sobota, 31 grudnia 2011

Coś się kończy, coś się zaczyna

Niedawno obchodziliśmy zakończenie Starcia Tytanów, w pracy powoli zamykamy okres związany z realizacją naszego największego projektu - platformy e-learningowej, teraz nadchodzi zakończenie roku.
Sporo zakończeń, ale sporo nowych perspektyw. W życiu zawodowym przygotowuję się do większego skupienia na pracy naukowej i na wyjeździe na UW w ramach stażu doktoranckiego, a w hobby... któż to wie. A jutro - już za minutę - zaczyna się nowy rok. Co przyniesie? Zobaczymy. Póki co, korzystając z dobrodziejstwa i potęgi systemów informatycznych postanowiłem w ostatniej chwili wrzucić coś nowego - być może zapowiedź nowych hobbystycznych wyzwań, których w tym nadchodzącym nowym roku sobie i Wam drodzy koledzy życzę jak najwięcej (wraz z czasem do ich realizacji)!




Właściwie bardziej pasuje to Szeperdowi do wpisu, ale co tam: С новым годом, люди! ;)

Trochę o czasie i nie tylko

Dzisiaj kończy się rok, więc zwyczajem lat poprzednich powinienem podsumować ‘dokonania’ ostatnich 12 miesięcy i skrobnąć coś na tema przyszłorocznych planów. Jednak dzisiaj, może na przekór tradycji (która dzisiaj wyjątkowo mnie mierzi?), nie zrobię tego. Może jako namiastkę, zamiast słów, po prostu wkleję zdjęcie pomalowanej dzisiaj figurki. Niech będzie, że nawiązuje ona do zmiany daty, że wskazuje (symbolicznie?) na to, o czym myślę i co planuję figurkowo na rok kolejny, że zamyka wszystkie moje prace 2011 roku

Skąd ta słodkopierdząca pseudomelanchola w pierwszym akapicie, skąd zamach na tradycję? Cóż, być może to echo dzisiejszej refleksji, jaką spowodowały przerzedzone już nieźle w mojej głowie neurony, kiedy jechałem po południu samochodem a w radio snuła się piosenka o przemijaniu, upływie czasu, i tym podobnych. Jakoś do tego przypomniał mi się dialog z ostatniego odcinka Tudorów, w którym Henryk VIII pyta Karola Brandona, księcia Suffolk, co jest tą jedną rzeczą, której nie da się odzyskać. Karol próbuje kilka razy bezskutecznie, w końcu król mówi do niego: czas Karolu, czas…

Prezentowana dzisiaj figurka to na dobrą sprawę ciągle plan wydawniczy Wargamera. W styczniu bowiem spodziewamy się figur dowództwa do Carstwa Rosyjskiego (jednocześnie będzie to premiera tej armii), a dzisiejszy bohater zapewne będzie jego częścią. Dostałem go od Misia. Skąd on go ma - nie wnikam.

Jest to moje pierwsze zetknięcie z figurami do Ogniem i Mieczem. Modele są od dłuższego czasu na rynku, ja jednak wbiłem sobie do głowy ‘tylko Moskwa’ i w postanowieniu wytrwałem. Dowódcę-bojara pomalowałem wg kolorystki z ryciny, którą znalazłem w nieodżałowanej Wikipedii. Skądinąd jest w zasadzie identyczna z propozycją, jaką można znaleźć w podręczniku do OiM.


Parę zdań o podstawce: to w pewnym sensie eksperyment kolorystyczny. Już wiem, że tym wzorem (poza kwiatkiem) posłużę się w przypadku malowania kolejnej armii do DBA. Moskwy też? Niekoniecznie, w zasadzie na pewno nie.

A jak pierwsze zetknięcie z propozycją figurową Wargamera? Bojar świetny. Co do konia, podoba mi się wzór i jego dynamika, natomiast trochę słabiej z wykonaniem. Mam na myśli odlew nóg, szczególnie od wewnętrznej strony. Jednak nie jest to wada krytyczna, dyskwalifikująca cały model. I w zasadzie wcale mi nie przeszkadza.

No i już, na przekór tradycji, bez podsumowań i planów, na dzisiaj kończę sobie ten wpis. Ale przecież trochę kultury kiedyś łyknąłem, toteż życzę Wszystkim odwiedzającym Bitewny Zgiełk pomyślnego 2012 roku, dużo weny, pewnej ręki, samoczyszczących, nierozdwajających się pędzli, zawsze dobrze zmieszanych farb, łagodnych przejść między kolorami, precyzyjnie odlanych figur, przede wszystkim zaś zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia.

piątek, 30 grudnia 2011

Księciuniu

Pamiętacie jeszcze Tyriona do moich HE? Stara figurka, stara opowieść, stare malowanie. Przy okazji zmiany podstawek do armii Ulthuanu cisnąłem go w jakiś ciemny kąt: że niemodny, że podstawka już niezgodna z zasadami, że nie gram przecież i tak, a co dopiero z wystawionym Tyrionem na stole, itd. A przecież komu, jak komu, ale właśnie jemu należy się szacunek. Postanowiłem, że zmienię stan rzeczy.

Muszę się przyznać, że pomysł to nie nowy, bo bodaj ubiegłego roku w lecie rozmawiałem o ewentualnym odświeżeniu księciunia z Gobosem, naszym mistrzem konwersji i sraczbildów. Nakreślił mi wówczas zarys pomysłu a przy okazji wyposażył w sporo bitsów z ostatniej wersji plastikowego smoka do HE.

Dla porządku napiszę, że malowałem Tyriona już dwa razy, walcząc przy każdej okazji skromnymi metodami i brakiem umiejętności ze złamanym mieczem. Dzisiaj jednak odświeżanie to znacznie więcej, niż przekucie miecza (reforge the sword... Adar). Ten akurat to plastikowa klinga ze smoczego bohatera. Wierzchowiec to plastikowy standard do HE (zostały mi jakieś korpusy luzem jeszcze po zakupach na aukcji). Głowa konia to z kolei metalowy wzór do Dragon Princess of Caledorn - tego akurat kupił mi Robson w komisie. Podstawka to skałki ze wspomnianego już zestawu smoka, nieco poprzycinane. Szeroką podstawkę, tym razem zgodną z zasadami z księgi, dostałem z kolei od Brutala.

Tak oto, with a little help from my Friends, ruszyłem z Tyrionem po raz trzeci. Mam szczerą nadzieję, że tym razem ostatni. Zdjęcie na pobudzenie apetytu - na razie wszystko trzyma się na spinaczach dla potrzeb pozowania do fotki.

środa, 28 grudnia 2011

Kwiatek fajny

- Widzę przez moją wielką, inżynierską lunetę, jak Gobos cierpi na brak weny. Tak nie może być, trzeba mu jakoś pomóc.
- A nie widzisz przez tę inżunetę kuriera z paczką dla mnie?
- Tego, co podrobił twój podpis?
- Tego samego.
- A to nie widzę. Ale jak zobaczę, to mu zasunę z tego gana, co go mam na plecach.
- Tak zrób. Złodziejom i oszustom kula w łeb.
- Tak jest! Prosto między oczy.
- A mogłem malować już swoje rzymskie legiony… ech pech.
- No pech.
- Ale teraz to już mi wszystko jedno, bylebym tę paczkę dostał.
- Racja. Za to możesz posmarować farbami bohaterów do Imperium.
- Tych od Gobosa?
- Tychże.
- Ano. Zawsze lubiłem te figurki. Jedną kiedyś nawet popełniłem. No to dzisiaj będzie druga. Tylko…
- Tylko co? Nie mów, że znowu będziesz biadolił…
- Nie no, niby nic ale wiesz…
- O matko… no co tym razem?
- No kurtka jakoś mi nie leży. Odszedłem od swojego ulubionego sposobu malowania czerwonych no i ten mi się jakoś zbyt błyszczący widzi.
- Oj tam, ujdzie.
- No i mogłem trochę czapę i kołnierz bardziej rozjaśnić, dla złamania kolorystyki w górnych partiach miniatury.
- Mogłeś.
- No widzisz?
- Widzę, widzę. Ale co się przejmujesz. To nie dla Ciebie, trochę się rozerwałeś, następna będzie lepsza.
- Tak myślisz?
- Tak. No i kwiatek fajny.
- Kwiatek fajny.

wtorek, 27 grudnia 2011

Ano, wróciłem...

Nie pamiętam takiej sytuacji. Naprawdę. Nie, absolutnie nie chodzi o przerwy w blogowaniu czy malowaniu, bo te się zdarzają i zdarzać będą (oby tylko nie trwały tyle co dotychczasowa-czyli 20 mesięcy).
Chodzi o coś zupełnie innego. Nie pamiętam bym kiedykolwiek musiał na siłę szukać w sobie chęci,  by zająć się tym, czym, można powiedzieć, żyłem, i co zaprzątało moją uwagę od dobrych 11-12 lat. Nie pamiętam, bym zupełnie, ale to zupełnie zapomniał o podręcznikach, pędzlach, farbach, pilnikach, nożykach, figurach i całej tonie bibelotów składających się na malarski warsztat.
-Coś się skończyło? – pytałem sam siebie. Bywa, że pasje spotyka taki los-trwają sobie w najlepsze latami, aż tu nagle koniec, szlus, finito.
-Szlag by trafił, czego doczekałem!- myślałem dalej-dziesiątki zakupionych modeli, czas spędzony na doprowadzeniu ich do choćby średniego, stołowego poziomu, godziny spędzone w sieci na poszukiwaniu inspiracji, tutoriali etc. … A teraz po prostu mi się nie chce (!?). Zawsze znajdzie się coś bardziej pilnego, coś ważniejszego, coś bardziej…
A może po prostu zasuwając w kieracie, jak –nie przymierzając –Conan barbarzyńca w 1982 r., sam bezwiednie poprzestawiałem priorytety i malarskie hobby gdzieś się w tej hierarchii zgubiło?
A może ta przerwa była potrzebna po to by wrócić z nowym zapałem i pomysłami i może z nieco innym podejściem do tematu?
A może… ech dosyć tego. Choć przez ponad półtora roku narosło wiele pytań i wątpliwości odnośnie tej sprawy, nie warto ich tutaj wymieniać. Lepiej wykorzystać sytuację –czyli koniec Starego i początek Nowego, pomyśleć życzenie… i dołożyć starań by się spełniło.
A skoro już mowa o rzeczach nowych, to nowością na moim blogu i w moim codziennym znoju jest rysunek. Tajniki sztuki zgłębiam od września, nie sam rzecz jasna, lecz pod okiem lepszych i zdolniejszych ode mnie. To co tu widzicie to:
a)      -Necroński lord zrobiony przez Gobosa
b)     - Pierwsza próba rysunkowa, którą upubliczniam –bo poprzednich bym się nie odważył, a nawet, gdybym to zrobił, to pasowały by one do Zgiełku jak pięść do nosa.
c)      - Obraz –dosłownie i w przenośni-tego, na jakim etapie się znajduję –stąd niedoskonałości.
Jak widać nowe hobby nieźle koresponduje tu ze starym. I oby tak pozostało.
Trzymajcie się i do następnego razu :)


Wampirza reedycja

Dziś w sieci pojawiły się przecieki wprost z GW. Najprawdopodobniej to żaden przeciek, a po prostu wcześniejsza reklama przyszłych produktów. Dotyczy ona armii Vampire Counts. Przyznam, że z dużą ciekawością i niecierpliwością oczekiwałem na tą reedycję. Interesują mnie głównie zasady, które według mnie domagały się aktualizacji z powodu drastycznych zmian w Rulebook'u 8 edycji. Póki co nowych zasad nie poznamy, za to możemy już zobaczyć nowe modele.
Szczerze mówiąc pierwszy prezentowany model czegoś wielkiego i dziwnego straszliwie mnie rozczarowuje - jakaś kupa. Coven Throne lub Mortis Engine to dwie opcje jakie możemy złożyć z tego zestawu. Fuj, straszny kicz i syf. Wygląda to jak figurka z czwartej-piątej edycji - nasrane badziewia byle więcej, propocje żadne. Widzę tylko jeden plus - fajne elementy można z tego wyciągnąć do konwersji.
Kolejne modele już wydają się w miarę w porządku. Co prawda nic nie powala, ale też nie razi. Vargheists zamiennie z Crypt Horrors to wygląda mi na tak zwane Monstrous Infantry. Co ciekawe jedna wygląda na uskrzydloną więc z szansą na latającą. Z szansą, bo jak kojarzycie Varghulfa to model też ma skrzydła, a za cholerę nie lata.
Nowy Wight King bardzo ładny. Pozostali nowi bohaterowie też prezentują się przyjemnie, ale niestety to ten fajnkast.
Pozostała jeszcze kawaleria. Nowi Black Knights zamiennie z Hexwraiths. Pierwsi nie specjalnie mnie zachwycają, powiedziałbym, że są poprawni, ale na pewno lepsi niż obecne modele. Natomiast Hexwraiths bardzo słabi.
Takie wnioski z pierwszego wrażenia po obejrzeniu obrazków. Wszystko jednak trzeba by zobaczyć na żywo żeby ocenić. Na pewno część modeli znajdzie się w moich rękach w celu pomalowania na sprzedaż. Czy coś z nich pojawi się w mojej kolekcji? Wątpię, ale poczekam aż zobaczę na żywo zarówno zasady jak i figurki.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Zmierzch Tytanów

Niebo
Spieczone przez słońce
Płacze
Życiodajnymi łzami.

Ale las
Zraniony przez wiatr
Płacze
Martwymi liśćmi.



To haiku z ‘Szoguna’ utkwiło mi w pamięci kilka lat temu i wiedziałem już wtedy, że muszę je zacytować w którymś z odcinków Tytanów, w mojej armii z Athel Loren. Tak się złożyło, że trafiło do odcinka ostatniego. A w związku z tą okolicznością, niech będzie mi dane uronić jedną suchą łzę na pożegnanie z naszą hobbystyczną zabawą.

Pierwotnie odcinka tego miało nie być, ale po drodze okazało się, że Koledzy mają jeszcze całkiem sporo modeli do pokazania, więc zgodziłem się na dogrywkę. Sam też miałem od jakiegoś czasu coś w zanadrzu, więc przynajmniej po raz ostatni forma tej zabawy zdopingowała mnie, żeby figurę pomalować.



Jest to oczywiście Orion - król Athel Loren we własnej osobie. Od zawsze mi się podobał sam pomysł na tę postać jak i obie wersje figur. Model tu to osławiony już finecast. I, jak się niestety można było spodziewać, cierpi na kilka jakościowych problemów, o których wypowiedziały się już zapewne rzesze ludzi. Ale mniejsza o nie, bo w przypadku tego wzoru można je było zamaskować po prostu malowaniem.


Co do malowania, to kolor skóry jest pewną ekstrawagancją (długa historia, skąd się wziął taki pomysł). Reszta trzyma się schematu przyjętego w całej armii, co widać najlepiej na zdjęciach. Na podstawce nie mogło zabraknąć muchomora. Z tyłu jest jeszcze jakiś wielki rydz, ale nie za specjalnie mi się udał, wiec go zamaskowałem przyklejanym listowiem. Jak Wam się ten gigant i jego brytany podobają?


Dzisiaj nie będzie żadnej wstawki literackiej. Zawieszam więc gdzieś tę mini-opowieść pośrodku puszczy. Armia Athel Loren zebrała się i wyruszyła na spotkanie przeznaczeniu. Zmierza na spotkanie swego przeciwnika. Nie dowiemy się jednak, jaki był finał tej wyprawy i jak zakończyła się historia bohaterów, których powołałem do życia, aby ‘ubrać’ w literackie tło plastikowe miniatury. Choć słowo literackie jest tu może pewną przesadą.

Jak się rzekło we wstępie, to pożegnanie z Tytanami. Dotarliśmy do końca naszej wspólnej zabawy w niezłym stylu i kompletnie nie warto mówić czy pamiętać o tym, że z rocznym opóźnieniem. Chciałem podziękować za wszystkie pozytywne jak i krytyczne komentarze, jakie moja armia zebrała tu i jeszcze na starym Bitewnym Zgiełku - naprawdę zagrzewały mnie do pracy.

Szczególnie podziękowania chciałem przekazać Gobosowi i Robsonowi - odwaliliście kawał dobrej roboty! Co prawda musiałem czasem postać nad wami z batem, ale opłaciło się. Nie liczyłem dokładnie, ale pomalowaliśmy razem prawie 500 miniatur. Jakich by jednak statystyk nie podawać, to, zważywszy na nasze możliwości czasowe, wykonaliśmy tytaniczny wysiłek. Panowie: byliście świetni! Pamiętajcie, że macie u mnie do odebrania pewne trofeum, które obiecałem Wam na zakończenie Tytanów - tym razem Wasza kolej, żeby mi o tym przypominać. A jeszcze dzisiaj dedykuję Wam ten utwór. Na finał jak znalazł!

Czas na kilka zdjęć całości. Na początek tzw. zbiorówka.


Teraz zbliżenie na centrum.


W centrum próbowałem złapać ostrość na jednej z bohaterek moich tekstów - Kethavel.


Tymczasem na prawym skrzydle...


... i do kompletu - na lewym:


Jeszcze jedno ujęcie z kategorii 'zamieszanie': tym razem magiczka generał, która w ostatniej bitwie z Wampirami była po prostu świetna.


Na koniec jeszcze jedno ujęcie całości, tym razem pod pewnym kątem.


Zostaje mi ostatnia rzecz do zrobienia. W pierwszym odcinku opowieści o Autumn Sentinels zadedykowałem tę kolekcję Tsarowi. Stąd na koniec jedno pytanie: podobało się Przyjacielu?

Szeperd

Zmierzch, mróz i opady śniegu

Zmierzchało,  było mroźno i na dodatek prószył delikatny śnieg. Cała armia nieumarłych zebrała się w cieniu lasu. Ożywione zwłoki stały beznamiętnie wpatrując się w przestrzeń. Czekali na bitwę, ale bez towarzyszących jej zwykle emocji. Vass Farkas ukryty w zaroślach obserwował rozciągającą się przed nim olbrzymią polanę, na której miała stoczyć się bitwa. Na razie pozostawali w ukryciu, chciał zaskoczyć wroga i zyskać tym większą przewagę.
- Czekamy już wiele godzin, a przeciwników nadal nie widać. Przeklęte tchórzliwe elfy. – wyszczekał gniewnie wampir.
-Tak, Paaanie. I przeklęte tchórzliwe zwierzoczłeki chaosu, Paaaanie. Oni też się spóźniają. – przymilnie wystękał ghoul Zenek spoglądając na swój staroświecki zegarek elektroniczny z kalkulatorem.
- A ty kim jesteś do cholery? – zapytał wściekły wampir.
- Ja, Paaanie? Zenek, Paaanie. Ghoul Zenek. – powiedział ghoul Zenek kłaniając się w pas i tracąc przy tym telefon z górnej kieszeni puchowej kurtki.
- Co? – wampir zdziwił się zapominając o gniewie - Ten z rozdziału VIII „Szeleszczące szepty nocy”?
- Tak, Paaanie. Dokładnie ten. – potwierdził Zenek
- Uwielbiam tą historyjkę – rozmarzył się wampir z uśmiechem na upiornym pysku. Nagle mina mu zrzedła i jego rysy znowu zmieniły się na wściekłe i pełne nienawiści. – To tylko durna bajeczka. Ty nie możesz istnieć.
- Paaanie, w każdej historii jest ziarenko prawdy, Paaanie. W tej ziarenkiem jestem ja. – odparł dumnie prostując się i wskazując na swoją pierś krzywym palcem. Wampir popatrzył na niego krzywo z niesmakiem i niedowierzaniem, ale miał ważniejsze sprawy na głowie niż jakiś świr twierdzący, że piszą o nim historie w Internecie. Z powrotem skupił się na obserwowaniu pola przyszłej bitwy. Nagle w dali zobaczył zbliżającą się jakąś postać.
- Idą – warknął – Przygotować się.
W napięciu obserwował co będzie działo się dalej, ale nie pojawił się nikt więcej. Postać niezgrabnie i powoli zbliżała się do nich. Można już było zobaczyć niektóre szczegóły jak straszliwą bladość skóry osobnika, olbrzymią dziurę w jego brzuchu oraz prawie całkowity brak głowy. Postać z wysuniętymi do przodu rękami ewidentnie szła na oślep.
- Co do k..? – zapytał sam siebie zaskoczony Farkas.
- To ząbi Dżony, Paaanie. Stracił twarz w dziewiątej części i widocznie pobłądził w lesie.
- Janek? Janek Doe? Znaczy się Kowalski? – zapytał uradowany wampir – Uwielbiam „Krótki żywot umarlaka” to moja ulubiona historia….Zaraz, zaraz, przecież on nie może istnieć. – zmarszczył brwi i spiorunował spojrzeniem pokręconego ghoula. Zenek tylko wzruszył ramionami nie wypowiadając ani słowa.
- No dobra, obojętne. Wyślijcie kogoś po niego bo nam rozwali całą zasadzkę. – Po raz kolejny wściekł się Farkas.
- Oczywiście, Paaanie. Zaraz wyślę Władka żeby po niego podjechał – przytaknął mu Zenek.
- Nie, nie, tylko nie Władka przecież on stracił większość członków – bezmyślnie odparł wampir – Zaraz, zarz, zrz, zrz… - wybełkotał szybko wybałuszając oczy na sługę – On też istnieje?
- Nooo, tak Paaanie. On jest tym drugim ziarenkiem prawdy z tej historii – cierpliwie wyjaśnił Zenek.  –  Ale tym gorszym ziarenkiem. Mniej ważnym. 
Vass Farkas zakrył twarz dłońmi i pokiwał głową z niedowierzeniem. Kiedy po wielu trudnościach Władek w końcu przywiózł Dżonego do lasu znowu nastała głęboka cisza. Nagle świsnęło i tuż przed wampirem na gałęzi zawisł nietoperz. Kolejny świst i obok pierwszego przysiadł drugi, ale nie zwisając, bo wiecie, te cholerne plecy. Trzeci świst i uderzenie w drzewo.
– Piephrzony las! – dobył się zduszony krzyk i z krzaków wylazł trzeci gacek.
- Wy…. – wystękał już całkiem skołowaciały wampir wskazując palcem po kolei na każdego z nietoperzy – Wy…
- Tak, Paaanie. To oni. Nasi zwiadowcy. Gwacek, Roger i Drak, Paaanie. – przedstawił całą ekipę Zenek.
- Dhraque! Drogi kolego, Dhraque. – odezwał się z wyrzutem w głosie obolały nietoperz.
- Her Ubersturmfuhrer, melduję, że wroga brak. Powiedzieli, że to... znaczy, że nie przyjdą walczyć – zameldował Gwacek stojąc na baczność.
- No… To chyba nici z potyczki – wyszeptał słabym i zrezygnowanym głosem wampir – Wszyscy spocznij. Rozejść się do domów.. znaczy się grobów.  – dodał obojętnie błądząc wokół  rozbieganym nieobecnym spojrzeniem i  sztywnym krokiem opuścił swój posterunek  .

Dziś ostatnia odsłona, na której chciałem pokazać Wam kilka niezaplanowanych elementów oraz kilka tych zaplanowanych. Dokładnie po osiem sztuk z każdego rodzaju. Chodzi tu o „filery”, których w sumie nie miałem w zamyśle robić, ale ponieważ zachciało mi się mieć po pięćdziesiąt chłopa w oddziałach ghouli i szkieletów postanowiłem uzupełnić je właśnie tymi wypełniaczami. Pewnego dnia po motywującej rozmowie z Szeperdem po prostu siadłem i skleiłem do kupy wszystkie elementy. Malowanie to już dłuższa historia. Brakowało mi dwudziestu szkieletów, które uzupełniłem jednym dokupionym zwykłym modelem oraz pięcioma filerami. Do ghouli musiałem wstawić trzy wypełniacze zastępujące dziewięć modeli. 
Drugą rzeczą są bohaterowie. Prezentuję Wam ich na zdjęciu dziesięciu, ale ostatnio pomalowałem tylko ośmiu. Dwóch z nich powstało już dawno temu, ale chciałem dziś pokazać całość.
Właśnie opócz całości bohaterów możecie zobaczyć też całość armii. Ciężko było ja całą objąć, ale jakos się udało.
Wybaczcie mi kiepskie tym razem zdjęcia, ale jak na złość padła mi w ostatniej chwili druga lampka i miałem tylko jedno źródło światła. Postaram się zamienić zdjęcia jak tylko zakupię nową żarówkę.
Chciałbym podziękować kolegom Tytanom za wspólne pisanie, malowanie i walkę. Gratuluję im skończonej pracy. Patrząc na wszystko czuję duże zadowolenie i cieszę się z zakończonego projektu. No prawie zakończonego. Mi pozostała jedna jedyna figurka bohatera. Jest to stary klasyczny model Vlada von Carstein, którego Wam wkrótce na Zgiełku zademonstruję już poza Starciem Tytanów. Jeszcze raz dziękuję Wam za wspólną zabawę i oczywiście publiczności za wsparcie i komentarze. Do następnego razu.







Tyrani okrucieństwa

Przeklęty ten dzień kiedy tysiące mieczy
Z łoskotem roztoczą swą melodie śmierci
We krwi zbroczone i w ciałach nieprzyjaciół zatopione
Okrutnym tryumfem i ponurą sławą
Zwycięskich Tyranów pochód ogłoszą...

Skeedhor stał na grani, kiedy jego skompletowane wojska przechodziły doliną w kierunku ludzkiego obozu – celu ich ataku. Zewsząd do hordy dołączały kolejne watahy wilków o płonących ślepiach. Niebo patrolowały impy. Masywny gigant torował drogę w starożytnym lesie, wyrywając wiekowe drzewa jak zwykłe krzaki. Skeedhor był dumny – to była największa horda, jaką zwierzoludzie zgromadzili od dziesięcioleci. Czuł władzę i czuł, że może ona być jeszcze większa – kiedy już odnajdzie i uwolni pradawną siłę drzemiącą od wieków w korzeniach świata.
Spojrzał na stojącego obok kapłana, w którego źrenicach palił się błękitny ogień. Ten, jak w transie odwrócił głowę i wolno powiedział głębokim, przerażającym głosem: CHODŹMY – CZEKAM NA CIEBIE.
- Jak mam się do Ciebie zwracać? – Skeedhor sam nie wiedział dlaczego nagle odważył się na to pytanie, które nurtowało go od wielu dni, a którego lękał się zadać.
- JESTEM GRUSHOMET, OD WIEKÓW PAN OKRUCIEŃSTWA, TYRAN STAREGO ŚWIATA TEN, KTÓREGO LĘKALI SIĘ STAROŻYTNI, TEN KTÓRY BYŁ POCZĄTKIEM ICH UPADKU.


***

Balthazar otarł pot z czoła, opierając się o zimny kamień tunelu. Tylko dzięki swojej magicznej sztuce udało mu się przepędzić monstrum, które stanęło im na drodze. Połowa jego oddziału to spotkanie przypłaciła jednak życiem. Stwór uciekł, głęboko poparzony magicznym ogniem, ale Balthazar wiedział, że prędzej czy później on, lub jego ludzie znów będą musieli się z nim zmierzyć.
- Idziemy! Żwawo! – zakomenderował wstając i ruszając żywo w kierunku wnętrza grobowca. Był zdeterminowany jak najszybciej dotrzeć do celu swej podróży i zdobyć broń, która pozwoli mu odeprzeć wszelkie siły ciemności.
Tutel wił się i opadał w głąb ziemi, bez żadnych bocznych korytarzy, czy komór. Prosta droga, w której towarzyszyły im tylko spojrzenia niemych i straszliwych posągów sprzed wieków.
Nagle po wielu minutach, tunel nagle rozszerzył się i grupa stanęła w wielkiej hali. Światło różdżki Balthazara pozwalało dostrzec tylko niewyraźne zarysy misternego sklepienia i kolumnady wewnątrz. Dalej była tylko ciemność. Balthazar wyczuł potężną magię ochronną i rzucił czar rozpoznania. Na posadzce rozbłysły nagle tysiące glifów strażniczych i swoim światłem rozproszyły ciemności komnaty, w tym skute łańcuchami ciało na środku komnaty.
Krzyk szaleństwa ludzi Balthazara, echem odbił się aż przy wejściu do grobowca, alarmując strażników. Dokładnie w tej chwili z lasu wychynęły pierwsze sylwetki zwierzoludzi.


***
Balthazar był jedynym, który nie uciekł albo, który nie umarł ze strachu na sam widok monstrum na środku komnaty. Wiedział, że magia glifów strażniczych  nadal była maocna i że ich jedynym celem było utrzymanie monstrum w tym miejscu. Rozejrzał się wokoło – na ścianach widniały takie same symbole jak na tabliczce. Jego serce zaczęło mocniej bić, gdy zdał sobie sprawę, że mógł popełnić największy błąd w swoim życiu – a może nawet największy błąd w historii ludzkości. Szybko wyciągnął tabliczkę i porównał runy. Kiedy zidentyfikował ostatnią brakującą sylabę upadł na kolana przeklinając starożytnych i ich alfabet, w którym jeden znak mógł mieć wiele znaczeń w zależności od kontekstu – jego tłumaczenie było całkowicie błędne. Grobowiec nie krył Berła Ocalenia. Grobowiec był więzieniem Władcy Okrucieństwa. Podniósł głowę aby spojrzeć na monstrum, wtem jego wzrok napotkał zimny błękitny ogień starożytnych oczu. Przedwieczne zło obudziło się ze swego snu.


***
- OTO JESTEŚ CZŁOWIEKU! NIE ZNALAZŁEŚ TEGO CZEGO PRAGNĄŁEŚ! ZNALAZŁEŚ SWOJĄ ZAGŁADĘ!
- Jeszcze się przekonamy demonie! – Głos Balthazara był niezwykle mizerny w porównaniu do potężnego ryku, który rozdzierał mu od środka czaszkę w mentalnej komunikacji.
- NIE MOŻESZ MI NIC ZROBIĆ! JESTEŚ TYLKO ROBAKIEM! MOI SŁUDZY JUŻ PRZYBYLI ABY MNIE UWOLNIĆ I TY ICH NIE ZATRZYMASZ!
- Słudzy? Jacy słu…? – Balthazar nie zdążył nawet zadać do końca pytania, kiedy jego głowę wypełnił rozdzierający demoniczny śmiech. Balthazar pokonał ból, wiedział, że musi wydostać się na zewnątrz. Jakimś cudem wypełzł z komnaty, po czym rzucił się biegiem w kierunku wyjścia z grobowca. Wiedział, że jego ludzie są w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Jeszcze zanim dobiegł do bramy usłyszał szczęk broni, ujadanie bestii i krzyk umierających ludzi…

Oto jest - koniec. Nie będę wiele pisał tylko podsumowanie. Przed wami pełna armia nowych Beastmenów. 3044 punktów, koszt w złotych polskich: 1976. Dwa lata pracy i zmagań z lenistwem a czasem brakiem czasu. Teraz pozostaje wypróbować ją w boju - pewnie niedługo uraczymy was z kolegami raportem bitewnym w podsumowującym odcinku. Teraz zostawiam już was z obrazkami - i tak nikt tekstu nie czyta! :)

Czego zabraknie...

Dzisiaj na 23:59 zaplanowany jest koniec Starcia Tytanów - Zmierzch Tytanów można by powiedzieć. Przed tym hucznym zakończeniem, chciałbym się z wami podzielić informacjami o tym czego nie udało się zrobić i czym nie będę mógł was uraczyć w ramach tej zabawy. Być może przyjdzie taki czas, że i te figury zostaną odkurzone i dostawione do kolekcji, ale to będzie już inna historia. Póki co czas przerzucić się na coś mniejszego - o tym mam nadzieję napisać parę słów jeszcze w tym roku. A póki co małe podsumowanie 'niepowodzenia' - niezrealizowanych planów.


Na zdjęciu powyżej widać większość z tego co miało być, a czego nie będzie - dwóch bohaterów, w tym jeden specjalny - Ghorros, centigor. Z tej dwójki większą szansę na szybkie malowanie ma jednak bohater pieszy, ze względu na kapitalny model z dwuręcznym toporem. Obok wzgórzowy gigant z Reapera - miał stać się cyklopem (Cygorem), jednak jest sporo za mały jak na standardy GW, nie mam pojęcia czy znajdzie się dla niego miejsce w planach malarskich. W szarym pudełku ettin - właściwie nie wiem jaką funkcję miał w armii pełnić, chyba miał być zastępczym gigantem, pasującym wzrostem do Cygora. Śliczna figurka swoją drogą. Obok niego nieumarły wilk(ołak) - mozna było zobaczyć jego figurkę wśród watahy wilków GoBoSa. Chciałem z niego zrobić specjalnego bohatera na własnych zasadach dla wilków, coś w stylu wiedźmy w moich harpiach - impach i wykorzystać do scenariusza, który prezentowałem w jednym z odcinków - ale niestety jakoś zawiodłem w malowaniu, albo zawiodła poczta, która nie dostarczyła go na czas. Poniżej dodatkowa szóstka minotaurów - ponieważ zasady dopuszczają wystawianie kliku oddziałów, a nie kryjmy się - minotaury są dość mocne w tej edycji. Dodatkowo wzór z Reapera jest bardzo ładny. Trzy z nich dostałem w opcji prepainted i jako plastik - były o połowę tańsze, choć rzeźba już nie ta co metale. Na koniec na dwóch flankach dwa małe oddziały Bestigorów - jeden znaku Khorna, drugi Nurgle'a - byli w planach od początku i praktycznie byli inspiracją dla tej armii. Ale miejsca w niej nie znaleźli ze względu na nowe zasady. Zamierzam je wykorzystać do stworzenia paru figurek do grania w stare dobre fantasy RPG, a Bestigory Khorna są do tego idealne - wyglądają jak krowy z halabardami z bonusowego poziomu w Diablo!

To jeszcze nie wszystko. Na malowanie i konwersję czeka jeszcze jedna figura, ale o niej napiszę przy okazji ostatniego odcinka. W każdym razie planuję ją ukończyć jako następny mój model fantasy i zrobić z niej coś w rodzaju epilogu do Tytanów, już na własną rękę.

Co jeszcze... Hmmm... Zapomniałem zrobić zdjęć, ale na półce ostatnio odgrzebałem 10 Hellhounds of Khorne i 6 Wargów do lotra - wszystkie miały służyć za Warhound of Chaos - nie wiem dlaczego, ale strasznie lubię tą jednostkę i od początku działała mocno na moją wyobraźnię, zsyłając obrazy nocnego ataku straszliwych bestii o gorejących źrenicach, napędzanych starożytną wolą zniszczenia. Niestety zasady obecnie są dla nich bardzo nie sprzyjające* - dlatego nie wiem czy się jeszcze skuszę na ich malowanie. A, no i wśród tych piesków znalazłem też Shaggotha ze srajkastu. Niestety nowe zasady wycięły go z armii. Myślałem, że użyję go do pewnej konwersji, ale niestety jest ciut za mały (tu widać jak puchną miniatury GW - skoro ich stare największe potwory zaczynają wyglądać śmiesznie przy nowych).

Co zrobię z tymi miniaturami? Sam nie wiem... Pewnie część pomaluję (tak jak napisałem), a pewnie część w końcu wystawię na allegro - kiedy w końcu znajdę czas na to aby się tym zająć...

W każdym razie cieszę się że w końcu udało się stworzyć całą armię i nie żałuję tych zakupów - pozwoliły mi stworzyć plan większy i zmotywować do pracy nad kolejnymi odcinkami. Gdyby nie to pewnie z tego co mam teraz wypadło by kilka innych oddziałów, a tak, o czym niedługo się przekonacie, armia Beastmenów prezentuje się naprawdę imponująco (nawet dla mnie - wiecznego malkontenta). Stąd recepta na sukces - należy zawsze mierzyć wyżej niż pozwalają nasze umiejętności! :)



* Ich punkty nie wliczają się w minimum core - beznadziejna zasada, teraz kiedy liczy się procentowy udział, ich punkty nie mają prawie żadnego znaczenia - 60pkt za 10 sztuk, kiedyś kiedy liczyło się jednostki miało to sens, aby powstrzymać graczy przed wystawianiem 3 oddziałów psów, a reszty w sekcji Special i Rare. Teraz przecież żeby wypełnić core pieskami, musiałbym użyć ich około setki! A to mogłoby być nawet bardzo klimatyczne!

piątek, 23 grudnia 2011

Szwedzkie regimentówki - pozycja bojowa

Wisienką na podjazdowym torcie, mają być 2 działa regimentowe. Niestety są to modele, które malowałem 2 lata temu i które ostatnio musiały przejść solidny lifting. Odświeżyłem drewno, przemalowałem podstawki (i tak pozostawiają wiele do życzenia) i załogantów. W sumie nie tknąłem chyba tylko beczek z prochem. Kto by się odważył zresztą. One zawsze grożą wybuchem.

Mam nadzieję, że niedługo dojdą też części do konwersji dział w wersji transportowej. Podstawki mam już wycięte. Green Stuff czeka. Plansze z rysunkami takich zaprzęgów mam w pogotowiu. W ofercie WG nie ma jeszcze takich zaprzęgów, więc konwersje to jedyny dopuszczalny sposób aby moc zagrać na turnieju artylerią w pełni korzystając z potencjału jaki oferuje.

Doczekać się nie mogę. Dawno niczego nie konwertowałem!

Szwedzcy dragoni - werbunek trwa

Oto kolejny, tak jak poprzedni niekompletny, oddział dragonów. W ciągu ostatnich kilku dni przysiadłem fałdów i pomalowałem 2 kompanie. Niestety nie mam więcej pieszych figurek ale może w sobotę dostanę brakującą kompanię. Jeśli tak, zamknie ona listę potrzeb do poziomu Podjazd i zostanie mi pomalować dragonów konno. Co, niestety, zajmuje więcej czasu, a turniej w styczniu kusi. Możliwe, że poeksperymentuję przy okazji z nowymi kolorami koni...? Zobaczymy. Pewne jest, że muszę pomalować 6 podstawek dragonów w zielonych kurtkach. Jeśli się z nimi uporam, zostanie mi tylko zrobić 2 bazy rajtarów i liczyć na to, że części do konwersji zaprzęgów do dział dojdą na czas i zdążę je poskładać.

Dragoni nie-weterani się bardziej czy mniej od weteranów?




czwartek, 22 grudnia 2011

Szwedzcy dragoni - weterani - werbunek trwa

Słowo się rzekło. Oto obiecani Szeperdowi dragoni. Wprawdzie jeszcze nie skończyłem podstawki ze sztandarowym, którego prezentowałem ostatnio ale 6 z 8 podstawek 2 kompanii weteranów do podjazdu mam gotowych. W podjeździe chcę najpierw wypróbować dragonów, dlatego docelowo maluję 4 kompanie. Dwie weteranów, po 2 bazy każda oraz dwie mniej doświadczonych, po 3 bazy każda.

Cała kolorystyka dragonii bazuje na kolorystyce regimentów piechoty, którą znalazłem na forum OiM. Oczywiście wiem, że to nadużycie i że dragoni powinni być bardziej kolorowi (najemnicy) ale przyjąłem, że to muszkieterzy, których w toku walk w Polsce Karol Gustaw kazał wsadzać na konie (wiadomo, że wojna szarpana zmusiła szwedzkiego króla do prób zwiększenia mobilności armii).

Weterani będą żółto-czerwoni. Regularna dragonia zielona. Następny kolor to rdzawy i morski zielony (dla 2 osobnych formacji) dla piechoty walczącej w szyku muszkietersko-pikinierskim.

piątek, 16 grudnia 2011

Zakąska

Obiecałem Szeperdowi więcej zdjęć Podjazdu szwedzkiego. Niestety 2 sesje nie bardzo mi wyszły. Zdjęcia okazały się delikatnie rozmyte i to je zdyswalifikowało.

Na szczęście rzutem na taśmę zrobiłem też zdjęcie kolejnemu (już 3cia podstawka) elementowi konnych dragonów. W tej chwili mam gotowe 4 piesze (kolejne 4 dzisiaj skończę - piechotę robi się 3x szybciej niż jazdę!) i 2 konne podstawki. Jeszcze jedna i kompania weteranów będzie gotowa.

W pojeździe chcę na pierwszy rzut wypróbować dwie, dwu-podstawkowe kompanie weteranów (czerwono-żółci) i dwie trój-podstawkowe kompanie regularnych (zielone kurtki - trochę z nimi walczę, bo zielony to trudna sprawa).

Prezentowany poniżej model to dragon-weteran. Pierwszy w 3ciej podstawce. Niestety zdjęcie było ciemne, a po rozjaśnieniu czerwony nabrał wyjątkowo agresywnego odcienia. Na prawdę jest bardziej stonowany. Za to dobrze widać malowanie konia. Niedługo wrzucę obiecane, grupowe zdjęcie. Myślę, że do końca przyszłego tygodnia na pewno.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Następny Nekron

Postanowiłem tym razem użyć innych kolorów niż przy poprzednim bohaterze. Jest to schemat, który założyłem sobie na samym początku. No, za wyjątkiem koloru dominującego, czyli turkusu. Nekron miał w założeniu być stary powstały po tysiącach lat snu. Natomiast turkus miał być nieskazitelną czystą energią obudzoną po tych wiekach.
Kolorystyka dosyć ascetyczna. W zasadzie użyłem tylko boltgun metal jako barwę podstawową oraz dwarf bronze dla kilku detali. Całość jest postarzana moim starym sposobem. Turkusowy to hawk turquise rozjaśniany przy pomocy skull white. Ot cała filozofia. Figurka pomalowana w dosyć prosty sposób. Zastanawiałem się tylko czy momentami nie zbyt prosto. Myślałem o użyciu turkusu jeszcze na symbolach na głowie i klatce piersiowej nekrona. Chyba te elementy powinny się wybijać. Pomyślimy, pewnie jeszcze odrobinę chłopaka zmodyfikuję.
Podstawka to trzy kamyczki z zestawu od GW przyklejone z małymi odstępami od siebie. Przerwy te są wypełnione green stuffem i udają płynącą energię. Ten green stuff właśnie pomalowany jest tak samo jak akcenty na herosie, a kamyki zostały przetarte szarościami.



RSS FeedRSS