacnych kolegów z BZ. Wracam więc do kombinowania, bo z weną ostatnio u mnie kiepsko...

wtorek, 5 lutego 2008

Dawid i Goliat


Ahhh... znów wpisy na blogu się zakurzają! Czas najwyższy to naprawić. Dzisiaj będzie krótko, bo niewiele mam czasu – sesja w pełni – 5 egzaminów za mną, 3 przedemną. Walka na uczelni trwa – może nie tak emocjonująca i nierówna jak wymienionych w tytule bohaterów, ale jednak. Za to bedąc na chwilkę w domu udało mi się pstryknąć parę zdjęć wykończonej już cieżkiej kawalerii (a własciwie rycerzom) z armii Bizancjum. Masywna podstawka waży swoje razem z 6 figurkami jezdnych i wyglada naprawdę zacnie – to będzie mój Goliat na polu walki – pierwszy w mojej DBAowej karierze element Kn. Razem z nim prezentuję drobniejszy element lekkiej jazdy – czyli Dawid do pary. W ten oto sposób jakże zgrabnie połaczyłem tytuł tego wpisu z jego zawartością... własciwie to ten wpis jest tylko przykrywką, aby umiescić kolejne zdjęcia moich postępów w sieci :).  Dodam, że za tydzien postaram się opisać jak to powstał pewien obóz do pewnej armii... Tym samym zdradzam własnie, że oto armia Bułgarów została zakończona! Ale na pełen opis bedziecie jeszcze musieli cierpliwie poczekać....

piątek, 1 lutego 2008

Wiking jaki jest, każdy widzi


No, to po inauguracji :) Miałem pokazać Duńczyków – i oto są: 5 x Bd i 2 x Ps. Muszę przyznać, że gdy na nich patrzę mam mieszane uczucia, bo to, co wyszło częściowo tylko pokrywa się z tym, co sobie zakładałem na początku. Po pierwsze miało być niejednolicie –wszak we wczesnym średniowieczu (i nie tylko we wczesnym) nie mogło być mowy o uniformizacji. Po drugie wikingowie, którzy przecież żyli z rabunku (aczkolwiek nie tylko z niego!) kojarzą mi się raczej z malowniczą hałastrą, która przecież na swój przyodziewek i uzbrojenie ciężko  „zapracowała”. Wzory na tarczach to w dużej mierze czysta fantazja, zaś pewników jest niewiele -żaden barwnik nie przetrzyma 1000 lat. Pewnych informacji dostarczają różne dobra ( np. tkaniny na których wyobrażeni są wojownicy ) znalezione np. na statku z Osebergi. Jeśli zaś chodzi ubrania to często noszono zieleń i czerwień ( tą ostatnią jednak rzadziej, bo był drogi barwnik ). Nad tymi tematami nie będę się na razie rozwodził. Przyjdzie na to czas, gdy armia będzie już gotowa do prezentacji. Podsumowując, ta jej część jest mocno nierówna: są elementy lepsze, są gorsze –pierwszy raz malowałem tak małe figurki. Myślę jednak, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Prace trwają...











RSS FeedRSS